#3o0KS

Moi rodzice nie nauczyli mnie się podcierać.
Po każdej kupie na moich majtkach zostawała brązowa linia. Nie wiedziałam, że trzeba się podcierać dopóki papier jest czysty, a potem najlepiej jeszcze podetrzeć się mokrymi chusteczkami albo po prostu wskoczyć pod prysznic.


Myślałam, że ubrudzone w ten sposób majtki to norma, a problem zauważyłam od kiedy zamieszkałam z chłopakiem. 


(Mimochodem podczas prania widziałam, że on tak nie ma).
Teraz problem istnieje już tylko w przeszłości i za to dziękuję internetowi.
majer Odpowiedz

Masz bardzo dzielnego chłopaka.

mitochondrion Odpowiedz

A nie miałaś żadnego problemu z zapachem? Mówiąc wprost: ze smrodem? Dobrze, że już się nauczyłaś, nigdy nie jest za późno

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#cO826

Przewinęło się tutaj ostatnio kilka historii nt. znęcania się i przemocy wśród uczniów w szkołach. Kilkanaście lat temu, w mojej szkole takie zachowania był tradycją i zwano je "koceniem". Wielu uznawało to za nieszkodliwą zabawę, ale jak wiadomo, zabawy czasem wymykają się spod kontroli. 


Najpopularniejszą metodą "kocenia" było mierzenie. Polegało to na zmuszaniu do odmierzenia za pomocą zapałki rozmiaru jakiegoś obiektu. W wersji light był to parapet mierzony całą długością patyczka, ale co bardziej "kreatywni" wymyślali rzeczy w stylu mierzenie korytarza lub odpływu klozetu jedynie główką zapałki. Dopóki stosowana była wersja light i obie strony traktowały to jako wygłupy wydawało się, że można machnąć ręką, jednak zdarzały się "koty" krnąbrne, które bawić się absolutnie nie chciały. Wówczas egzekwowano od nich posłuszeństwo straszeniem, biciem czy zabieraniem rzeczy i wyrzucaniem ich do śmieci, przez okno lub nawet do klopa.


Pewnego razu, kiedy to już przeistoczyliśmy się z "kotów", w drugoklasistów na którejś z przerw podszedł do mnie kolega i oznajmił, że "jeden >kot< nie chce mierzyć". On sam był kurduplem, ja natomiast, bez chełpienia się, z uwagi na rozmiary i pewne umiejętności nabywane od najmłodszych lat budziłem respekt. 


Nigdy wcześniej nie bawiłem się w "kocenie", sam też nigdy go nie doświadczyłem, ale z jakiegoś powodu wstałem i poszedłem za kolegą, utemperować buntownika. "To ten!" - wskazał palcem mój kompan. "Ale dlaczego ja?" - odparł wciśnięty w kąt korytarza mały, przestraszony, pucułowaty chłopaczek, z wystającymi przednimi zębami. Ofiara idealna, niezdolna do obrony. Z perspektywy dorosłego człowieka to śmieszne, ale wtedy czułem, że mam nad nim pełnię władzy. Mogłem upokorzyć go na dziesiątki różnych sposobów. Stanąłem więc nad nim, groźnie zmarszczyłem brwi i moja ręka wystrzeliła naprzód... otwarta do powitania. Przedstawiłem się, uścisnąłem małą, spoconą ze strachu dłoń i nakazałem mu "nie słuchać tego ch*ja, a w razie innych problemów przyjść do mnie". Kolega z klasy trochę się obraził, ale szybko mu przeszło. 


Za to z tego drugiego miałem do końca szkoły dobroduszny ubaw, gdy wołał za mną "cześć" z drugiego końca korytarza. 


Minęło ponad 15 lat. Gdybym wtedy zmusił go do wzięcia udziału w tych pozornie nieszkodliwych, debilnych zabawach, nawet nie uciekając się do bezpośredniej przemocy, pewnie wciąż wspominałbym to z zażenowaniem. Zamiast tego do dziś czuję się dumny, że postąpiłem właściwie. I być może przeczyta to jakiś nastoletni kozak i wyciągnie naukę. 


Chcesz poprawić sobie samoocenę? Poczuć się twardzielem? Pomóż komuś, zamiast go gnoić. Spraw, żeby szanował cię, a nie bał się ciebie. Stań po stronie tego, który jest prześladowany. To duże lepsze niż bycie gnojkiem, który musi krzywdzić innych, by czuć się "kimś".
Daminguska Odpowiedz

Jakoś tak po przeczytaniu tego odczułam ogromną satysfakcję.

Makigigi Odpowiedz

Już myślałam, że dziś tamten chudzielec ma firmę i zatrudnił Cię, bo wtedy byłeś dla niego miły....

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#CqAbG

Moja dobra znajoma stała się typową madką, dla której jej bombelek jest oczywiście najważniejszy. No i ostatnio na serio zaczęło jej odwalać. Najpierw poprosiła mnie, żebym dała jej nowego tableta, którego sobie kupiłam, bo jej bombelek jest chory i mu się nudzi. Ta choroba to zwykłe przeziębienie.


Ale dobra, mówię że mogę pożyczyć im na kilka dni, ale nie ma opcji, żebym jej oddała za darmo bo zapłaciłam sama za to za ciężko zarobione pieniądze. Co usłyszałam? Że jestem nieczuła na cierpienie innych ludzi i mam w dupie jej syna. 


Serio? Ja rozumiem różne sytuacje ale ten gówniak ma wszystko co zapragnie i to zazwyczaj dostaje za darmo od ludzi bo madka bierze ich na litość. Mówi wszystkim, że jej dziecko jest poważnie chore i chce mu umilić ostatnie chwile jego życia. No ręce opadają! W ten sposób wyłudziła już nowy telefon i jakieś mega drogie zabawki. Wymyśliła sobie zbiórkę, ustawiła zdjęcie jakiegoś chorego dzieciaka i wmawia ludziom, że to jej syn. A tak naprawdę leży w łóżku z katarem i kaszlem. 


Nie wiem co się dzieje z matkami po urodzeniu dziecka. Jakieś zmiany w mózgu czy coś ale przed ciążą to była mega fajna dziewczyna. Całe studia razem się trzymałyśmy. Później niestety wpadła z jakimś facetem na imprezie, więc nawet nie wie kto jest ojcem. Gdy ostatnio poznała fajnego chłopaka to pierwsze co powiedziała, że facet nie nadaje się bo jest biedny i nie będzie w stanie zapewnić im dobrego życia. A facet wcale biedny nie był. Zarabiał dobrze, ale jak ktoś szuka milionera to rzeczywiście te standardy nie spełniają oczekiwań. 


Coraz bardziej obawiam się co wyrośnie z tego dzieciaka. Na razie jest rozwydrzone i rozpuszczone i uważa, że wszystko mu się należy. A z tą koleżanką staram się ograniczać kontakty ale to dosyć trudne, bo ciągle pisze do mnie wiadomości odnośnie tego tableta. Hitem było jak zapytała się czy w zamian za mojego tableta może oddać stare ciuszki małego no bo on i tak z nich już wyrósł, a mi na pewno kiedyś się przydadzą.
PurpleLila Odpowiedz

Jesteś pewna, że jak pożyczysz jej tego tableta to go jeszcze zobaczysz?

Odpowiedzi (1)
scor Odpowiedz

Gdy czytam wyznania lub sam widzę madki, pewna rzecz mnie zastanawia. Mianowicie co by taka dzisiejsza madka zrobiła niespełna 40 lat temu w sklepie np. mięsnym (za czasu stanu wojennego). Czy też by mówiła, że dodatkowe gramy mięska należą się jej bąbelkowi.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#jJmpo

Kilka lat temu stwierdziłem, że mam dosyć bycia typowym facetem przed czterdziestką z brzuszkiem. Ostro wziąłem się za siebie i po dwóch latach osiągnąłem swoją wymarzoną formę. Żona, z którą już od jakiegoś czasu nie układało się najlepiej, stwierdziła, że na pewno zdradzam, bo przecież nie istnieją inne powody, żeby o siebie zadbać. 


Jakiś czas później wzięliśmy rozwód, okazało się, że to ona zdradzała mnie, nie na odwrót. Wyprowadziła się do rodziców, ja zostałem w mieszkaniu w mieście, razem z córką, już pełnoletnią wtedy, która wolała zamieszkać ze mną. I tu jakiś czas temu pojawił się problem. 


Z córką zawsze miałem bardzo dobry kontakt, nasza relacja była wręcz wzorowa. Byliśmy dla siebie bliscy, jak miała jakiś problem zawsze najpierw przychodziła do mnie, mogliśmy szczerze rozmawiać na każdy temat, razem wspieraliśmy się w czasie trudnych chwil. Ale kilka miesięcy zaczęło robić się dziwnie. Na początku dość niewinnie, zauważyłem, że córka częściej chodzi po domu w samej bieliźnie, zakłada bardziej prześwitujące ubrania i tak dalej. Nie zwróciłem na to większej uwagi, myślałem, że przechodzi po prostu taki etap. Jednak później było tylko gorzej. 


Zaczęło się okazjonalne przechodzenie po domu nago, dość niedwuznaczne gesty w moją stronę, różne teksty z podtekstami. Od tego momentu zacząłem ją napominać, żeby się ogarnęła, przestała. Bezskutecznie. Do tego doszło łapanie mnie za krocze i jawne już propozycje stosunku, a także masturbacja na kanapie w salonie i wykrzykiwanie przy tym mojego imienia. Prosiłem ją, próbowałem namówić na wizytę u psychologa, ale tylko się śmieje i mówi, że to normalne i nie ma w tym nic złego. 


Nie chcę jej wyrzucać z domu, jest na drugim roku studiów, przynosi praktycznie same piątki, a wiem, że nie byłoby jej stać na mieszkanie, musiałaby wyprowadzić się do matki, ponad 200km stąd. Nie chcę rujnować jej studiów, a mnie samego też nie stać na wynajem innego mieszkania. 
Ale jest też po prostu piękną, młodą kobietą, moją córką, którą kocham. I zacząłem zauważać, że mój opór słabnie. Na razie na zewnątrz jeszcze utrzymuję pozory, strofuję za każdym takim wybrykiem, ale wewnątrz coraz częściej rozmyślam nad tym, jakby to było w końcu ulec przed nią i samym sobą. Nie mam pojęcia co robić w tej sytuacji.
bug Odpowiedz

Możliwe, że planuje osądzić Cię o molestowanie by uzyskać korzyści. Czytam dużo anonimowych i dla tego mi mózg wypaczyło.

Odpowiedzi (2)
cmsjvpx Odpowiedz

Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to że może robi to pod namową matki, albo żeby mieć z tego jakieś inne korzyści.

Zobacz więcej komentarzy (30)

#mjqWj

Mam 18 lat. Nigdy nie miałam całkowitej kontroli nad swoim życiem. Dzięki wychowywaniu mnie pod kloszem rodzicielskiej opieki nie jestem w stanie nic załatwić, boję się wykonać jakiś telefon w mojej sprawie, zawsze pytam się czy gdzieś mogę wyjść, mimo że mam prawo jazdy i spokojnie mogłabym sama zaplanować i pojechać chociażby do znajomych (o to też ciągle pytam). Na szczęście zauważyłam ten problem i od jakiegoś czasu uświadamiam o nim moich rodziców starając się coraz częściej przełamywać swój strach i załatwiać swoje sprawy sama.


Jakiś czas temu w szkole była zorganizowana akcja, w której można było dołączyć do fundacji i zostać potencjalnym dawcą szpiku kostnego. Bardzo się nakręciłam i chciałam się zapisać. W pierwszej chwili chciałam zadzwonić do mamy i zapytać czy mogę, w drugiej chwili napomniałam siebie, że to przecież moja decyzja i zrobiłam to. 


Byłam z siebie poniekąd dumna, że kiedyś będę mogła komuś pomóc, że mogę znaleźć swojego brata bliźniaka w potrzebie i powiedziałam o tym rodzicom jako, wydawałoby się, o dobrej wiadomości. Spotkałam się za to z krzykiem, z pytaniami w stylu co ja sobie wyobrażam i czy na pewno jestem mądra, bo chyba nie, skoro nie zdaję sobie sprawy z ryzyka. 


Zamilkłam, no bo co innego zrobić. Tak czy siak nie zrezygnowałam i jestem szczęśliwa, że kiedyś się może przydam, tak samo szczęśliwa kiedy oddaję krew.


Przykre jest to, że nie dawno przypadkiem usłyszałam, jak mama używa mojego przykładu jako argumentu, który ma przekonać kogoś bardzo chorego, do leczenia się dzięki transfuzji krwi. Jako, że "można temu zaufać" i nie trzeba się bać. Szkoda tylko, że mi nie może zaufać.
00n Odpowiedz

Ja miałam podobnie, może nie wychowywałam się pod kloszem, ale też nie byłam "samodzielna" i nie umiałam dzwonić i sama czegoś załatwić. Jak poszłam na studia to wszystko samo do mnie przyszło, w końcu musiałam się gdzieś umówić, w tym do krwiodawstwa na oddanie płytek krwi. Reakcja moich rodziców, gdy zarejestrowałam się jako potencjalny dawca szpiku, mimo, iż byłam starsza niż Ty teraz była podobna. Ale ja im wszystko wytłumaczyłam i jakoś to przeżyli. Nie martw się, rodzice mają Cię za swoje małe dziecko, ale z czasem zauważą, że już dorosłaś. Sama miałam ze swoimi takie przykre sytuacje, ale teraz czuję, że są lekko dumni z tego, że pomagam innym.

wolves Odpowiedz

Miałam podobnie. Jak byłam młodsza nie robiłam w domu nic poza pomocą w sprzątaniu, wprowadzaniem psów i obowiązkami szkolnymi. Nie gotowałam bo mama nie pracowała. A gdy poszła do pracy gotowała starsza siostra, a ja nie mogłam się tykać garczków "zostaw bo nic nie umiesz". Teraz mam 21 lat, czasem jestem w wielu sprawach nieporadna, chociaż się staram i tłumacze, że potrzebuję czasu, żeby się wprawić. Ani mama, ani siostra tego nie rozumieją.

Nie przejmuj się rodzicami. Kiedyś im przejdzie, a Ty nauczysz się funkcjonować sama. Powodzenia :)

Zobacz więcej komentarzy (4)

#51mrZ

Centrum badań nad dzikusami (czyt. punkt gastronomiczny), czyli o nietypowych klientach dzisiaj mowa. 


1. Ja rozumiem, że w restauracji nikt nie będzie chuchał w alkomat, ale odlewanie się do doniczki stojącej w kącie to już przesada. Tym bardziej późniejsze awantury, że zostało się przez to wyproszonym z lokalu.


2. Do wszelkich herbat, kaw itp. klient otrzymuje cukier, aby użyć go w ilości wedle uznania. Dlatego szczytem jest, kiedy typowe Grażyny przychodzą awanturować się, że ich napój jest za słodki (!).


3. To, że nie każdy ma maskotki w domu również jest dla mnie zrozumiałe, ale zabieranie ich z kącika zabaw przez dorosłych ludzi i miotanie nimi przez pół restauracji nie jest wcale takie zabawne, tym bardziej, że następnie kelnerki znajdują na podłodze potłuczone szkło...


4. Nie, nie oferujemy zniżek dla influencerów i nie obchodzi nas, że macie 300 obserwatorów na instagramie. Straszenie wystawieniem negatywnej opinii na Facebooku także nie skłoni nas do dania rabatu 50%.


5. Jeżeli restauracja zostaje zamykana o godzinie 20:00, to nie oznacza to, że zostaniesz wpuszczony o 21:00, bo wujek stryjeczny cioci kota brata babci proboszcza psa jest rzekomym właścicielem knajpy.


I ostatnie, na deser. Sztuczne owoce na stole nie służą do jedzenia, a lokal nie zamierza płacić wysłanego przez ciebie rachunku za dentystę tylko dlatego, że nie potrafisz odróżnić plastikowego jabłka od tego żywego ;).
TaehyungLoveYourself Odpowiedz

Ostatnie mnie jednak zaskoczyło..

Odpowiedzi (3)
aceofspades Odpowiedz

Mi się raz trafiła klinetka, która stwierdziła, że frytki są niesłone i ona nie zapłaci. Oczywiście solniczka stała na stole pod jej nosem, a tłumaczenia, że podajemy nieposolone, żeby każdy mógł doprawić według uznania, na nic się nie zdały.
Hitem był też dziadek, który przyszedł na skargę, że ma za mało herbaty w filiżance. Trochę się zdziwiłam, ale przyniosłam mu nową. Później na kamerach się okazało, że dziadeczek wylał specjalnie połowę herbaty do kwiatka xD

Zobacz więcej komentarzy (7)

#0pKhy

Zrozumiałam, że jestem damskim incelem.


Z moim partnerem jestem od ponad 10 lat i bardzo się kochamy - każda wolna chwila razem, liczne wyjazdy, podróże, wspólne hobby. Moja ulubiona chwila dnia to ta, gdy zasypiamy wtuleni w siebie nawzajem.


Tylko że... w łóżku jesteśmy niedobrani. Jego od zupełnie nie kręci zwykły, "waniliowy" seks - dla niego musi w nim być element przemocy i upokarzania, inaczej zwyczajnie nie czuje podniecenia. Obojętne, czy to on dominuje, czy ja - ma być bicie, szczypanie, wyzywanie, kat i ofiara. Ja z kolei boję się bólu, a najbardziej chciałabym seksu pełnego czułości i miłości, który dla niego jest nawet nie nudny, a... wytrącający z nastroju.


Od dawna nie uprawiamy zwyczajnego seksu - zazwyczaj zadowalam go do pełnych przemocy pornosów, albo poświęcam się i gram ofiarę. W roli dominy brzydzę się sobą. On nie zadowala mnie, bo jest w tym tak mechaniczny i nieczuły, że jest mi z nim bardziej nieswojo niż przyjemnie. Przy nim utraciłam zainteresowanie seksem i po prostu żyję w celibacie. Sądziłam, że najwyraźniej taki mam temperament, że wystarczy mi masturbacja raz na miesiąc, ale...


...w zeszłe wakacje poznałam chłopaka, młodszego ode mnie, delikatnego, nieśmiałego i w ogóle niemęskiego, przypominającego mi bardziej dziecko niż faceta. 


Tak silnego, fizycznego pociągu seksualnego nie czułam jeszcze nigdy w życiu (jestem wierna partnerowi). Każdy jego dotyk momentalnie sprawiał, że byłam mokra. Zerwałam tę znajomość, bo szkoda mi stałego związku, ale dalej fantazjuję o tamtym pięknym (bo inne określenie nie pasuje) mężczyźnie, gdy się masturbuję. Podnieca mnie jego delikatność i słabość, to, że wiem, że jest niegroźny.


W ten sposób zrozumiałam, że mój popęd seksualny wcale nie jest mały - po prostu mój partner zabił we mnie całe pożądanie swoimi upodobaniami, bo teraz seks kojarzy mi się z bólem i torturami.
Alighted Odpowiedz

Jestes incelka (?) i masz partnera? To tak raczej nie dziala. Naprawde nie wiem skad ci sie wzielo to slowo i jak to nawiazalas do swojej obecnej sytuacji....

Odpowiedzi (12)
Yuukimura Odpowiedz

Nie jesteś incelem. Najpierw zapoznaj się z definicją słowa, potem go używaj.

Zobacz więcej komentarzy (15)

#4qFCv

Jestem bogata, mam własną firmę w branży informatycznej. Współpracuje z klientami z kilku europejskich państw.


Kilka lat temu przyszła do nas na staż młodziutka dziewczyna. Przeciętnej urody, nie zauważyłam żeby na męskiej części załogi, w tym moim mężu, zrobiła jakiekolwiek wrażenie. 


Pewnego razu, z okazji zakończenia bardzo dochodowego projektu było zorganizowane spotkanie dla pracowników. Nie mogłam się na nim zjawić, ale reprezentował nas mój mąż. Bardzo rzadko pije alkohol, tym razem przesadził i na drugi dzień rano śmialiśmy się, że film mu się urwał jak nastolatkowi. 


Wieczorem dostałam email z nieznanego adresu. Po przeczytaniu myślałam, że zemdleje. Jak już się pewnie wszyscy domyślają, mąż zdradził mnie z tą małolatą na imprezie. Płakał, przepraszał, przysięgał, że nic nie pamięta. 


Po kilku tygodniach, gdy emocje odrobinę opadły poszłam do lokalu, w którym się to stało. Zapłaciłam właścicielowi i dał mi wgląd w monitoring. Faktycznie pijany tak, że ledwo stał na nogach, poszedł za nią jak ciele do toalety. Za parę dni poinformowała nas, że jest w ciąży i oczywiście będzie żądać ogromnych alimentów na dziecko i siebie, bo musiała przerwać studia, wróciła na wieś do rodziców. Od początku sobie to zaplanowała. Usiadłam na spokojnie z butelką wina i obmyśliłam plan. Powiedziałam mężowi, że do niego wrócę i wybaczę pod jednym warunkiem - przepiszemy firmę wyłączenie na mnie.


Skontaktowaliśmy się z naszym prawnikiem. Wszystko przygotował, formalności związane z rozdzielnością majątkowa w trakcie małżeństwa, umowę dla męża jako serwisant za 3500 zł miesięcznie. Ona o niczym nie wiedziała. Jak dziecko się urodziło, zrobiliśmy badania DNA dla pewności, było jego. 


Trochę jej mina zrzedła, jak na 1 rozprawie mąż przedstawił swoje zarobki jako zwykły pracownik. Zamiast w sumie 10 tys.(!!!), o które wnioskowała, dostała 650 zł. Miał być interes życia, a została sama z dzieckiem praktycznie bez środków do życia. Mąż zrzekł się praw rodzicielskich. Wiem, że dziecko niczemu nie winne, ale zagroziłam, że jak kiedykolwiek się z nim spotka, nie zobaczy więcej ani mnie, ani naszych dzieci. Niczego nie żałuję, moje dzieci na pewno nie będą się dzielić majątkiem, ani tym bardziej ojcem. Ostatnio ją widziałam, jej syn jest bardzo podobny do mojego, cały ojciec. Mam nadzieję, że dzieci kiedyś zrozumieją, że zrobiłam to dla ich dobra.
AniWteAniWeWte Odpowiedz

Mówicie "alkohol nie jest usprawiedliwieniem" - racja, nie jest. Jednak zastanawiam się, jaka byłaby reakacja, gdyby to mężczyzna zaciągnął pijaną koleżankę z pracy do kibla, korzystając z jej stanu upojenia. Dla mnie pojawia się tu już bardzo cienka granica między zdradą a cóż, gwałtem. Jeśli dziewczyna dosłownie na niego usiadła wykorzystując podniecenie ruchem, to jest to co innego niż obustronne obłapianie się i szybki numerek nad umywalką.
Byłabym tu ostrożna z takim ocenianiem.

Odpowiedzi (9)
KissMee Odpowiedz

Czyli facet Cię zdradził a jak dla mnie alkohol nie jest usprawiedliwieniem... Szkoda dziecka bo mimo wszystko Twój mąż w tym uczestniczył i nie był odurzony przez kogoś tylko przez samego Siebie tym bardziej, że sam za nią poszedł.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#conJk

Zaznaczam, że nie chcę się chwalić. To wyznanie raczej powinno być wstydem dla Polski, a raczej rządu, że ludziom się tak źle żyje.

Pracuję jako sprzątaczka za granicą. Praca jest lekka i się nie nadrobię. Zrobię swoje i idę do domu, nie muszę myśleć o pracy po pracy jak to w innych zawodach na wyższych stanowiskach. I wiecie co, za tygodniową wypłatę mogę sobie kupić np. Najnowsze buty nike, które w Polsce są warte 700 zł i jeszcze mi zostaje na życie. W Polsce nigdy nie byłoby mnie na to stać.

Nigdy nie wrócę do Polski właśnie z tego powodu, tutaj jako sprzątaczka mogę się sama utrzymać, a nie zapierdalać po 12 godzin i nic z tego nie mieć.
KissMee Odpowiedz

Inny kraj, inna gospodarka, inna historia... Dla Polaków od dawna np. Niemcy były krajem gdzie jechali się dorobić a np. Dla Ukrainców takim krajem jest teraz Polska. Nic nie wynoszące wyznanie bo rzeczywistość każdy zna więc nawet nie anonimowe.

trutuska Odpowiedz

No mnie tu ostatnio zminusowali, jak pisałam że zasługujemy na godne życie za pracę. A Ty tu piszesz jeszcze o zachciankach xD

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#ZpBv2

Niedawno byłam z dwoma koleżankami w klubie. Chociaż wszystkie wystroiłyśmy się w fajne ciuchy i zrobiłyśmy sobie precyzyjny makijaż, to jednak one zdecydowanie wyróżniały się w tłumie. Nie musiały długo czekać, aż w naszym pobliżu pojawił się najpierw jeden, potem drugi facet. 


Każdy chciał z nimi zatańczyć, wypić drinka. A. i K. były tym bardzo ucieszone, ja mniej, bo z racji tego, że non stop ktoś je brał na parkiet i zagadywał, mi przypadł zaszczyt grzania ławy, pilnowania napojów i torebek. Po paru godzinach poczułam na sobie czyjś wzrok - fajny mężczyzna, na oko niewiele starszy ode mnie, siedział przy barze z piwem w ręku. 


Po chwili wstał, podszedł do mnie i zapytał czy może się dosiąść. Byłam w siódmym niebie. Miałam ochotę krzyknąć do dziewczyn "patrzcie, nie jestem aż takim pasztetem, ktoś jednak chce ze mną pogadać!". Przedstawił się jako Krzysiek i zaproponował żebyśmy wspólnie napili się wódki. 


Uśmiechnęłam się nieśmiało i powiedziałam, że wolę nie pić czystej i czy nie weźmiemy sobie czegoś łagodniejszego. Na co Krzysiek odpowiedział - "wtedy będę za trzeźwy, ta operacja wymaga większego kalibru."


Cóż, jak sobie o tym pomyślę to sama nabieram ochoty na coś mocniejszego...
vasiravana Odpowiedz

Pomyśl o tym tak: uniknęłaś zawierania znajomości z kompletnym burakiem :)

bazienka Odpowiedz

ja pomyslalam, ze bez tej wodki byl zbyt niesmialy
ale co jak co- jesli potrafi z dziewczyna gadac tylko po alko, to nalezy uciekac

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie