#OBDzF

Kilka lat temu założyłam kawiarnię w centrum jednego z większych polskich miast. Przed wakacjami zrezygnowała z pracy kelnerka, więc szukałam kogoś na jej miejsce. Chętnych było sporo, zaprosiłam kilka osób z najlepszym CV na rozmowę. Wśród nich była dziewczyna z zespołem Downa. Podchodziłam do niej jak do każdego innego potencjalnego pracownika. Na rozmowie zrobiła najlepsze wrażenie, więc dostała się na okres próbny.

To, co stało się kilka dni temu, trzyma mnie dalej w ogromnym szoku. Klientka poprosiła właścicielkę, czyli mnie, do siebie. Pomyślałam, że coś było nie tak z jej zamówieniem. Kobieta donośnym głosem zapytała, czy tak mało jest chętnych do pracy. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że na to nie narzekam. Klientka ciągnęła dalej: "Dlaczego zatrudniliście TO w mojej ulubionej kawiarni?", zerkając na nową kelnerkę.

Wyprosiłam klientkę mówiąc, że nie tolerujemy tu takich zachowań. Oburzenie oczywiście było, ale nie wiem z której strony większe. Dziewczyna pracuje u mnie dalej, sprawdza się świetnie.
Angel12345 Odpowiedz

Widać klientka to typowa Grażyna

Odpowiedzi (1)
seba199020 Odpowiedz

Szkoda, że nie powiedziała, że zna właścicielkę, to by było ciekawiej.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#nWCUW

Pracuję w jednym z naszych cudownych, polskich szpitali. Mimo przekroczonej trzydziestki w zawodzie jestem dość świeża, decydując się na przebranżowienie grubo po dwudziestce. SOR, mnóstwo obcych współpracowników, nowe miasto i ja - nowa. Szczerze mówiąc, byłam przerażona. Że mimo mnóstwa czasu poświęconego na zajęcia praktyczne i działalność wolontaryjną w ramach przyszłej pracy sobie nie poradzę, że pielęgniarki z SOR-u zjedzą mnie żywcem, a pacjenci na sam mój widok uciekać będą gdzie pieprz rośnie.

Paradoksalnie na samych dyżurach radziłam sobie wręcz świetnie, co niestety nie przekładało się na moją pewność siebie, a wręcz przeciwnie. Kilka ze starszych pielęgniarek kwitowało moją energiczność i zapał do pracy w przykry sposób. "Stara panna chce się wykazać przed doktorem, patrzcie ją tylko". "Teraz zapieprza, ale szybko jej przejdzie". "Robotę zmieniła, bo chłopa sobie pewnie w poprzedniej nie mogła znaleźć". Teksty oczywiście mówione nie wprost, a ja nigdy nie miałam odwagi, by się na ten temat skonfrontować. Udawałam, że o niczym nie wiem, a na dyżurach starałam się ograniczać nasze kontakty do minimum. Miałam wrażenie, jakbym znowu znalazła się w szkole, tylko że to nie koledzy wzięli się za zatruwanie życia, a nauczyciele.

Dlaczego to anonimowe, spytacie zapewne. Widzicie, w jednym miejscu te pielęgniarki niewiele się pomyliły. Moją motywacją, jasnym promieniem wśród wszechobecnego bólu, śmierci i atmosfery obłudy był mężczyzna. Ratownik, jak ja, kilka lat starszy, ale z dużo większym doświadczeniem. Dzięki niemu nabrałam odrobiny pewności siebie, częściej się uśmiechałam i znajdowałam w sobie dość siły, by tu wracać i dawać z siebie 100%. I chciałam mu zaimponować, bardzo. To w dużej mierze dla niego się starałam. Po jakimś czasie zaprzyjaźniliśmy się i zaczęliśmy spotykać na gruncie także prywatnym - jako koledzy, a i tak najczęściej w towarzystwie osób trzecich. Zakochałam się w nim tak, jak mi się do tej pory nie śniło i choć minęły już dwa lata, nadal jest dla mnie tym jedynym.

Nigdy też mu tego nie powiedziałam i prawdopodobnie nie powiem, bo jest w szczęśliwym związku i planuje ze swoją dziewczyną ślub.
guslo666 Odpowiedz

Kobieto ! Odgryź się tym starym ropuchom. ;) Trzeba walczyć o szacunek, ale nie zniżaj się do dolnolotnyc.. Z rozwagą wymierzaj bolesne uwagi niczym dobry szermierz ciosy. Słowem walcz wyrafinowanym! ;))

Strawberry9 Odpowiedz

Przykro, że on jest niedostępny, ale wrednym starym łupom zacznij się odgryzać bo zamiast się zająć pracą, wymyślają intrygi

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#50pko

Mieszkam obecnie na osiedlu z wielkiej płyty. Wiadomo, że nie ma co się spodziewać po tego typu miejscu, ale najważniejszym atutem było dobre skomunikowanie z miejscem pracy.

Z tego co zaobserwowałem, na tym osiedlu mieszka więcej osób bezrobotnych niż pracujących. I tak się zastanawiałem - skąd oni mają na to kasę?

Codziennie zasuwam do roboty, a przykładowo grono kilkunastu, a nierzadko kilkudziesięciu kloszardów baluje przed sklepem od rana do wieczora z puszką piwa. Codziennie. A czasami również i w nocy.

Kiedyś spytałem się w sklepie nie o to, czy im to przeszkadza, ale czy wiedzą skąd oni mają na to hajs. Odpowiedź krótka - zasiłek. Dla nich to nawet dobrze, bo już wydali u nich "wypłatę" za kolejny miesiąc. Na zeszyt.

Z ciekawości rozszerzyłem swoją wiedzę o innych sąsiadów, których przykładowo zawsze widzę, jak stoją i się dotleniają na balkonie, puszczając cały dym prosto w moje okno. Również socjal.

I taka moja refleksja na koniec: po co ja właściwie pracuję, skoro starcza mi tylko na życie i opłacenie wynajętego mieszkania?
Ano po to, żeby oni nie musieli pracować, a żyć z socjalu i pobalować za "moje zdrowie". Ja nie baluję, bo mnie nie stać. A nawet gdyby mi coś zostało, to i tak nie miałbym już siły po orce w moim obozie pracy...
Angel12345 Odpowiedz

Moim zdaniem nie powinno być żadnych zasiłków A po prostu niskie podatki. Bo to na to samo wychodzi.

Odpowiedzi (2)
Poprostuodmiennie Odpowiedz

Jako matka x lat temu zarejestrowałam.się w klubie dla mam, od czasu do czasu zaglądam zobaczyć co u koleżanek stamtąd się dzieje w życiu.. no i z miesiąc temu wchodzę, a tam post na tablicy jakiejś nowej użytkowniczki: " jakie zasiłki przysługują mi po roczku dziecka? Dalej ten 1000 czy mniej?". Zapytałam czy praca choćby na pół etatu/ weekendowa nie lepsza od zasiłków, dostałam odpowiedź, że " aniołka nie zostawi w żłobku, bo ojciec jest od zarabiania na rodzinę". Nosz urwał, nie ukrywam, że mnie szlag trafia jak czytam coś takiego, bo mojemu dziecku nie należy się nic od państwa, bo pracujemy oboje z mężem.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#nBNX8

W ostatnie święta Bożego Narodzenia siedziałem sobie przy stole z rodziną rozmawiając i coś tam podjadając. Nagle zza drzwi mojego mieszkania zaczęły dobiegać niepokojące odgłosy.. Podchodzę zdziwiony do drzwi, razem z żoną zaczęliśmy nasłuchiwać. Słyszę: "wpuść mnie, jestem psem sąsiada, umiem mówić, bo są święta"... Zdziwiony otwieram drzwi, a tam pies sąsiada z przymocowanym do brzucha głośnikiem oraz śmiejący się wniebogłosy sąsiad.

Przyszedł przypomnieć, że miałem być u niego już 15 min temu, na umówioną, świąteczną wódkę :)
Zihat Odpowiedz

Świetna historia, krótka, treściwa i z humorem. Kreatywny ten wasz sąsiad :D

trzy Odpowiedz

Mało anonimowe, ale bardzo przyjemne wyznanie :D

Zobacz więcej komentarzy (2)

#uwxY6

Mam 29 lat i nigdy nie byłam zakochana.

To nie jest tak, że nie wiem czym jest miłość, kocham rodziców, kocham swojego psa, kota... ale to inny rodzaj miłości...

Nigdy nie poczułam "motylków w brzuchu".
Nigdy nie byłam zauroczona na tyle, by patrzeć na świat przez różowe okulary, czy po prostu z czystym sumieniem powiedzieć "kocham cię".
I samych słów "kocham cię" unikam jak ognia, bo po protu tego nie czuję.

Byłam w kilku związkach, chociaż do każdego z partnerów czułam zaledwie sympatię.
Żeby nie było niedomówień, starałam się jak mogłam, by okazywać "miłość" i jednocześnie nie mówić "kocham cię", bądź mówić to w wyjątkowych okolicznościach.
Czasem zastanawiam się, czy oni tego nie wyczuwali, czy mój brak uczucia nie był ostateczną przyczyną zerwania. Jakkolwiek by jednak nie było, to nie cierpiałam po rozstaniach.

Nie wiem, czy można to zmienić, a będąc szczerą chciałabym kiedyś poczuć taką prawdziwą miłość, książkowy/filmowy stan głębokiego zauroczenia, przy którym nie śpisz po nocach i wyczekujesz tej drugiej osoby... tylko ja po prostu nie wiem jak.
Haiku Odpowiedz

Definicja miłości nie istnieje, a ludzie różnie ją opisują i odczuwają. Istnieje więc szansa, że kochałaś tylko porównujesz to z bardziej epickimi opisami innych osób i przez to negujesz swoje odczuwanie ;)

Stayweird Odpowiedz

Przyczyn może być wiele.
1. Jesteś aromantyczna
2. Nie poznałaś jeszcze tego kogoś
3. Często motylki w brzuchu i niespanie po nocach to przypadłość nastolatków. Które jeszcze nie znają bliskości drugiej osoby i związków. Im jest się starszym/bardziej doświadczonym tym mniej sie przeżywa niektóre sprawy
4. Może po prostu jesteś bardzo introwertyczna wiec z natury nie tęsknisz za ludźmi ani nie wyczekujesz spotkania z nimi tak bardzo

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#ekhPv

Kilka lat temu szukałam nowej pracy. Po wysłaniu kilku CV dostałam zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko handlowiec - sprzedawca.
Kilka dni wcześniej do kin wszedł film "Wilk z Wall Street". Ci, którzy go oglądali pewnie kojarzą motyw z długopisem (tytułowy Jordan Belfort chce, by sprzedać mu długopis i wszyscy jak jeden mąż zaczynają od zachwalania zalet owego przedmiotu, a chodzi o to, żeby wytworzyć na niego zapotrzebowanie).
Tak więc wracając do rozmowy kwalifikacyjnej. Oprócz standardowych pytań typu "powiedz coś o sobie", "dlaczego chcesz tu pracować", "jakie są twoje osiągnięcia", "ile to jest 15% z 40" dostałam zadanie - "tutaj mam długopis. Proszę się chwilę zastanowić i proszę mi go sprzedać".

Od razu przypomniałam sobie scenę z "Wilka...", ale zaraz pomyślałam, że to głupie. Nie będę przecież wykorzystywać sceny z filmu. Ale zaraz - dlaczego nie? Raz się żyje, najwyżej na kolejnej rozmowie już tego nie zrobię.

Tak więc przeprowadziłam całą scenkę według filmu i... dostałam tę pracę! :) Mało tego, rekruter (swoją drogą kierownik regionalny) był bardzo zadowolony i powiedział, że wypadłam najlepiej na rozmowie.
Dzięki, Jordan!
Niezywa Odpowiedz

Ciekawe co sobie pomyślał gdy potem zobaczył ten film i skojarzył skądś tą scenkę.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#7jkQ0

Nie jestem wielkim fanem ślubów, wesela mnie średnio kręcą. Ale jak przy okazji można się spotkać z dawno niewidzianą, ale lubianą rodziną - to spoko. Ale jeden element naszych polskich wesel mnie wkurza.

Jak już ludzie sobie podpiją, to leci: "Gorzko, gorzko" i nieśmiertelne "Ona temu winna, ona temu winna, pocałować go powinna". To jeszcze mogę przeboleć. Ale potem podpici zjebani erotomani lecą z różnorakimi wariacjami: "...na stole...", "... z języczkiem..." i multum innych. A ja stoję, widzę zażenowanie państwa młodych, którzy muszą się całować przed publicznością, widać wstyd na ich twarzach przy pocałunku po raz n-ty i mnie szlag trafia. I mam zajebistą chęć temu staremu zboczeńcowi (zawsze się znajdzie taki starszy, po 50., już wypity, podtatusiały zbok), co wymyśla coraz to nowe wariacje, zajechać tubę w twarz z tekstem "no to teraz pan winien i pocałować podłogę powinien", ale nie da się, bo to pewnie jakiś pociotek z tej drugiej rodziny. I nie wypada obrazić rodziny kogoś, kto właśnie poślubił kuzyna/kuzynkę.
Orava Odpowiedz

To chyba zależy od rodziny... byłam na weselu miesiąc temu i "gorzko", oraz ta przyśpiewka poszła tylko raz, gdy jeszcze wszyscy byli trzeźwi, w zasadzie chyba tylko dla tradycji.

Odpowiedzi (1)
Owsiankozerca Odpowiedz

Ale to młodzi płacą djowi, zespołowi, wodzirejowi I komu tam jeszcze. Mówią, że nie chcą czegoś takiego I oni wtedy to ucinają. Idzie muzyka I mikrofon w ruch i się takich wujaszków zagłusza.

Zobacz więcej komentarzy (11)

#DDxlD

Moja matka mnie nie chciała. Nie widziała jej się kolejna ciąża z mężem alkoholikiem, dlatego chciała usunąć. Powstrzymała ją rodzina i mój ojciec. Nigdy nie byłam kochana, siostry były faworyzowane, czułam się zaniedbana.

W życiu mi się udało. Poznałam wspaniałego mężczyznę, który został moim mężem, mam dom z ogrodem bez kredytu i dobrą pracę. Mój ojciec zmarł na raka, jak miałam 17 lat. Siostry się wyprowadziły, więc matka mieszkała sama. Na starość dostała udaru. Z wiekiem jej się pogorszyło, nie jest samodzielna.

Nie wytrzymuję już. Mam dosyć opieki nad kimś, kto całe życie robił mi pod górkę, kobiety, przez którą ciągle płakałam. Po prostu jej nienawidzę. Ona jest bezbronna, całkowicie ode mnie zależna. Mieszka ze mną, a ja się nią zajmuję. Czasami mam ochotę jej przyłożyć, uderzyć, nawrzeszczeć. Zemścić się za to, jaka dla mnie była. Nigdy nic złego jej nie zrobiłam, ale przez te myśli nie chce mi się żyć.
Samanti Odpowiedz

A dlaczego przepraszam Ty się nią zajmujesz, a nie jej ukochane, faworyzowane córeczki ? Jakim cudem wyraziłaś na to zgodę ?

Odpowiedzi (1)
Postac Odpowiedz

Jak to się stało, że matka mieszka z Tobą a nie siostrami?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#Ss6Bu

Kiedyś podróżowałem stopem, jeździłem tak i po Polsce, i po Europie. Gdy już dorobiłem się auta, sam chętnie zabierałem autostopowiczów.
Kiedyś podwoziłem jakąś młodą dziewczynę, a ta po paru kilometrach powiedziała, że mam się zatrzymać i dać jej dwie stówy, bo inaczej pójdzie na policję i zezna, że się do niej dobierałem.
Z auta ją wywaliłem, a od tamtej pory żadnych autostopowiczów nie zabieram.
NocnaZmora Odpowiedz

Strasznie to smutne, że takie istoty istnieją. Kiedyś też jeździłam na stopa (ostatni raz jakieś 3 lata temu) ale trochę się boje i przestałam.

Stayweird Odpowiedz

Swoją drogą jest odważna w swojej głupocie. Bym się bała ze po takim tekście ktoś serio sie zacznie do mnie dobierać...

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#Y15Wb

Wychowałam się w nawiedzonym domu. To nic nadzwyczajnego, nie było jak w filmach, że trzeba było uciekać, że ktoś chciał kogoś zabić, nie robi się nagle zimno, gdy zbliża się duch. Zwykłe życie, zwykłe rzeczy, ale dodaję, bo ktoś mnie poprosił.

Miałam 6 lat, a moja siostra 7 i zostałyśmy same w domu. Plecak zostawiłam w kuchni i poszłam się bawić. Po jakimś czasie przypomniałam sobie, że tata się złości, gdy rozrzucamy rzeczy po domu, a że sama się bałam, poprosiłam siostrę, by poszła po mój plecak. Ona nie chciała, trochę się posprzeczałyśmy, gdy nagle zobaczyłyśmy, jak mój plecak lewitując dosyć powolnie przekracza próg kuchni, zakręca pod kątem 90 stopni w salonie i upada w futrynie naszego pokoju. Stwierdziłyśmy, że tata wrócił, ale w kuchni nikogo nie było. Tata wrócił po jakimś czasie i jak zawsze nam nie uwierzył (uwierzył 20 lat później, gdy sam czegoś doświadczył).
Czasami, gdy byłam dzieckiem, po położeniu się do łóżka ktoś przyklepywał mi z troską kołdrę i nie był to nikt widzialny.
Raz przeszłam przez kogoś idąc do łazienki w nocy i odruchowo przeprosiłam.  Dziwne to było uczucie, nigdy więcej tego nie doświadczyłam. Jakby powietrze było gęste i stawiało wyraźny opór.
Innym razem, gdy miałam około 20 lat, czytając książkę w salonie w nocy usłyszałam za plecami szurnięcie. Coś tam bąknęłam, by dali mi spokój. Rano zauważyłam, że zegar ścienny pod sufitem wisi krzywo.
Moja mama obudziła się w nocy słysząc, że ktoś się zbliża do jej łóżka. Taty w nim nie było, więc stwierdziła, że to on wraca z łazienki, ale po chwili usłyszała dźwięk spuszczanej wody w toalecie. Tuż obok niej na łóżku ktoś usiadł. Za chwilę czuć było, że ktoś inny, lżejszy siada obok (dziecko). Tata wrócił niebawem i w spokoju zasnęli.
Ostatnio drzwi same nam się otwierają w piwnicy i do piwnicy. Wczoraj ktoś chodził gołymi stopami po panelach w salonie. Najczęściej ktoś chodzi po strychu, a ktoś inny zbiega i wbiega po schodach prowadzących na strych.

Dużo było podobnych sytuacji, nie chce mi się rozpisywać. Teraz to dla mnie normalne, ale za dzieciaka nie zapraszałam koleżanek, bo się wstydziłam. To był zresztą sekret rodzinny (bo wiecie, kto by uwierzył?), który dopiero niedawno po części wygadałam po pijaku koleżankom ze studiów.
Smiejzelka Odpowiedz

Weź zamontuj kamery w domu i jak nagrasz lewitujące przedmioty to Ci uwierze. Teraz to dla mnie bajkopisarstwo i wyolbrzymianie.

Odpowiedzi (3)
Angel12345 Odpowiedz

Dużo z tego da się wyjaśnić. Np. Jak stary jest dom i z czego jest zbudowany? O jakich porach i w jakich okolicznościach widzieliście czy czuliście czyjś dotyk? Bo to też ma znaczenie. No i oczywiście duże znaczenie ma to jak bardzo uwierzyliscie w to że dom jest nawiedzony. Bo jak ciągnie się to latami, to każdą głupotę bierzecie za ducha.

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie