#yGMyp

Moja historia będzie trochę podobna do niedawno opublikowanej, ale trudno.

Ja brzdąc lat 4 poszłam za potrzebą do łazienki. Godzina akurat była taka, że babcia miała do mnie niebawem przyjść by mnie pozbierać i odprowadzić do przedszkola. Wspomnę również, że mieliśmy jedną taką przyjaciółkę rodziny, którą bardzo lubiłam. Będąc w łazience widziałam ją siedzącą na wannie. Nie wiem dlaczego, ale wtedy ten widok nieszczególnie mnie zaskoczył. Jak babcia przyszła powiedziała mi, że ta przyjaciółka zmarła. Zapytałam, ale jak to skoro ją widziałam przed chwilą na wannie.

Takie oto moje ostatnie spotkanie.

#XWoqk

Od trzech lat mieszkam w tym samym mieszkaniu. Dużo czasu spędzam w pracy. Potem lubię sobie iść na spacer, rower lub basen, żeby mieć chociaż minimum kondycji (pracę mam siedzącą). Jak mam wolne, to często jeżdżę do rodziców. Nie są już tacy młodzi, a mają dom i tam zawsze jest coś do zrobienia więc chce im pomóc. Czasem wyjdę też gdzieś z kumplami.

Do mieszkania wracam więc głównie po to, żeby spać. A śpię jak kamień i ciężko mnie obudzić. Jeśli już jestem w domu, to gram na komputerze, w słuchawkach albo słucham muzyki, czy podcastu, też w słuchawkach, bo tak lubię.

Ostatnio przyszła do mnie sąsiadka z na przeciwka. Mówiła, że próbuje mnie złapać już kolejny raz, bo ma ważną sprawę.

Powiedziała mi, że mąż od dawna znęca się nad nią psychicznie. Ciągle się na nią wydziera, a ostatnio nawet ją uderzył. Mówiła, że to był pierwszy raz i właśnie to sprawiło, że w końcu zdecydowała się na rozwód.

Następnie dodała, że ja jako najbliższy sąsiad, na pewno wszystko słyszałem i ona chce, żebym zeznawał w sądzie na jej korzyść.

Zatkało mnie. Musiałem odmówić, bo ja naprawdę NIC nie słyszałem. Nic. Tyle, że ja rzadko jestem w domu. Ona się wkurzyła. Stwierdziła, że wszystkie chłopy takie same. Męska solidarność i jak kobiecie trzeba pomóc, to każdy udaje, że nic nie widział i nic nie słyszał.

Poszła, a ja mam straszne wyrzuty sumienia, że nie pomogłem. No ale jak miałbym zeznawać? A co jeśli ona kłamie i ten chłop jest niewinny? Mógłbym mu nieźle zaszkodzić. Nie mówiąc już o tym, że nie chciałbym kłamać przed sądem i zeznać coś czego świadkiem nie byłem. Nie ma mowy!

No ale z drugiej strony - co jeśli ona mówiła prawdę, a ja nie chciałem pomóc kobiecie? No ale znowu - jak? Ja nic nie słyszałem! Nie sądzę jednak, że mi uwierzyła. Sam już nie wiem. Beznadziejna sytuacja.
Postac Odpowiedz

Nie słyszałeś, to nie słyszałeś. Nie kłam na jej korzyść, bo może wcale nie być tak, jak ta sąsiadka mówi. Możesz jej pomóc, zaproponować np montaż kamerki w domu podczas nieobecności męża. Będzie miała dowody na jego znęcanie się, bardziej wiarygodne niż zeznania sąsiada.

ingselentall Odpowiedz

Zostaw w domu włączony dyktafon. Wszystko się nagra, o ile to prawda.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#kCYFI

Kończę studia magisterskie, posiadałem prace z perspektywą zrobienia kariery. Obsługiwałem, i spotykałem się z milionerami.

Pokazywałem jak moje życie zmieniło się na Instagramie pięknie mieszkania, droższe wycieczki, ciekawe znajomości, celebryci. No zmiana życia o 180 stopni.

A teraz jak było naprawdę bo już nie pracuje w tym miejscu: Zostałem zwolniony bo nie radziłem sobie psychicznie w luksusowym świecie. Ludzie oceniali mnie czy warto ze mną rozmawiać po telefonie jaki miałem, i Markach które nosiłem na sobie. 24h 7 dni w tygodniu musiałem od tych snobów odbierać telefon i służyć im radami. Wspomniane wcześniej ciekawe znajomości polegały tylko na chorowaniu jak osioł, dla ludzi którzy i tak mieli mnie za służbę.

Teraz posiadam "zwykłą" pracę w polskim markecie ale przynajmniej mam spokój psychiczny i brak perspektyw. I wiecie co? Pasuje mi to, wolę mieć nudne i spokojne żyć niż wracać do domu i płakać. Pozdrawiam Radek 28 lat :)
ingselentall Odpowiedz

Dobrze postąpiłeś. W kręgach "elit" jest mnóstwo zboczeńców, psychopatów, socjopatów a nawet kanibali. Najgorsi są ci z odlotami okultystycznymi, koszmarna mieszanka patologii i igrania ze złymi mocami. A Tobie gratuluję mądrej decyzji.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#DuQCD

Wczorajszy dzień będzie dla mnie traumą do końca życia. Nie sądziłam, że to przydarzy się mi... Nie mam się komu wygadać ze względów prawnych. Zacznę od początku.

Mój mąż jest świadkiem koronnym. Kilka lat temu zakończył z życiem, które było nielegalne. Zrobił to, co świadek koronny musiał - zeznał na kilka osób, które znał. Wyjechał z miasta rodzinnego, poznał mnie i żyliśmy spokojnie. Od czasu do czasu dostawał pogróżki.

Zostaliśmy zaproszeni przez jego rodzinę na uroczystość. Przyjechaliśmy przedwczoraj do miejscowości obok.

Nie minęło 16 godzin, a wszyscy wiedzieli, że jesteśmy. Jechaliśmy przez miasto i się zaczęło - duże auto zaczęło za nami jechać. Stanęliśmy na światłach, ktoś z tego auta chciał wysiąść, był strasznie nabuzowany. Uciekliśmy autem. Schowaliśmy się do budynku u znajomych. Podjechali pod dom i po jakimś czasie odjechali. Szybko pobiegłam do auta, podjechałam od strony balkonu i mąż wyskoczył z balkonu i wsiadł do auta. Odjechaliśmy kawałek i okazało się, że przebili krzyżowo opony. Mąż mówił, abym nie dzwoniła na policję.

Byłam tak przerażona, bo nie mogliśmy jechać, a nas szukali. Zjechaliśmy do wulkanizacji. Jak na złość, nie było nigdzie opon z tym rozstawem i wielkością. Policja w końcu po godzinie przyjechała, a to auto, które nas goniło, przejechało obok. Szukałam wulkanizacji z tymi oponami... ale nic. Nawet podeszłam do sprzedaży aut, aby odkupić opony z jakiegoś auta, ale nic nie było.

Zaczęłam szukać na OLX, na szczęście były, ale nie do końca takie same, ale się nadawały. Nigdy tak się nie cieszyłam z opon używanych. Pan był tak uprzejmy, że je przywiózł. Szybko wulkanizator nam założył opony, a my odjechaliśmy... cały czas obsesyjnie sprawdzaliśmy, czy ktoś za nami nie jedzie.

Do tej pory jestem roztrzęsiona. Nie mogę z przyjaciółmi mieć kontaktu, rodzinie swojej też nie mogę powiedzieć. Nie wiem, co robić, bo to życie w strachu mnie wykończy. Mam nadzieję, że kiedyś się odczepią, ale to są zakapiory, co biorą narkotyki i tym żyją. Więc pewnie długo to zajmie.

Ostatnie dni mnie dobiły.
arizona41 Odpowiedz

Coś słabo chroniony jest ten świadek koronny, albo jest debilem i dla własnego bezpieczeństwa nie potrafi zerwać kontaktu z rodziną/znajomymi.

Anonimowe6669 Odpowiedz

Jakby Ci to powiedzieć - zaproszenie na imprezę do miejscowości obok rodzinnej? O ile się orientuje, to świadek koronny po zmianie wszystkich danych odcina się od absolutnie wszystkich których zna z absolutnym zakazem powrotu w rodzinne strony. Brzmi mało realistycznie

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#7CDMb

W klasie mam kilka takich koleżanek których zaczynam mieć serdecznie dość. Jesteśmy uczniami 3 klasy technikum, mamy 17/18 lat i już od dłuższego czasu mnie wykorzystują, traktują jak chłopca na posyłki, często proszą mnie, żebym im coś kupił w sklepiku, często ładują telefony z mojego super power banka(pojemność 50 000 mAh, wyobrażacie sobie?), często proszą mnie o pomoc w zadaniu domowym. Mam już tego dość. A co one, pradu w domu nie mają? Nie stać je na power banka? Nóżki je bolą i mnie posyłają do sklepiku? Nie mają jakichś pomocy naukowych? Ja mam dobre serce. Z przyjemnością komuś pomogę, ale na dłuższą metę to już zaczyna być naprawdę wkurzające. Może to z tego powodu jestem pośmiewiskiem wśród kolegów?

Chciałbym tym dziewczynom to wygarnąć, ale nie chcę być niemiły i nie chcę ich urazić. A one potrafią być naprawdę wredne gdy ktoś im podpadnie. I teraz zastanawiam się czy porozmawiać z nimi na spokojnie, czy walić prosto z mostu i na ostro.

Nie dość że mam lipę z chłopakami to teraz jeszcze mieć mieć z dziewczynami? I jak ja mam się czuć?
arizona41 Odpowiedz

Naucz się asertywności, będąc tym "miłym chłopcem" zawsze będziesz wykorzystywany, pomijany i olewany. W ten sposób nigdy nie zdobędziesz szacunku i nic dziwnego, że koledzy cie olewają.
Bycie zbyt miłym nie jest pozytywną cechą dla osoby, która ją posiada. Często jest metodą na życie, gdy jako dzieci nauczyliśmy się, że bycie miłym się opłaca. Mogła nas tego nauczyć rodzina lub szkoła nagradzająca grzeczne dzieci. W młodszym wieku może to być pożądane przez dorosłych (mniejszy kłopot).
Jednak w życiu dorosłym jest to tylko przeszkodą, przynajmniej na drodze ku swojemu szczęściu. Osoby zbyt miłe mogą być postrzegane jako osoby nieasertywne, podlizujące się, popychadła bez własnego kręgosłupa, niemające cech przywódczych, w towarzystwie jako "przegrywy". W pracy zawsze dostają najgorszą robotę, są pomijani przy awansach, inni przypisują sobie ich zasługi. To wszystko prowadzi do frustracji, depresji, obniżonego poczucia własnej wartości.
Nie wierz w karmę, to nigdy tak nie działa, że jak ty będziesz miły dla innych, to inni zawsze będą mili dla ciebie. W życiu trzeba być czasem tym wrednym ch..., egoistą co dba o siebie, bo jak nie będziesz umiał o siebie walczyć, to zginiesz na tym świecie.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#1izDD

Nie szukam pomocy, bo nie mam już woli życia. Mam 46 lat i nie mam nic. Kompletnie nic. Miałem dom, syna, żonę, która wprawdzie wolała dobrze ubranych i pachnących kolegów z pracy niż zawodowego kierowcę, który zamiast perfum pachniał olejami i dieslem. Zapieprzałem jak wół, śpiąc po 3 godziny na dobę, bo jak nie w robocie, to przy domu zawsze było coś do zrobienia. W końcu pękło.

Rozwiodłem się. Myślałem, że poprawię swoje życie. Dom poszedł na sprzedaż, syna wywalczyła była, płacząc przed sądem, że "nie może dopuścić, by obca kobieta ostrzegała, jak jej syn dorasta". Obca kobieta była moją drugą żoną, 12 lat młodszą ode mnie, którą poznałem po rozwodzie. Była doprowadziła młodego do rozstroju nerwowego i ucieczek z domu. Młody zamieszkał z nami, ale zaraz po pełnoletności zamieszkał ze swoją dziewczyną. Teraz dzwoni tylko, jak coś chce, np. kasę. Nawet o moich urodzinach nie pamięta.

Mam swoje lata i w sumie wiele nie potrzebuję. Trochę czułości, przytulenia i całusa oraz czasem durne "kocham cię", ale jest bałagan, nie umyłeś łyżeczki, głowa mnie boli, jestem zmęczona po pracy. Ostatnio mi się przytyło, co bardzo żonie przeszkadza, a jak przy sprzeczce stwierdziła, że "nowego chłopa to sobie znajdzie za pierwszym zakrętem", załamałem się. Problem w tym, że jestem tchórzem nieodpornym na ból. Kwestia czasu jest znalezienie odpowiednio bezbolesnej metody, ale znajdę ją i zniknę.

Wygadałem się, ale wcale nie jest mi lżej. Powodzenia każdemu, kto te wypociny przeczytał.
AvusAlgor Odpowiedz

Ty, a co stało (lub wciąż stoi) na przeszkodzie, żebyś się dobrze ubrał i ładnie wypachnił? Żebyś schudł 7 kg?
Chcesz być niechlujnym, grubym smrodem? Bądź. Ale czemu oczekujesz że świat to ma doceniać?

#zCv3E

Przez większość dzieciństwa byłam dobrym, grzecznym dzieckiem. Inni gnębili mnie w szkole, bałam się cokolwiek powiedzieć i siedziałam sama w kącie każdą przerwę. Nie miałam żadnych koleżanek.

Miałam chyba też depresję, chciałam przestać żyć. W liceum byłam w takim stanie, że przestałam się uczyć, ale że wtedy już nie wierzyłam, nie miałam moralnych oporów, by oszukiwać, i prawie bez nauki miałam same piątki. Tuż przed maturą zostałam praktykującą satanistką. Do dziś nikt o tym nie wie, rytuały zawsze odprawiam w ścisłej tajemnicy. Jedynie ubieram się na czarno, ale zupełnie normalnie.

I wiecie co? Od tego czasu, po jebanych 7 latach, depresja mi zniknęła bez minuty u psychiatry i okruszka tabletki. Napisałam jakimś cudem maturę tak dobrze, że dostałam się na kierunek, o którym nawet nie marzyłam, a w życiu mam takiego farta, że inni mogą pomarzyć. Przykład? Wczoraj w ostatniej chwili wybierałam promotora inżynierki. Normalnie nie ma miejsc już u nikogo fajnego, a u tego, do którego chciałam iść od początku, były… wszystkie.

Może to przypadek. Tak czy inaczej, nie żałuję niczego.
GeddyLee Odpowiedz

mhm, tak było xDDDDDDDDDDDDDD

Dantavo Odpowiedz

Najpierw było wyznanie, że pozytywne myślenie sprawiło, że wszystko się w życiu udawało, teraz, że satanizm. Ciekawe co będzie dalej. Może żelki owocowe?

Zobacz więcej komentarzy (2)

#yqp6p

Przed chwilą wystawiła mnie "przyjaciółka". Powód? Bo jej się nie chce.

Trochę bolesne, gdy przez dwa lata poświęcasz energię i czas na wyciągnięcie przyjaciółki z totalnego dna po dwóch nieudanych związkach, a gdy ona w końcu jest szczęśliwa (co mnie cieszy), odstawia mnie na bok. Druga przyjaciółka raz na jakiś czas napisze, jak się wkurzy na rodzinę, lub wyśle pojedyncze TikToki.

Obie "przyjaciółki" mają drugą połówkę. Ja przez pół roku jestem sama. Uwielbiam wychodzić z domu, spędzać czas z ludźmi, ale po ukończeniu liceum, jak widać, tych znajomych nie mam. Sama ze sobą czuję się jak gówno. Dlaczego dla innych potrafię odpisać w moment i oddać na dłoni serce, a ostatecznie zostaję sama z niczym? No, trochę boli...

Czemu tu piszę? Nie mam zielonego pojęcia, może po prostu chcę się wygadać.
vylarr Odpowiedz

Olej ją, jak i ona cię olewa.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#T0Ays

Muszę to z siebie wyrzucić. Mama wysłała mnie na spacer z psem, mam takie miejsce niedaleko domu gdzie psinka może się wybiegać.

Idąc, napotkałam podejrzanego mężczyznę, który powiedział „Dzień dobry, ale ładny piesek” myślę sobie, ok dobra to nic takiego, ładnie podziękowałam i poszłam dalej, a on za mną i zaczepia więc mój pies zaczął szczekać „Pani też jest nerwowa jak piesek?” Nic nie odpowiedziałam i szłam dalej. A on za mną. Coś za mną krzyczał ale nie skupiałam się, tylko chciałam by nogi mnie niosły jak najdalej, z daleka tylko usłyszałam „A MOGE COŚ JESZCZE ZAPYTAĆ PANIĄ Z DALEKA?”.

Zbroja obsrana. Pierwszy instynkt kazał mi zadzwonić do mamy. Opowiedziałam jej co się stało i przybiegła z domu do mnie, a potem poszła mama do miejscówki dla bezdomnych, z której ten gość pewnie pochodził i zaczęła ich opieprzać…teraz mi głupio że jej stres przyprawiłam, mogłam po prostu odejść.
Risha Odpowiedz

Zazdroszczę matki.

masloorzechowe3 Odpowiedz

Psy są niesamowite pod tym względem, że potrafią wyczuć złe intencje. Gdy byłam młodsza też mnie stresowały takie sytuacje. Straszne jest to, że młoda dziewczyna ma bać się wyjść z psem bo jakiś gość zaczyna ją bez sensu zaczepiać

Zobacz więcej komentarzy (1)

#YJZg8

Jestem w związku od 4 lat. Mój partner jest po rozwodzie, bez dzieci. Ja jestem panną, również bez dzieci, i jest on moim pierwszym partnerem. Między nami jest 15 lat różnicy.

Od pewnego czasu między nami jest coraz gorzej. Nie mam już siły walczyć. Ciągle mnie o coś obwinia, mówi, że nigdy nie miał tak źle, jak ma ze mną, że jestem przyczyną jego zszarganych nerwów, że przeżył w życiu już dużo i ma prawo być nerwowy, a ja przez swoje fochy i niedocenianie jego wysiłków powoduję awantury. Generalnie jestem zła. Stwierdził, że sama będę załatwiać rzeczy związane z naszym przyszłym domem, skoro nie umiem docenić jego pracy, a ja nigdy nic złego mu nie powiedziałam. Nie podoba mu się to, że mam inne podejście do załatwiania rzeczy i nie robię tego tak, jak on. Jestem zmęczona i coraz bardziej mam ochotę zrezygnować z tego domu i jego.

Kiedyś dwa razy mnie popchnął. Raz poleciałam na futrynę i uderzyłam głową, a drugi raz wylądowałam pod ławą w pokoju. Nigdy nie przeprosił, cały czas twierdzi, że to przeze mnie, bo wykańczam jego już zszargane nerwy. Mało tego, wielokrotnie porównywał mnie do byłych. Jak to się mówi, "łatwo nawiązuje znajomości". On twierdzi, że to dar, że po prostu potrafi rozmawiać z ludźmi. Ciekawe tylko, czemu 20-latki mają po rozmowie z nim ochotę na coś więcej. Mi się wydaje, że jemu to imponuje, a ja się męczę. Ciągle się męczę.

On pracuje w Niemczech, wyjeżdża na koniec sierpnia i wraca na Święta Bożego Narodzenia. W tym związku nic nie jest łatwe. Coraz bardziej mogę liczyć tylko na siebie. Nie szanuje mojej pracy. Jak posprzątam, to nawet nie próbuje, żeby był dalej porządek. Wszystko planuje po swojemu. Nie chcę z takim człowiekiem niczego więcej niż mieszkać. Nic nie chcę. Czuję się samotna, opuszczona, niedoceniona, wykorzystywana, poniżana i nieszanowana. Zastanawiam się, ile jeszcze wytrzymam.

Jego była żona jest jak duch. Której szafki w domu nie otworzę, tam ona wyskakuje. On nie potrafi zapomnieć, on nawet nie potrafi mi nie dokuczać. Lubi chude laski. Mi się trochę przytyło. Nie jestem gruba, ale przytyłam. Nie jestem już chuda po prostu. On oczywiście mi docina. Nie szanuje mojego zdrowia psychicznego i fizycznego. Czuję się sama, SAMA, i mam dosyć. Jest mi żal tego związku i zastanawiam się cały czas, jak bardzo jestem głupia i ile jeszcze stracę zdrowia i samooceny. Czuję, jak gasnę. Będąc samą, bardziej czułam się kobietą niż będąc z nim. Ja go nie wyleczę z jego chorób i innych przykrości.

Kiedyś nawet przez pomyłkę nazwał mnie imieniem swojej żony, a jak byliśmy na wczasach i poszłam spać, to wspominał swoją byłą. Myślał, że śpię, ale ja wszystko słyszałam. Mogłam to skończyć wcześniej. A i jeszcze jedno: to, że przytył, to też moja wina. Wszystko to moja wina. Wina to moje drugie imię.
NiezbytSprytny Odpowiedz

Sama napisałaś "Nie chcę z takim człowiekiem niczego więcej niż mieszkać nic nie chcę", jeśli szukasz na to działanie przyzwolenia od jakiegoś randoma z internetu, to oto jestem i udzielam.

KobietaKot13 Odpowiedz

Ale po co się tak męczysz? Nie macie ślubu ani dzieci, on Cię wykańcza psychicznie. Moim zdaniem powinnaś to zakończyć.

Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie