#uRv5Q

Mam problem i nie wiem jak go rozwiązać.

Mam rodziców, brata. Niestety jak to zawsze jest nie ma domu, w którym nie byłoby łomu. Chodzi głównie o mojego brata, który ma 30 lat. Kiedyś próbował popełnić samobójstwo, bo mu się nie podoba życie. Ogólnie rzecz biorąc zamknął się w sobie. Próbowaliśmy go nie raz wyciągać chociażby aby pomógł w jakichś codziennych czynnościach (np. obiad czy umycie podłóg), lecz za każdym razem woli się z nami kłócić, by każdy stracił siły i aby mógł iść do pokoju. Był w szpitalu aby się leczyć, ale lekarz stwierdził, że aby się wyleczyć, trzeba tego chcieć, a on twierdzi, że lekarz ma złe kompetencje. Bierze leki od innego lekarza, które go lekko wyciszają, ale one niewiele pomagają. Ma zbyt dużo siły na kłótnie, po czym pójdzie spać i znowu może się kłócić.

Z racji tego, że jest pełnoletni, nie możemy go do niczego zmusić. Ostatnio nawet pracę stracił i nie szuka nowej (ponad pół roku minęło). Narzeka, że chcemy go wykorzystać, bo musi pomóc zrobić obiad, który sam też zje (trzeba mu mówić co ma zrobić, bo wszystko na odwal robi, więc przy każdej czynności trzeba go sprawdzać i mówić co i jak, przez co się denerwuje, ale choćby ziemia się waliła – jak podłoga jest brudna, to nie powiem, że jest czysta). Co chwila mówi, że czuje się w tym domu jak niewolnik, mimo iż w każdej chwili może się wyprowadzić, wręcz nawet go zachęcamy do tego, aby się usamodzielnił. W dodatku wysyłał innym pieniądze i nadal to robi, tak więc nie ma praktycznie niczego poza pokojem u rodziców w domu. Rodzice już go wyrzucali z domu, ale matka zawsze patrzy na dobro dziecka (mimo iż on już dawno dzieckiem nie jest), więc znowu wrócił i znowu ma pretensje o wszystko, używając przy tym różnych wulgaryzmów i okropnych epitetów.

Serio nie wiem co mam z tym zrobić. Moi rodzice nie są młodzi, za jakiś czas idą na emeryturę i muszą utrzymywać dorosłego faceta, który aby pomógł trzeba się z nim pokłócić, a i tak niewiele pomoże. Siedzi po nocach, budząc wszystkich, by w dzień spać i narzekać, że jest zmęczony. Każdy by był zmęczony, jakby zmienił godziny funkcjonowania. On nie patrzy na to, że my musimy iść spać, bo rodzice mają pracę, ja mam szkołę itp. Czasami jest jeden dzień, w którym da się z nim funkcjonować, ale to jest kropla w morzu. Nie mam pojęcia, co mam zrobić. Rozmowy nie pomagają, wręcz przeciwnie – twierdzi, że to ja z rodzicami jesteśmy źli i wszystko co złe to nasza wina. Nie interesujemy się nim ani nie pomagamy w jego problemach. Jak o cokolwiek pytamy, to powinniśmy się domyśleć i użyć mózgu. On chciałby siedzieć w pokoju non stop i abyśmy przynosili mu jedzenie za free. Niestety tak się nie da. Ja wiem, że niedługo się wyprowadzę, ale boję się o rodziców. Oni sobie z nim nie poradzą. Może wy macie jakieś pomysły co z tym zrobić?

PS To niewielka część tego, co się dzieje. Niestety...

#0O6F4

To będzie nietypowe wyznanie, bo w tej problematyce zazwyczaj są ludzie, którzy cieszyli się powodzeniem, lub wręcz przeciwnie. Jestem grubo po dwudziestce i bliżej mi do trzydziestki. Jestem samotnym singlem i co dziwne, dopiero od dwóch lat zaczęło mi to doskwierać. W czasach szkoły cieszyłem się powodzeniem i to u naprawdę ładnych dziewczyn. Dlaczego więc nie skorzystałem z szansy? Cóż, wychowywałem się w niezamożnym, dosyć konserwatywnym, nastawionym na dobre oceny domu. Nie był on toksyczny, ale na tyle czasami trudny, że po prostu miałem różne kompleksy, mimo że nie byłem gruby czy niski (nawet prawie najwyższy w klasie). Plusem był mój wygląd, minusem środowisko, które początkowo ukształtowało mój charakter. Trochę się pobuntowałem i mimo oczekiwań wybrałem swoje wymarzone studia. Trochę w tym czasie pracowałem, robiłem kursy, a wolny czas beztrosko sobie spędzałem z kolegami, grałem w gry, bo mimo wszystko miałem więcej czasu i luzu niż w szkole. Gdy znajomi zaliczali wpadki i musieli rezygnować z karier i lekkiego życia, moje uczucia szybko gasły i nie chciałem powtórzyć ich losu. Dzisiaj są zmęczeni życiem, bojąc się o jutro i byt.
Kiedy pojawiły się kłopoty życiowe, z których zwycięsko wyszedłem, wpadłem w kryzys wieku. I wtedy po raz pierwszy zacząłem żałować swojej samotności. Wielu pewnie powie, że skoro tak, to za młodu trzeba było się buntować, mieć tajemnice przed domem etc. Wiecie, te 15 lat temu internet był ubogi, więc człowiek mógł liczyć jedynie na rady kolegów (które często zbyt lotne nie były i nie rozumiały mojego położenia), albo własnych myśli. W dodatku rodzice zrozumieli po latach, że bycie sztywnym, uczestnictwo w wyścigu szczurów nic nie daje, stali się jak do rany przyłóż, więc po latach ciężko mi mieć do nich żal, bo zaczęli mnie wspierać. Tym bardziej że mogę teraz na nich liczyć, w przeciwieństwie do lat nastoletnich. Cóż, nadal wyglądam bardzo dobrze i widzę spojrzenia na ulicach, w internecie moje zdjęcia są komplementowane. Tylko co z tego, skoro lata mi zleciały i już nie przeżyję pierwszego związku jak osiemnastolatek. Dodatkowo, po trudnym okresie dorastania, dopiero od kilku, może ciut więcej lat potrafię być normalnym gościem, bez introwertycznego zdziwaczenia. Tak, wiem, że po części to też moja wina, a nie losu, ale ciężko za młodu przewidzieć wszystko.

#sYhMC

Będąc jeszcze studentem, jechałem z kolegami tramwajem. Było nas trzech, w pewnym momencie do najdrobniejszego z nas przyczepiło się dwóch dresów. Cała akcja trwała może z 10 sekund, momentalnie zaczęli go okładać, uciekli na przystanku. Ani ja, ani drugi kolega nawet nie drgnęliśmy.
Mija około 12 lat od tego wydarzenia, a ja nadal nie rozumiem, dlaczego nie zareagowałem. Totalny paraliż, ale dlaczego?

Wstyd mi, gdy o tym pomyślę.

#zjnk3

Kumpela znajomej poznała na Tinderze faceta. Umówili się w restauracji. Po kolacji poszli do niego. W pewnym momencie poszła do toalety. On zamknął ją od zewnątrz. Dziewczyna miała ze sobą telefon i zadzwoniła po policję. Usłyszała, kiedy przyjechali i obezwładnili gościa. Do toalety weszła policjantka i poprosiła ją, by założyła sobie opaskę na oczy. Tak ją wyprowadzili do radiowozu, żeby nie zobaczyła, co ją czekało…
Facet przygotowywał mieszkanie do rzezi. Wszystko zaczynał oklejać folią.
Aż mnie zemdliło, kiedy to usłyszałam.
Tylkopoco Odpowiedz

Już okrążyło internety... Razem z podobno drugą stroną tej historii, że facet chciał by ta pomogła mu w malowanii sufitu, stąd oblekajał całe mieszkanie folią. Jaka prawda? Nie wiem.

Frog Odpowiedz

Znowu wklejasz kradzione?

Zobacz więcej komentarzy (5)

#ULs07

Za gnoja smoliłem dość długo cholewki do jednej dziewczyny. Gdy nadeszła pora konkretniejszych wyznań, stwierdziła, iż jestem dla niej zbyt miły/dobry. Po jakimś czasie zaczęła chodzić z moim najlepszym przyjacielem.
Okazało się, że umawiali i "bawili" się jeszcze w czasie, kiedy do niej uderzałem.

#2hGIM

Nie ma to jak przystojny, wysoki, zbudowany i dobrze ubrany chad, na widok którego każda jedna ma mokro, daje rady takiemu jak ja – 175 cm w okularach, z zakolami, pospolitą facjatą i ubierającym się stosowanie do zarobków lekko przekraczających minimalną krajową – jak być pewnym siebie i podrywać dziewczyny.

Znam się z tym gościem od dziecka, dobry kumpel, ale coraz bardziej zaczynam wyglądać przy nim jak jego paź. Kontrast między nami niszczy resztki mojej pewności siebie, której i tak już prawie nie ma. Podeszliśmy w odstępie czasowym do tej samej dziewczyny, on dostał numer telefonu i pewnie na weekend się prześpią, a mnie straszyła, że zadzwoni na pały, jak się nie odczepię. Idziemy na balety, on wyrywa pannę i idzie z nią do samochodu, a ja jak to ja, cóż... nawet najgrubsza mnie zlewa. Następny mankament – koleś powtarza, że nie można się bać innych i nie można sobie dawać, a ja mu na to, że łatwo mu mówić, bo gdybym miał tak jak on prawie dwa metry wzrostu i budowę ciała jak Martyn Ford, też bym się nie bał. I jak to wygląda? Ze mnie się śmieją i często mnie zaczepiają, a jego się boją.

Mamy po 25 lat, zatrudniliśmy się po szkole w tym samym miejscu. On awansował już dwa oczka, a ja dalej na pomocniku operatora. Awansował nie dlatego, że jest jakiś super. Awansował, bo dzięki temu jak wygląda budzi respekt i ludzie się go słuchają. On ma już własne mieszkanie i przyprowadza tam dziewczyny. Ja ze swoim wyglądem przeplecionym z nędzną wypłatą mogę co najwyżej zaprosić jakąś ślepą i głuchą dziewczynę do mieszkania rodziców na pokój 3×4 metry.

Mam doła przez to wszystko. Chciałbym się od niego odciąć, ale nie bardzo mogę, bo mieszkamy na tym samym osiedlu, pracujemy w tym samym miejscu. Jedyne co to się wyprowadzić, ale nie wiem za co, chyba za wszy. Jestem skazany na bycie tym gorszym na tle tego lepszego. Mam doła.
hildyr Odpowiedz

Przede wszystkim popracuj nad sposobem wypowiadania się. Te wszystkie rzeczy w stylu "każda jedna ma mokro", "nawet najgrubsza mnie zlewa" są tak ohydne, brzmisz jak jakiś prymityw.

Odpowiedzi (10)
Zmineralizowana Odpowiedz

Boże, strzeż mnie od takich przyjaciół, jak Ty.

Zobacz więcej komentarzy (14)

#Ogq5W

Moja mama to homofob. Niby w tym kraju nic szczególnego, ale jak dla mnie to okropne. Jestem osobą bardzo tolerancyjną, więc trudno żyć z takim człowiekiem. Dla niej odmienność, że chłopak nosi sukienkę, ma długie włosy i makijaż to chore. Trudno mi oglądać coś lgbt, a co dopiero kupić książkę o tym i ją czytać. Gdy wspomnę o jakiejś orientacji innej od hetero, zazwyczaj jest kłótnia. Jest ciężko. Ale żyć trzeba.
DalMyeong Odpowiedz

Twoja mama ma rację - chłopak w sukience i makijażu to nie normalnie. A ty zamiast książek o lgbt lepiej kup sobie słownik ortograficzny - też będzie Ci trudno to czytać, ale przynajmniej pożytek będzie.

Odpowiedzi (12)
Ivoncik Odpowiedz

Twoja mama to bardzo mądra kobieta które nie uległa głupiej zdegenerowanej lewicowej propagandzie.
Żal mi Ciebie. Jak musisz być zmanipulowana osoba aby własne pieniądze wydawać na kupno książek, które są celowo drukowane aby ogłupiać młodzież.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie