#rWwd3

Zapewne każdy z was ma inne spojrzenie na sytuacja na granicy polsko-białoruskiej. Szanuję każdą opinie ale chcę wam powiedzieć jak ja mam na to pogląd może bardziej wewnętrzne niż każdy z was ale się nim z wami podzielę . Mój tato pracuję w wojsku tak sam wybrał sobie ten zawód , ale był na poligonie 4 tygodnie , przyjechał do domu, zjadł obiad i dowiedział się że tego samego dnia ma być o 2 w nocy na granicy . Będzie tam kolejny miesiąc . No pewnie myślicie śpi w hotelu i tak dalej ,a nie śpi w przedszkolu gdzie nawet nie ma łazienki do umycia się, więc myją się umywalkach każdy rozkaz nie wykonują z własnej woli tylko z tego co każe im dowódca, wyższe organy i wy pewnie myślicie że to co się dzieje ten jeden filmik z krążący w internecie to ci żołnierze tego chcieli . ALE NIE. Mówiąc dalej ci emigranci chcą do Niemiec no racja , ale jeśli Niemcy ich nie przyjmą to wracają do kraju , z którego przybyli czyli do nas. Teraz wszyscy mówią niech przejdą idą dalej , mogą być u nas . A potem będą tylko popychadłami. O i stoją 24/7 w zimnie , krzakach w czym im powiedzą, a pieniądzy nawet nie ma na baterie do latarek czy same latarki . Więc nim zaczniecie ich oceniać to zastanówcie się bo oni to robią dla was i dla mnie też , a to ja nie mam rodzica prawie 2 miesiące w domu .
rocanon Odpowiedz

Każdy wstępując do wojska powinien się liczyć z tym, że może znaleźć się na wojnie.

ms0nobody Odpowiedz

Twój ojciec sam wybrał sobie ten zawód, więc powinien się liczyć z konsekwencjami. Dzieci na granicy nie wybrały sobie takiego losu i takich warunków.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#L2pXW

Witam, jest to moje pierwsze wyznanie i nie wiem jak powinnam się teraz z tym czuć, ale w sumie chciałam się tym podzielić bez oceny ze strony bliskich mi osób.
Mam 24 lata, jestem studentką bez męża, bez dzieci a dlaczego? No właśnie..

Otóż, gdy byłam jeszcze w przedszkolu i miałam może 5 lat. Stwierdziłam, że mężczyźni mają w życiu łatwiej (nie krytykujcie proszę Panowie myślenia 5latki), z racji tego, że nie muszą rodzić dzieci. Bo w sumie naawet na imprezach kiedy zdarzy się "przypadkowa ciąża" mogą udawać, że to nie ich. Albo najzwyczajniej w Świecie nawet o tym nie wiedzieć, a kobieta jeżeli urodzi to dziecko to często musi rezygnować ze swoich marzeń lub jak nie chce dziecka bo będzie z tym musiała żyć do końca życia.
Tak wiem.. jak na przemyślenia 5latki dość dziwie, ale naprawdę byłam "innym" dzieckiem. Tak też postanowiłam, że chce być mężczyzną (nie udało się bo jak xd).
W wieku 8 lat postanowiłam, że nie będę miała dzieci. Nie wiem dlaczego, ale ich nie lubię, inaczej nie to że nie lubię, bo w sumie czasami nic do nich nie mam, ale myśl o własnych przyprawia mnie o nerwicę, one natomiast paradoksalnie lubią mnie i to BARDZO. Dlatego też uważam, że byłabym super ciocią od czasu do czasu, gdyż w całkowitej zupełności wystarczy mi spędzenie z jakimś dzieckiem 1h w tygodniu albo rzadziej.
Do czego zmierzam? Otóż..
Wiele osób pytało mnie już kiedy planuję wyjść za mąż i założyć rodzinę i na odpowiedź "nigdy" reagowali wręcz z bulwersacją i od razu przygotowaną odpowiedzią w stylu " nie spotkałaś jeszcze odpowiedniego mężczyzny/ poczekaj aż odezwie się w Tobie instynkt macierzyński/ żaba się błota wyrzekała- to mnie najbardziej wkurza..". No właśnie nie. Męża mieć nie będę bo mam narzeczoną, czym się oczywiście nie chwale z wielu powodów. A jedyną rodzinę jaką planuje założyć to ewentualnie jako "dzieci" zwierzaki typu pies/kot.
Dlaczego o tym piszę? ponieważ naprawdę mam po dziurki w nosie takich odpowiedzi. Dlaczego ludzie nie rozumieją, że nie wszyscy mają dar rodzicielstwa we krwi. A ja naprawdę myśląc o dzieciach mam jakieś BARDZO NEGATYWNE MYŚLI. I nie jest to kwestia tego, że jestem z kobietą czy się boję po prostu to do mnie nie przemawia.
Zastanawiałam się szczerze sporo razy czy nie przejść się z tym do jakiegoś lekarza, który może by mi wytłumaczył dlaczego tak mogę mieć, wiecie coś w stylu "moja relacja matka-ja(dziecko)".

Może ktoś z was Panie i Panowie był lub jest w podobej sytuacji i coś się zmieniło, albo i nie lub ma magiczną odpowiedź na pytanie "w sumie dlaczego tak mam?"

Pozdrawiam anonimowych ;)
shadowhunter00 Odpowiedz

Po stylu pisania nie daję Ci więcej lat niż 15.

Ifyoulikeme Odpowiedz

Tak, pięciolatka myśląca o tym, że mężczyźni mogą się wyrzec dziecka z przypadkowej ciąży z imprezy, a kobiety muszą rezygnować ze swoich marzeń. Na pewno tak było.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#EY8qY

Jak ja miałam 12 lat a mój brat 17 to kiedy rodzice wychodzili przywiązywał mnie nagą do drążka, wkładał moje majtki do buzi po czym zaklejał mi usta i strzelał do mnie z pistoletu na kulki a potem gdzies szedł i ja tak 2 godziny sterczalam nie wiem jak to wytrzymywałam
radiant Odpowiedz

Dziwna forma molestowania.

drunkensailor Odpowiedz

siostra, przestań wymyślać i czytaj tych Chłopów, bo znowu przylufisz.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#VRH2N

Od roku jestem czysty. Nie biorę. Pomyślicie dragi. W pewnym sensie tak, dragi dostępne 24/7 na zawołanie. Pornografia.

30 lat, stan zawieszenia, nic mnie nie cieszy, ani wyjścia, ani sport, wszystko takie mechaniczne. Dziewczyny też nieatrakcyjne, obojętne, każdą miałem gdzieś. Seks raz na miesiąc. Muszę się zmuszać do podstawowych czynności, takich jak mycie się. Przewalanie się w łóżku do 12 w weekendy, poczucie zmarnowanych dni. I codzienne wędrówki do świata ślizgaczy. Od 12 roku życia. I coraz to bardziej hardkorowe kategorie, gangbangi, pozorowane gwałty, fekalia, bdsm łącznie z okaleczaniem ciała. Ale to nic złego powalić konika, poza tym to tylko film, nie życie.

Wtedy totalnym przypadkiem w proponowanych filmach na youtube pojawiła mi się pozycja pt. porn addiction, stronger than hard drugs. Obejrzałem i dosłownie jakby ktoś mnie walcem przejechał. Wszystkie moje objawy, które do tej pory uważałem za "taki już jestem" się zgadzały. Całe życie w cieniu pornoli. Wpadłem na ruch nofap. Odciąłem się od porno, od oglądania zdjęć kobiet w internecie - to był mój codzienny rytuał. Porno + kilka razy dziennie masturbacja.

Odczuwałem skutki odstawienia. Nosiło mnie po ścianach, mało brakowało a gryzłbym futryny. Nie raz miałem już człona w łapie myśląc, by sobie ulżyć. Postanowiłem sobie w trudnych chwilach iść biegać lub robić pompki.

Po roku bez moje życie wygląda zupełnie inaczej. Ćwiczę już nie tylko okazjonalnie, nawet w weekendy wstaję o 7 rano, wysypiam się porządnie, ciągle mam co robić i chce mi się to robić. Nawet naczynia zmywam na bieżąco. Chce mi się jeździć na wycieczki, poznawać nowe rzeczy, uczyć się, moje życie towarzyskie ewoluwało jak nigdy. Ogromnie skoczyła mi pewność siebie, czuję że inaczej wyglądam w oczach kobiet. Nie mam problemu z rozmową z obcymi kobietami. Poszedłem o krok dalej i usunąłem instagrama. Poczułem że to również było dobre posunięcie. Zdrowe przede wszystkim.

Kiedy zrobiłem sobie po tym roku rachunek sumienia, że tak naprawdę przesrałem całe swoje życie, czas w którym mogłem zrobić tak wiele, popłakałem się. Całe życie waliłem do coraz dziwniejszych filmów nie zdając sobie sprawy jak destrukcyjnie to na mnie wpływa.

Przekaz do wszystkich. Nie róbcie sobie tego. Odstawcie porno, żyjcie. Porno jest o tyle niebezpieczne i podstępne, że nie trzeba się wysilać by je mieć. Alkohol trzeba kupić, narkotyki skombinować, a filmiki? Wziąć telefon do ręki. I może się wam wydawać, że to tylko filmik, nie żadne uzależnienie. A przejrzycie na oczy w wieku 29 lat, gdy będziecie piwnicznymi incelami jak ja.
Ellesans Odpowiedz

Etam. To że ktoś się uzależnił, nie oznacza, że każdy się uzależni. To nie narkotyki. Lubię porno i nie zamierzam nic z tym robić.

Odpowiedzi (9)
zacnyziom Odpowiedz

Brawo.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#fORg5

Moja postępowa koleżanka chce żeby wróciła obowiązkowa służba wojskowa, bo przydałoby się to dzisiejszym facetom. Powiedziałem jej, że skoro żyjemy w tak nowoczesnych czasach gdzie tak duży nacisk kładziemy na równouprawnienie to powinniśmy zrobić tak jak jest w Izraelu i przymusowo wcielać do wojska też kobiety. Tak znikąd wkręcił mi się żart, że rozwiązało by to problem niskiej dzietności lepiej niż 500+ , bo młode laski wolałyby chyba zajść w ciąże i wychowywać dziecko niż spędzić 9 miesięcy w zamknięciu będąc kocone i nabawiając się nerwicy lub innej choroby psychicznej. Temat rozwalił nam wieczór, podzielił towarzystwo i wywołał żywiołową dyskusję graniczącą ze słowną agresją. Logicznym jest, że równouprawnienie to równouprawnienie. Przecież są kobiety w wojsku polskim, stanowią teraz chyba z 7%. Skoro one mogą służyć, to dlaczego nie powołać wszystkich kobiet jeżeli mowa o wprowadzeniu obowiązkowej służby wojskowej? Jestem mega ciekaw jak szybko płeć piękna zmieniłaby zdanie o zasadności obowiązkowej służby, jak trafiłaby taka jedna z drugą na 9 miesięcy za beton i druty i musiałaby zapomnieć o telefonie, fejsbuczku i tipsach, w zamian dostając spanie w lesie, kopanie rowów, pełzanie w błocie i jakąś sadystyczną panią sierżant jako dowódcę.
Dyrektor Odpowiedz

Armia powinna być tylko i wyłącznie zawodowa, wsparta ochotnikami z WOT. Próba wyszkolenia pacana który nie potrafił przeczytać i zrozumieć instrukcji obsługi maski przeciwgazowej to strata pieniędzy i czasu. Byłem i widziałem. Mnóstwo ludzi zamkniętych na siłę z marginesu społecznego i patologii nie potrafiących napisać jednego zdania po polsku bez zrobienia 10 błędów. Ludzi dla których wyznacznikiem meskości i statusu była przemoc, gnębienie innych i alkohol. Teraz wyobraźcie sobie takie osoby na współczesnym polu walki. Oni w pierwszej kolejności pozalatwialiby porachunki między sobą.

Odpowiedzi (2)
mistrzriposty Odpowiedz

Facet, wywołujesz wilka z lasu. Prawdziwe równouprawnienie nie istnieje i istnieć raczej nie będzie. Już sobie wyobrażam takie 18-19 sto latki pozamykane ze sobą przez 9 miesięcy. Dwie w firmie często nie mogą się dogadać, a co dopiero z 10, one bywają emocjonalnie niezrównoważone. Skończyłoby się wyrywanymi włosami.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#zBI8a

Piszę to z wielkim wstydem, bo tak właściwie trudno komuś wyznać, nawet jeśli jest to anonimowe wyznanie w internecie, ale jestem wyjątkowo żałosną osobą. Nie mam przyjaciół, ba, nie mam nawet koleżanki czy kolegi, z którymi mogłabym się spotkać na kawę czy spacer czy nawet zadzwonić i porozmawiać o czymkolwiek. Nie mam też żadnego hobby ani zainteresowań. Byłam wychowana w przeświadczeniu, że wszystkie zainteresowania kosztują, więc dorastałam z wielkim apetytem na życie i ciekawa wszystkiego aczkolwiek jedynie jako obserwator innych. Zamiast posiadać własne hobby, obserwowałam innych rozwijających swoje hobby i niestety jest to duża różnica, bo jedyne co wyniosłam z życia to empatia, która wzięła się z obserwowania życia innych ludzi. Co tym bardziej przyczynia się do mojej rozpaczy, bo nie dość, że nikt się nie chce przyjaźnić z kimś kto nie ma żadnych zainteresowań i własnych osiągnięć to jeszcze mam dar przyciągania ludzi, którzy traktują mnie jak emocjonalna trampolinę. Kolegują się ze mną dopóki ich pocieszam i jestem na każde zawodzenie, ale pokazują plecy przy najmniejszym moim gorszym humorze... Mnie nikt nigdy nie pociesza, wszystkie koleżanki milkły, gdy mi się coś nie uda lub mam gorszy dzień. Tak jakby mi się gorszy dzień nie należał. Przyciągam do siebie emocjonalne wampiry, a i tak cieszę się z każdej takiej znajomości bo przynajmniej mogłam do kogoś napisać w ciągu dnia. Tyle że w pandemii znowu wszystko się odwróciło. Dobiła i tak już upadające wcześniej relacje. Stałam się nie tyle co piątym kołem u wozu, ale zepsutym w dodatku, którego woźnica stara się za wszelką cenę pozbyć przy najbliższej możliwej okazji. I cóż, nie mogę mieć żalu, bo wiem, że jestem bardzo nudną osobą, nie mam właściwie nic do zaoferowania innym, ale i tak jest mi bardzo bardzo bardzo przykro i czuję się koszmarnie samotna. Kiedyś byłam ciekawa świata a od paru lat nie widzę żadnego sensu by żyć. Każdy dzień jest taki sam i jest przerażający, bo jest taki sam jak poprzedni. Nuda i samotność są nie do zniesienia i zwyczajnie nie widzę sensu kłaść się spać i budzić się co rano przeżywając ten sam nudny pusty dzień. Nie wiem skąd wziąć jakąkolwiek motywację by z tym walczyć skoro po wielu latach starań jest jeszcze gorzej niż wcześniej... W tym wszystkim wizja śmierci przez pandemię przestaje być czasem aż tak przerażająca jak powinna być.
Ellesans Odpowiedz

Niestety to Ty jesteś emocjonalnym wampirem. Rzadko to mówię, ale pogadaj może z jakimś psychologiem, póki masz za darmo i od ręki w zasadzie.

Oretyrety Odpowiedz

Hobby można mieć w każdym wieku. Można mieć 100 lat i zacząć się uczyć czegoś nowego, wystarczy ciekawość. Bardzo wielu rzeczy można się nauczyć całkowicie za darmo, z filmików, z grup na fejsie.
Co roku można mieć inne hobby, a za tym mogą iść znajomości. Obce sobie dziewczyny potrafią się umawiać na wspólne szydełkowanie, tylko dlatego, że są w jakiejś grupie na fejsie.
Zastanów się, zależy Ci na czymś, czy tylko chcesz pomarudzić. Bo jesli zależy, to wystarczy otworzyć oczy, dostęp do internetu jak widać masz, reszta to kilka kliknięć.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#9lSIo

Może nie wyznanie, ale historia z lekcji

Siedzimy z kolegą na lekcji i w pewnym momencie wyciąga z piórnika grosz. Powiedział: Jeszcze 49 groszy i będę mógł kupić bułkę. Rozpoczęliśmy debatę pod tytułem ile będzie kosztowała ciężarówka pełna bułek.
Ładowność ciężarówki 32 tony, jedna bułka waży około 80g (pominęliśmy aspekt objętości bułek i naczepy ciężarówki).
32 tony / 80g = 400 000 bułek
400 000 bułek x 50 gr = 200 000 zł za naczepę bułek

Na pewno przyda się to wam w życiu, miłego dnia :)
Ifyoulikeme Odpowiedz

Są jeszcze gdzieś bułki za 50 groszy?

Odpowiedzi (2)
Ellesans Odpowiedz

A gdzież Ty taką wielką ciężarówkę znalazłeś?!?

Zobacz więcej komentarzy (4)

#4YCum

Jestem zwykłym chłopakiem, aktualnie bez dziewczyny. Ale jak każdy, mam swoje potrzeby, w tym seksualne. Jak już mnie tak przyciśnie, wpadam czasami do sauny... gejowskiej. Dlaczego tam? Bo za darmo mogę się z kimś stuknąć w darkroomie. A czasami nawet wystarcza mi to, że się z kimś poprzytulam, pocałuję. Nie ma ryzyka niechcianej ciąży. Wiem, jest ryzyko chorób, ale staram się zabezpieczać. I wykonuję sobie co jakiś czas badania, jak na razie wszystko jest ok.
Saunę też uwielbiam i często chodzę do tej normalnej - tam, wiadomo, zawsze grzecznie.

Nikt nie wie o mojej przypadłości. Co ciekawe, nie mam jakiegoś szczególnego pociągu do facetów - seks, zabawa, nic więcej. I jak byłem w związku, to wiadomo, że żadnych bocznych zabaw nie uprawiałem.
atomowatruskawka Odpowiedz

Ale żenada.

Odpowiedzi (8)
drunkensailor Odpowiedz

nie ma gejowskich saun. nie wyobrażajcie sobie za wiele. facetowi puściły zwieracze przy jakimś pornosie.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#zJgXI

Jestem młodą dziewczyną, 19 lat, od roku alkoholiczką. Pierwszy raz po alkohol sięgnęłam krótko przed osiemnastką, typowo dla towarzystwa, potem stał się moją ucieczką od problemów i przywoływaczem szczęśliwych wspomnień, chwil, które przeminęły (prawie zawsze wtedy piliśmy). W kwietniu czy maju tego roku napisał do mnie bardzo dawno (z trzy lata co najmniej) niewidziany kolega z pytaniem, czy wyjdę na papierosa. Wyszłam. Gadka szmatka, przy której okazało się, że teraz jest narkomanem. W tamtym okresie alkohol to było dla mnie już mało, poza tym zawsze ciekawiło mnie, o co jest ten cały szum z tymi narkotykami i czy rzeczywiście są takie fajne, więc przy pierwszej okazji, która się nadarzyła, wzięłam razem z nim. Potem jeszcze kilka razy. Ta akurat substancja niezbyt przypadła mi do gustu, myślałam, że to nie dla mnie, kolega wyjechał na wakacje do pracy i kontakt chwilowo się urwał, więc myślałam, że sprawa zamknięta (choć kontaktu było mi szkoda, bardzo go polubiłam). Wrócił pod koniec sierpnia, zaprosił mnie, wyjaśnił, dlaczego zniknął. Tak cudownie nam się gadało, milion wspólnych tematów, podobne poglądy, gusta, że zaczęliśmy widywać się codziennie na wiele godzin, co trudne do wykonania nie było, bo mieszkamy praktycznie obok siebie. Po paru dniach już nawet nie trudziłam się, by w ogóle wracać do domu, zwłaszcza, że szaleliśmy głównie w nocy. Czułam się, jakby całe miasto było nasze. Próbowałam od niego różnych rzeczy, żeby nadawać na tych samych falach, ale żadna z nich tyłka mi nie urwała. Do czasu.
To był 30 sierpnia, pamiętam to jak dziś. Wyjdziesz? Wyjdę. Mam coś super.
Powoli się ściemniało. Zapach końca lata, latarnie, jedna z największych rzek w Polsce. Gdzie idziemy? Gdzieś, gdzie możemy to zrobić. Usiedliśmy pod mostem, chiński zwiad, czy nikt nie idzie, no i nikt nie szedł. Wtedy po raz pierwszy w życiu wzięłam mef*dron, najlepszy w mieście podobno, pewna, że jak wszystkiego innego prawie go nie poczuję. Poczułam aż za bardzo. Nigdy w życiu nie doświadczyłam równie pięknego stanu. Czułam się, no nie wiem, jakbym latała, jakbym była ponad światem, najsilniejsza, nieśmiertelna. Ta bomba jest naprawdę silna, ale niestety szybko mija, a ja od razu chciałam znowu. Koledze się podobałam, więc postarał się, by zdobyć więcej, następnego tygodnia praktycznie nie pamiętam, jakieś przebłyski wspomnień i zdjęcia w galerii pokazujące mi, w jakich klubach byłam, co robiłam. Trzy dni spędziliśmy u jeszcze innego kumpla, waląc w nos praktycznie bez przerwy razem z nim. Ostatniego dnia przedawkowałam, kolega twierdzi, że miałam stan podzawałowy i arytmię serca, ja tam się nie znam, ale było niewesoło. Po przespaniu paru godzin poszłam do domu się regenerować, ale od razu zadeklarowałam, że jak wydobrzeję, to kupię więcej. Ciąg dalszy w komentarzu
MarzycielSpodZiemi Odpowiedz

idź na terapie:) ja sam uciekałem w alko/porno itd bo sobie nie radziłem, problemy z dzieciństwa i zepsute życie przez rodziców/znajomego

Odpowiedz

Kupiłam, braliśmy znów. Pod koniec września z kolegą się nielicho pożarłam, co zbiegło się zresztą w czasie z moją przeprowadzką do innego miasta, od lekko ponad miesiąca do narkotyków dostępu nie mam. Na początku było ciężko, potem było łatwiej, byłam szczęśliwa - problemy, te same, od których ten rok temu zaczęłam uciekać w alkohol, zaczęły się rozwiązywać, wszystko wydawało się iść w najlepszym możliwym kierunku. Nawet po kieliszek już nie sięgałam. No ale oczywiście znowu musiało się zje..ać. Zaczęło się znowu codzienne chlanie, zaczęło się więc i myślenie o jeszcze mocniejszej, lepszej odskoczni. Powstrzymywałam się jak mogłam, bo nie chcę być narkomanką, ale któregoś wieczora narąbana zaczęłam wypisywać do dilerów. Przeraziło mnie, jak łatwo było mi ich znaleźć. Prawie kupiłam, powstrzymało mnie od tego właściwie tylko zrządzenie losu, typ w ostatniej chwili napisał mi, że jednak nie ma jak dojechać. Cały czas o tym myślę i boję się, że wrócę do nałogu. Wiem, że czeka mnie albo wieczne wspominanie fazy i męczenie się, albo powrót i upadek człowieka, utrata wszystkiego, czego w sumie nie mam, ale przecież zawsze może być jeszcze gorzej. A przecież nawet dużo w swoim życiu nie wzięłam. Co dopiero muszą czuć regularni narkomani?
Chciałabym, by to wyznanie było swego rodzaju przestrogą. Nie tykajcie tego, poważnie. Chyba, że chcecie kryć się przed znajomymi, bo wiedzieć, że by Was zostawili, gdyby się dowiedzieli, kombinować, wydawać kupę kasy i potem nie mieć za co jeść, bać się, że złapie Was policja. Jest przyjemnie, nie powiem, że nie. Ale nie każdą przyjemność warto poznawać.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#be01b

Moja dziewczyna ma poważny problem z asertywnością w stosunku do siostry. Dzielimy w dwie pary duży dom, mamy osobne wejścia. Takie jakby dwa oddzielne mieszkania. Problem jest tego typu, że jej siostra ma 4 letnią córkę która nadto wykorzystuje naszą dobroć. Stało się dla mnie ogromnym problemem kiedy dziecko zaczynało u nas przebywać codziennie po kilka godzin. Wracam po 10 godzinach z pracy, a ta dziewczynka znów u nas i nie pozwala odpocząć, nie pozwala zająć się swoimi sprawami. Biega po domu, krzyczy, zaczepia, moja dziewczyna za nią i do mnie co chwilę, żebym rzucił na nią okiem, żebym się z nią pobawił. Oczywiście, jak przychodziła do nas raz na jakiś czas, to zajmowałem się nią, bawiłem, uczyłem nowych rzeczy, ale w pewnym momencie zrozumiałem, że robię już prawie na niańkę i nie mam już ochoty rzucać na nią okiem, ani się bawić kiedy jestem zmęczony, albo mam inne plany. Przedstawiłem dziewczynie problem i powiedziałem że ma poważnie ograniczyć przebywanie małej u nas i iść pogadać z siostrą. Nie zdążyła pogadać. Jej siostra umówiła się na zrobienie komuś rzęs i musiała podrzucić nam dziecko. Jak się zorientowałem, że jej facet zamiast zająć się własną córką na czas kiedy bezrobotna matka chce zarobić trochę grosza na rzęsach, znów pojechał sobie na siłownie, a ja mam znów zmarnować swój wieczór na ich dziecko, dostałem białej gorączki i nie było rzęs. Zrobiłem awanturę. Moja dziewczyna bardzo przeżywa że jej siostra się obraziła, ale jednocześnie nie rozumie, że nas wykorzystywała. Na domiar złego jej siostra zaczęła robić nam na złość, hałasuje grubo po 23 godz., a wie że oboje wstajemy do pracy o 5 rano. Odkręca gorącą wodę u siebie kiedy się kąpiemy i wtedy u nas jest zimna i wiele innych. Ja zacząłem robić analogicznie, wstaję o 5, włączam głośno radio, głośno rozmawiam do swojej, tłukę garami i trzaskam drzwiami, bo wiem, że ona wstaje o 10-11. Zauważyłem jeszcze, że matka specjalnie wypuszcza dziecko na podwórko wtedy kiedy ja tam jestem i robię coś w garażu, albo ogrodzie, wie, że dziecko będzie mi przeszkadzać i kręcić się między nogami. Wie, że mam taki charakter, że będę pilnował, żeby nie chwyciło czegoś ostrego z moich narzędzi i nie zrobiło sobie krzywdy. Dla niej moje narzędzia to frajda i od razu wszystko wyciąga i muszę jej pilnować. Trudno, jeżeli kosztem robienia mi na złość chce niszczyć dziecku psychikę, to proszę bardzo. Zabraniam dziecku wchodzić do garażu, na moją część ogrodu, mówię, że wujek jest zajęty, wujek nie chce się z Tobą bawić, żeby sobie szła do siebie itp. Mam też w planie podzielenie posesji ogrodzeniem którego nigdy nie było. Jesteśmy na takim etapie, że za chwilę się pobijemy, albo ja z nią, albo z jej facetem. Moja dziewczyna twierdzi, że musimy ustąpić, ja twierdzę, że nigdy w życiu.
mistrzriposty Odpowiedz

Twoja szwagierka to jedna z tych toksycznych pato mamusiek które myślą, że skoro mają już bąbelka to wszyscy dookoła muszą się podporządkować i wszędzie jest uprzywilejowana, no bo bąbelek. Najlepiej się wyprowadźcie, bo lepiej nie bedzie.

Odpowiedzi (3)
oldhighhat Odpowiedz

tak to właśnie się mieszka z rodziną:)

Zobacz więcej komentarzy (9)
Dodaj anonimowe wyznanie