#5vujC

Będzie obrzydliwie, uprzedzam.

Przeczytałam wyznanie o śmierdzącej siostrze (#f2kMF) i przypomniała mi się historia z bratem mojego kumpla.

Nie mył się, śmierdział, a zęby porastały mu glonami (dosłownie miał zielony osad. Opowiadać o tym, co robił można godzinami, od kupy na ubraniach, po sztywne z brudu skarpety. Któregoś razu przyszłam do nich, a on siedział przed tv i jadł chipsy... Nigdy nie zapomnę tego obrzydliwego widoku, jak wsadził rękę do spodni, pogmerał, powąchał, następnie tą samą ręką wziął chipsy do ust, a potem oblizał palce.

Dzień wcześniej byłam na imprezie i dokuczał mi kac. I cóż, zwymiotowałam na niego. Po prostu zrzygałam się jakąś sałatką, resztką alkoholu i tym wszystkim co jadłam. To był tak obfity paw, jakiego w życiu nie widziałam. Kumpel wszedł do pokoju i go zamurowało. Pyta co jest, a ja szczerze, że jego brat jest tak obleśny i śmierdzi, że nie wytrzymałam.

Ta obrzydliwa terapia szokowa jednak zadziałała, chłopak wziął się za siebie, schudł, zaczął dbać o higienę i ciało. Wygląda milion razy lepiej niż wcześniej. I, o zgrozo, do tej pory dziękuje mi za tego pawia, bo jak twierdzi to było coś, czego potrzebował. No i wstyd mi, ale przynajmniej mój rzyg nie poszedł na marne.
MagicPower Odpowiedz

Zawsze jedynego smrodka mniej 😋 A tak w ogóle nie było, aż tak bardzo obrzydliwe, bywały już dużo gorsze wyznania.

Odpowiedzi (1)
Uzytkownik404 Odpowiedz

To chyba pierwszy dobry uczynek, którego jednak naturalnie jest się wstydzić, o jakim słyszałam :o
Ale gratulacje, odmienilaś jego życie na lepsze (choć nie miałaś takiej intencji, to chyba i tak się liczy :)

Zobacz więcej komentarzy (7)

#mtLXl

Może to wyznanie nie będzie zbytnio fascynujące, ani w ogóle ciekawe, ale na pewno anonimowe, bo absolutnie nikt o tym nie wie, a ja czuję potrzebę, by jednak podzielić się tym ze światem.

Od dobrych trzynastu lat piszę książki. Zaczęło się od fanfików udostępnianych na onetowym blogu, jak robiło wiele ówczesnych nastolatek. Lubiłam wymyślać historyjki dotyczące moich ulubionych celebrytów i od tamtej pory nic się nie zmieniło. To znaczy, nie piszę już fanfiction, tylko historie autorskie, no ale robię to od kilkunastu lat praktycznie bez przerwy.
A dlaczego nikt o tym nie wie? Bo zwyczajnie wstydzę się powiedzieć. Jestem tak bardzo zamkniętą w sobie osobą i z tak niską samooceną, że nie przyznaję się nikomu do mojego wielkiego hobby z powodu strachu przed krytyką. Nie wie o tym nawet mój wieloletni partner. Człowiek, który wie o mnie praktycznie wszystko, jako jedyny zna moje przykre rodzinne tajemnice, nie wie, że w wolnych chwilach piszę książki.
Pomijając tych parę fanfików publikowanych kiedyś na onecie czy innych podobnych portalach, nie wstawiam nigdzie swoich prac. Biedne kurzą się na moim komputerze i wątpię, by kiedykolwiek ujrzały światło dzienne. Nie czuję potrzeby, by to zmieniać, ale czasami sobie myślę, że może to błąd? Może okazałoby się, że mam potencjał i w końcu znalazłabym swoje miejsce na Ziemi (mimo że jestem dorosłą babą, nadal go nie znalazłam)? Ale nigdy się tego nie dowiem, bo ten głupi, irracjonalny strach jest silniejszy.

Mimo tego wszystkiego czasami fantazjuję o tym, że wydaję swoją książkę, oczywiście pod pseudonimem literackim, żeby nikt nie wiedział, że to ja, a książka staje się bestsellerem.

Takie tam wyznanie osoby z samooceną na poziomie minus pięćset.
PaniPanda Odpowiedz

Jedyna osoba, która Cię blokuje to Ty sama. Czy przezwyciężysz lęk, to zależy od Ciebie.
Z krytyką zawsze się spotkasz, jednak bierz sobie do serca tylko tę konstruktywną i merytoryczną.
Spróbuj. Lepsze to, niż żałować 20 lat później że się nic nie zrobiło. Współczuję Ci tego, że nawet z wieloletnim partnerem się tym nie podzieliłaś.

Hipo Odpowiedz

Dodaj Cos na wattpad, anonimowo poczytamy 😁

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#9dIXR

Każdy z nas zna obecną sytuację na świecie z COVID-19. Mam 30 lat, nie mam męża ani dzieci, bo tak po prostu wyszło. Teraz tak sobie myślę, że może to nie jest złe. Nie jestem jasnowidzem, ale jak teraz się tak dzieje na świecie, to kiedyś będzie jeszcze gorzej. Jaką przyszłość miałyby moje dzieci? Pomyślałam, że no cóż zostało mi jakoś przeżyć swoje życie i na tym skończę.
chlef123 Odpowiedz

Na świecie jest raz lepiej, raz gorzej. Moja prababcia umierając była bardzo zadowolona ze świata, który zostawiła - ona w młodości musiała walczyć o przetrwanie dla siebie i swojego młodszego rodzeństwa, tymczasem wszystkie jej prawnuki dorastały w dostatku, miały spokojne dziecinstwo i odebrały pełną edukację, a połowa mimo mlodego wieku miala już własne mieszkania.

Nie macie żadnych podstaw, żeby twierdzić, że będzie już tylko gorzej. Kryzysy przychodzą i odchodzą. Nie ma gwarancji, że będzie dobrze, ale nie ma też gwarancji, że będzie źle.

Pulpa Odpowiedz

Ja rodzę za 2 miesiące i też się zastanawiam czy dziecka nie skrzywdzę sprowadzając na ten coraz gorszy świat...

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#5xXx1

Mam 22 lata. Po zakończeniu 4-letniego toksycznego związku zostałam całkowicie sama i do tego z depresją. Moja rodzina nic nie wie. Nie mam odwagi im powiedzieć, to byłby dla nich ogromny cios. Wszyscy mnie bardzo kochają i zawsze jestem każdemu potrzebna. Gdyby nie rodzina, nie wiem co by było ze mną, bo tak naprawdę żyję dla nich. Przeżyłam wiele trudnych chwil w biedzie i wychowałam się bez ojca, ale nie jestem z żadnej patologii. Teraz czuję pustkę. Wieczorami płaczę i narzekam na swój los. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jestem inteligentna, atrakcyjna i pracowita, ale nie mam szczęścia ani w życiu, ani w miłości. Niestety moja uroda to przekleństwo, bo faceci traktują mnie jak trofeum. Marzę, aby poznać wartościowego mężczyznę, któremu oddam swoje uczucia. Moją motywacją do życia jest pewien artysta muzyczny, który przeżył to samo co ja. Co wieczór gdy kładę się spać wyobrażam sobie, że jesteśmy razem bardzo szczęśliwi. To sprawia, że moje życie staje się piękniejsze chociaż przez chwilę.
Foki3 Odpowiedz

Kolejna piękna i mądra co ją życie zniszczyło

Odpowiedzi (2)
JMoriarty Odpowiedz

😂😂😂😂😂😂😂

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#jdDXO

W czasach gimnazjum, gdy wszystkie koleżanki zaczęły się interesować modą, makijażem i chłopakami, ja miałam swoje własne dziwactwo. Prowadziłam "przytułek" dla uszkodzonych i pokrzywdzonych przyborów szkolnych. Nosiłam do szkoły piórnik z idealnie naostrzonymi ołówkami, wyczyszczonymi długopisami, kolorowymi cienkopisami i pudełko kredek świecowych. Każda z moich rzeczy była podpisana pełnym imieniem i nazwiskiem, na wypadek gdyby mi ktoś coś ukradł lub dana rzecz zaginęła. Pochodziłam z ubogiej rodziny, dlatego z wdzięcznością dbałam o każdą rzecz jaką miałam. Nie byłam w stanie pojąć, jak inni poniewierali swoimi przyborami.

Co w tym anonimowego? Ano to, że wykradałam przedmioty innym dzieciakom, jeśli uznawałam, że dana osoba nie jest w pełni się nimi zaopiekować.

Moim celem zawsze były przybory chłopaków, którzy rzucali w siebie poćwiartowanymi kawałkami ołówka lub kredki, rozkręcali swoje długopisy i przy użyciu powstałej rurki opluwali siebie kulkami z papieru. W trakcie przerwy zbierałam te kawałki kredek, ołówka czy innego przedmiotu, zabierałam do domu i sklejałam, po czym dołączałam do kolekcji moich przyborów.

Szczytem wszystkiego było jednak to, jak pani od chemii, w celu przedstawienia eksperymentu, przy użyciu denaturatu podpaliła ołówek. Ze łzami w oczach obserwowałam jak ogień pochłania połowę tego ołówka. Na przerwie wykradłam ten ołówek z szafki nauczycielki, w domu odkroiłam spaloną połowę, przemalowałam ołówek na inny kolor przy użyciu farby do drewna i dołączyłam jak pozostałe rzeczy do swojej kolekcji.
Takich przypadków było więcej :)

Dzisiaj mam 25 lat, jestem pielęgniarką, dalej dbam o swoje rzeczy, ale już nic nikomu nie kradnę. Moje dziwactwo przekształciłam w miłość do pacjenta i nad nim opiekę.
DanceInRain Odpowiedz

Jak nie pochwalam kradzieży, nawet ołówków, tak wyznanie jest urocze ^^

Odpowiedzi (6)
paroleparole Odpowiedz

Oh, to ja byłam Twoim przeciwieństwem Autorko :D ale nie dlatego, że nie szanowałam swoich przyborów tylko plastyka była i jest moja wielką pasją, więc wszystkie kredki itd były tak często w ruchu i przypływie artystycznego chaosu, że zawsze były przybrudzone i mogły wyglądać niechlujnie.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#DIYib

Chciałabym podzielić się moja historią. Nie jest ona wesoła, choć tak zapewne na początku pomyślicie.

Jestem mamą, a przynajmniej tak sądzą wszyscy moi bliscy oraz papiery ze szpitala. Tylko sądzą, bo od urodzenia dziecka się nią nie czuję. Pomyślicie dlaczego?! A to dlatego, że mojego Maluszka nie ma... Ale może od początku.

O ciąży dowiedziałam się 2 września 2019 roku, czy się cieszyłam? Sama nie wiem... Ciąża przewróciła mi świat do góry nogami.
Kiedy pierwszy raz (6 tydzień ciąży) zobaczyłam go na USG, od razu wiedziałam, że będzie to największy skarb mojego życia. I jest nim cały czas. Wybraliśmy lekarza prowadzącego, chodziliśmy na badania, pozmienialiśmy całe mieszkanie, żeby miał swoje miejsce. Lekarka zawsze mówiła nam, że wszytko jest OK. To nic, że w trakcie 5 miesięcy ciąży byłam trzy razy w szpitalu z powodu krwawień. Ale najważniejsze, że lekarz mówi, że jest OK, ufałam jej. Z dnia na dzień zaczęłam czuć ruchy, zobaczyłam wystawiającą się co wieczór z brzucha dużą kulę (najprawdopodobniej głowę). Aż do 22 stycznia 2020 roku, gdy poczułam, jak coś wypływa ze mnie niczym ogromna potrzeba, której nie zdążyłam załatwić na WC. Niestety to nie potrzeba, a wody płodowe.... I się zaczęło, dwa dni leżenia na porodówce w innym województwie. Strach, płacz i ciągła myśl "dlaczego ja?". Cały czas pielęgniarki sprawdzały, czy jest bicie serduszka, a ja modliłam się, by je usłyszeć. Słyszałam. 24 stycznia, po dwóch dniach leżenia na porodówce, urodził się. Nasz największy na świecie skarb. Malutki jak laleczka, cichutki jak myszka. Moja połowa serca urodziła się. Żył, chciał walczyć... 25 stycznia, godzina 7 rano, przychodzą i oznajmiają mi, że przegrał walkę. Moje największe szczęście, moja połowa serca ODESZŁA... Mój synuś...

Powiedzcie mi, jak mam żyć? Jak patrzeć na innych, wiedząc, że oni mogą mieć to szczęście, a ja nie. Dlaczego właśnie ja?
No i to tyle mojej historii...
MagicPower Odpowiedz

Straszna historia, taka z uczuciem.
Przykre jest to, ale musisz jakoś walczyć i być silna. Nie Ty pierwsza i nie ostatnia się znalazłaś w takiej sytuacji. Trzymaj się autorko.

micbea Odpowiedz

Czuję Tój ból. Nasz ciąża to był cud, bo żona cierpi na schorzenia, które praktycznie uniemożliwiają zajście w ciążę. Córka zmarła 48 godzin po urodzeniu ... i już więcej dzieci mieć nie możemy. JAkoś przez to przebrnęliśmy, więc się trzymaj!

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#lAiZf

Do dziś myślałam, że aby młody człowiek załapał podstawy znajomości obsługi komputera (i to takich naprawdę podstawowych, typu napisanie prostego tekstu, policzenie czy wysłanie maila) nie potrzebuje jakichś specjalnych kursów czy pytania wszystkich po kolei jak to zrobić. Wystarczy mu odrobina chęci i sprzęt, aby metodą prób i błędów dojść co i jak. A już zwłaszcza taki, który spędza zarówno przed kompem, jak i przed konsolą minimum 4 godziny dziennie.

W zeszłym tygodniu musiałam zakładać mojemu 17-letniemu bratu konto na Facebooku, bo on nie wiedział jak to zrobić, a póki nie otworzą szkoły, część materiałów ma dostawać tą drogą. Gdy powiedziałam, że w takim razie będę potrzebowała dostępu do jego maila, by potwierdzić rejestrację, był wielce zdziwiony. Przede wszystkim tym, że w ogóle potrzebuje adresu mailowego ("bo po co mu jakieś $%#*&, a w ogóle to to też mu jest na $%#*& potrzebne i ma to w $%#*&"). Po nieudanej próbie wyjaśnienia, że w dzisiejszych czasach bez tego to jak bez ręki olałam temat.

Dziś po kolejnej nie do końca udanej przygodnie z technologią i narzekaniach jego i mojej rodzicielki zirytowana całą sytuacją zapytałam jej, czy on umie cokolwiek zrobić na komputerze oprócz uruchomienia gry. Dowiedziałam się, że niewiele, ale to wina szkoły, bo na informatyce nic nie robią. Jak zapytałam dlaczego w takim razie sam (jak wielu przed nim i jeszcze wielu po nim) nie próbował nauczyć się podstaw (Word, Excel, poczta, kalkulator, cokolwiek) usłyszałam, że czepiam się nie wiadomo czego, gadam jak 50-latka i nie każdy jest tak doskonały jak ja, a poza tym to mnie czegoś w szkole nauczyli.

Teraz siedzę przed jednym z tych mrocznych wynalazków i zastanawiam się, czy faktycznie jestem aż taką alfą i omegą (choć wcale się nią nie czuję), bo liznęłam co nieco z informatyki ;-)
Ylifosretrik Odpowiedz

Masz uposledzonego brata, to co potrafisz jest raczej normą*, dziwne, że on tego nie potrafi.
*u osób w tym wieku

Zyramdol Odpowiedz

Jeżeli młody chłopak nie umie korzystać z komputera to jest to jak dla mnie nieporadność życiowa.

Zobacz więcej komentarzy (10)

#URW7V

W pewnym miasteczku mieszka pewna młoda instamadka. Oczywiście wpadka, szybki ślub, drugie dziecko (akurat gdy nadszedł czas, że wypadałoby w końcu iść do swojej pierwszej pracy). Generalnie powielany model i styl życia przodków. Na insta kreuje piękne życie, diety pudełeczkowe, siłownie, spersonalizowane treningi i efekty. A tak naprawdę nikt nie wie, że jej mąż haruje całymi dniami i ma zakaz oddawania się swojej pasji, ona pobiera swoje 1000+ i inne dodatki i oddaje się swoim przyjemnościom. Dzieci na zdjęciach mają najdroższe zabawki (od dziadków), a kiedy zapytasz najstarsze dziecko co dostało od rodziców na urodziny odpowie „rodzice przecież nie kupują prezentów swoim dzieciom”. Matka i żona to psychiczna sadystka. Aż chciałoby się taka osobę skompromitować. A ludzie we wszytko wierzą, komentują, zachwycają się i popychają ten jej zakłamany świat do przodu.
milA00 Odpowiedz

Jejku kolejna osoba wtykając nos w nie swoje sprawy, psychiczna sadystka bo nie kupuje prezentów na urodziny swoich dzieci? Ja też nie kupuje bo urządzam im przyjęcie urodzinowe, które kosztuje dużo więcej niż prezent i to chyba normalne, myślę że większość rodziców tak robi. Prezenty dostaną od zaproszonych gości. Napisz czemu uważasz ja za sadystka, masz jakiś konkretny powód? Znęca się na dziećmi czy chodzi czy tylko o ten brak prezentów urodzinowych ? Jeśli tak to zamiast pisać głupie wyznania zrób coś z tym.

Odpowiedzi (5)
Happyfalcon1 Odpowiedz

name and shame. co się krępujesz?

Zobacz więcej komentarzy (3)

#wFmgR

Nie będzie to anonimowe wyznanie, a raczej apel do każdego z Was. Zachowanie Polaków po prostu mnie przeraża. Ta bezmyślność i głupota jest nie do pojęcia. Ale może od początku.

Racjonalne myślenie, brak paniki i wychodzenie z domu tylko w konieczności to podstawa w mojej rodzinie podczas epidemii. Niestety w końcu i my zmuszone byłyśmy zrobić zakupy w pobliskim sklepie, bo papieru toaletowego, makaronu, kaszy i mydła nie wykupiłyśmy w ilościach hurtowych. Weszłyśmy do sklepu - nikt nic nie pilnuje, nikt nic nie dezynfekuje. Od wejścia strach i przerażenie w oczach ludzką głupotą - łącznie ok. 20 osób, każdy uwieszony na plecach drugiej osoby, mijający się bez odstępu, dotykający pieczywa, owoców i warzyw bez rękawiczek, kilkukrotne wracający się do tej samej alejki. Beztroskie zakupy całą rodziną. W obawie o zdrowie zaczynamy zwracać uwagę ludziom, aby trzymali chociaż ten 1,5 m odstęp. Reakcja? Patrzą na nas jak na idiotki, a my podejmujemy szybką decyzję - kończymy zakupy i z tym co udało nam się wziąć z pierwszych półek idziemy do kasy, bo przejść bezpiecznie w głąb sklepu się nie da. Tutaj oczywiście kolejna przeszkoda - ludzie tłoczą się przy kasach, a w mojej mamie po prostu coś pękło. „Proszę państwa, niech zachowają państwo odstęp. Niech się pani odsunie od dziewczyny. Szanujmy się nawzajem, nasze zdrowie i pracowników sklepu. Jestem lekarzem, zdają sobie państwo sprawę, że za chwilę nie będzie dla was już miejsca w szpitalach? Chcecie umierać przez swoją głupotę?” Reakcja? Szyderczy uśmiech na twarzy stojącego w kolejce robotnika i odpowiedź „W szpitalu powinna pani siedzieć, a nie zakupy robić”. Nikt się nie posłuchał. Starsza pani nadal wisi nad młodą dziewczyną, która usilnie próbuje utrzymać od niej odstęp, i mówi „Ja muszę szybko zrobić zakupy, bo w hipermarkecie nic nie było”. Wiecie gdzie jest hipermarket u mnie w mieście? Kobieta przyjechała autobusem z DRUGIEGO KOŃCA MIASTA, żeby zrobić zakupy!

Powiedzcie mi - i jak ma być dobrze? Chcecie powtórkę z Włoch? Zastanówcie się, działania zapobiegawcze są tak banalnie proste, a nikt nie chce się do nich stosować. Jeśli macie przekonanie, że jesteście młodzi i Was to nie dotyczy, to jesteście cholernymi ignorantami. Jeśli chcecie umierać przez swoją głupotę - proszę bardzo, ale uszanujcie ludzi, którzy chcą być zdrowi i stosują się do zaleceń. Nie narażajcie innych, a przede wszystkim lekarzy, którzy robią teraz co mogą, ryzykując swoim zdrowiem i życiem. Jeśli pomyślę sobie, że moja mama może umrzeć, bo w Twoim przekonaniu jej obowiązkiem jest siedzenie w szpitalu i ratowanie Cię, bo zakaziłeś się przez własną głupotę, to nóż w kieszeni mi się otwiera. Żyjcie albo i nie, jak chcecie, ale dajcie żyć innym, którzy nie chcą za wcześnie opuszczać tego świata przez ludzki egoizm i ignorancję.
Wydmuszka Odpowiedz

Nużą mnie już te codziennie apele o koronawirusie. Człowiek wchodzi, żeby się choć na chwilę oderwać od tego wszystkiego, a tu wirus.

MagicPower Odpowiedz

Niestety, ale to jest prawda. Dużo ludzi olewa sprawę i nie zdają sobie sprawy z konsekwencji.

Zobacz więcej komentarzy (20)

#o9Z8i

Od pewnego czasu spotykałem się z dziewczyną moich marzeń. Wszystko poszło nieźle, wyglądało na to, że mamy się ku sobie i oboje skłaniamy się w kierunku pogłębienia relacji.

Po pewnym czasie zauważyłem, że ma nieco roszczeniowe podejście - zawsze planowała nasze randki z uwzględnieniem drogich restauracji, wożenie jej w różne miejsca stało się wręcz moim obowiązkiem.

Zaskakujący był fakt, że czasami potrafiła bez słowa zupełnie znikać na dzień-dwa. Okazało się, że równolegle spotykała się ze mną i jeszcze innym facetem i obaj braliśmy udział w konkursie szczodrości. Ostatecznie obaj pożegnaliśmy się z naszą "wybranką" i... zostaliśmy najlepszymi kumplami.
WendyWu Odpowiedz

To wyzwanie mnie usatysfakcjonowało

Odpowiedzi (2)
Eureenergie Odpowiedz

Nie od dziś wiadomo, że nic tak nie łączy jak wspólny wróg xd

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie