#XY0Ee

Kilka lat temu przypadkiem dowiedziałem się, że mój kolega Tomek jest DDA.

Wtedy myślałem, że DDA to coś takiego jak MMA i kolega uprawia jakieś sztuki walki.
Raz w pubie trochę popiliśmy i walnąłem o tym przy całym towarzystwie. Na szczęście dla mnie Tomek nie był nerwowy i (jak to się teraz mówi) temat miał już przepracowany.
brumnor Odpowiedz

Ojj. DDA to ciężki temat. Mój stary chlał i znam z autopsji. Na szczęście ziomek pomógł mi się ogarnąć i namówił na terapię. Dużo zmienia. Polecam. Pozdro.

Odpowiedzi (1)
coztegoze2 Odpowiedz

Akurat przy piciu pasowało ;)

#QeEXF

Gdy miałam 15 lat, leczyłam depresję... książkami Małgorzaty Musierowicz (seria "Jeżycjada"). Nie byłam u psychiatry, do tej pory radzę sobie jakoś sama, ale od 14. roku życia było ze mną już naprawdę źle. Czytanie jej książek trochę mi pomogło i umiliło ten czas.

Od bohaterów tych książek bije ciepło i dobro. Mają szczęśliwe rodziny, bezpieczne życie i przyjaciół. Ich życie było tak bardzo różne od mojego, ale tego potrzebowałam. Założyłam nawet specjalny zeszyt na cytaty - także te po łacinie. Wciągnęłam się w ten świat i do tej pory jestem fanką, chociaż seria ma swój szczyt już dawno za sobą (już gdy ją czytałam, tak było).

Leczyłam się wieloma rzeczami, ale alkohol czy leki bez recepty pomagały na krótko, a czytanie pomogło mi, choć tylko trochę, ale na stałe.
KikiMiki Odpowiedz

Mnie też Jezycjada pomagała w ciężkich chwilach nastoletnich. Ale w prawdziwej depresji nie zadziała, tu już musi wjechać grubsze działo typu psychoterapia i/lub leczenie farmakologiczne (u mnie w tylko terapia, leczenie na mnie mega źle działało, nie miałam też typowej depresji klinicznej raczej stan depresyjno-lękowy)

YunHaneul Odpowiedz

Rozumiem Cię. Też mam problemy psychiczne właśnie od 14 roku życia i w tamtym okresie gdy było ze mną naprawdę bardzo źle, bliska mi osoba poleciła mi pewien serial. I właśnie też od bohaterów biło takie ciepło i dobro, a ich historia była tak wspaniała i poruszająca... Bardzo mi to pomogło. Ostatnio zaczęłam go oglądać po raz drugi i wiem że na zawsze pozostanie to moim ulubionym serialem ❤️ na dodatek bardzo się utożsamiam z główną bohaterką i ona stała się moim wzorem do naśladowania i motywacją aby dalej starać się być lepszą wersją siebie.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#xtdEl

Jestem przed 30. Od ponad 7 lat jestem singlem, a mój jedyny związek trwał 2 lata.

Próbowałem sobie pomóc szczęściu, zakładając Tindera, aplikacje randkowe, umawiając i spotykając się z poznanymi kobietami. Bezskutecznie.

Często stałem jak kołek na miejscu spotkania i nikt nie przychodził, a jak już przyszło do spotkania to okazywało się, że kobieta nie ma pomysłu na siebie, na swoje życie, nie wie co chce robić w życiu i odnosiłem wrażenie, że szuka okazji, żeby się wyrwać z domu. W każdym razie przez 7 lat poszukiwanie partnerki do życia było bezowocne...

Do czasu aż na Tinderze polubiłem profil dziewczyny, która potem okazała się Ukrainką. Spotkaliśmy się, znaleźliśmy wspólne flow - okazało się, że posiada wszystkie cechy, które poszukiwałem. Jest miła, wyrozumiała, zaradna, pracowita, umie się bawić i ma ekstra poczucie humoru.

Już od kilku miesięcy jestem z Nią w szczęśliwym związku.
Puszmar Odpowiedz

Ona ma w.w zalety, a ty Autorze masz przedewszystkim obywatelstwo.

Odpowiedzi (3)
AjHejdDisGejm Odpowiedz

Gratuluję i życzę wam szczęścia w związku.

A co do fragmentu, że "nikt nie przychodził na spotkanie", to jest coś, czego nie rozumiem. Według mnie jest to chamstwo i walenie w ch. ze strony osób, co tak robią. Można człowiekowi zwyczajnie odmówić, zignorować, zablokować, czy coś, ale lepiej go oszukać, okazując brak szacunku do niego i jego czasu. Może ktoś z czytających ten kom tak kiedyś zrobił i miał sensowny powód, jeśli tak, to change my mind.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#oFcIp

Od jakiegoś czasu oglądam "Starożytnych kosmitów" i... wierzę w większość tego, co tam mówią, przede wszystkim w istnienie kosmitów. Po co taka astronautka, Marina Popowicz, miałaby kłamać, że widziała statki kosmiczne? Takich astronautów jest więcej. Znajomi uznaliby mnie za wariatkę.
JoseLuisDiez Odpowiedz

Oczywiście, że kosmici odwiedzili Ziemię, a teraz nas obserwują i przyjmują zakłady, kiedy się sami powybijamy i w jaki sposób.

AjHejdDisGejm Odpowiedz

Dla pieniędzy. To sposób na zarobek ludzi, których odbiorcami są ci, co wierzą w ich wymyślone historie. Taki Franc Zalewski chociażby nagrywa filmy i prowadzi wykłady, w których opowiada o niby starożytnych cywilizacjach, a jego dowody to zwykłe dziury w skałach, których rzekomo człowiek ani natura nie mogła stworzyć. Tysiące ludzi to oglądają i przychodzą na wykłady, zasięgi rosną, a biznes się kręci.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#FlwV5

Rok temu zakochałam się w mojej nauczycielce od polskiego. Wtedy odkryłam, że jestem lesbijką. Ale kiedy pierwszego września wróciłam do szkoły i dowiedziałam się, że ją zwolnili pękło mi serce. Nie miałam szans na bycie z nią w związku, ale to i tak boli.
garda Odpowiedz

Nie myl fascynacji z byciem lesbijką. Zauroczenie nauczycielką zdarza się zarówno uczennicom, jak i uczniom.

Odpowiedzi (1)
Umbriel Odpowiedz

Paradoksalnie - teraz masz szansę. Jako nauczyciel nie mogła wejść w relację z uczennicą. Teraz, o ile jesteś pełnoletnia, z prawnego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie. 🤷

Zobacz więcej komentarzy (4)

#Flvjo

W dzieciństwie chciałam czuć się mniej samotna. Wiedziałam, że niektórzy wymyślają sobie przyjaciół. Postanowiłam spróbować - wymyślić sobie przyjaciela albo siostrę - bliźniaczkę. Próbowałam jakiś czas, ale nie pomogło - byłam zbyt rozsądna, aby uwierzyć w istnienie takich osób.

Ciekawe, czy na wahadełko też byłabym odporna.
Ultraviolett Odpowiedz

To zalezy od wielkosci wahadelka oraz tego w ktore miejsce uderzy.

karlitoska Odpowiedz

Myślę, że nie zbyt rozsądna, tylko zwyczajnie miałaś za małą wyobraźnię.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#i1O4f

Amerykanie są najdziwniejszymi ludźmi, jakich spotkałem.

Byłem przez ostatnie 5 miesięcy w Stanach, praca + wakacje dla młodych/studentów. Polecam każdemu, bo warto! Ale do sedna.
Pracowałem w różnych miejscach, ale najczęściej była to praca związana z kuchnią, obsługą gości, dbaniem o zieleń i tym podobne. Sęk w tym, gdzie mieszkałem. Były to duże wielorodzinne domy przeznaczone dla takich pracowników jak ja. Trochę jak w amerykańskim filmie ze studentami.
I się zaczęło...

Drzwi się nie domykają od łazienki – zamek był spoko, ale otwór w futrynie był wygięty do wewnątrz i język zamka go nie łapał. Rozwiązanie? Linka z pętelkami na końcach, jedna na klamce, druga na haku od ręcznika.
Naprawiłem to kombinerkami w 15 sekund, a oni żyli tak już drugi sezon, bo fachowiec zalecił wymianę drzwi i futryny...

Potężna burza nawiedziła nasz „kampus”, kilka kratek ściekowych przy budynku obok naszego było totalnie zapchanych, woda wzbierała i zaczęła się wlewać do piwnicy. Moi koledzy zaczęli ją zbierać i wylewać do WC. Ktoś zadzwonił po straż, ale powiedzieli, że do tego przyjadą na najniższym priorytecie. Opiekunowie zaangażowali wszystkich w wynoszenie wody. Po półgodzinie ktoś nawet zaczął dla nas robić kanapki, bo to taka ciężka praca...
Poszedłem do składu z narzędziami. Wziąłem łom i haczkę ogrodową. Podniosłem kratkę ściekową i wybrałem zalegający syf. Woda spłynęła i po akcji.

Tego typu sytuacji były setki – zero myślenia. Nie potrafią zrobić NIC samemu. Wymiana bezpiecznika, bo się zwyczajnie spalił, pomalowanie czegokolwiek, ruszenie głową i usuwanie przyczyny, a nie skutku tego, że coś jest nie tak. Prozaiczne przykłady – dziura w dachu? Podstawimy wiadro. Co z tego, że dach praktycznie płaski, pokryty papą, która można położyć nawet używając zwykłej opalarki (mała dziura), ale wiadro stało już 3 miesiące i działa, więc nikt tego nie zrobił.
Stępiony nóż od kosiarki? Serwis. Pęknięty sztych od łopaty? Srebrna taśma i... Specjalista od naprawy narzędzi ogrodowych zamówiony, będzie za ok. miesiąc.

Polacy – jesteście/jesteśmy niesamowicie zaradni! To czego nauczył Cię tata, dziadek, mama czy babcia, dla Amerykanów jest wiedzą specjalistyczną. Pierwszy raz byłem dumny z tego, że jestem Polakiem i z dumą opowiadałem, że moi krajanie takie naprawy potrafią zrobić z palcem w nosie.
Polska górą!
Tylkopoco Odpowiedz

U nich to się chyba bierze z przekonania że od wszystkiego jest odpowiednia osoba i jej pracą jest naprawienie konkretnej rzeczy. Ja nie muszę umieć > on zarabia > gospodarka się kręci. Dla mnie to też niezrozumiałe nie umieć zrobić podstawowych napraw.

Novara Odpowiedz

Ale to oni są mocarstwem, a my...

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#SmkZP

Opowiem Wam jak to jest być dzieckiem rodziców, którzy są ze sobą z poczucia obowiązku, a nie z miłości.

Rodzice „wpadli” ze mną, gdy mama miała 17 lat, a tata 20. Tata pochodził ze wsi, więc miał raczej konserwatywne spojrzenie na świat. Gdy tylko się dowiedział o ciąży, padł na kolana, aby się oświadczyć. Mama się zgodziła, bo jej mama, a moja babcia nagadała, że co ona zrobi sama z dzieckiem. Mama kiedyś opowiadała, jak w dniu ślubu dziadek ją jeszcze próbował namówić na to, by zrezygnowała, ale słowo się rzekło.

Gdy byłam dzieckiem, mieszkaliśmy w malutkim mieszkaniu – kuchnia, dwa pokoje (salon i mój malutki pokoik o powierzchni 4 m2) i łazienka. Rodzice odkąd pamiętam spali osobno, swój malutki pokoik musiałam dzielić z mamą. Wstawiła tam łóżko, które zajmowało 3/4 pokoju i spałyśmy razem do 13 roku życia, potem się wyprowadziliśmy do większego mieszkania i mama miała osobny pokój. Z rodzicami jeździłam na wakacje osobno, jadłam osobno, właściwie nic nie robiliśmy razem jako rodzina. Tata znalazł sobie hobby i nie było go wiecznie w domu. Gdy byłam starsza i mama ciągała mnie po koleżankach, to za każdym razem słyszałam, jak obgadują tatę. Z czasem nawet mi się zaczęła zwierzać, jaki to ojciec jest beznadziejny. Jako nastolatka wierzyłam w to i nie traktowałam taty zbyt dobrze. Dopiero z czasem zrozumiałam, że mama zwyczajnie kłamała, a tata jest cudownym, ciepłym człowiekiem, którego postawa żony bolała całe życie.

Potem mama wymyśliła budowę domu i wzięli kredyt na 30 lat. Ja wyprowadziłam się w wieku 19 lat, bo ciężko było znieść atmosferę w domu. Zostali sami na 200 m2. Do dzisiaj atmosfera pomiędzy nimi jest dość sztywna. Nigdy nie widziałam, żeby się przytulili, dali sobie buzi czy zrobili cokolwiek razem dla rozrywki.

Teraz, kiedy mama zaczyna narzekać na tatę, od razu ucinam temat. Gdy kiedyś, wkurzona kolejną tyradą na tatę, zapytałam, czemu się po prostu nie rozwiedzie, to odpowiedziała, że nie może, bo sama nie spłaci kredytu, a za bardzo zależy jej na domu.

Tak że jako młoda dorosła musiałam uczyć się, jak powinna wyglądać miłość dwojga ludzi. Przez długi czas myślałam, że tak to wygląda, że moi rodzice żyją normalnie. Teraz, gdy mam już męża i patrzę np. na swoich teściów, którzy są wzorowym małżeństwem, aż płakać mi się chce, że rodzice zmarnowali całe życie nie wiadomo po co. Oboje mogli sobie znaleźć partnerów, których by kochali i byli szczęśliwi. Sto razy bardziej wolałabym ten scenariusz niż wymuszoną uprzejmość i obojętność wobec siebie.

Ja sama wiem, że jeśli zacznę być nieszczęśliwa w małżeństwie i nie będę w stanie tego naprawić przez dłuższy czas, to bez wahania się rozwiodę. Nie dla siebie, choć częściowo też, ale dla zdrowia psychicznego całej rodziny.
Vito857 Odpowiedz

Zawsze mnie mierzi, jak widzę tłumaczenia niektórych, że nie rozwiodą się "ze względu na dzieci". Te dzieci jeszcze bardziej cierpią niż z rozwiedzionymi rodzicami, czego przykładem Autorka.

Nie twierdzę przy tym, że każda rozwiedziona para jest idealna.

Postac Odpowiedz

Po co oni taki wielki dom budowali? Dla dwójki dorosłych i nastolatki?

Zobacz więcej komentarzy (7)

#qtaHM

Parę tygodni temu rozstałam się z narzeczonym po 6 latach związku, wspólnym mieszkaniu i wielu różnych zobowiązaniach. Nie będę się rozwodzić dlaczego tak się stało, wina była po obu stronach i to nie była jedna sytuacja. W każdym razie dalej razem mieszkamy, ale w osobnych pokojach. Ja staram się żyć dalej, inwestować w siebie i rozwijać się. W ciągu tych paru tygodni zaczęły pojawiać się moje pierwsze sukcesy w dziedzinach, które do tej pory stały w miejscu. Po prostu chcę się czymś zająć. Natomiast mój były narzeczony kompletnie źle to znosi. Oprócz ogólnej rozpaczy i braku akceptacji ma straszne wahania nastrojów. Chodzi też do psychologa. Staramy się jednak w domu żyć normalnie, jako tako, aby nie zwariować, więc czasem rozmawiamy ze sobą.

Ostatnio zapytał mnie, jak to się dzieje, że ja to tak lekko znoszę, że w ogóle po mnie nie widać, że coś jest nie tak. Odpowiedziałam, że po prostu staram się być silna i koniec. Ale prawda jest taka, że jako bardzo młoda dziewczyna przeżyłam dużo gorsze rozstanie i to też z mojej decyzji.

Kiedy moi rodzice się rozwodzili, ustalili między sobą, że (typowo) dzieci zostają z matką, która w tej sytuacji się wyprowadzała z domu, który razem wybudowali moi rodzice. Ale przy okazji jakiejś rozmowy ja oznajmiłam wszem i wobec, że nigdzie się nie ruszam i niech robią co chcą, ale ja w tym uczestniczyć nie będę. Wszyscy naokoło myślą, że to przez lepsze zaplecze finansowe mojego ojca i przez duży dom, a którym mogłam zostać. A prawda była taka, że wiedziałam, że moja mama jest silniejsza i sobie poradzi mimo swoich problemów. Mój tato mógłby się załamać, będąc samemu. Z kolei moja mama ma poważne problemu z alkoholem i wiedziałam, że gdybym zdecydowała się na wyprowadzkę, zostałabym głównym rodzicem mojego młodszego brata, bo mama wiedziała, że nie zostawię go samemu sobie, kiedy ona nachleje się do nieprzytomności.

Zrobiłam to dla dobra ogółu, taki miałam zamiar. Moja matka dostała szału, szarpała mną, krzyczała, że nigdy nie będę już jej córką. Tak naprawdę w ogóle tego nie pamiętam. Pamiętam tylko straszny smutek wtedy i drgawki. Pamiętam dokładnie datę, kiedy się wyprowadziła i jak potem codziennie rano siadałam na stołku, przy którym dawała mi śniadanie, zanim rozbudziłam się na tyle, żeby sobie przypomnieć, że już jej tam nie ma. Bardzo długo nie rozmawiałyśmy ze sobą, a nawet po latach ten kontakt nie jest szczególnie rozwinięty. Dla przykładu, kiedyś spędzałyśmy razem święta. Obie za dużo wypiłyśmy i pod kontekstem rozmowy przyznałam jej, że zostałam zgwałcona. Powiedziała tylko, że jest jej przykro, ale ma swoje problemy na głowie. Wtedy coś we mnie umarło na zawsze.

Zatem, kochanie, musisz wiedzieć, że strata żadnego chłopaka nie będzie się równać stracie matki, więc jeśli jako dziecko byłam na tyle silna, to ty też dasz radę.
garda Odpowiedz

Mam cię! Znowu na ciebie wpadłam. Przyznaję, że podziwiam twój upór w pisaniu niezmiennie beznadziejnym. Jak zawsze nic się ze sobą nie klei. Dziewczyno, nie będziesz pisarką. Nigdy. Jesteś totalnie grafomańska. W te krótkiej opowiastce: gwałt, zniszczony związek, mama pijaczka, rozwiedzeni rodzice, bogaty tata, biedna mama! i oczywiście ty, silna, mądrzejsza niż wszyscy, przewidująca, odnosząca sukcesy. Przesadzasz. Za dużo wątków.

kimipl Odpowiedz

To jest moja opinia. Jednak ja jestem innego zdania miłość do rodziców a bliskiej osoby to całkiem coś innego. Ty byłaś, jesteś bardzo do nich przywiązana. Jednak stosunkowa większość ludzi jest bardziej przywiązana do partnera którego kocha i chce zbodowac z nim swoją rodzinę. To są dwie różne relacje.
Sprawiło to jednak że stałaś się silniejsza i mniej podatna na rany emocjonalne. Każde kolejne taki zdazenie sprawi iż będzie to dla ciebie łatwiejsze

Zobacz więcej komentarzy (3)

#nvSwb

Wiecie co mnie boli? To że niektóre osoby, często pełnoletnie, boją się wprost powiedzieć rodzicom o normalnych sprawach. Nie wiem, czy oni byli wychowani na samych zakazach, czy to coś w mózgu się robi, ale dziwne to zachowanie.

Podam kilka przykładów:

1. Brat i siostra cioteczni udają przed rodzicami, że nie palą papierosów i pilnują, żeby ich z nimi nie przyłapali. Myślisz sobie, no spoczko, w Polsce palenie legalne od 18 roku życia. Tylko że brat ma 19 lat, siostra 23.

2. Kilka osób z mojej klasy to jawni ateiści, ale oczywiście przez 2 klasy liceum nie mogli przekonać rodziców do zwolnienia ich z religii, a po uzyskaniu pełnoletności sami się zwolnili i ukrywają to przed rodzicami.

3. Brat kolegi ukrywa przed rodzicami, że nie był na studniówce, tylko szwendał się w tym czasie po mieście. Planował to od początku, bo nie chciał iść na imprezę bez osoby towarzyszącej.

4. Kolega do dzisiaj oszukuje rodziców, że ma maturę i studiuje.

Kurna. Dla mnie to jest jakiś absurd, bo ja ze swoimi rodzicami mogę porozmawiać o wszystkim i wiem, że mnie zrozumieją. Czy to normalne, że ludzie kitrają się przed rodzicami w takich sprawach czy jednak mam rację, że wydaje mi się to dziwne?
ms0nobody Odpowiedz

Ale dlaczego boli cię, jak żyją inni?

1. U mnie w domu nigdy nikt nie palił. Ja też nie palę, ale gdybym to robiła, to na pewno nie przy rodzicach, żeby ich nie truć.
2. Moja mama jest bardzo wierząca, ja jestem ateistką. Można powiedzieć, że to przed nią ukrywam, bo wiem, jak ważna jest dla niej wiara i że by się o to obwiniała, na zasadzie, że czułaby, że popełnia jakiś grzech, skoro nie wychowała dziecka na chrześcijankę. Po co mi to? Wie, że nie chodzę do kościoła i już samo to przeżyła mocno. Jej wiedza, że nie wierzę, nie zmieniłaby kompletnie nic w moim życiu.
3. Może wziął kasę na studniówkę i wydał ją w inny sposób, więc nie chce żeby rodzice się dowiedzieli? Nie takie rzeczy dzieci ukrywają przed swoimi rodzicami. Serio, nie widzę w tym nic dziwnego.
4. Tu nie rozumiem jedynie sensu, bo i tak prędzej czy później się raczej wyda. Ale rozumiem niechęć do przyznania się, czy nawet wstyd, jeśli rodzice wywierali presję.

Fajnie, że masz super rodziców i możesz z nimi o wszystkim pogadać. Ja też teoretycznie mogę, nawet o tym ateizmie moja mama by w końcu jakoś przełknęła, ale zwyczajnie nie widzę sensu, bo nie ma to dla mnie żadnego znaczenia, czy ktoś wie, w co wierzę lub nie. Ale nie wszyscy ludzie mają taki komfort, więc bym powiedziała, że mało kto ma. Bardziej niż ludzi, którzy ukrywają różne rzeczy przed rodzicami, nie rozumiem ludzi, takich jak ty - którym wydaje się, że świat powinien wyglądać tak, jak ich życie. I którym taki problem sprawia sposób, w jaki żyją inni.

Novara Odpowiedz

1) To niech nie palą.
2) Jeżeli rodzice są fanatycznymi katolami i alternatywą było wyrzucenie z domu, to się nie dziwie.
3) Ja byłem i wiele innych osób też i nikt z tego nie robi afery.
4) Jak bardzo rodzice muszą mieć wy..e ma dziecko, że nawet nie wiedzą na jakim jest etapie nauki.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)
Dodaj anonimowe wyznanie