#JIxHw

Od jakiegoś czasu praktycznie wszystkie moje koleżanki mają partnerów i nie ukrywam, że trochę im tego zazdroszczę. Dlatego postanowiłam wymyślić sobie chłopaka...
Nagle zaczęłam być bardziej dostrzegana, proszą mnie nawet o rady dotyczące związku. Nie ukrywam, że bardzo mi się to podoba, gdy mogę im poopowiadać o moim wybranku, a przecież jest idealny, bo wymyślony.

Nawet nie wiecie jaką satysfakcję dają mi ich zazdrosne miny. Jestem tylko ciekawa, jak długo uda mi się to ciągnąć.
Escort Odpowiedz

Ciekawie to będzie jak będą chciały poznać tego Twojego idealnego faceta.

Odpowiedzi (6)
Jestjakjest Odpowiedz

U was to wyścigi na zazdrosne miny czy jak? Zejdź na ziemię, bo zostaniesz całkiem sama, kłamczuszku ;)

Zobacz więcej komentarzy (15)

#AIiDx

Każda osoba z mojego bliskiego otoczenia żyje w przekonaniu, że jestem zagorzałym fanem zespołów pokroju AC/DC czy Black Sabbath. Wynika to z faktu, że kiedy byłem młodszy, dużo czytałem o tych bardziej lub mniej znanych zespołach oraz ich członkach i w momencie, w którym przechadzałem się korytarzami wszystkich swoich szkół, ubrany w koszulki czy bluzy owych zespołów, zawsze potrafiłem odpowiedzieć na te nawet najbardziej dociekliwe pytania dotyczące muzyki bądź też samych wykonawców.

Sęk w tym, że to mama kupowała mi te ubrania, a kiedy przedzierałem się przez szkolne rejony w słynnych łaszkach, w moich słuchawkach niezmiennie leciała jedna z płyt Sylwii Grzeszczak :D
Laskowa Odpowiedz

Cie
Szmy się
Z małych rze
Czy, bo
Wzór na szczę
Ście w nich
Zapisa
Ny je-est

Odpowiedzi (4)
Ookami Odpowiedz

Ale w sumie to co z tego? W sensie, ja wiem że są tacy którzy uznają Jedyną Słuszną Muzykę Metalową i nic więcej, ale nikt normalny nie powinien się tym przejmować, bo tylko gówniarze oceniają się po gustach

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#H3wc6

Jestem osobą niepełnosprawną. W wyniku wypadku straciłam oko, które zastępuje proteza. Miałam wtedy 15 lat. Od tamtego czasu nie ma nikogo, kto zainteresował się mną. Wyglądam dość normalnie, nie przerażam wyglądem. Uważam nawet, że jestem dość atrakcyjną, już 34-letnią kobietą. Mam znajomych, dobrych przyjaciół mężczyzn, którzy twierdzą, że ta niepełnosprawność nie ma znaczenia, że jestem super babką. I co tego, skoro faceci uciekają ode mnie jak od zarazy? A to tylko oko, oko, przez które będę sama do końca życia.

Wiem, że dramatyzuję, ale to bardzo dla mnie przykre. Młodsza już nie będę, a powiedzenie, że każda zmora znajdzie swojego amatora bądź że trzeba przestać szukać, żeby znaleźć, to naprawdę puste frazesy. Spytacie, czy próbowałam na portalach randkowych? Owszem. Po pierwszej randce uciekają gdzie pieprz rośnie. I to tyle.
NickCave Odpowiedz

Weź pod uwagę jak wiele kobiet z parą zdrowych oczu jest samotnych. Mężczyzn może ostraszać proteza oka, a może niezręczność, którą nieświadomie w okół niej tworzysz.

Wolfstardawn Odpowiedz

Ja tez mam tylko jedno oko, ktore stracilam majac 22 lata i na brak mezczyzn w swoim zyciu po tym wydarzeniu nigdy nie narzekalam, a z jednym jestem zwiazana od ponad 10 lat. Proponuje zastanowic sie nad soba. Bardzo czesto brak pewnosci siebie i niskie mniemanie o sobie odstrasza bardziej niz jakakolwiek fizyczna wada. Poza tym: mowisz "jestem osoba niepelnosprawna". Od momentu, w ktorym stracilam oko NIGDY tak o sobie nie pomyslalam. Ja NIE JESTEM osoba niepelnosprawna - pracuje, prowadze samochod, uprawiam sporty, zyje jak kazdy i nie odczuwam z powodu braku oka jakichkolwiek ograniczen. Moze nie moge ogladac filmow w 3D i czasem nie trafiam lyzeczka do kubka, ale to tylko smaczki, ktore robia ze mnie - mnie. Przestan o sobie myslec jako o niepelnosprawnej, to na pewno pomoze. Jak uwazasz, ze nie podolasz samodzielnie zmianie nastawienia, poszukaj profesjonalnej pomocy.

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (29)

#XtuQY

Pamiętam że kiedyś była tu historia pewnego mężczyzny, któremu "zginęła" prawie godzina z życia. Mi nie ginie godzina a dni!

Ostatnio czuję się tak jakby czas znacznie przyspieszył, jak byśmy żyli w przyspieszonym tempie. Najlepsze jest, że ktoś z mojego otoczenia też to zauważył. Jeszcze do niedawna dni potrafiły się ciągnąć, ale od połowy tego lata coraz bardziej jakby wszystko nabierało tempa. I tu nie chodzi o zmianę trybu życia, bo żyję tak jak poprzednio. Mam szczęśliwe życie. Czasami się oderwę od rzeczywistości i jadę gdzieś na weekend, ale czas tak samo ucieka. Czuję się, że nie mam na nic czasu, bo zaraz jest wieczór. I tak w kółko noc, dzień, noc, dzień. Jak w simsach. Nawet ostatnio jeden dzień tygodnia mi znikł. Jakby nie istniał. To się robi okropne, całe życie w biegu...

Nikomu więcej tego nie mówię oprócz tej jednej osoby, bo to trochę dziwne. Tak jakby cały świat kręcił się szybciej.
Cristality Odpowiedz

Niestety mam tak samo, kiedyś słyszałem, że tak objawia się starość ;)

Odpowiedzi (3)
zoltybanan Odpowiedz

Mam tak samo. Czasem się dziwię, że np dopiero co zaczął się poniedziałek, a tu już piątek. Też odnoszę wrażenie, że nie ma na nic czasu.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (29)

#NWgtO

Nie wiem czy anonimowe, ale mam pewien problem z kolorami. Niebieski i zielony. To one w głównej mierze są tymi problemowymi. Wiem doskonale, który kolor jest którym, lecz gdy ktoś zapyta się mnie z zaskoczenia, czy wyrywkowo, jaki to kolor, to pierwsze co powiem to ten drugi.

Dla przykładu, pytanie z zaskoczenia, jaki kolor ma trawa... Moja odpowiedź? Niebieski! Chociaż wiem, że zielony... Nie wiem czy w dzieciństwie ktoś chciał zrobić mi pranie mózgu, (jak widać nie udało się to do końca), ale chociaż doskonale wiem jaki to kolor, to pomimo tego, zawsze ale to zawsze powiem odwrotnie. :D Śmieszna sprawa wśród znajomych, ale oby nigdy takie pytanie odnośnie kolorów nie padło w żadnej poważniejszej rozmowie, bo ciężko się z czegoś takiego wytłumaczyć, gdyż nikt nie wierzy ;p. Pozdrawiam każdego, który za pierwszym wrażeniem widzi zielone niebo :D
NWP Odpowiedz

Było kiedyś wyznanie matki dziecka, jej mąż nauczył ich córkę kolorów, mieszając je wszystkie... Może ktoś w Twojej rodzinie wpadł na ten sam pomysł.

Odpowiedzi (5)
tewu Odpowiedz

Japończycy do niedawna nie rozróżniali w swoim języku niebieskiego i zielonego. Być może te kolory są bardziej dla niektórych osób do siebie podobne niż dla większości.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#pWPuz

To było między 1999, a 2001. W naszej szkole wprowadzono akcję zwalczania makijażu. Nauczycielka zaciągnęła mnie do łazienki i kazała mi zmywać oczy. Jakże wielkie było jej zdziwienie, gdy okazało się, że to moje naturalne gęste rzęsy i brwi w kolorze czarnym. Miałam wtedy kilkanaście lat, ale nigdy nie zapomnę jej miny. To była jednocześnie mina zaskoczenia i zmieszania. Nawet mnie po wszystkim nie przeprosiła. Kazała tylko wrócić do sali i usiąść w ławce.

Do tej pory czuję żal i rozczarowanie, ponieważ nauczycielka ta była moją idolką i inspiracją - kobieta naprawdę świetna w swej dziedzinie, w prowadzeniu lekcji nikt jej nie dorównał. Jednak w tym jednym momencie, gdy we mnie zwątpiła, ja zwątpiłam w nią. Zawsze byłam jedną z najlepszych z przedmiotu, stałe w czołowej trójce w szkole, olimpiady, konkursy. A ona z powodu moich ciemnych rzęs posądziła mnie o posiadanie makijażu. Przypuszczam, że gdyby ktoś zorganizował spotkanie klasowe po latach, to bym jej to wygarnęła, bo nie mogę tego wspomnienia wymazać z pamięci. W jednej chwili straciłam do niej szacunek.
pyzabezmiesa Odpowiedz

Aż mi się przypomniało, jak miałam jakieś cztery lata i byłam z mamą na spacerze. Zaczepiła nas jakaś starsza pani i zaczęła dosłownie krzyczeć na moją mamę, że jest niepoważna i głupia, że takiemu małemu dziecku maluje oczy (w ogóle skąd jej przyszło do głowy, że ktoś by tak faktycznie zrobił to nie wiem, naprawdę).

I również nie doczekałyśmy się przeprosin, gdy mama ją uświadomiła, że to po prostu mój ryj, a nie makijaż :)

Odpowiedzi (6)
PaniZdzisia Odpowiedz

No ja przyznaję, że chociaż jestem nauczycielką, zupełnie nie zwracam uwagi na makijaż, co najwyżej zazdroszczę zdolności manualnych. Wiem, że powinnam zwracać uwagę uczennicom, których wygląd nie jest zgodny ze statutem szkoły, ale przyznaję, że skupiam się na zachowaniu i zaangażowaniu w lekcję, a o reszcie zapominam ;).

Zobacz więcej komentarzy (13)

#9hLxU

Zaczął się sezon na grypę, a ja jak co roku zachorowałam. Nagle pojawiły się problemy, bo pani w przychodni powiedziała, że nie jestem ubezpieczona. Byłam ubezpieczona przy rodzicach (nie mam 26 lat i studiuję, a pracę mam na umowę zlecenie), ale nie utrzymuję z nimi kontaktu, więc nie wiedziałam, że straciłam ubezpieczenie.

Próby dodzwonienia się do matki i ojca były nieudane, ciężko się dziwić, skoro według nich nie mają już córki (dokonałam apostazji, więc się mnie wyrzekli).

Poszłam na uczelnię, żeby spróbować zgłosić się u nich do ubezpieczenia, ale panie z dziekanatu wydarły się na mnie, że to nie ich sprawa i rodzice powinni mnie ubezpieczyć. Próby wyjaśnienia sytuacji spełzły na niczym, nie obchodziło je to.

Zrezygnowana, chciałam chociaż pójść do lekarza, żeby wypisał mi zwolnienie. Postanowiłam, że zapłacę co trzeba. Niestety, przy rejestracji pani powiedziała, że nie można tak.

Reasumując, każdy potraktował mnie w tej sytuacji jak robala, nie miałam do kogo się zwrócić. Szukałam w internecie informacji, ale nie znalazłam nic, co dotyczyłoby mojego problemu. Poszłam do pracy z grypą, bo inaczej musiałabym płacić za niestawienie się na zmianie. Pracuję w gastronomii. Współczuję wszystkim tym, którzy zamówili w tym tygodniu pizzę, którą robiłam ja. Naprawdę nie chciałam przychodzić z cieknącym nosem i pokasłująca do pracy.
tewu Odpowiedz

Może zgłoś się do działu socjalnego uczelni?

ReginaPhalange0 Odpowiedz

To trzeba było umówić się do jakieś prywatnej placówki

Odpowiedzi (14)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#mCnZp

Wszystkich Świętych - święto, w które moi rodzice lubią ze śmiechem wspominać "żenującą" sytuację z mojego dzieciństwa.

Gdy miałam jakieś 4 lata, przez cały dzień jazdy po grobach miałam w buzi kęs śniadania, którego z jakiegoś powodu nie połknęłam, rodzice odkryli to dopiero wieczorem - że cały czas mam coś w buzi. Powiedziałam im wtedy, że był to eksperyment. Strasznie ich to śmieszy do dziś. Mnie mniej, bo po prostu regularnie biłam bita za niedojadanie. Przełknięcie tego spowodowałoby u mnie wymioty, a wypluć się bałam, bo mogliby to zauważyć.

Wiem, że to głupie, ale ponieważ ciągle o tym przypominają, sama nie potrafię o tym zapomnieć i za każdym razem trochę boli.
Anonymous12345 Odpowiedz

To może powiedz im prawdę? Teraz ich to bawi, bo są przekonani, że był to jakiś dziwny eksperyment czterolatki. Może, gdy poznają prawdę dojdzie do nich, że wyrządzili Ci krzywdę, o której ciągle Ci przypominają. Czasu to nie cofnie, wspomnień nie zmieni, ale może chociaż głupio im się zrobi i odpuszczą takie jak rodzinne, wątpliwie radosne coroczne wspominki... .

Odpowiedzi (3)
WillaWianki Odpowiedz

A zacznij im przypominać o ich gównianych metodach wychowawczych, może się uspokoją.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#65PKV

Moja mama była alkoholiczką. Właściwie dalej jest, ale niepijącą. Jej libacje do nieprzytomności trwały latami.

Parę miesięcy temu skończyłam 17 lat. Na urodziny dostałam parę win. Nie wiem czemu, ale stwierdziłam, że napiję się z matką, żeby zrozumiała, że to również wpływa na mnie. Teraz na to patrząc to miało w sobie zero logiki, ale zadziałało. Po skończeniu którejś butelki, mój żołądek (mam duże problemy z trawieniem) zaczął się buntować. W tamtym momencie specjalnie zjadłam parę dodatkowych rzeczy. Nie ukrywam. To co ze mnie wyleciało po otworzeniu ust było koszmarne. Jednakże matka widząc, że zarzygałam pół kuchni, po pijaku zaczęła robić mi wywód, że nie powinnam tyle pić. Odpowiedziałam, że ona robi to codziennie. Dziwię się, że te słowa do niej trafiły. Kazała mi wrócić do pokoju. Sama to posprzątała. Po jakimś czasie słyszałam, jak wylewa swoje wszystkie skarby do zlewu. Następnego dnia zaczęła przepraszać całą rodzinę.

Od tamtej pory nie pije. Poszła na terapię. Osoby, które wiedziały, że tyle pije wciąż zastanawiają się, jak to się stało, że z dnia na dzień przestała. Tylko ja i matka wiemy. Reszta domowników była w tym czasie w górach. Kto by się spodziewał, że salami może rozwiązać problemy alkoholowe.
Lukfra Odpowiedz

Jeżeli to prawda co napisałaś. To gratulacje dla mamy i tobie za kreatywność. Trochę ryzykowna. Ale! Udało się wam. Spokojnych i trzeźwych wieczorów z mamą. Pozdrawiam

Niezywa Odpowiedz

Żołądek przeorany, ale rodzina uratowana 👍

Zobacz więcej komentarzy (3)

#4lCrI

Jako dziecko nosiłem aparat ortodontyczny, taki wkładany, nie stały. A że dzieckiem byłem raczej leniwym i nie przykładałem się do wielu czynności, w tym kwestii higienicznych, w związku z tym, aparat zakładałem jak mi się o nim przypomniało.

Pewnych wakacji pojechałem na kolonię. Tamże, pochłonięty wszystkim tylko nie właściwą higieną, zakładałem aparat np. nie myjąc uprzednio zębów czy także nie czyszcząc samego aparatu.

Po kilku dniach, kiedy przypomniało mi się, że wypadałoby skorzystać z dobrodziejstwa ortodoncji, otworzyłem pudełeczko, w którym trzymałem aparat, który okazał się siedliskiem larw. Małe, białe, pełzające dookoła. Do dziś nie mam pojęcia, jak one się tam zalęgły. Wtedy spanikowałem i schowałem go od razu głęboko do szafy, nie użyłem go już do końca wyjazdu.

Jednak dzień po moim powrocie miałem wizytę kontrolną u ortodonty. Oczywiście o aparacie totalnie zapomniałem, toteż kiedy przyszedł dzień porannej wizyty, złapałem tylko pudełeczko, w którym był i pojechałem na wizytę.
Dopiero w poczekalni dotarło do mnie o czym zapomniałem, ale zamiast pójść do łazienki choćby opłukać ten sprzęt, po kryjomu otrzepałem aparat, wsadziłem go do buzi i cóż, coś rozgryzłem.
Ale kontrola przebiegła pomyślnie, po powrocie wreszcie wyczyściłem (i wyparzyłem) mój aparat.
Gro9 Odpowiedz

Hmm
Ciekawe.
Dawno już nie byłem tak blisko bełtania po anonimowych.

Odpowiedzi (2)
gitarzystka Odpowiedz

Ludzie mnie przerażają.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (14)
Dodaj anonimowe wyznanie