#nptD1

Teraz jestem na studiach, mam narzeczonego i prowadzę spokojne życie. Jednak jak byłam młoda (ok. 15 lat), to byłam głupia. Po zerwaniu z chłopakiem czułam pustkę i wyładowywałam się przez pisanie z różnymi facetami w Internecie. Zaczęło się od mojego znajomego – później swego rodzaju „friend with benefits” – pisanie na popularnym wówczas gg o różnych sprośnych rzeczach. Później z anonimowego konta zaczęłam tak pisać z losowymi facetami. Nie obchodziło mnie, kto jest po drugiej stronie, ważne żeby miał dobrą fantazję i ciekawie się rozmawiało. Nigdy do niczego nie doszło, z żadnym nie chciałam się spotkać ani nic.

Byłam do tego pisania tak przyzwyczajona, że nie zdziwiło mnie, gdy ktoś w podobnym stylu napisał do mnie na Skype. Tym razem na prywatne konto z moim imieniem, nazwiskiem itp. (nie, nie zwróciło to mojej uwagi - tak jak powiedziałam, byłam młoda i głupia). Pisałam z nim jak z każdym innym, ale poprosił o konwersację wideo. Nie wiem czemu, ale się zgodziłam, akurat byłam sama w domu. Nie pokazywałam swojej twarzy, on też nie. Zaczęłam na jego prośbę się rozbierać, wyginać, różne dziwne rzeczy, a on robił sobie w tym czasie dobrze. Nie chciałam go widzieć na kamerce – był obleśnym grubasem, a myśl o tym, co robi, przyprawiała mnie o mdłości. Ale ja robiłam to, o co prosił – oczywiście do pewnego poziomu, na który sama sobie pozwalałam.

Tego dnia zakończyliśmy rozmowę, a ja zdałam sobie sprawę, jaką głupotę zrobiłam i że nie chcę nigdy więcej tego robić. Ale to nie był koniec. Napisał do mnie kilka dni później i chciał powtórki. Kiedy się nie zgodziłam, zaczął mnie szantażować moimi nagimi zdjęciami. Okazało się, że robił screeny podczas rozmowy. Znał z profilu moje dane, a mam dość mało popularne nazwisko, więc odnalezienie mnie i moich znajomych nie byłoby takie trudne. Zgodziłam się na kolejny raz pod warunkiem, że usunie na moich oczach te zdjęcia i więcej nie będzie się do mnie odzywał (wiem, że mógł mieć kopie, ale w tamtej chwili to było najlepsze, co przyszło mi do głowy). Czułam się wtedy strasznie upokorzona i nie sprawiało mi to żadnej przyjemności. Mówił mi co mam robić przed kamerką i stopniowo usuwał zdjęcia, oczywiście najbardziej pikantne zostawiając na koniec, żebym przypadkiem się nie rozmyśliła w trakcie.

Na moje szczęście ten oblech umiał chociaż dotrzymać słowa – zdjęcia nie wypłynęły, a on nigdy więcej nie napisał. Później wpadłam na 100 innych rozwiązań, które nie wymagały robienia tego ponownie, ale było już za późno. Nie zgłosiłam tego nigdzie ani nie powiedziałam nikomu. Musiałabym się wtedy przyznać do tego, co sama robiłam i że najpierw z własnej woli się zgodziłam, a w rodzinie i wśród znajomych miałam opinię grzecznej dziewczynki i nie chciałam tego zburzyć. Wolałam o tym zapomnieć.
Takijatakity Odpowiedz

Tak z ciekawości, jakie były te inne rozwiązania? Bo nic mi nie przychodzi do głowy. Oczywiście poza zgłoszeniem ma policję

Odpowiedzi (1)
Uncomfortable Odpowiedz

Fakt, że nie ma tu komentarzy zaburza estetykę strony, więc pozostawiam tu coś

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#KcoyX

W dzieciństwie byłam strasznym niejadkiem. W wieku mniej więcej od 4 do 8 lat miałam problemy z przełykaniem najzwyklejszych posiłków, a większość mnie obrzydzała. Potem mi przeszło. W jednym z wyznań chłopcu zrobili ''przymusową lewatywę''. Moi rodzice mieli trochę inne sposoby:
- Bicie. Za każdy niedojedzony posiłek. A porcje były ogromne. Codziennie były awantury i codziennie dostawałam pasem.
- A jak już dostawałam pasem, to zamykali mnie w pokoju i nie dostawałam jedzenia do końca dnia, żeby docenić to co mam.
- Nie pozwalali mi wstać od stołu, dopóki nie skończę jeść. Czasem litowali się gdzieś koło północy. Czasem siedziałam przy stole do rana.
- Gdy zaczęłam chodzić do szkoły i nie chciałam jeść śniadań, zostawałam w domu dopóki nie zjadłam, w towarzystwie awantur. Potem często jeszcze zapłakana wchodziłam do klasy w połowie zajęć.

Oczywiście pełno było wpychania jedzenia na siłę, wymiotowania i tak dalej. Zastanawiam się, jakim cudem jem teraz normalnie.
Ivanhoe Odpowiedz

Dziwni ci twoi rodzice. Nie chcieli zagłodzić, ale zamęczyć, to już tak.

Odpowiedzi (1)
Parauszka Odpowiedz

Jesz normalnie bo nikt Ci na siłe jedzenia nie wciska i jesz to co lubisz.

Zobacz więcej komentarzy (23)

#EOYvH

Moja mama to perfekcyjny przykład kobiety, która stara się schudnąć, ale nie może, bo geny i choroba. Kiedy spotka kogoś znajomego, rozmawia z kimś z rodziny i zejdzie na temat wagi, to zawsze żali się, że próbowała diet, próbowała ćwiczyć, głodziła się, chodziła na spacery, ale nie może schudnąć czegokolwiek by nie robiła. To przecież genetyka, jej mama też miała 130 kg, a ona ma jeszcze chorą tarczycę. 

Tak się składa, że w domu widzę te wszystkie podejścia do chudnięcia. Diety? Dwa, trzy dni, podczas których jadła owoce, jogurty, serki wiejskie, kurczaka na parze, oczywiście w żaden sposób nie licząc kalorii. Spożywała wciąż więcej niż potrzebuje, ale kiedy jej to tłumaczyłam, to mówiła mi, że mam przestać opowiadać bzdury, bo to wszystko jest light i fit. Po dwóch dniach takiej diety, zniechęcona brakiem rezultatu na wadze, znów wracała do swojego jadłospisu. Przykład? Godzina 23, ona ma ochotę na frytki, robi i zjada duży talerz frytek z trzema jajkami sadzonymi. 
Około 1 wsuwa dużą paczkę chipsów do filmu. Ćwiczenia i ruch? Powolny spacer z kijkami z sąsiadką. Jakieś 40 minut, podczas których spaliła może 300 kcal, co jest jedną piętnastą częścią tego, co spożywa. Tata robi to samo, ale nie podejmuje żadnych prób ruchu ani diety. Do tego zajada się słodyczami w ilości jedna czekolada + garść cukierków lub kilka kawałków ciasta i popija pepsi. 
On w trakcie rozmów żali się na cukrzycę i opowiada jak to jest ona powodem niemożliwości by schudnąć. A ja? Latami buntowałam się przeciw tłustej kuchni, obżarstwu, podwójnym porcjom, latami wychodziłam z nadwagi i wciąż ćwiczę. Rodzicom próbowałam pomóc na różne sposoby. Podsuwać artykuły, drukować jadłospisy, pokazywać filmiki ze skutkami takich zachowań. I nic. Mam im dać spokój i zająć się sobą, bo oni są starzy i chorzy.

Nie cierpię, jak ktoś gruby wymawia się chorobą, bo tylko mała część z tych osób tak naprawdę jest na tyle chora, że faktycznie nie może się za siebie wziąć. Reszta ma zwyczajną wymówkę, ale najgłośniej krzyczy, że to nieprawda. Gdzie anonimowe? Ano tu, że nawet nie można o tym głośno powiedzieć, bo zostanie się zakrzyczanym i zwyzywanym.
Ultra Odpowiedz

No i mam ochotę na frytki i jaka sadzone... dzięki wielkie

Odpowiedzi (3)
Serwatka31 Odpowiedz

To, że Twoi rodzice są tacy, to nie powód, by generalizować.
Ale w jednym masz rację - zwykle grube osoby jedzą źle, i za szybko się poddają.

Różnica jest taka, że u większości z nich, problemem jest zbyt słaba, osłabiana każdą kolejną próbą psychika, nie lenistwo i hipokryzja, jak tutaj.

Osoba, która jest na tyle silna, by odnosić sukcesy w każdej innej dziedzinie życia może tu nie dawać rady, coraz krócej wytrzymywać na diecie i coraz więcej słodyczy w siebie wpychać w chwilach słabości, bo zaburzenia odżywiania
(które zwykłe zaczynają się w dzieciństwie, więc to zupełnie inna sytuacja, niż świadomie ryzykujący wpadnięciem w bagno człowiek, jak np. przy paleniu)
mają taką specyfikę, że walka nie wyćwicza coraz więcej siły, ale wręcz przeciwnie - każda kolejną próbą osłabia i powoduje zrezygnowanie.

Po zmarnowaniu całego nastoletniego życia na coraz bardziej rozpaczliwe próby, z których każda kolejna wiąże się z większą wiedzą na temat odżywiania, ale i coraz większym zrezygnowaniem i brakiem sił, dla większości grubych, tydzień na diecie, który dla zdrowej psychicznie osoby to jak pstryknięcie palcami, jest psychicznym mount everestem, wymaga takiej siły, i wiąże z tyloma negatywnymi emocjami, że zdrowy psychicznie człowiek nigdy nie będzie sobie w stanie tego wyobrazić.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#cBD6P

O pijaku i demonie :)

W każde wakacje moja mama dorabiała jako wychowawca na kolonii.
Lato, jakieś 20 lat temu.
Ośrodek na zadupiu. Jeden sklep, ze 2 latarnie, kilkaset krów i nic więcej. Trzeba było dzieciakom jakoś czas zorganizować.

Tak wyszło, że wychowawczynie od kierownika ośrodka dostały wielką torbę cukierków dla dzieciaków. Wymyśliły więc zabawę w Króla Lasu.
Późnym wieczorem dwie wychowawczynie przebrały się w prześcieradła, liście i co tam było, a dzieciaki z innymi wychowawcami miały szukać Króla po znakach. Nagroda - cukierki.

Mama i druga wychowawczyni skitrały się pod miejscowym cmentarzem. Były tam dość gęste zarośla i jedna z owych dwóch latarni.
Czas się dłużył. Wyszły więc tak przebrane z krzaków i korzystając ze światła próbowały wyłowić z torby cytrynowe landrynki.

Szedł drogą miejscowy pijak, mąż jednej kucharki z hotelu. Nawalony jak szpadel, zataczał się w stronę domu. Teraz wyobraźcie sobie CO zobaczył przy cmentarzu.

Wytrzeźwiał w jednej chwili i uciekł z wrzaskiem.

Dzień następny, śniadanie. Podchodzi do mojej mamy kucharka z podziękowaniami. Jej mąż wrócił do domu, włosy stały mu dęba na głowie, trzęsąc się opowiedział, że demony po niego przyszły. Przysiągł, że nie tknie już wódki. Kucharka oczywiście się domyśliła prawdy, ale nic nie powiedziała.

5 lat później mama dostała od niej list. Naprawdę przestał pić :D
PeknietyBalonik Odpowiedz

A wszystko dzięki cytrynowym landrynkom.

Niezywa Odpowiedz

Powinny to opatentować i leczyć tak ludzi uzależnionych od alkoholu. Historia przezabawna.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#qxQQ5

W mojej okolicy ludzie niechętnie sprzątają po swoich psach. Na każdym trawniku znajdzie się jakaś kupa. To tak słowem wstępu.

Średnio 5 razy w miesiącu jestem mieszana z błotem za to, że nie posprzątałam po swoim psie. Sąsiedzi mnie nienawidzą, zawsze patrzą na mnie spod byka, kiedy przechodzę z nim przez osiedle. Słyszałam już mnóstwo wyzwisk, a nawet agresji, kierowanych w moją stronę. Dziś jednak przeszli samych siebie.
Położyli na mojej wycieraczce stertę psich kup pozbieranych z trawników w okolicy i umazali nimi drzwi do mojego mieszkania. Kupa była też w skrzynce na listy.

Powiecie, że słusznie?
Ja też powiedziałabym tak samo. Gdyby nie to, że za każdym razem, gdy moi kochani sąsiedzi widzieli mnie na spacerze z moim psem, to on w rzeczywistości sikał. Kupę robi tylko w jednym miejscu, na jego ulubionym trawniczku za osiedlem, którego nie widać przez gęste, wysokie drzewa i gdzie nikt nie chodzi. Kosz jest już tam na miejscu, więc nikt mnie nigdy nie widział z pełnym woreczkiem. I co najistotniejsze: mój pies to suczka. A suczki, jak niektórzy najwyraźniej nie wiedzą, nie podnoszą tylnej łapy podczas sikania, tylko kucają. Osoba, która nie ma psa faktycznie może mieć problem z rozróżnieniem suczki, która robi kupę od tej, która sika. Dlatego wszyscy pomyśleli, że to ja jestem winna zafajdanych trawników.

Na nic moje tłumaczenia, pokazywanie, że zawsze mam przy sobie woreczki... ludzie i tak wiedzą lepiej i nawet nie chce im się sprawdzić, co pies zostawił po sobie, zanim zaczną mnie po raz kolejny gonić z pretensjami. Przecież wszyscy inni sprzątają - problem w tym, że robią to tylko wtedy, kiedy wokół są inni ludzie. A ja przy innych nie sprzątam, no bo jak posprzątać mocz?

W ten oto sposób chyba jedynej osobie w okolicy, która sprząta po swoim psie, oberwało się za wszystkich syfiarzy, którzy tego nie robią. Dziękuję!
Lyssa Odpowiedz

znajoma miala gorzej... Miala psa - samca, u ktorego po wycieciu nowotworu odbytu powstalo znaczne przewezenie. Pies na srodkach rozkurczowych i rozluzniajacych konsystencje kalu. Jak mial czym - fakt - robil. Ale na rzadko. Po pozbyciu sie zawartosi jelit parcie odczuwal nadal, wiec co i raz kucal nie pozostawiajac nic. A jakie awantury...

paella Odpowiedz

Policja, zniszczenie mienia itd

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#2JGvB

Jestem 30-letnią mężatką. Już jako nastolatka dowiedziałam się, że najpewniej nigdy nie będę mogła mieć dzieci - wada genetyczna. Kiedyś była to dla mnie tragedia... a dziś - największe szczęście, do którego nikomu się nigdy nie przyznam.

Od pewnego czasu zrozumiałam, że absolutnie nie znoszę dzieci, nie mogę znieść ich obecności i doprowadzają mnie do szału. Nie nadaję się na matkę. Nie wiem, czemu mi się tak odmieniło... ale tak jest. I nikt nie wie, co myślę naprawdę... Oczywiście mąż przed ślubem wiedział co i jak z moim zdrowiem, powiedział, że to akceptuje i nie będziemy się martwić na zapas, może się uda. On chce dzieci, ale godzi się z tym, że nie będziemy ich mieli. Najbliższa rodzina, która wie co i jak, przez grzeczność nie pyta kiedy dzieci, żeby nie robić mi przykrości.

A ja jestem zachwycona, że uniknę posiadania dzieci (mąż nie chce słyszeć o adopcji) i w dodatku wszyscy mi jeszcze współczują, nie wiedząc, co naprawdę myślę...
ToTaPostrzelona Odpowiedz

Mężowi zawsze może się odmienić z adopcją, warto porozmawiać, żeby jednak potem nie było zgrzytu, że on chce jednak mieć takie dziecko choćby nie z swojej krwi, a ty poszukujesz multum wymówek, zamiast wprost przyznać, że nie planujesz żadnego dziecka w domu

PaniDyrektor Odpowiedz

Mi się wydaje, że mężowi powinnaś powiedzieć prawdę. Że prócz tego, że nie możesz, to po prostu nie chcesz mieć dzieci. Ja rozumiem, że on to akceptuje, ale zasługuje, żeby wiedzieć

Odpowiedzi (9)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#ylXs1

Moja siostra jest alkoholiczką. Ma za sobą setki odwyków, które albo nie przynoszą rezultatów, albo z których sama odchodzi lub ją wyrzucają, bo nie stosuje się do zaleceń. Ma też męża i trójkę dorosłych już dzieci, które musiały z nią przejść piekło. Siostra ma też za sobą parę prób samobójczych. Przykro mi to wyznać, ale po paru nieudanych odwykach namawiałam jej męża na rozwód. Żeby chronić dzieci. Nie zgodził się.
Ja zaś mieszkam jakieś 100 km od niej, mam męża i czwórkę dzieci. Żyje nam się dobrze, spokojnie.

Moja matka zawsze tłumaczyła moją siostrę Hanię. Zawsze to inni byli winni. A to mąż, bo jej nie wspiera, a to dzieci są nieznośne. Tłumaczyła jej alkoholizm byle czym, tylko jej pobłażając.

Przyszedł czas, że dzieci Hani się wprowadziły z domu, mając serdecznie dosyć matki pijaczki, a jej mąż zażądał w końcu rozwodu. Spakował jej rzeczy i wyrzucił z domu po kolejnej libacji alkoholowej. Dom jej się nie należy, bo jest przepisany na rodziców jej męża.

Przyszła oczywiście do matki, ale że moja mama ma już ponad 70 lat i problemy z sercem, nie uważałam tego za rozsądny pomysł i wprost powiedziałam Hani, że jeśli się nie ogarnie, to wykończy naszą matkę.

Po miesiącu mieszkania z mamą Hania przyszła do mnie z walizkami i chciała pomocy. Zrobiłam dla niej co mogłam, zorganizowałam jej odwyk, który całkowicie przeszła. Po nim miała się wprowadzić do nas, póki nie stanie na nogi. Warunek był jeden. Kupuję alkomat i jak będzie miała wypite, od razu się wyprowadza. Jestem matką, chciałam przede wszystkim chronić swoje dzieci.

Wszystko szło świetnie. Nie piła. Po pół roku znalazłam jej mieszkanie za niewielkie pieniądze i pomogłam w znalezieniu pracy. Nawet odnowiła kontakt z dziećmi. Po dwóch miesiącach wolności poszłam ją odwiedzić bez zapowiedzi. Mieszkanie wyglądało jak melina, ona leżała pijana na sofie. Koszmar. Miarka się przebrała i powiedziałam, że jak nie potrafiła uszanować mojej pomocy, zresztą nie pierwszej, niech już jej więcej nie oczekuje.

Z pracy ją wyrzucili, z mieszkania też. Wróciła znowu do matki, a ja nie mogę tego znieść. Nie mamy co z nią zrobić. Nie chcę, żeby mieszkała z mamą, by ją wykończyć, do siebie też nie mogę jej zabrać, bo szkoda mi swoich dzieci. Jest problemem dla całej rodziny. Przez 20 lat była. Nie szanuje nas, naszej chęci pomocy. Nie wyrzucę jej na bruk, ale mama codziennie do mnie dzwoni i płacze, że Hania znowu pije, a ona nie wie co ma zrobić. Ja też nie wiem. Jestem bezradna. Mam jej serdecznie dosyć. Wiem, że to choroba, ale ludzie z tego wychodzą. Jeśli chcą, oczywiście. Wiem, że to chore co napiszę, ale wolałabym, żeby się zapiła. Byłby w końcu święty spokój.
Mocno Odpowiedz

Może wyrzucenie na bruk, odmowa jakiejkolwiek pomocy, zmusi ją, do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie? Może czas przestać się litować nad pijaczką?

Odpowiedzi (6)
LaniaLania Odpowiedz

Prawda jest taka , że twoja mama musi wyrzucić ja z domu. W zasadzie to ty ją musisz wyrzucić z mamy domu, bo pewnie sama nie da rady.
Jak się czegoś nie chce , to jest gorzej jakby się nie umiało...
Sama mam w rodzinie taka siostrę pijaczke, opamiętała się dopiero jak odebraliśmy jej córkę i została calkiem sama, na ulicy.
Na ten mkkent 2 lata nie pije, ale tez szczęście w nieszczesciu urodzila kolejne dziecko i skupia sie na wychowaniu go.

Zobacz więcej komentarzy (16)

#FgLsY

Mieszkam w dużym mieście. Zawsze wydawało mi się, że ludzie w takich miastach są ogarnięci, a historie o zabobonach w jakie wierzą ludzie (w tym ludzie religijni) znałam tylko z opowieści czy z internetu. Zawsze wydawały mi się nieprawdopodobne.

Dziś zrezygnowałam z dodatkowej pracy właśnie przez taką osobę. Nie wytrzymałam.
Jestem nianią. Mam jedną rodzinę, dla której pracuję na co dzień, ale czasem w weekendy biorę dodatkowe zlecenia. Od pół roku w niektóre soboty pomagam innej rodzinie zająć się rocznym chłopcem, gdy rodzice mają coś do załatwienia.

Jego mama jest osobą bardzo religijną. Nigdy mi się nie narzucała z swoją wiarą ani ja jej z swoimi poglądami. Zawsze przyjemnie mi się z nią rozmawiało.

Kilka tygodni temu na stole w salonie zauważyłam książkę o egzorcyzmach. OK, nic mi do tego. Potem mama żaliła się, że sprzęt elektroniczny pod telewizorem im się nagle wyłącza sam. Moja pierwsza myśl - przegrzewa się. Później narzekała na dziury w ubraniach. Myślę sobie - pralka może robić dziury, może mole. I tak jej też powiedziałam.

A dziś wprost zapytała mnie, czy ja nie przeklęłam jej rodziny, czy nie rzuciłam klątwy na nią i jej rodzinę? Zapytałam się o co chodzi. Mają dziwne zielone plamy na niektórych ubraniach. Jedną w kształcie dłoni, i wyżarte dziury jakby kwasem na półce w szafie, gdzie leżała torba z rzeczami. Pytała się o też o wcześniejsze dziury z ubrań i elektronikę. Znalazłam potencjalne rozwiązanie. Sami mówili, że w bagażniku razem z torbami wieźli dodatkowy akumulator, jak wracali ostatnio od rodziny. Coś mogło chlapnąć. Torba przed praniem stała na tej półce, zanim ją rozpakowałam do prania tydzień temu. Moje tłumaczenie jej nie przekonało. Jak wychodziłam do domu, dała mi wizytówkę księdza egzorcysty i powiedziała, że mnie z nim umówiła. Grzecznie odmówiłam.

Godzinę temu dzwoniłam do jej męża z rezygnacją ze współpracy z nimi. Nie mieści mi się w głowie, jak można być tak ograniczonym. Wykształcona kobieta, lekarz specjalista. W sumie przeprosił mnie za zachowanie żony. Potwierdził, że to może być od akumulatora, a konsola pod tv faktycznie się przegrzewa.
Chciał, żebym została. Oferował większe pieniądze. Nie dam rady tam wytrzymać, wolę zrezygnować, żeby czasem się w przyszłości nie okazało, że jak kwiatek im zwiędnie, to będzie moja wina. Albo że wymyśli coś gorszego. Szkoda mi tylko dziecka.
sinusoidazemniejest Odpowiedz

Cieszę się, że przynajmnej pan mąż ogarnął..., ale z Twoją rezygnacją absolutnie się zgadzam. Wyobraź sobie, że dziecko któregoś razu gdzieś się przeziębi, zachoruje, zacznie grymasić przy jedzeniu. Matka od razu stwierdzi, że to Twoja KLĄTWA... 😱😬😢

Skrzat Odpowiedz

Bardzo dobrze że zrezygnowałaś. Pewnie jakby dziecku coś się stało, to też ty byłabyś za to "odpowiedzialna".

Zobacz więcej komentarzy (1)

#u0y0O

Napisałem tu kilka wyznań, takich historyjek z życia. Jedne były do śmiechu, inne do hejtu, jeszcze inne do kosza. Teraz coś, co zmieniło moje życie.

Jako dziecko nie byłem "towarzyski". Nie umiałem nawiązać kontaktu z rówieśnikami, nikt nie chciał zadawać się ze mną. Nie przeszkadzało mi to za bardzo, bo zawsze byłem introwertykiem, choć długo nie umiałem tej przypadłości nazwać.

Jak miałem ze dwadzieścia lat, zaczęło mnie to nieco zastanawiać, że takie buce z mojego otoczenia potrafią się z kimś spotkać, zabawić, a ja nie. Któregoś dnia przeglądałem zdjęcia ze ślubu i wesela kuzyna. Wtedy zobaczyłem siebie w różnych sytuacjach - jedzącego, pijącego, gadającego z kimś, stojącego gdzieś - i dostrzegłem jedną wspólną cechę - wszyscy tam byli radośni, uśmiechnięci, pełni życia, a ja wyglądałem, jakby mnie tam ktoś fotoszopem dopisał - smutny, zamyślony, gapiący się ch*uj wie gdzie, jakby zły na wszystko i wszystkich.

Zacząłem od ćwiczenia przed lustrem - uśmiechu, rozmowy z patrzeniem w oczy, mimiki twarzy, żeby bez słów wyrażać emocje słuchając rozmówcy. To była ciężka praca dla takiego "gbura" jak ja, ale efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania.

Nie, nie zacząłem "zaliczać", bo jakoś mnie to nigdy nie interesowało jako sport, ale w końcu odnalazłem się wśród ludzi.
Niezmieniona Odpowiedz

Ja podobno czasami mam minę jakbym chciała kogoś zabić, a tak naprawdę nie zdaję sobie z tego sprawy w tym momencie i dopiero potem mnie ktoś uświadamia.

Odpowiedzi (1)
Cozabrednie Odpowiedz

Mi podczas związku z byłym partnerem, większość zarzucała, ze się nie uśmiecham, ze jestem ciagle poważna. I mieli racje, z tym ze odkąd się z nim rozstałam to już kompletnie inaczej się zachowuje, potrafię normalnie z kimś pogadać. Mimo, ze to już mój kolejny komentarz odnośnie mojego związku, to zaczynam czaic, ze to po prostu będąc z nim się zaczęłam taka stawać, bo wiecznie się na siebie wkurzalismy i ja nawet nie miałam humoru bedac z nim

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#kD7mI

W szkole byłam prześladowana przez pewną dziewczynę. Nie były to jednak typowe dziecięce prześladowania, dokuczania. Ona (nazwijmy ją Magda) potrafiła grozić mi nożem przed szkołą albo zaprowadzić za garaże i dać "prezent przeprosinowy", który po rozpakowaniu okazał się truchłem kota.

Wiele razy chodziłam z tym do nauczycieli, ale przy nich ona zachowywała się normalnie, wręcz wzorowo. A klasa? Oni twierdzili, że np. kiedy ja mówiłam, że Magda groziła mi nożem, ona tak naprawdę była z Basią i Kasią, żadnego prezentu nie było itd. Moi rodzice kilka razy wkraczali do akcji, ale zawsze włączała się też moja siostra i ona także broniła Magdy, aż w końcu rodzice przestali mi wierzyć. Pod koniec piątej klasy sama sobie nie wierzyłam i w ten sposób zaczęła się moja wędrówka od psychologa do psychiatry do psychiatryka do psychologa.

Tydzień temu, po piętnastu latach od ukończenia szkoły, upiłam się z siostrą i jakoś tak zaczęłyśmy temat szkoły, a ta wyznała mi, że Magda naprawdę się nade mną znęcała i wszyscy w klasie o tym wiedzieli, ale uznawali to za zabawne.
MrsMarvel Odpowiedz

Siostrze przywalić przez łeb... Niestety żeby oddać Magdzie jest już za późno.

Odpowiedzi (1)
Samanti Odpowiedz

Super siostra, pozazdrościć

Zobacz więcej komentarzy (11)
Dodaj anonimowe wyznanie