#pva0O

Moja żona dostała nakaz opuszczenia domu i zarzuty o znęcanie się psychiczne i fizyczne i jestem wdzięczny policjantom, którzy przyjechali na interwencję, za obiektywizm i profesjonalizm, oraz sąsiadom, że wezwali patrol. To żelazny dowód na rozwód z jej winy i możliwość dla mnie na zatrzymanie dziecka oraz zasądzenie od niej alimentów. Nie ma już siły, żebym przegrał w sądach.

7 lat znosiłem upokorzenia, krzyki, rzucanie się do mnie z łapami i latające po domu artykuły gospodarstwa domowego. Znosiłem to tylko dlatego, żeby zatrzymać przy sobie syna, którego kocham. 7 lat bez seksu i w ogóle jakichkolwiek fizycznych interakcji z żoną, bo rzucania się do mnie z łapami nie liczę. 7 lat rycia głowy krzykami, pretensjami i zarzutami. 7 lat utrzymywania pasożyta, który nie potrafił nawet zadbać o dziecko i dom.

Chciałbym wykrzyczeć całemu światu, że już prawie wygrałem w sprawie, w której to zawsze facet jest tym złym i to faceta wyrzuca się z jego własnego domu i to facetowi odbiera się dziecko i wyciąga od niego alimenty. Zacząłem wierzyć w sprawiedliwość.
Czuję się, jakbym wygrał w totka.
bastard Odpowiedz

no, wygrałeś życie

Frog Odpowiedz

"Chciałbym wykrzyczeć całemu światu"
Jeszcze nie. A może w ogóle nie. Rób wszystko, co potrzeba, ale nie opowiadaj o tym zbyt wiele, szczególnie w swoim najbliższym otoczeniu. Ludzie bywają różni.
Oby nic nie obróciło się przeciw Tobie i synowi. Powodzenia.

Zobacz więcej komentarzy (13)

#dvEKg

Czasy młodości, ponad 30 lat temu. Razem z bratem naszym ulubionym zajęciem było ganianie z kijami czy łukami. Strzały robiliśmy z leszczyny, z pełnym opierzeniem. Za grot robiły najczęściej gwoździe.
Historia właściwa.
Nasz sąsiad był, no cóż, trochę trunkowy, jak mawia mój ojciec. Oprócz faktu, że był starym kawalerem, lubił czasami wyładować się na swoim psie.

Któregoś dnia, gdy tak bawiliśmy się z bratem, akurat na pastwisku za domem sąsiada, widzieliśmy kolejną scenę agresji pod adresem psa. Nie wiem co mi wtedy strzeliło do głowy, ale postanowiłem zainterweniować. 11-latek w starciu z napranym 40-latkiem w starciu bezpośrednim miałby niewielkie szanse. Co więc zrobiłem? Strzeliłem do niego z łuku. I trafiłem go. W dupę... Wrzask był taki, jakby faceta ktoś ze skóry obdzierał.

Najśmieszniejsze jest to, że sąsiad nie był w stanie rozpoznać strzelca, bo będąc nawalony jak bela, guzik tak naprawdę widział. Mi się upiekło, brat pary z gęby nie puścił. A wieś miała temat do plotek i żartów na najbliższy tydzień. Nawet psu przestało się obrywać, bo sąsiad pomyślał, że to jakaś kara boża, więc się trochę opamiętał. Może nie tyle opamiętał, co zmienił obiekt zainteresowania, jeśli chodzi o rozładowywanie agresji. Zaczął drewno rąbać.
ZimnaFrytka Odpowiedz

W sumie gwóźdź w dupie to mogłaby być dobra kara dla wszystkich osób znęcających się nad zwierzętami

Odpowiedzi (5)
Venus16 Odpowiedz

I dobrze mu tak.

Zobacz więcej komentarzy (12)

#e6HbO

Jestem najgorszym mężczyzną i ojcem na świecie.

Żona zmarła podczas porodu 5 lat temu, wydając na świat naszego synka. Nigdy nie mówiłem jemu ani nikomu z rodziny, że go o to obwiniam, bo to nie jego wina. Jednak nie potrafię spędzić z nim żadnych urodzin, które są jednocześnie rocznicą śmierci mojej ukochanej. Zawsze w okolicy tej daty „wypada” mi jakiś wyjazd z pracy. Syna oddaję pod opiekę dziadkom i jadę do takiego domku, który można wynająć na tydzień i cały czas piję, by nie myśleć.

Byłem u psychologa. Przez 360 dni w roku jest wszystko w porządku, ale nie potrafię się przełamać i spędzić z dzieckiem urodzin. To jest silniejsze ode mnie, podejrzewam, że rodzina podejrzewa o co chodzi, ale nikt nie porusza tego tematu.
Ostrzenozeinozyczki Odpowiedz

Jeżeli tęsknisz za swoją kobietą to uświadom sobie, że część niej nadal żyje w waszym synku. Najlepsze co możesz dla niej teraz zrobić, to spędzić z nim ulubiony dzień jego życia.
Najgorsze co możesz zrobić, to uciec w pijaństwo.
Alkohol nigdy w niczym Ci nie pomoze.
Alkohol jest blokadą. Nie pozwoli Ci spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy. Będzie wywoływał w Tobie te same wspomnienia, te same przemyślenia, te same demony które wałkujesz sobie w głowie. To nie Ty będziesz nadal płakał, tylko wódka będzie płakała.
Zrób coś dla swojej żony i postaraj się spędzić przyszłe urodziny syna razem z nim. Myślę, że naprawdę byłaby z tego powodu szczęśliwa.

Vito857 Odpowiedz

Nienawidzę tego, jak dobrzy ojcowie nazywają się najgorszymi, bo jest jeden jakiś defekt, a ci co całe życie bili dzieci i chlali wódę dziwią się, że dzieci ich nie chcą znać, a oni takimi "dobrymi" ojcami byli.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#EU3Tg

Dziś byłem świadkiem ciekawej scenki.
Wychodziłem z jednego z dyskontu, przed którym stał, jak to często się zdarza, menel. Menele mają to do siebie, że zagadują ludzi o jakieś drobne na piwo. Zapewne każdy chociaż raz w życiu tego doświadczył.

Przede mną ze sklepu wychodził jakiś chłopak – na oko około 22-25 lat. Ów menel obrał go na cel i prosił o jakieś drobne na piwo. Jednak dialog jaki się wywiązał zapamiętam do końca życia.

Menel: Kierowniku, zbieram na piwo.
Chłopak: Ja też zbieram, dlatego właśnie idę do pracy.

Mina menela – bezcenna.
MamaPromyczka Odpowiedz

Moich rodziców też zaczepil żebrak pod sklepem. Matka go wysluchala, sięgnęła do torebki i podała mu do ręki małe zawiniatko. Banknot? Nie! Nr telefonu do ogłoszenia o pracę... Mina menela bezcenna.

Odpowiedzi (2)
Piratka123 Odpowiedz

Zapamiętam;)
Ciekawa jestem miny gościa:)

Zobacz więcej komentarzy (2)

#zmxL3

Gdy byłem mały (chodziłem wtedy do zerówki) i mama zabrała mnie do kościoła, to nie rozumiałem czemu wszyscy modlą się do Jezusa przybitego do krzyża, a nikt nawet palcem nie ruszy, aby go uwolnić. Mimo że zdawałem sobie sprawę z tego, że mam do czynienia jedynie z figurką, to i tak było to dla mnie przerażające – cierpiący facet wisi przybity do desek, z krwawych ran wystają mu grube, żelazne gwoździe, a ludzie wolą mamrotać coś pod nosem, zamiast mu pomóc... Przecież to okropne. Pamiętam, że długo nie mogłem zasnąć wyobrażając sobie, że podczas gdy ja leżę sobie pod mięciutką pierzynką, gdzieś tam kościele Jezus przeżywa niewyobrażalne cierpienia.
W końcu podjąłem decyzję – skoro nikt nie chce ulżyć Synowi Bożemu w jego bólu, ja to uczynię!

Zacząłem od oderwania Jezusa z krzyżyka, który wisiał w przedpokoju naszego mieszkania. Następnie urwałem Zbawicieli wiszących na wszystkich krzyżach w mieszkaniu babci. Potem zacząłem przeprowadzać akcje u moich znajomych z klasy. Kiedy organizowane były np. urodziny jakiegoś kolegi, ja zawsze musiałem obejść cały dom i zdejmować Syna Bożego ze wszystkich krzyżyków i krucyfiksów. Całkiem sprawnie mi to szło. Urwane Jezuski trzymałem w takim metalowym pudełku po czekoladkach, jednak w pewnym momencie, z racji gabarytów niektórych Chrystusów, musiałem przerzucić się na pudło po butach taty. Raz nawet udało mi się urwać miedzianego Jezusa z takiego małego krzyżyka wiszącego w kościele nad misą ze święconą wodą. Tak bardzo wyrobiłem się w uwalnianiu Zbawicieli, że zawsze nosiłem przy sobie mały śrubokręt, który podwędziłem ojcu. Nieskromnie pochwalę się, że pod koniec pierwszej klasy, dzięki pomocy kolegów, udało mi się przeprowadzić skuteczną, szeroko zakrojoną akcję w szkole – w salach gdzie do niedawna wisiały krzyżyki z Jezusem nad drzwiami, teraz wisiały już same puste krzyżyki...

Nie pamiętam kiedy moja empatia nieco się uspokoiła i zaprzestałem tego głupiego procederu. Musiało to być gdzieś w połowie drugiej klasy podstawówki.


Czemu o tym opowiadam? Cóż, zdecydowałem się na porządki w piwnicy. W zakamarku pod rurami znalazłem ciężki pakunek zawinięty w jakąś szmatę. Odwinąłem go i się wzruszyłem. To pudełko po butach taty wypełnione po czubek małymi, dużymi, brzydkimi i pięknymi, realistycznymi, umięśnionymi, ale i karykaturalnie chudymi Jezusami! Skarb ten musiałem schować tam dobrych 30 lat temu i nikt go nie odnalazł aż do dziś.

Jakbyście mieli w domu krzyżyk i potrzebowali dopasować do niego odpowiedniej wielkości Jezusa, to piszcie do mnie na priv. Ceny hurtowe...
Kicialka Odpowiedz

Ale "przyjemne" wyznanie :D Musiałeś być bardzo empatycznym dzieckiem!

jeloneknimfy Odpowiedz

Aż się boję co by się stało gdybyś miał śrubokręt i był na cmentarzu...

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (29)

#fEnPE

Mieszkam w PRL-owskim bloku ze starymi windami, które ręcznie się zamyka i otwiera. Zawsze współczułam ludziom, którzy mają mieszkanie przy samej windzie.

Za każdym razem, jak niechcący za mocno trzasnę drzwiami od windy, szybko zamykam drzwi od wewnętrznej strony i wciskam przycisk, bo boję się, że wybiegnie wściekły sąsiad w samych gaciach i mnie pobije albo zarąbie siekierą. Nie wiem skąd się to u mnie wzięło.
Ultraviolett Odpowiedz

Mysle, ze to pamiec genetyczna.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#VWx69

Mieszkam na dość... łobuzerskim osiedlu. Jest tu dużo alkoholików, kiboli, dresów (nie mam nic do dresów, ale to ten bardziej waleczny sort :D), a nawet gangsterów w najnowszych jaguarach z cygarem w ręce. Jak można się domyślić, łatwo tu o zaczepkę. Udało mi się jednak opracować technikę, która pozwala mi przetrwać.

Zazwyczaj idąc do domu, słucham muzyki przez słuchawki. Kiedy zobaczę na horyzoncie kogoś kto mógłby mnie zaczepić, zaczynam udawać, że rozmawiam. W ten sposób sprawiam wrażenie „mającej ze sobą nietykalne zaplecze” i nikt mnie nie zaczepia. Jednak pewnego wieczora zapomniałam słuchawek. Przechodzę przez dosyć ciemny zaułek i widzę idącego z naprzeciwka mężczyznę, który jakoś podejrzanie się zachowuje. Zaczynam się modlić, żeby nie podszedł, ale on wyraźnie zbacza w moją stronę. Trzymam telefon w kieszeni, wkładam do niej rękę i na pamięć próbuję znaleźć ikonkę muzyki. Już słyszę, jak ten człowiek zaczyna do mnie coś mamrotać, ale w tym momencie rozlega się muzyka. „Och, przepraszam” mówię, wyciągam telefon i „odbieram”.
- Tak? Spokojnie tato, będę za minutę, no, jak podejdziesz do okna, to mnie zobaczysz... O, widzisz? *macham w stronę okna*
W tym momencie słyszę, jak mężczyzna klnie i zaczyna uciekać.

Chyba uratowałam sama sobie życie.
Tym bardziej że w oknie nikogo nie było. I to nie był mój blok ani nawet moja ulica, a w domu nikt na mnie nie czekał :)
PantaiLuar Odpowiedz

Niejedna osoba by spanikowała na Twoim miejscu ;) Brawo! Patent warty wykorzystania, choć mam nadzieje, że nie będę musiała z niego korzystać ;)

Odpowiedzi (1)
zbuntowanamalolata Odpowiedz

Super reakcja! 😉

Zobacz więcej komentarzy (4)

#ylaVZ

Jestem pielęgniarką pracującą na oddziale internistycznym. Na takim oddziale jest często dużo pacjentów ciężkich, leżących, wymagających opieki i pomocy we wszystkim. Część mojej rodziny i znajomych próbuje co jakiś czas mnie namówić, abym zmieniła oddział na pediatryczny, bo się na takim nie nadźwigam. Odpowiadam wtedy, że nie mogłabym pracować na oddziale dziecięcym, bo jestem bardzo wrażliwa, nie nadawałabym się do takiej pracy, bo mi było szkoda tych dzieciaczków.
Prawda jest taka, że nie pójdę na taki oddział, bo dzieci mnie niemiłosiernie wnerwiają, i zamartwiający się rodzice, zawracający co chwilę głowę, doprowadzaliby mnie do szału. Kolejnym powodem jest fakt, że nie chcę wyjść na jakiegoś potwora, bo „jak to można nie lubić dzieci”.

Nie mówię prawdy mojej rodzinie/znajomym, bo to są ludzie, którzy wyobrażają sobie oddział pediatryczny z uroczymi, uśmiechniętymi bobasami. Nie dociera do nich, że praca na takim oddziale może być bardzo męcząca, bo chore dzieci są głośne i często płaczą (z powodu dolegliwości, strachu przed badaniami). Jak podaję argument, że „nie mogłabym tam pracować, bo chce mi się płakać jak widzę chore dzieci”, to rozmowa jest szybko ucinana, a jak mówiłam prawdę, że dzieci są głośne i ciężko nieustannie wspierać rodziców małych pacjentów, to mówili, że przesadzam i ciągnęli rozmowę. Więc zaczęłam kłamać i mam dzięki temu spokój.
Awtroil Odpowiedz

Zatrudnij się w domu opieki na zachodzie - robota równie paskudna, ale zarobki znacznie lepsze.

Odpowiedzi (2)
Moussaka Odpowiedz

I jest to całkowicie w porządku, czasami dla własnego zdrowia psychicznego, lepiej zastosować taką strategię.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#VnynJ

Poszedłem z dziewczyną z Tindera do restauracji na pierwszą randkę. Bardzo szybko zorientowałem się, że ona przyszła się najeść na mój koszt. Jej mina i czerwona twarz, kiedy poprosiłem kelnera o dwa osobne rachunki, była tak bezcenna, że wynagrodziła mi irytację oraz późniejsze epitety, jakimi mnie obrzuciła tamtego wieczoru. Od razu wybuchła, że ona nie ma pieniędzy i nie zapłaci. Kelner poprosił właściciela i cieszę się, że byłem konsekwentny, nieugięty i nie dałem się zastraszyć właścicielowi. Zapłaciłem za siebie, a jej ktoś wysłał kod blik.
Oczy całej sali były skierowane na nas i z całą pewnością nigdy już tam nie pójdę.
 
Mogę napisać, że jestem z siebie dumny, że nie dałem się ani wykorzystać, ani zastraszyć. Tym chciałem się z wami podzielić i dodam – nie dawajcie się naciągać tylko dlatego, że dziewczyna jest ładna.
SpytajMilicjanta Odpowiedz

Nie wiem, skąd wytrzaskujecie takie dziewczyny. Znam dużo osób, ale nikt tak nie robi. To kwestia środowiska i typu dziewczyn, który się wybiera do pójścia na randkę. Znałam w życiu tylko kilka typowych "blachar", do których też mogłoby pasować zachowanie opisane w wyznaniu, ale to było w czasach szkolnych. Przypomina mi się wyznanie faceta, który żalił się, że lecą na niego tylko dziewczyny bez zainteresowań i z "gównopracami", które w wolnym czasie jedynie oglądają seriale i dbają o wygląd. Szukajcie w innych kręgach, jak zależy Wam na przymiotach duchowych, to spotykajcie się z takimi dziewczynami, które je mają, ale żeby to sprawdzić, z reguły nie wystarczy krótkie pisanie na Tinderze.

KajKoLukx Odpowiedz

Pytanie; Jak się wcześniej umawialiście? Zaprosiłeś ją, czy po postu zdecydowaliście, że zjecie razem obiad? Bo jak kogoś zapraszasz, to za niego płacisz, jeśli idziecie gdzieś razem, to nie.

Odpowiedzi (22)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#FdZBa

Mój ojciec był alkoholikiem. Zniszczył mi życie. Matka nigdy od niego nie odeszła. Teraz on już nie żyje (zapił się na śmierć), a ja jestem dorosła. Cały czas chodzę na terapię, bo sobie nie radzę sama ze sobą. Jestem sama, bo nie umiem być w związku. O dzieciach to w ogóle nie ma mowy. Tymczasem moja mama co kilka dni chodzi na grób ojca. Sprząta, zmienia kwiaty, zapala znicze i dziwi się, że ja z nią chodzić nie chcę. Tłumaczyłam jej wielokrotnie, że nie będę tam chodzić, bo nie mam takiej potrzeby i zwyczajnie nie chcę. Mimo to ona cały czas mi robi wyrzuty, że tak nie można, bo jaki był to był, ale to przecież mój ojciec.

Ostatnio zadzwoniła do mnie siostra mamy. Opieprzyła mnie, że robię przykrość matce, bo nie chodzę z nią na cmentarz. To zresztą wstyd na okolicę, bo mieszkamy w małym mieście i ludzie widzą, że nigdy mnie tam nie ma. Na koniec dodała, że jestem wyrodną córką, bo dzięki ojcu jestem na tym świecie i choćby za samo to jestem mu winna szacunek.

Dzięki, ciociu. W moim stanie psychicznym właśnie takiego wsparcia potrzebowałam.
Ja się nie prosiłam o sprowadzenie na ten świat. Czasem myślę nawet, że wolałabym się nie urodzić niż tak się męczyć psychicznie. Po co mi to wszystko?
Essaidoprzodu Odpowiedz

Wiem, że powinno się być wyrozumiałym dla ofiar, w tym także dla osób takich jak Twoja mama, ale... denerwują mnie tacy ludzie. Też znam taką kobietę, widziałam ją z 2 razy w życiu, ale słyszałam, że nienawidziła męża, który pił przez wiele lat (przestał nagle, po śmierci swojej matki). Gdy umarł, nagle zaczął być traktowany trochę jak jakiś święty. Wszyscy teraz za nim tęsknią. W życiu trzeba być konsekwentnym. Ja mówię: "Nie ufam nikomu, kocham tylko tych, co na to zasłużyli". Pisałam komentarz i wyznanie o mojej babce, która demoralizowała mnie od małego. Obrażała też moją mamę i obmawiała ją do ludzi w naszej dziurze. I inne osoby z gałęzi mojej mamy. Nie chcę mieć z nią kontaktu i gdy kiedyś umrze, nie będę chodzić na jej grób, chyba że przy okazji, jeśli będzie pochowana ze swoimi rodzicami. Na razie jest w wieku 70+, a w jej rodzinie zdarzały się osoby, które żyły ponad 100 lat. Moje dzieci nie będą mieć z nią kontaktu, choćby miała być ich jedyną prababcią. Więc jak najbardziej Cię rozumiem. Z ciotką nie utrzymuj kontaktu, skoro jest tak ograniczona i mało empatyczna, że próbuje Cię zmusić do czegoś, czego nie chcesz. Może zrozumie za jakiś czas. Masz swoje życie i swój rozum, podporządkowywanie się innym nie przynosi psychice wiele dobrego. Ja bym zrobiła ciotce aferę i przedstawiła jej moje argumenty, ten jeden raz

Odpowiedzi (1)
Moussaka Odpowiedz

Mamie też przydałaby się terapia. Dla współuzależnionych.

Zobacz więcej komentarzy (20)
Dodaj anonimowe wyznanie