#OGeMo

Pod koniec studiów licencjackich zainteresował się mną chłopak z innej grupy. Był szarmancki, zapraszał mnie do restauracji, do kina. Gdy już oficjalnie zostaliśmy parą, poprosił mnie o pomoc przy pisaniu pracy licencjackiej. Miał bardzo wymagającego promotora, który mocno namieszał mu w temacie. Z tematu odtwórczego, który sobie założył, promotor zmienił mu na temat bardzo kreatywny, wymagający zastosowania skomplikowanych algorytmów i różnorodnych technik.

Zrobiłam za niego praktycznie wszystkie "obliczenia", on w tamtym czasie miał problemy rodzinne. Codziennie do mnie dzwonił, dopytywał jak tam idzie mi pisanie.
Gdy oddałam mu to co napisałam i po kilku dniach chciałam z nim o tym podyskutować, powiedział, że jego rodzice mają poważne problemy zdrowotne, nie ma do tego głowy i zapytał, czy pomogłabym mu w dalszym pisaniu pracy. Zapaliła mi się wtedy jakaś czerwona lampka w głowie, tym bardziej że nie inicjował pocałunków czy przytulania (dalej nie doszliśmy), ale mimo wszystko mu pomagałam.

Na szczęście dla mnie, kilka dni po tamtym wyznaniu, podeszła do mnie jakaś studentka z pierwszego roku i pokazała screeny rozmowy mojego chłopaka z jej bratem i grupką ich przyjaciół. Chwalił się, jak to nie będzie musiał się wysilać, żeby napisać pracę, bo wyrwał naiwną laskę. Pisał o mnie same niemiłe rzeczy i to, że nie znosi mnie dotykać, ale się zmusza. Długo rozmawiałam z tamtą dziewczyną, obiecałam, że nie zdradzę skąd wiem, podziękowałam jej za to, że chciało jej się mnie szukać, że zrobiła tyle dla nieznanej osoby. Zaprzysięgłam zemstę.

Dalej pisałam pracę, tyle że były tam same głupoty. Dalej robiłam "obliczenia", tylko że błędne. Przy tym spotykałam się co kilka dni z facetem, w restauracjach lub kawiarniach, w kinie, on stawiał. Na spotkaniach z entuzjazmem opisywałam mu postęp przy pisaniu pracy. Wmawiałam, że będzie bardzo innowacyjna, że jak na licencjat, to będzie poziom minimum magisterki. Załatwił mi kilka fajnych książek, białych kruków lub ich kserówki, bo wmówiłam mu, że są niezbędne do pracy.

Pracę zbindowaną oddałam mu zaraz przed seminarium, tak że zdążył przeczytać tylko wstęp i zakończenie, ale na bieżąco opowiadałam mu co jest w środku, wierzył w to co mówiłam.

No i mój facet oberwał od promotora i wykładowców, stał się pośmiewiskiem. Był wściekły, zadzwonił do mnie i krzyczał przez słuchawkę. Wtedy zacytowałam fragment jego rozmowy z przyjaciółmi. Był w ostrym szoku. Zapytał tylko skąd wiem, a ja skłamałam, że jego przyjaciele (też studenci naszego uniwerku) mi powiedzieli.

Ledwo obronił się w drugim terminie, opinia idioty została. Zerwał kontakt ze swoją paczką, zwyzywał ich, obraził na nich, gdy zaprzeczali, że coś mi powiedzieli.

Ja nie jestem już ufna, nie wiem co u niego, ale zaprzyjaźniłam się z "tamtą dziewczyną". Czyli są plusy tej historii :)
dnoiwodorosty Odpowiedz

Ja kiedyś tak napisałam koleżance z 4 klasy LO (byłam wtedy w pierwszej). Ćwiczenia z angielskiego. To była szkoła sportowa, więc nauka, zwłaszcza języków, szła daleko z tyłu za wynikami w sporcie. Początek napisałam normalnie, a potem już mnie poniosła fantazja ;) W ćwiczeniu były gotowe formy czasowników do wykorzystania i przy "I have" chyba napisałam: I have no idea what I'm reading right now ;)

Klasa się rzuciła na przepisywanie tej kartki, ktoś zauważył i część osób wolała pójść na lekcję z nieodrobioną pracą domową, a jakaś oferma naprawdę czytała te zdania. Mina nauczycielki była chyba coraz bardziej zainteresowana, aż oferma dojechała do "I have no idea what I'm reading", które skwitowała: I guess not. Nie wstydzę się tego jakoś strasznie ;)

Odpowiedzi (5)
Vemonis Odpowiedz

Piękna zemsta na dwieście punktow jeśli nie więcej ale ty też miałaś przeoczenie i to poważne. Facetom zwykle chodzi o jedno; jeśli nie chciał się nawet przytulać to powinnaś się od razu zorientować że może chodzić o jakiś przekręt. Albo o kredyt na ciebie albo właśnie o wykonanie pracy za darmo. I te - problemy rodzinne też mogłaś jakoś taktownie i delikatnie sprawdzić.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#9U2BR

Dzisiaj rano, jak to często bywa w weekend, postanowiłem żonę namówić na małe co nieco. Przytuliłem się więc mocno i włożyłem jej rękę pod bluzkę i wtedy zwróciłem uwagę, że żonie zmalały piersi, otworzyłem oko i zamiast rudych kłaków zobaczyłem blond włosy mojej córki.  Wystrzeliłem spod kołdry jak poparzony, serce chciało wyskoczyć mi z piersi, a żołądek, nie mówiąc o innych częściach, skurczył mi się do rozmiaru orzecha laskowego. Córka na szczęście się nie obudziła, ale ja będę miał traumę do końca życia. 

Okazało się, że mój syn płakał w nocy, bo go brzuch bolał, a śpią razem z córką w jednym pokoju, więc dziewczyny zamieniły się miejscami, żeby młoda mogła się wyspać. 

Powiedziałem żonie o sprawie. Nabija się teraz ze mnie, że mi małolaty w głowie i że mi niebieską kartę założy. Popołudnie już, a mnie jeszcze trzęsie na samą myśl.
asienaebaam Odpowiedz

O grubo, współczuje Ci. Pierwszy przypadek traumy u molestującego.

Odpowiedzi (5)
livanir Odpowiedz

A mało tu wyznań gdzie ofiarą udawała, że śpi z nadzieją, że dorosły przestanie? Niech żona z nią delikatnie pogada,bo poza tym mam przeczucie, że gdzieś w głębi serca się tego obawiasz.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#7QMsd

Odegrałam rolę narkomanki/prostytutki w paradokumencie.
Niedługo po emisji programu moi rodzice otrzymali telefon od wujka. Powiedział, że w tym roku zaprasza ich na święta beze mnie. Z jakiego powodu? Ano z takiego, że skoro ku*wą jestem, to nie powinnam chwalić się tym w telewizji. I że ku*wa ku*wą pozostanie, ale on nie chce widzieć prostytutki i narkomanki przy stole. Moi rodzice byli zszokowali. Próbowali wyjaśnić nieporozumienie. 

Okazało się, że wujek myślał, że historia z paradokumentu jest prawdziwa. Nadal tak myśli, a my spędziliśmy święta samotnie.
Jutrzenka2104 Odpowiedz

Znajomy w takim paradokumencie zagrał rolę pedofila. Potem musiał skradać się do domu, bo okoliczne staruszki obrzucały go błotem i kamieniami oraz wzywały do niego policję. Dużo osób utożsamia graną postać z aktorem (ile starszych pań myśli, że Adamczyk jest papieżem😁). Radzę dobrze się zastanowić, zanim zagra się jakąś kontrowersyjną postać

Odpowiedzi (12)
Retiro Odpowiedz

Co za strata! Święta bez wujka debila. Nie mówcie mu tylko że mikołaj nie istnieje.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#48SR8

Jakiś czas temu się zdarzyło, że miałam okres, gdy nocowałam u swojego chłopaka. Jako że nie posiada on kosza w łazience, a do tego kuchennego nie chciałam wyrzucać zużytych tamponów (mój chłopak mieszka ze współlokatorem i jakoś głupio bym się czuła, gdyby otworzył kosz i zobaczył moje tampony, tym bardziej że mam obfity okres i bez względu na to, jak bardzo owinę tampon papierem, to on i tak przesiąka. W każdym razie sam powód mojego postępowania nie ma żadnego znaczenia dla tego wyznania, ale wiem, że uwaga na temat tego, że mogłam jej wyrzucić w kuchni, na pewno by się pojawiła ;)), więc wkładałam te tampony do reklamówki. Już wcześniej kilka razy tak robiłam, a reklamówkę wyrzucałam później w domu albo gdzieś po drodze.
Byłam u chłopaka od piątku do niedzieli, więc trochę się ich przez te trzy dni uzbierało.

W niedzielę, gdy wychodziłam, jak zwykle wzięłam worek ze sobą (chłopak zaproponował, że wyrzuci go po prostu do kosza, ale skoro i tak już szłam, to stwierdziłam, że równie dobrze mogę wyrzucić je sama).

W drodze do domu postanowiłam jeszcze wstąpić do sklepu na zakupy.
Nie wiem jak to się stało, szłam sobie przez sklep, wybierałam produkty, w uszach miałam słuchawki, śpiewałam sobie pod nosem piosenki i kompletnie zapomniałam o tych zużytych, zakrwawionych tamponach, które miałam w torebce.
Byłam już przy kasie, pani kasjerka skanowała moje produkty, ja jedną ręką wygrzebywałam kartę z portfela i przykładałam ją do terminalu, a drugą wymacałam reklamówkę w torebce i pomyślałam, że super się składa, że ją mam, bo przyda mi się na zakupy.
I stało się właśnie to: wyciągnęłam reklamówkę, a cała jej zawartość, czyli jakieś 20 zużytych, śmierdzących tamponów, wysypało się na podłogę.

Jeszcze nigdy w swoim życiu nie czułam takiego wstydu i zażenowania. Nigdy.
Zbierałam te tampony tak szybko, że gdyby istniał konkurs w zbieraniu tamponów na czas, to na pewno bym go wygrała. Wokół panowała cisza, ludzie z kolejki się na mnie gapili, kasjerka aż otworzyła buzię ze zdziwienia, ktoś się rzucił do pomocy, ale gdy zobaczył co mi się wysypało, to cofnął się z obrzydzeniem. Nie pozbierałam nawet swoich wszystkich zakupów, złapałam tylko za słoik z sosem do spaghetti i wybiegłam w te pędy. Zapomniałam o makaronie i serze, więc i tak tego dnia spaghetti nie było.

To był mój ostatni raz w tym sklepie. Coś czuję, że pracownicy tak szybko o mnie nie zapomną.
Frosch Odpowiedz

Heee? Jak można wstydzić się tego, że ma się okres i trzeba wyrzucić zużytego tampona ( oczywiście owiniętego w papier)? Zawsze mogłaś coś jeszcze wyrzucić do kosza na śmiecie aby zakryć swój pakunek...
Nie mniej jednak wyobrażam sobie Twoje zażenowanie.

Odpowiedzi (6)
Hvafaen Odpowiedz

I bardzo dobrze. Fleja z ciebie jakich mało. Nie wiem jak twój chłopak się ciebie nie brzydzi.

Odpowiedzi (22)
Zobacz więcej komentarzy (27)

#Z9Sjo

Jako dziecko byłem wyraźnie większy niż moi rówieśnicy. Na dokładkę raczej pulpet niż przecinek. W przedszkolu, będąc w starszakach, bardzo lubiłem bawić się w kręgle. Sam wymyśliłem tę zabawę.
Krążyłem po ogrodzie, wypatrując możliwie duże grupki dzieci. Gdy już znalazłem odpowiedni obiekt, rozpędzałem się i wbiegałem w t ęgrupę. Starałem się przy tym trafić w możliwie dużą ilość kręgli. Mój rekord to 12 przewróconych sztuk.
Do tej pory miło to wspominam.
Kopnietykalendarz Odpowiedz

Podziwiam kreatywność dzieci, nigdy bym na to nie wpadła. XD

Odpowiedzi (2)
Malaxismonophyllos Odpowiedz

Wszyscy widzę się cieszą, a ja pamiętam grubego i nieznośnego debila z przedszkola, który dokuczał innym dzieciom na różne sposoby. Zabawa w kręgle też miała miejsce, choć chyba inaczej się nazywała. Wszyscy nienawidzili tego grubego chłopaka o ksywie "Buhaj", ale jego ciotka była przedszkolanką, a matka była bardzo bogata, więc nawet jeśli był karcony to pozwalano mu na wszystko. Ze perspektywy "kręgli" ta zabawa nie była już taka fajna.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (24)

#RXq1q

Mam przyjaciela, Maćka, który jest straszną sknerą. Odkąd pamiętam zawsze na wszystkim usiłował zaoszczędzić. Ubierał się w sklepach z odzieżą używaną, na randki zabierał dziewczyny do budki z chińskim żarciem, a kiedy zrobił prawo jazdy, to kupił jakiegoś rozklekotanego strucla z silnikiem 1.1 i instalacją gazową. Do dziś pamiętam jak w Biedronce usuwał łodygi z pomidorów przed ich zważeniem. Kiedyś też opracował metodę zdrapywania żyletką stempla ze skasowanych biletów MPK, aby móc je ponownie użyć.

Nie mam pojęcia, jak Maćkowi się to udało, ale w końcu poznał miłość swojego życia. Biorąc pod uwagę, że jego wybranka jest równie skąpa jak on, śmiem podejrzewać, że poznali się w klubie dla anonimowych dusigroszy.

Parę miesięcy temu zostałem zaproszony na ich ślub. Nie zdziwiło mnie, że główną potrawę stanowił bigos, a wódka smakowała jak ekonomiczne paliwo rakietowe z niezbyt popularnej meliny. Przegięciem natomiast było zrezygnowanie z zespołu czy nawet najtańszego wodzireja na rzecz muzyki puszczanej ze Spotify. Jako że ani Maciek, ani jego pani nie posiadają płatnych kont, weselnicy zmuszeni byli co parę minut wysłuchiwać reklam...
deryldickson Odpowiedz

Noc poślubna:
- Kochanie jestem bez ubrań
- Ty nawet w takiej chwili musisz o wydatkach...?

NocnaZmora Odpowiedz

Przynajmniej wiadomo, że się dobrze dobrali 😂

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#teSaf

Jestem znienawidzony przez część mojej rodziny. Dlaczego? Nie zaprosiłem na swoje wesele moich dziadków. Ale od początku.

Moi dziadkowie są zagorzałymi fanatykami kościoła katolickiego, radia Maryja, TV TRWAM oraz "Naszego Dziennika". Bronią każdego księdza w każdej sprawie - nieważne, czy ksiądz ma udowodnione dobieranie się do dzieci czy inną sprawę. Zawsze jest wina całego świata, a nie księdza. Moi dziadkowie na jakiejś imprezie rodzinnej poznali moją dziewczynę, a obecnie żonę. Na dzień dobry zaczęli jej pakować do głowy swoje teorie - ksiądz najlepszy na świecie, antykoncepcja powoduje uszkodzenia dzieci itd. Ostrzegałem moją wybrankę, więc wiedziała co będzie.

Minęło trochę czasu, kiedy ponownie spotkaliśmy się z moimi dziadkami. Moja narzeczona przefarbowała włosy. Komentarz moich dziadków - pewnie zrobiła aborcję i teraz zmieniła wygląd, żeby lekarz jej nie poznał. Już mi brewka podskoczyła, ale OK - są starsi, demencja + inne choroby.

Jestem ateistą, ale ślub miał być kościelny - jednostronny. Narzeczona chciała, więc nie robiłem problemów. Jak moi dziadkowie dowiedzieli się o ślubie jednostronnym, zagotowali się. Jak to bez Boga żyć?! Jak to dzieci bez Boga wychować?! Jak tak można?! Pewnie to wina mojej narzeczonej, bo to ona zrobiła aborcję, bo czerwone paznokcie, a tam szatan i tak w kółko. 90% osób na imprezie rodzinnej nic nie mówiło, bo "osoba starsza" itd. Nie wytrzymałem i powiedziałem, że nie życzę sobie takich haseł, że to ja jestem ateistą, że mam gdzieś kościół, faceta w sukience itd. Moja babcia po tych słowach stwierdziła "Zaraz ci w pysk strzelę, smarkaczu! SZACUNKU DO MNIE!". Zagotowałem się i stwierdziłem "Szacunek za szacunek, skoro jestem smarkaczem, to ty kim jesteś? Starą nienawidzącą wszystkich katolką! Każdego byś zamordowała z dziadkiem, kto się z wami nie zgadza! Mam was dość - nie chcę was widzieć na moim ślubie i weselu!". Po tych słowach wszyscy na mnie spojrzeli jak na UFO i zapadła cisza. Wstałem i z narzeczoną pojechaliśmy do siebie.

Moi rodzice po kilku dniach mówili, że niepotrzebnie się uniosłem, bo moi dziadkowie to osoby starsze i nie powinno się tak robić. Na uroczystość nie dostali zaproszenia. Rodzina po weselu burzyła się na mnie jak tak mogłem, że dziadkowie tak mnie kochali...Ta, jasne. Moją decyzję poparło kilku moich gości weselnych, bo skoro to nasze wesele, to my mamy się czuć wyjątkowo.

Niedawno zmarła moja babcia, dziadek zmarł kilka dni temu. Na pogrzebie żadnego z nich nie byłem. Usłyszałem od swojego kuzyna w rozmowie telefonicznej, że im serce pękło, jak dowiedzieli się, że wesele się odbyło bez nich i w ramach rekompensaty powinienem zapłacić za oba pogrzeby, bo przecież tak wypada.

Czy naprawdę jestem złym człowiekiem, że miałem dość wiecznego obrażania mnie i mojej żony? Nie wiem. Ale nie żałuję swojej decyzji.

PS Wesele udane na 110% :)
bazienka Odpowiedz

ale co z tego ze osoby starsze?
czemu sie wybacza wrednym ludziom wszystko tylko dlatego, ze sa starzy?
to wredota i chamstwo, ich charaktery, a nie wiek
i bardzo dobrze zrobiles, tez nie chcialabym awantur na swoim slubie
okazales szacunek przede wszystkim sobie i malzonce, oni na niego nie zasluzyli

Odpowiedzi (7)
modanaczekolade Odpowiedz

Na końcu brakuje tylko: Dobrze zrobiłem?

Zobacz więcej komentarzy (23)

#5Epsj

Człowiek uczy się całe życie. Wczoraj na przykład dowiedziałem się, że niektóre osy lubią budować gniazda w bardzo dziwnych miejscach. Ot, dajmy na to - pod klapą silnikową samochodów, których długo się nie używa. Kolejnym elementem istotnej wiedzy, który posiadłem to fakt, że gniazda os są znacznie mniej wytrzymałe niż może się wydawać i na przykład mogą ulec zniszczeniu podczas otwierania przez nieświadomego mężczyznę takiej to właśnie klapy samochodu, pod którym gniazdko sobie „uwiły”. To jednak nie koniec nauki! Dowiedziałem się też, że jak człowieka ugryzie paręnaście os jednocześnie, to może on dostać wstrząsu anafilaktycznego i w stanie ciężkim trafić do szpitala.
Pozdrawiam was serdecznie spod kroplówki. Lekarz mówi, że mój stan powoli się poprawia i jak wszystko dobrze pójdzie, to wyjdę pojutrze.
innanitka Odpowiedz

Ja Ci serdecznie życzę powrotu do zdrowia, ale anonimowe to to nie jest ;)

Riczkid Odpowiedz

U mnie w zeszłe lato założyły sobie gniazdo w kominie. I nie osy, a szerszenie. Raz mi się o tym zapomniało i włączyłem jak zwykle klimę. Wyleciało kilka z wylotu. Na szczęście zdążyłem uciec na balkon. Jakby pożądliły, to mogłoby być nieciekawie.

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#CJxnc

Miałem kiedyś przyjaciółkę, była dziewczyną mojego kumpla. On ją zostawił po nieco ponad roku, a po jakimś czasie wyjechał z kraju i kontakt się urwał; nie był to jakiś bliski kumpel. Tak się złożyło, że niedługo po ich rozstaniu zostawiła mnie moja ówczesna dziewczyna i jakoś tak założyliśmy z przyjaciółką coś na kształt dwuosobowego kącika złamanych serc.
Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu, nawet wspólne wyjazdy na weekend się zdarzały.

Może trochę za wolno działałem (nie chciałem naciskać, biorąc pod uwagę okoliczności) i pojawił się jakiś inny facet w jej życiu. Zaczęło się od tego, że zaprosił ją na wesele, potem jakaś kawa (mówiliśmy sobie o tym, co się u nas działo) i zobaczyłem, że muszę coś zrobić albo ja stracę. Wyznałem jej co do niej czuję, przy okazji trochę tłumacząc się z braku zdecydowanych ruchów z mojej strony. Niestety - ona mnie widziała mnie tylko jako przyjaciela.
Serce miałem złamane, ale pozbierałem się. Ja naprawdę lubiłem tę dziewczynę i lubiłem z nią spędzać czas. Wprawdzie częstotliwość naszych spotkań zmniejszyła się znacznie, ale kontakt utrzymaliśmy. Ustaliliśmy wspólnie, że ze względu na to, że niejako byłem stroną w sytuacji, nie będziemy rozmawiać o ewentualnych problemach w jej związku, a w zasadzie tematu jej związku nie poruszaliśmy częściej niż to było konieczne. Dodatkowo zobowiązałem się do niepodejmowania żadnych prób rozbicia jej związku czy też prób rozkochania jej we mnie. Dzięki tym kilku prostym zasadom udało nam się w zasadzie normalnie funkcjonować jako przyjaciele.
Minęło trochę czasu i moje uczucia osłabły, ruszyłem dalej ze swoim życiem, ale oczywiście przyjaźniliśmy się nadal. Teraz było mi nawet łatwiej.

Któregoś zwykłego popołudnia zadzwoniła do mnie, czy mogę po nią przyjechać. Odebrałem ją i od razu zobaczyłem, że coś jest nie tak. Wielka miłość skończona, Romeo ją zdradzał. Dowiedziała się w najgorszy z możliwych sposobów - złapała weneryka. Ponadto z zabezpieczaniem się było u nich różnie, więc poprosiła o podwózkę do apteki po test ciążowy. Po drodze zaległe opowieści o jej związku i sporo łez. Test poszła zrobić w toalecie w Macu, ale zanim wysiadła z auta zapytała mnie, czy jeśli okaże się, że test pozytywny, to czy możemy być razem i czy pomogę jej wychować, bo na tamtego dupka już nawet nie chce patrzeć. Powiedziałem, żeby nie martwiła się na zapas i niech najpierw test zrobi, żeby sprawdzić, czy ma się czym martwić. Test na szczęście negatywny, więc odwiozłem ją do domu.

I teraz pointa: rozumiem, że była w stresie i targały nią silne emocje, była zagubiona... ale wtedy dotarło do mnie, że nie byłem przyjacielem, tylko rezerwą. Ubodło, zabolało... Na to nie mogłem się zgodzić i tak zakończyła się nasza "przyjaźń".
paella Odpowiedz

Pod wpływem emocji to mogła zapytać czy będziesz ją wspierał jako przyjaciel, jeśli test będzie pozytywny. Czy przygarniesz ją w ciąży i wychowasz dziecko innego faceta - to nie jest Twoja przyjaciółka, trzymała Cię w rezerwie.

Odpowiedzi (4)
Longtailedtit Odpowiedz

Słusznie, nie była wobec Ciebie uczciwa. Nie wyobrażam sobie, że mogła Cię od tak o to poprosić...

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#SYG28

Mój tata to taki śmieszek Leszek z gatunku Januszowatych. Historia z co najmniej 10 lat wstecz.

Naszym jedynym i najbliższym sąsiadem był Tadziu - największy wróg ojca. Jako że tato taki mądry, uznał, że zabawnym będzie powiesić swoją własną klepsydrę/nekrolog na płocie (tak żeby Tadziu widział, obserwował nasze pole), żeby następnie straszyć go w nocy.

Nie przewidział jednak, że Tadziu zaprosi jego "ducha" na wódkę i że ta jedna noc sprawi, że zyska prawdziwego przyjaciela. Nie przewidział także, że od tamtej pory ludzie na wsi wraz z rodziną zaczną zwracać się do niego Łazarz. Tak jak i nie przewidział, że jego córka po kilkunastu latach dowie się, że jego prawdziwe imię to Paweł. Naprawdę myślałam, że ma na imię Łazarz :D
Neguje Odpowiedz

Leszek Łazarz Paweł.. idzie się pogubić 😄

Odpowiedzi (1)
paella Odpowiedz

Nie anonimowe ale sympatyczne

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie