#k9dn4

W ramach studiów razem z moją grupą byłam na platformie wiertniczej na Morzu Północnym. Zwiedzaliśmy akurat konstrukcję na zewnątrz. Sama nie wiem, jak to się stało, ale zapatrzyłam się na morze, a moja grupa wróciła do środka beze mnie. W tym czasie morze wezbrało i zaczął się robić sztorm. Ponieważ stałam na schodach bardzo nisko, zobaczyłam jak woda podmywa stopnie. Byłam ubrana w dżinsy i trampki, więc zdałam sobie sprawę, że za chwilę będę miała mokre buty (albo całe ubranie, a przecież nie miałam nic na zmianę). Zerwał się wiatr, fale jedna po drugiej uderzały w platformę. Bałam się, że woda zaleje mnie, a ja utonę, bo kiepsko pływam w basenie, a co dopiero w morzu, które ma zaledwie kilka stopni Celsjusza. Zebrałam się w sobie i przyspieszyłam kroku, mijając kolejne stopnie, a gdy woda wdzierała się na schody, łapałam się drabinek podciągając się do góry, dzięki czemu trampki pozostawały nadal suche. Z bijącym sercem, walcząc o życie niczym Rambo, wpadłam do środka platformy. Mojej grupy nigdzie nie było, za to przywitali mnie pracownicy. Jeden z nich, wysoki blondyn w zielonym golfie i spodniach roboczych, zapytał mnie po norwesku, czy wszystko OK. Opowiedziałam mu o tym, co zaszło. Spojrzałam na mojego rozmówcę i siłą woli, bez słów, nakazałam mu zdjęcie spodni. Blondyn uczynił to bez wahania, pokazując spore przyrodzenie mnie i swoim współpracownikom.

"No to jesteśmy w domu" - pomyślałam. Dosłownie i w przenośni. Ten trik z rozkazem zdjęcia spodni stosuję zawsze w absurdalnych sytuacjach - jeśli rozmówca spodnie zdejmie, to znaczy, że to tylko sen.
Co wzbudziło moje podejrzenia? Faktycznie mieszkam w Norwegii, ale ciężko mi było uwierzyć, że z moimi wynikami z matury przyjęto mnie na poważne studia ;)

#eLwmN

Mam 19 lat i 2-letniego synka Antosia. Oczywiście, jak to w młodzieńczej miłości bywa, ojciec odszedł tak szybko jak się pojawił, ale to już dłuższa historia. Antoś jest dla mnie wszystkim, każdy kto go zobaczy od razu się w nim zakochuje. Ojciec Antosia go nie odwiedza, wiec wychowuję swojego synka sama, jest on ze mną bardzo związany i bywa bardzo zazdrosny, nawet o moje koleżanki, które od czasu do czasu wpadną do mnie na kawę. Antoś robi wszystko, żeby zwrócić moją uwagę. Dosłownie wszystko: przychodzi do mnie, kiedy rozmawiam i zaczyna mnie wszędzie całować, żebym tylko zajęła się nim, a nie moimi znajomymi. No ale do sedna.
Ostatnio przyszedł do mnie chłopak, który od bardzo dawna mi się podoba, wiem, że ja jemu też. Zaprosiłam go do siebie, zrobiłam obiad, odpaliłam film, a Antoś bawił się obok nas. W pewnym momencie Adam (bo tak miał na imię chłopak) pocałował mnie w policzek. Antoś to zauważył. Rzucił swoje zabawki, wstał i zrobił bardzo gniewną minę, widziałam, że się spina, tak jakby robił kupkę. No i zrobił. Zdjął swojego pampersa z piękna zawartością i rzucił brudną pieluchą w Adama.
Zamurowało mnie, nie wiedziałam co zrobić, już chciałam wycierać ubrania Adama, gdy ten nagle zaczął się śmiać, tak zaczął się śmiać, że nawet Antoś mu zawtórował. Ja zdezorientowana nie wiem co zrobić, pytam Adama, czy nie jest zły i tak dalej, bo jednak nieczęsto ktoś dostaje brudną pieluchą od 2-latka. Adam nic nie odpowiedział, wziął Antosia na rączki i powiedział "spokojnie, maluchu, nie zabiorę ci twojej mamuśki, ale możemy się nią podzielić" i dał mu buziaka w policzek.

I tak dziś jesteśmy razem. Antoś zaczął traktować Adama jak ojca, a ja jestem najszczęśliwszą osobą na całym świecie :)

#2Qm5U

Bardzo lubię dzieci i wakacje w większości spędzam na pracy w roli wychowawcy kolonijnego. Kilka lat temu byłam z dzieciakami nad morzem, trafiła mi się naprawdę sympatyczna i prawie bezproblemowa grupa. No właśnie, prawie. Był w niej jeden chłopczyk, który był, łagodnie mówiąc, średnio kumaty, co za tym idzie bardzo łatwo wychodził w konflikty z moimi innymi podopiecznymi. Dodatkowo zmagał się on z chorobą lokomocyjną. Przed którąś z wycieczek powiedziałam mojej grupie, że każdy, kto choruje na taką przypadłość, powinien wziąć sobie odpowiedni lek (dzieciaki już duże, ostatnia klasa podstawówki/pierwsza gimnazjum). Przed samym wyjazdem podeszłam do niego i upewniłam się, czy na pewno wziął lek. „Tak, psze pani”, więc OK, wsiadamy i jedziemy. Nie ujechaliśmy 15 km i chłopiec mówi, że mu niedobrze. Zapytałam, czy na pewno zażył lek. On, że nie, bo kazałam wziąć, a nie zażyć, więc spakował go do plecaka...

Ślęczenie przy nim i wywalanie woreczków z jego wymiocinami raz na zawsze nauczyło mnie jaśniej formułować polecenia :)

#5XlMJ

Jak miałem tak ze 12 lat, to wiele razy zdarzyło się, że moje g...o nie chciało spłynąć i zostawało w kiblu. Wtedy brałem je w ręce przez waciki mamy, wywalałem do kosza przy kiblu i psikałem perfumami, a potem jakby nigdy nic myłem ręce i wychodziłem z łazienki. W ekstremalnych przypadkach mówiłem, że trzeba już wynieść śmieci i brałem worek z łazienki i sam go wywalałem.

Kuźwa, co ja miałem w głowie...

#eYYbI

Ja, kobieta, 29 lat, bardzo ładna nauczycielka języka obcego, tłumacz przysięgły i początkująca tłumacz symultaniczny. W następnym roku bronię doktorat.
Alkoholiczka poniewierająca się z dwoma promilami alkoholu przynajmniej 5 razy w tygodniu. Tak już opanowałam kłamstwo i zacieranie śladów po libacjach w samotności, że prawie nie mam kaca i nikt nic nie zauważa.

Dwa miesiące temu prawie zapiłam się na śmierć. Od tamtej chwili uświadomiłam sobie mój problem i bardzo się boję. W lustro patrzę tylko gdy zakrywam twarz makijażem. Wstyd mi przed samą sobą i rodziną. Gdybym mogła cofnąć czas i nigdy nie spróbować alkoholu, zrobiłabym to bez mrugnięcia okiem.

Wyznanie tutaj piszę już z setny raz, może w końcu odważę się kliknąć „dodaj”.

W środę pierwszy meeting u AA. Trzymajcie za mnie kciuki, żeby się udało zapukać do drzwi...

#lGatG

Sny są bardzo dziwne prawda? Jednym śnią się ich najgorsze koszmary. Innym z kolei marzenia lub bezsensowne rzeczy.
Mnie przynajmniej raz w miesiącu nawiedzał jeden sen. Sen, w którym umierałam. Jednak nie byłam w nim sobą. Pozwólcie, że wytłumaczę.

Pierwszy raz przyśniło mi się to, gdy miałam jakieś 12 lat. Do tej pory pamiętam świetnie cały ten koszmar. Zawsze zaczynał się tym, że ubrana w szarą, dość brudną sukienkę sprzątałam gustowny dom, otoczony drzewami. Wycierałam srebrne zastawy, oczyszczałam z kurzu misternie wykonane figurki.
Kiedy kończyłam pracę, w drzwiach pojawiał się wysoki mężczyzna w mundurze. Jego twarz wykrzywiał okrutny uśmiech. Przeszywał mnie wzrokiem. Starałam się go ignorować, jednak po chwil czułam jego dotyk na szyi. Zimne dłonie powoli przesuwały się niżej. Przerażenie oraz obrzydzenie dawały mi porządnego kopa, łapałam jedną z figurek przedstawiającą dziewczynkę w pięknej białej sukni i uderzałam nią oprawcę. Z wrzaskiem wypadałam z drzwi.
Sen urywał się na chwilę, aby powrócić w momencie mojego szaleńszego biegu przez obóz. Tak, wiedziałam, że jestem w obozie. Nie dało się tego przeoczyć. Słyszałam nawoływania.
- Halt!!!
Porzucając nadzieję, skręcałam, by oprzeć się o budynek z czerwonej cegły. Pamiętam mur z takiej samej cegły po mojej lewej oraz drzwi, do których prowadziły betonowe schody w budynku naprzeciwko.
Słysząc kroki bardzo blisko siebie kucałam i przymykałam oczy. Potem nadchodził ten okropny dźwięk. Trzy wystrzały. Jeden trafiał mnie w brzuch, dwa w klatkę piersiową.

W tym momencie zawsze się budziłam. Sen nękał mnie, jak już wspomniałam, przez wiele lat, aż do dnia, gdy mimo lęku pojechałam do Oświęcimia. Płakałam idąc pomiędzy znanymi ze snu budynkami. Najgorszym przeżyciem jednak było odnalezienie miejsca, gdzie zostałam zastrzelona we śnie. Momentalnie zrobiło mi się słabo, a mój przyjaciel wyprowadził mnie szybko poza teren obozu. Długo potem płakałam. Jednak od tego momentu mój sen już nie powrócił.
Matka mojej znajomej uważa, że mogłam w ten sposób przypomnieć sobie poprzednie życie. Dość pokręcone, prawda? :)

#IuqEO

To wyznanie będzie ohydne - uprzedzam.
Od pewnego czasu mojemu mężczyźnie chodził po głowie seks analny. Nigdy go nie uprawiałam, no ale czemu by nie spróbować?

Umówiliśmy się na wieczór na spotkanie. Miałam w planach przetestować nowy pomysł. No ale nie pójdę przecież "ot tak", chciałam się na to przygotować, bo nigdy nie ufałam swojej dupie. Czyli mała lewatywa nie zaszkodzi. Mam do tego sprzęt, wiem jak to zrobić, zabieram się za robotę. To była moja pierwsza lewatywa, więc nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać.
Trzeba tutaj zaznaczyć, że posiadam łazienkę z wanną, za to bez kibelka. Ten znajduje się na drugim piętrze.

Po wlaniu w siebie zamierzonej części wody, zachciało mi się wiadomo co. Zaplanowałam wszystko, oprócz jednego - gdzie to spłukać? Skoro jestem teraz w łazience, nie mam przy sobie kibelka? Wpadłam na jakże genialny plan - do wanny, przecież nie może być tego za wiele i na pewno będzie w postaci płynnej, więc ładnie umyje wannę i po kłopocie.

Pomyliłam się. Całkiem niezłej wielkości kloce kału z prędkością pocisków wystrzeliwały z mojego tyłka wprost do wanny, w której kucałam. I było tego całkiem kurcze dużo! Nie wiedziałam, co z tym zrobić - przecież takiej kało-wody nie wniosę w wiadrze i nie spłuczę w WC (nie mieszkałam sama). Wpadłam na kolejny genialny plan - to, co nie wpłynęło do kanalizacji, upchnie się dłonią. Bez rękawiczek. Tak też po raz pierwszy w życiu dotykałam swojej kupy. Czy się brzydziłam? Nie. Chyba strach, że ktoś się o tym dowie, zapanował nade mną i nie myślałam o tym. Dopiero jak to wspominam to się brzydzę.

Po tym wszystkim przepłukałam i mocno umyłam wannę, siebie, wszystko.
No i randka była udana. Facetowi się podobało. Całując moje dłonie nie wiedział, co robiły tego samego dnia rano...
Następne lewatywy już planowałam DOKŁADNIEJ.

A tak poza tym to jestem normalna.

#sVsBV

Moja dziewczyna na każdą okazję do prezentu dawała mi, uwaga! SIEBIE. Traktowała seks jako prezent i jako nagrodę za dobre sprawowanie. Ja organizowałem kolacje, kwiaty, wymyślałem, jak zorganizować czas, gdzie ją zabrać, co kupić. Kiedy pod choinkę dostałem znów JĄ, postanowiłem, że dość tego. Wczoraj miała urodziny i tym razem ja też dałem jej siebie – zawinąłem co trzeba w kokardkę, położyłem się i powiedziałem: „Oto twój prezent”. Wtedy wyszła z siebie i stanęła obok :) Ostry foch i jeżeli związek wytrzyma do walentynek, to zamierzam dać jej również SIEBIE.
Trochę mi przykro, że dawałem się tak wykorzystywać, ale po pierwsze serce nie sługa, a po drugie pewne rzeczy trzeba zrozumieć, doświadczyć i się często przejechać na głupocie. Na razie poczekam, jak mi zorganizuje weekend i gdzie mnie zabierze. Niech wymyśli coś, co moglibyśmy wspólnie porobić, tym razem za jej pieniądze. Boli mnie to wszystko, powinienem to zakończyć, a mam jakąś dziwną nadzieję, że coś się zmieni, że ona zrozumie, choć pewnie nie zrozumie. Trafiłem na materialistkę i do tego egoistkę. Chciałaby tylko brać, nic od siebie nie dając. Jest mi cholernie źle.

#WbiQI

Trzy tygodnie rozmawiałem z jedną dziewczyną przez internet. Dwa razy spotkaliśmy się na żywo. Po trzech tygodniach zapytała, czy jestem zaszczepiony na covid – powiedziałem, że nie (nie jestem też przeciwko szczepieniom). Poblokowała mnie natychmiast w każdym możliwym miejscu.

Przyszły czasy, w których dochodzi do dyskryminacji ze względu na brak certyfikatu covidowego... Ludzie, nie bądźcie tak odklejeni.
Dodaj anonimowe wyznanie