#Rpyl3

Byłam strasznie złośliwym dzieckiem. Tak w skrócie:
mając około 4 latka (pamiętam to bardzo dobrze) mama próbowała już mnie nauczyć samodzielnego korzystania z toalety. Ja się zapierałam, bo, kolokwialnie mówiąc, samotne sranie mnie nudziło, więc zawsze ktoś musiał być obok. Pewnego dnia powiadomiłam więc moją spokojnie drzemiącą na kanapie matulę o tym, że koniecznie muszę kupę. Mama, nie otworzywszy nawet oka, powiedziała, abym poszła sama. Mój 4-letni móżdżek pomyślał sobie - cóż za ignorancja! Jak ona w ogóle śmie?!
I z premedytacją zesrałam się w gacie, a swoje działanie zwieńczyłam wypowiedzianymi słodkim głosikiem słowami: "już nie muszę". Tak więc moja mama, chcąc nie chcąc, musiała pójść ze mną do łazienki, by oddać się myciu mojego rozpieszczonego dupska.
Mamo, przepraszam. XD
dnoiwodorosty Odpowiedz

Może Twoje dziecko wda się w Ciebie i karma wróci ;)

Odpowiedzi (3)
Shadowcat7 Odpowiedz

Ignorancja nie jest synonimem ignorowania.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#EE7BW

Dzisiaj (18 maja) wspominamy 100 rocznicę urodzin Karola Wojtyły. Wiadomo - są różne komentarze: od pozytywnych (papież pielgrzym, nabraliśmy dzięki niemu szansy na lepszą przyszłość i doszło rozpadu komuny itp.) aż po negatywne (tuszował pedofilię). I szczerzę? Nie mam pojęcia jaka jest prawda.

Jestem zwykłym laikiem, ale za to bardzo wierzę w Pana Boga. Jako, że religia jest dla mnie wielką życiową wartością, to teraz będzie mi ciężko żyć z przekonaniem, że Jan Paweł II nie zasłużył sobie na świętość. Oczywiście zawsze jest lepsza najgorsza prawda od kłamstwa, niemniej jednak wali mi się grunt pod nogami żyjąc ze świadomością, że osoba do której przez kilkanaście lat swojego życia się modliłam, którą naprawdę szanowałam - mogła robić takie rzeczy. Czuję się tak, jakbym miała stracić cudownego przyjaciela. Patrzę w obraz, na którym jest pokazany jego wizerunek i się zastanawiam: czy to święty, czy to oszust?

Tak jak powiedziałam - nie wiem prawdy. Ale jedno jest pewne - jeśli nawet wyjdą jakieś straszne rzeczy na jaw - nigdy nie odwrócę się od Boga. I tego wam życzę wierzący Anonimowi: pomimo, tego, co się dzieje wśród kleru, tych wszystkich skandali, obłudy - niech dobry Bóg pomaga Wam, tak abyście poczuli w swoim życiu jego obecność. Amen!
Longtailedtit Odpowiedz

Ciężki okres komuny, gdzie układy polityczne były ważniejsze niż dobro molestowanych i gwałconych dzieci. Czy dużo się zmieniło? Jeden z czołowych polityków PiSu bronił księdza pedofila... Niestety, dopóki instytucje kościelne nie będą stały ponad prawem, dopóki będzie dochodziło do tragedii. Jestem ateistką, nie potrzebuję bogów, ale spodziewam się, że dla każdego kto jest wierzący, wychodzenie prawdy na światło dzienne musi być przykre.

Odpowiedzi (4)
DanceInRain Odpowiedz

Już abstrahując od tematu papieża - zakładając, że Bóg istnieje, nie uważacie, że mogłoby go nieco bawić/zaskakiwać uznawanie wybranych ludzi za świętych? W sensie, nikt nie dostaje od niego żadnych 'wytycznych', że ta konkretna osoba w ogólnym rozrachunku zasługuje na świętość, a ludzie i tak robią swoje, beatyfikują, kanonizują i potem modlą się do tych ludzi w zasadzie bez wiedzy, czy Bóg zaaprobował ten wybór. A gdyby tak nie zaaprobował, to czy jest to łamanie pierwszego przykazania, coś na kształt złotego cielca?

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#DlRew

Mam wrażenie, że żyję w więzieniu lub śnie.

Od najmłodszych lat zawsze musiałam być we wszystkim najlepsza, a mimo to i tak w domu słyszałam, że mogło pójść mi lepiej. Zdobywałam wiele osiągnięć i wygrywałam konkursy, tak jak chcieli, nigdy jednak nie usłyszałam, że są ze mnie dumni. Wiele razy byłam odpychana, gdy chciałam się przytulić.
Z zewnątrz, dla obcych ludzi, nasza rodzina miała wyglądać idealnie - perfekcyjne dziecko, pomagające w domu i utalentowane w każdej dziedzinie. Za to rodzinie moi rodzice zawsze przedstawiali mnie jako leniwego bachora.

Kiedy byłam młodsza (od najmłodszych lat do 16 r. życia) i chciałam pomagać (odkurzyć, posprzątać, zrobić sobie lub rodzicom coś do jedzenia itd.), to mi zabraniano, bo "zmarnuję czas" lub "zepsuję".
Zabronili mi iść do liceum, mimo że bardzo tego chciałam. Przyjęto mnie do szkoły, mimo że trudno się tam dostać, ale rodzice nie pozwolili mi iść ani tam, ani do żadnej innej. Później próbowałam nadrobić utracone lata i przerwę w edukacji i ostatnio zapisałam się na własną rękę w tajemnicy do liceum dla dorosłych, jednak zabrakło mi pieniędzy i ukończyłam tylko jeden semestr.

Gdy chciałam iść do pracy (w wieku 16 lat), to rodzice nagle postanowili, że się wyprowadzimy. I się przeprowadziliśmy… na "koniec świata". Mimo tego w zeszłym roku udało mi się dostać pracę, musiałabym dojeżdżać kilkadziesiąt km, ale to nic, zgodziłam się - miałam mieć na początku tydzień próbny. Rodzice zaczęli coś podejrzewać i trzeciego dnia nie pozwolili mi ani wyjść z domu, ani nigdzie zadzwonić. Zostałam zwolniona zanim mnie zatrudniono. Rodzice zabraniają mi zarabiać pieniądze, twierdzą, że chęć pójścia do pracy oznacza, że "jestem niewdzięczna" i "chcę ich porzucić", dlatego też nie mogę nawet wychodzić z domu, no chyba że muszę coś im załatwić (ostatni raz wyszłam z domu 24.12, a przedtem w maju do lekarza). A wtedy i tak zazwyczaj ktoś za mną idzie, by sprawdzać co będę robić. Ba! Nawet nie wolno mi wychodzić z pokoju. Do łazienki muszę się wykradać, by nikt mnie nie widział. Do kuchni mogę iść, gdy wszyscy już śpią, a i tak zazwyczaj nie mam nic do jedzenia.
Oprócz tego nie mogę normalnie się umyć, bo "zmarnuję wodę". Od paru lat ratuję się podmywaniem miejsc strategicznych i myciem samej głowy. Chyba że wszyscy z domu wyjdą i zostaję sama, wtedy od razu biegnę pod prysznic (niestety zdarza się to bardzo rzadko, może dwa razy na rok).

Cały dzień muszę siedzieć w pokoju i mam być absolutnie cicho, nie mogę nic robić. A pokój, w którym przebywam ma na ścianach grzyba, muszę to wdychać od paru lat. Nie wolno mi nawet otworzyć okna, bo zostało czymś zaklejone i dodatkowo zablokowane (za to zimą czasem potrafią je rozmontować i zostawić bez przerwy otwarte i nieraz trzęsę się z zimna śpiąc w kurtce).

Reszta w komentarzach
namaga Odpowiedz

jeżeli to wszystko prawda to nie jest nawet patologia tylko jawne łamanie prawa i praw człowieka. od razu skojarzyla mi sie historia tego zwyrodnialca z austrii co wiezil swoją córkę w piwnicy przez 15 lat.
autorko odezwij sie, pomogę ci. serio.

Odpowiedzi (3)
Edyta922 Odpowiedz

Dla mnie trochę wali tu ściema. Albo masz Syndrom Sztokholmski albo Ci pasuje taki stan rzeczy bo piszesz że nie masz hajsu a bilety na samolot już miałaś dwa razy. Kolejne to mówisz że czasem gdzieś wychodzą lub nawet w nocy jak śpią mogłabyś wyjść no chyba że zamykają drzwi i okna na kłódki. Rozpisujesz się ile to byś chciała osiągnąć ale nie widzę żebyś faktycznie wzięła się w garść. Masz dostęp do internetu a tam na pewno znalazła byś pomoc ale Ty jej nie szukasz i w kółko to samo ,,chciałabym ale...."

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (29)

#C58Eg

Historia o tym, jak dupa potrafi oszukać człowieka. Nikt, oprócz mojego chłopaka, nie wie o tej sytuacji.

Było to czwartkowe przedpołudnie. Wybraliśmy się z chłopakiem na zakupy do centrum, w jedną i drugą stronę jechaliśmy autobusem.
Zakupy zrobione, za trzy minuty mamy powrotnego busa. Wtedy jeszcze nic nie przepowiadało tragedii.

Po wejściu do autobusu moje jelita zaczęły niebezpiecznie bulgotać i poczułam ogromną potrzebę zrobienia dwójki. Do domu jeszcze 7 przystanków, więc robię wszystko, żeby o tym nie myśleć. Niestety parcie było coraz większe.

Dojechaliśmy na nasz przystanek, zostały dwa kroki od wejścia do klatki. Biegnę, omijam ludzi z myślą, że za chwilę usiądę na toalecie i moje katusze się zakończą.

Mój mózg nie przewidział jednego - winda i wjazd na 9 piętro. Oczekiwanie dłużyło się, ale w końcu się udało - jedziemy. Myślami byłam już w toalecie, aż tu nagle na 7 piętrze moje jelita nie wytrzymały. Po prostu zesrałam się w spodnie. Mój chłopak patrząc na mnie z politowaniem zdążył powiedzieć "skarbie, jeszcze chwilę" na co ja z płaczem odpowiedziałam "już za późno!"

Nikomu nie życzę zesrać się w spodnie będąc dwie sekundy od domu.
Do tej pory, gdy mój chłopak przypomni sobie tą sytuację śmieje się ze mnie, że jestem "obsrańcem"..
Raz23babajagapatrzy Odpowiedz

Jak juz mam wybor, to wolalbym sie zesrac dwie sekundy od domu, niz w centrum miasta.

Odpowiedzi (3)
paella Odpowiedz

Wyjdź za tego wariata?

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#jK7i6

O wege terrorystach.

Mam padaczkę lekooporną - byłam dzieckiem, napady nasilały się stopniowo, lekarz w małej miejscowości postawił błędną diagnozę. Nie klasyfikowałam się na operację, były to trochę inne czasy i za późno trafiłam do dobrych specjalistów. Moi rodzice nigdy się jednak nie poddali, próbowali wszystkiego, w końcu trafili do specjalisty w stolicy, który nie stwierdził chorób współistniejących (inni tak) i zlecił rygorystyczną dietę do końca życia - ketogeniczną. Polega to na tym, że główny składnik diety to zdrowe tłuszcze (80%), potem białka (15%), węgle na końcu (5%). Zaczęłam żyć „tłuszczowo” od jakiegoś 8 roku życia. Początki były trudne, ale gdy częstotliwość ataków malała, to przekonałam się że warto. Ta dieta nie była jeszcze modna jak teraz, mama spędzała dnie w księgarniach, jeździła do dietetyków, tato szukał zagranicznych pozycji z przepisami a potem płacił za tłumaczenia ich. Ale daliśmy radę. Teraz jest dużo łatwiej, w Internecie roi się od przepisów.

W szkołach większość osób o tym wiedziało, czasem zdarzały mi się ataki podczas lekcji, przyjeżdżała karetka. Żyłam z łatką dziewczyny z padaczką. Poza kilkoma przyjaciółmi jeszcze z 1 klasy, ciężko było mi się z kimś nowym zakumplować, bali się ze mną wyjść, bo jeszcze coś się stanie, bo się przewrócę, to samo zaprosić do domu (tu rodzice robili więcej problemów niż ich dzieciaki oczywiście).

Obecnie żyję normalnie, pilnuję to co jem. Ostatni, słaby atak miałam w 2017 r.
Mięso przy tym jest głównym składnikiem mojej diety. Jem raz, dwa razy dziennie, bo te posiłki są bardzo syte. Na uczelnię biorę jakąś przegryzkę typu orzechy pekan, oliwki, boczek, czy avocado. I nie chciałam nikomu mówić, że choruję, nie chciałam znowu być na uboczu. Więc gdy przyszło do jakiś wyjść do restauracji, mówiłam tylko, że jestem na diecie keto, że to z wyboru. I zaczęło się. Dziewczyny z grupy nazwały mnie „neandertalczykiem”, moją dietę prymitywną. Zaczęły wysyłać mi filmy o złym traktowaniu zwierząt, polecać pseudo naukowe filmy o zaletach bycia weganinem. I o ile myślałam, że jeżeli będę im skrupulatnie odmawiać, tłumaczyć, że nie uważam sera z oleju palmowego czy sojowych parówek za nic zdrowego to dadzą mi spokój. Ale nie. Znowu stałam się jakoś głupio popularna, bo jem tłuste (co nie oznacza tylko mięso - to oliwa, masło, smalec) . Puszczają teksty „nie spróbujesz, to nie wiesz czy Ci nie posmakuje”. A ja od 3 lat nie miałam ataku i nie mam zamiaru jeść w moim mniemaniu przetworzonego syfu (czytał ktoś skład tych wege frykasów...?) Byłaby możliwość bycia na diecie keto i bycia weganinem, ale to i tak teraz wymaga ode mnie sporo wyrzeczeń i pilnowania makro składników każdego posiłku.
Bardzo wkurzają mnie weganie, którzy wszystkich chcą namówić do swojej diety...
innanitka Odpowiedz

"Ja Ci do talerza nie zaglądam, więc odpie*dol się od mojego". Prościej się chyba nie da.

Odpowiedzi (15)
Wolfdzban Odpowiedz

to im powiedz ze masz padaczkę?

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#wQBBh

Społeczeństwo źle pojmuje znaczenie słowa "inteligencja".

Bo czymże ona jest? Wiedzą! Tak powie większość ludzie. Inteligentny człowiek posiada wiedzę, zatem ktoś kto jej nie posiada otrzymuje miano głupca, czy częściej używane "idioty".
A co z osobami nie mającymi wiedzy w danej dziedzinie, lecz mającymi mnóstwo zapamiętanych informacji w innych? Niestety też zostaje nazwany idiotą.

Zastanówmy się, obok siebie stoją dwie osoby. Osoba A posiada zaawansowaną wiedzę w dziedzinie mechaniki pojazdów osobowych. Osoba B zna się świetnie na matematyce, fizyce oraz jest oczytany, ale nie zna się na mechanice. Gdy tematem jest właśnie wspomniana wcześniej mechanika, to istnieje prawdopodobieństwo, że przez wzgląd na niewiedzę osoby B, zostanie ona nazwana idiotą/idiotką. Dzieci w szkołach są podobnie traktowane, po czym wielu z nich kończy szkoły z zaniżoną samooceną i problemami.

Inteligencja nie opiera się wyłącznie na posiadanej wiedzy, ale chęci jej zdobycia, nie zaprzeczaniu innym możliwością, nie odpieraniu jej.

Student psychologi może być święcie przekonany, że jest inteligentny gdyż posiada wszystko, czego został nauczony, ale gdy spotyka się z innym profesorem, który mówi o podstawowych błędach, jakich uczy się studentów i zaprzecza im, broniąc swojej wiedzy, bez prób weryfikacji obu zdań, własnego i ów profesora, okazuje się, że nie jest tak inteligentny jak mu się wydaje.

Wszyscy moglibyśmy się od siebie nawzajem czegoś nauczyć, problem w tym, że błędnie uważając siebie za inteligentnych, budujemy mur ochronny wokół naszych informacji. To często spotyka osoby, które poznały informacje tak zwaną przeze mnie "trzecią drogą", czyli prościej "od osób trzecich". Każda informacja, jaką otrzymujemy musi podlec weryfikacji, nie na podstawie jednej wiadomości, z którą się pokryje, ale w oparciu o jak największą ilość z nich, byśmy mogli dojść do racjonalnych i trafnych wniosków.

Gorąco namawiam do powstrzymania swoich zapędów i weryfikacji informacji zanim dojdzie do jakiejkolwiek konfrontacji. W taki sposób wielu z was może wyjść zwycięsko z "debat" jakie panują w mediach społecznościowych, a inni zaś mogą nabyć nowych i kluczowych informacji.
Caldas Odpowiedz

Takie trochę mylenie wiedzy z inteligencją. Wiedza jest cechą nabytyą, inteligencja jest jak moc obliczeniowa mózgu i jest to cecha wrodzona. Ktoś może mieć wysoką inteligencję, ale może po prostu nie interesować się jakimś zagadnieniem, z kolei inna osoba może być specjalistą w jakiejś dziedzinie, choć nie być jakoś szczególnie inteligentną.
Inna sprawa to że żyjemy w świecie, w którym zbyt wielu uważa, że są specjalistami od wszystkiego, jesteśmy zalewani masą fake newsów, propagandy, różnego rodzju "amerykańskimi naukowcami", autorytetami z youtube, influencerami itd. Ludzie zatracają umiejętność samodzielnego myślenia, nie potrafią samodzielnie weryfkować papki informacyjnej docierającej ze wszystkich stron, przyjmują pasujące im poglądy, z łatwością poddają się manipulacji mediów, wierzą w totalne głupoty nie poparte jakimikolwiek dowodami. Zresztą proces weryfikacji takich ludzi polega na zaakceptowaniu tylko tych informacji, które są zgodne z ich poglądami, jednocześnie odrzucenie tych niezgodnych, bez znaczenia co w rzeczywistości jest prawdą, a co totalną bzdurą.
Osoba inteligentna wie że nic nie wie, głupiec myśli że wie wszystko.

Odpowiedzi (7)
Waniliowabeza Odpowiedz

Trzeba nadmienić do tej twojej teorii, ze jest wiele rodzai inteligencji, o czym ludzie nie wiedzą i kieruja sie tylko jedną ta logiczno-matematyczną. Mamy inteligencje społeczną, wizualno-przestrzenna, ruchowa itd (poczytajcie sobie) To, ze ktoś nie umie myslec logicznie nie znaczy, ze jest glupi to tylko oznacza, ze jest lepszy w innym rodzaju myślenia. No chyba, ze nie myśli w ogóle i zadnymi kategoriami to wtedy jełop :)

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#Rd44Y

Czuję się, jakbym żył w pełnej drobnych, ale irytujących błędów grze. Albo ktoś z zewnątrz mieszał przy rzeczywistości i tylko ja to zauważam.

Każdy, komu powiem o swoim problemie, nawet lekarz (dopiero drugi, do którego poszedłem prywatnie, zgodził się na zlecenie mi badania neurologicznego, ale nic nieprawidłowego nie wykazało), mówi mi, że pewnie jestem nieuważny i zapominalski. Ale ja wiem, że nie jestem. Nie mam też kłopotów z nauką ani koncentracją, nie zapominam o obowiązkach i terminach, co przemawia na moją korzyść. Choć czasami wolałbym być po prostu roztargniony, to byłoby łatwiejsze do zrozumienia i naprawienia.

Tymczasem notorycznie zdarzają mi się sytuacje, teraz praktycznie codziennie, że mylą mi się szczegóły różnych wydarzeń. Staram się to ignorować, bo zazwyczaj nie ma to wielkiego wpływu na moje życie, ale to bardzo dziwne i niepokojące uczucie. To nie tak, że ja nie pamiętam, co się dokładnie stało lub co zrobiłem i potem zgaduję. Ja jestem przekonany, dałbym sobie rękę uciąć, że przebiegały one inaczej, niż się potem okazuje.

Na przykład, jestem pewien, że napisałem do znajomej wiadomość o treści „Cześć, co słychać? Widzimy się jutro?“. Pamiętam to bardzo dobrze, pamiętam proces pisania dokładnie tych słów i potem tekst na ekranie telefonu. A kiedy później dostaję powiadomienie z odpowiedzią, odkrywam, że to jednak było „Hej, jak leci? Spotkanie nadal aktualne?“. Mógłbym to olać, sens jest przecież ten sam, ale to uczucie, jakby coś było bardzo nie tak, a rzeczywistość nie była taka, jaka być powinna, to mnie potem dręczy. Kolejny przykład, jeszcze sprzed kwarantanny. Wchodząc do mieszkania powiedziałem przyjacielowi, z którym je wynajmujemy, że kupiłem naszemu psu Maksowi nowe, zielone szelki, bo poprzednie pogryzł. Za moment sięgam po reklamówkę, patrzę: szelki są ewidentnie szare, nikt by tego nie pomylił, nawet w innym świetle. Przyjaciel kwituje to durnym uśmieszkiem pod tytułem „znowu“, a mnie szlag trafia, bo ten cholerny kolor tak naprawdę nie ma znaczenia, ale ja znowu czuję się, jakby mnie ktoś na chwilę wyrwał ze świata, poprzedstawiał coś i cały uchachany czekał, kiedy się zorientuję. I jeszcze wszyscy dookoła uważają mnie za gamonia, który nie wie, gdzie we własnej kuchni trzyma cukier, a gdzie sól. Czy zamówił kebsa, czy pizzę, KFC czy Maka. Kupiłem masło czy margarynę, chleb czy bułki, mam laptopa z jakim procesorem? Zanim nie sprawdzę i nie zobaczę na własne oczy, nie mam stuprocentowej pewności, a przecież pamiętam.

Widziałem tutaj kiedyś wyznanie dziewczyny, która w zemście uprzykrzała życie swojej siostrze, przestawiała jej rzeczy i tak dalej. Gdyby nie to, że nikomu się nie naraziłem, a takie sytuacje mają miejsce w różnych miejscach i otoczeniu, dałbym głowę, że na mnie też ktoś się uwziął.
Longtailedtit Odpowiedz

Współczuję... taki brak zaufania do siebie... to musi być bardzo męczące... Może warto poszukać pomocy u innego lekarza o innej specjalizacji? Może to wczesny objaw jakiejś choroby typu skleroza? Powodzenia!

pieczywo Odpowiedz

bez obrazy, autorze, ale jesteś pewien, że jednak nie przesadzasz?
po przeczytaniu wyznania mam wrażenie, jakbyś był bardzo negatywnie nastawiony do opinii otoczenia na twój temat, a bycie roztrzepanym to przecież nic strasznego
zwłaszcza, że sądząc po reakcji przyjaciela, bliscy nie opieprzają cię za to, tylko traktują sytuację ze zrozumieniem i humorem
czy nie jest tak, że to ty sam uważasz bycie trochę gapowatym za tak okropną wadę, że kiedy o czymś zapomnisz, wolisz uparcie wmawiać sobie alternatywną wersję wydarzeń i potem zrzucać winę na jakieś niewyjaśnione zjawisko, niż przyznać się, że wypadło ci to z głowy?
bo wiesz, nie każdy zapominalski ma tak, że jak zapomni, to na amen
mam koleżankę, która jest wiecznie rozkojarzona i myli wiele rzeczy, ale też zawsze dziwi się, kiedy taka sytuacja się dzieje
nawet używa tych samych słów „a dałabym sobie rękę uciąć, że...“
różnica jest taka, że ona potrafi się śmiać z własnych pomyłek, nie przywiązuje do nich tak ogromnej wagi i nie próbuje za wszelką cenę udowodnić, że jest super poukładana pod absolutnie każdym względem

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#UgyP4

Była dziewczyna chce mnie zniszczyć.

Z Olką zacząłem się spotykać dwa lata temu. Układało nam się nieźle, chociaż ona jest dość humorzasta. Piekło zaczęło się, kiedy straciła pracę. Podłamała się, nie bardzo chciała spróbować czegoś nowego. Wspierałem ją, podnosiłem na duchu. Już wcześniej miała problemy z zazdrością, ale wtedy to przekroczyło granice. Niemal każda kobieta, z którą miałem do czynienia w jej oczach była moją kochanką. Żadne racjonalne argumenty i rozmowy nie pomagały. Nieważne, że sekretarka u mnie w pracy ma męża i dzieci i jest ode mnie starsza. Olka potrafiła zrobić sceny bo byłem zwyczajnie uprzejmy dla kasjerki, kelnerki czy bibliotekarki. Nawet o to, że przytrzymałem drzwi sąsiadce i balkoniku zrobiła scenę. Nie chciała nigdzie wychodzić, ani żebym ja raz na miesiąc wyszedł z kumplem na piwo. Najchętniej wolała żebym został w domu i powtarzał jak ją kocham i jaka jest wspaniała. Pytała o to po sto razy dziennie. Domagała się, żebym pisał z nią kiedy jestem w pracy.

Kiedy odkryłem, że zainstalowała mi aplikację śledzącą w telefonie, poprosiłem by poszła do psychologa. Awantura trwała dobre trzy godziny. Próbowała pobić mnie deską do krojenia. Zerwałem. Ponieważ szantażowała mnie psychicznie, zablokowałem ją gdzie się dało. Myślałem, że odpuściła dopóki nie związałem się z Niną. Przy niej odżyłem. Jesteśmy dla siebie wzajemnym oparciem, każdy problem możemy przedyskutować jak normalni ludzie, bez dzikich scen. Olka niestety chce to zniszczyć. Najpierw kłamała, że ją biłem i gwałciłem, nie pozwalałem pracować. Kiedy to nie pomogło, naopowiadała matce Niny, że była ze mną w ciąży, ale zmusiłem ją do aborcji. Na szczęście sprawę udało się wyjaśnić.

Obserwuje nasze mieszkanie. Ponieważ ją poblokowaliśmy, codziennie przysyła listy pocztą. Że wie, z jakimi dzieciakami pracuje Nina, wie która to szkoła. Wie, że że jej mama dawno temu odeszła od męża alkoholika i teraz ma nowego partnera. Wyśmiewa moich rodziców rodziców (ojciec mechanik, matka krawcowa). To ostatnie mnie wkurza, ale nie widzę powodu do wstydu z powodu rodziny i tego, że mieszkają w małym miasteczku. Byliśmy na policji, ale powiedzieli, że posiadanie takich informacji nie jest karalne, podobnie jak patrzenie w stronę naszego mieszkania. Olka twierdzi, że odpuści jeśli rzucę Ninę. Nie zrobię tego, kocham swoją dziewczynę, chcę się oświadczyć. Boję się tylko, że Olka coś jej zrobi, bo Olka ją prawdopodobnie śledzi. Ale przecież przebywanie w tym samym sklepie czy parku nie jest przestępstwem, chociaż zdarza się to bardzo często. Kiedy mogę, towarzyszę Nince, wiem że zaczyna się bać.
BudietSonce Odpowiedz

Odblokuj ją wszędzie gdzie da się zapisać historię rozmów, nagrywaj wszystkie rozmowy, kamerka w oknie i zbieraj wszystkie dowody. Idź na policję ale z dziewczyną. Niech złoży zawiadomienie razem z Tobą.

Odpowiedz

Kiedy próbowałem do niej podejść i kazać się odczepić, roześmiała mi się w twarz i powiedziała, że ma prawo spacerować kilka metrów od nas. Kiedy chciałem nagrać rozmowy, zaczęła uciekać i wołać, że ją napadłem. A kiedy chce to potrafi być świetną aktorką. Próbowałem rozmawiać z jej matką, usłyszałem, że Olę wcześniej zranił inny chłopak, stąd jej zazdrość i niepewność, a ja powinienem być bardziej wyrozumiały kiedy straciła pracę. Nie chciała więcej wyjaśnić. Z Olką nie chcę nawiązywać żadnych rozmów i kontaktów. Nigdy nam nie grozi. Boję się, że musi coś się stać, żeby policja z nią porozmawiała.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#bFIUl

Od dziecka jestem dość androgeniczną osobą, przez co nie zawsze byłam lubiana przez rówieśniczki w szkole. Bo szalona, łobuziara, a przede wszystkim... dziwna. Chłopcy za to traktowali mnie jak kolegę i traktują tak do tej pory.
Mówią mi o rzeczach, których nie potrafiliby powiedzieć innym dziewczynom, traktują mnie jak "kumpla w spódnicy", jak mawiała moja mama.

Z czasem, w czasie dojrzewania, zaczęłam siebie odkrywać, jak i również swoją seksualność. Dowiedziałam się, że interesują mnie tylko androgeniczni mężczyźni, tudzież delikatni, kobiecy. Nie tylko pod względem psychicznym, ale i fizycznym. Do tego nie potrafię sobie wyobrazić, że mój facet ma być ode mnie znacznie wyższy, bo czułabym się przy nim... dziwnie.

Szczerze, przez niepożądane towarzystwo, w którym przebywałam i cyberprzemoc, podjęłam się leczenia u terapeutów. Każdemu z nich mówiłam o tym, jak bardzo chcę znaleźć taką osobę, a widziałam ogromne zdziwienie, czasem komentarze, że jak dziewczyna może chcieć taką "ciotę"...

Miałam doświadczenie z różnymi facetami, ale z takimi bardziej męskimi czułam rywalizację, nie miłość. Mam dziwne pragnienia dominacji, pełnienia typowo męskiej roli w związku. Szczerze, w czasie kwarantanny nie potrafię nie wyobrażać sobie wyimaginowanej osoby, której tak pragnę... Doszło do uzależnienia od samomiłości, dziwnych fetyszów i wysokiego libido. Nie jest mi łatwo. Nie potrafię się skupić, a muszę się uczyć.

Piszę to, bo ogarnia mnie frustracja. Po prostu nie rozumiem, dlaczego ludzie za każdym razem, gdy pytają mnie o moje preferencje, to potem patrzą krzywo albo się śmieją. Nie wiem, skąd to się wzięło. Dużo osób mówi, że "przejdzie", ale minęło już trochę lat, a z roku na rok chcę tego coraz bardziej.
I boję się, że będę cierpieć z tego powodu, bo nie znajdę takiej osoby. Że będę musiała być uległą paniusią w związku, bo sama być nie chcę.
DarkMinion Odpowiedz

"Osoby androgyniczne łączą w sobie cechy psychiczne i sposoby zachowania (radzenia sobie w trudnych sytuacjach) charakterystyczne dla tradycyjnie pojmowanej męskości i kobiecości. " proszę, dla leniwych.

Autorko, znajdziesz bez problemu taką osobę. Tylko trzeba dobrze szukać i mieć szczęście.

Odpowiedzi (5)
ohlala Odpowiedz

A też bardziej mi się podobają faceci o delikatnej urodzie. I nie za wysocy, ale to z innego powodu.

Swoją drogą znam bardzo dużo związków, w których to kobieta jest bardziej dominującą osobowością, więc nie wiem skąd ta obawa. To wcale nie jest rzadkie.

Zobacz więcej komentarzy (13)

#359ek

Epidemia otyłości.

W moim domu zawsze były bardzo niezdrowe relacje z jedzeniem. Każda odmowa była traktowana jako kaprys, wymysły, naśladowanie nowoczesnych Amerykańskich rodzin. Szkodliwe i niebezpieczne.

Cofnijmy się do lat 90. Moja rodzina. Mama po dość burzliwym rozwodzie, jej siostra- wtedy panna na wydaniu dziś stara panna, babcia i dziadek. Typowa klasa średnia, raczej ledwie trzymająca się ponad kreską "biedoty". Obie z tytułem Magistra, nauczycielki.
Tak spędziłam dzieciństwo, razem z setkami innych dzieciaków z pokolenia betonowych lasów.

W domu zawsze były tradycje. Na Święta piekło się ciasta, robiło sałatki, mięsa, których potem nikt nie jadł.
Na niedzielę dwudaniowy obiad, ciasto i kawka.
Mama i ciotka zawsze miały nadwagę. Pracowały nad tym skutecznie przez całe lata, spędzając wieczory przed telewizorem.

Ja od małego byłam niejadkiem. Śniadanie było dla mnie wręcz abstrakcją, wojna o kromeczkę trwała zawsze ze 2 godziny. Mama i babcia załamywały ręce.
- Jezu Chryste dziecko drogie, wodę będziesz piła, dolej sobie soku z malin albo herbatki Ci zrobię. A soczku może chcesz?
- ciocia tyle się przy pieczeniu wystała, a Ty nawet kawałka nie zjesz? Znowu Ci koleżanki o dietach naopowiadały? Chyba pójdziemy do psychologa, słyszałam o tych anorektyczkach, a u Ciebie definitywnie się zaczyna
- masz zjeść śniadanie bo córka koleżanki (😁) zemdlała w szkole, nie będziesz jadła płatków z mlekiem, bo to żadne kalorie. Chcesz płatki to zjedz kromkę i wtedy możesz.
- czemu nie zjadłaś kanapki w szkole? Znów się odchudzasz?
- sport to zdrowie, ale z umiarem! Wyglądasz jak by Cię z jeziora wyciągnęli, cała jesteś spocona! Możesz sobie biegać, ale tak żeby się nie spocić!
- czemu po bieganiu jesz jajko, chleba zjedz. Pewnie o tym Duncanie się naczytałaś, córka koleżanki leży w szpitalu, nerki jej wysiadły!
- beznadziejne masz wyniki krwi, dalej nic nie jedz! Twój ojciec miał hemoglobinę 100% a Ty masz tylko w normie! (serio, mówi tak do dziś).

Wyjaśnijmy tutaj jedną rzecz. Lekcje zaczynałam o 8 w Podstawówce a potem Gimba i LO 7.10.
Przy tak wczesnym wstawaniu zawsze rano jest mi niedobrze i chętnie jem śniadanie tak 1-2 godziny od wstania. Nigdy też nie byłam "chucherkiem", ale mam bardzo długie smukłe nogi. Mieszkając w domu ważyłam ok 65 kg przy 170 cm. Niby okej, ale raczej byłam "okrągła" niż szczupła, zwłaszcza brzuch wiecznie mi wystawał.

Myślę, że takich ludzi jak moja rodzina jest dużo. Ich dzieci powielają wyniesione z domu wzorce i nie do pomyślenia jest by robić coś inaczej.

Ciekawym zjawisko obserwuje się też w USA. Im biedniejsze społeczeństwo, tym więcej jest w nim ludzi z otyłością. Wynika to po części z niewiedzy, po części z wygody, no i fast food jest bardzo tani. Paradoksalnie ludzie majętni częściej o siebie dbają. I to rzadko idzie w parze z wykształceniem.

Dziś mieszkam daleko od mamy i ważę 57 kg. Jestem zdrowa i sprawna. Mama i ciotka mają cukrzycę, problemy z nadciśnieniem. Ale ciasto na niedzielę musi być! 😁
Srarkazm Odpowiedz

Szkoda, że nie widzisz tego, że one w ten sposób wyrażały troskę i miłość. Tak jak potrafiły.
Chwalenie się niedowagą, to objaw zaburzeń. Kontrolujesz wagę, co daje ci poczucie, że jesteś kompetentna i wartościowa. Bo życia nie jesteś w stanie kontrolować.

Odpowiedzi (11)
budyn4 Odpowiedz

170cm I 65 kg to całkiem spoko. Byłam na tym etapie kiedyś. 57 to już chuda.

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (11)
Dodaj anonimowe wyznanie