#vluav

Ostatnio przydarzyła mi się w sumie tak głupia sytuacja, że aż trudno w nią uwierzyć, ale chcę się nią z Wami podzielić, tak ku przestrodze... ;).
Na wstępie dodam tylko, że mieszkamy na parterze, bo to dość istotne w tej historii.

Siedzimy sobie wieczorem z moim chłopakiem w salonie. Nagle słyszymy, że ktoś cicho otwiera drzwi i wchodzi do mieszkania, ale było to zrobione tak delikatnie, że zastanawialiśmy się, czy to się faktycznie dzieje. 

Uznałam, że to pewnie siostra wpadła w odwiedziny - ona często wchodzi bez pukania. Parę sekund mija, nikogo nie widać. Chłopak wstaje, patrzy - drzwi od domu faktycznie uchylone. Wygląda na korytarz - drzwi od klatki schodowej się zamykają, słychać, że ktoś wybiega. Pomyślał, że pewnie jakiś dzieciak pomylił mieszkania i ucieka wystraszony.

Jakie było nasze zdziwienie, gdy na drugi dzień rano wychodząc do pracy zorientowałam się, że z wieszaka zginęła mi kurtka! Tak, wieszak jest tuż obok drzwi, a moja kurtka wisiała jako pierwsza. Ktoś pewnie liczył na to, że znajdzie w niej portfel lub jakieś drobne. Na moje szczęście nie znalazł. W kieszeni miałam tylko pomadkę.

Tak, że jeśli mieszkacie na parterze, to pamiętajcie o tym, by zamykać drzwi na klucz, bo jak widać zasada "po, co zamykać, jak ktoś jest w domu" zdecydowanie zawodzi ;).

#MfRNp

Mam 16 lat i zawsze wyróżniała mnie jedna cecha - mój biust. Odkąd pamiętam miałam go większego niż reszta dziewczyn i nie był to nigdy mój kompleks, jednak od ostatniego czasu staram się go bardziej zakrywać, wręcz chować. Dlaczego?

Moje piersi zmieniły rozmiar na większy, więc stanik, wiadomo, jest za mały. Piersi nieładnie w nich wyglądają, wręcz się z niego wylewają, jednak moja mama nie może tego przyjąć do wiadomości. Powiedziała, że jeśli chcę by stanik pasował, to muszę schudnąć, mimo że jestem dosyć szczupła i akceptuję moje ciało. Nie dostaję kieszonkowego, więc nie stać mnie na kupienie nowej bielizny. Rozmowa nic nie daje. Jakiś pomysł co zrobić?

#D8Ju2

Wracałem dość późno od dziewczyny rowerem (koło 22/23). Ona mieszka w mieście a ja jakieś 15km za miastem, na wsi. Kiedy już wyjechałem z miasta po pewnym czasie zauważyłem jakieś czarne auto stojące na poboczu. Było ciemno więc nie widziałem rejestracji ani marki auta. Przez to, że auto było czarne i wyglądało jak Opel Insignia pomyślałem że to "tajniaki". Moją pierwszą myślą było czy mam wyposażony cały rower. Ale lubię jeździć więc miałem wszystko oprócz dzwonka. 

Gdy przejeżdżałem obok tego auta kątem oka zauważyłem, że koleś siedzący w nim na mnie patrzy. Pomyślałem tylko o tym że pewnie mnie zatrzyma, spóźnię się do domu i rodzice się zdenerwują i nie pozwolą mi przez najbliższy czas jeździć do dziewczyny. Kiedy już przejechałem obok tego samochodu i pojechałem dalej usłyszałem, jak auto rusza tuż za mną. Nie powiem, trochę się bałem. Po chwili kiedy auto było obok mnie, zauważyłem że zwalnia. Popatrzyłem na kolesia z auta, który miał wyciągniętą rękę z kamizelką odblaskową mówiąc "Załóż, słabo cię widać". 

Od razu podziękowałem i założyłem otrzymaną kamizelkę. Do samego domu jechałem z uśmiechem na twarzy.

#joJ3y

Wszystko zaczęło się 10 lat temu, kiedy miałem 16 lat, poznałem wtedy pewną dziewczynę, z którą po roku zacząłem chodzić. Wszystko układało się jak najbardziej po naszej myśli, w końcu po 5 latach związku oświadczyłem się jej. Mieliśmy nawet zaplanowaną datę ślubu (2 lata po zaręczynach).

Było tylko jedno "ale". Moja luba stanowczo postanowiła, że czas na jakiekolwiek zbliżenia nadejdzie dopiero po ślubie. Na nic zdały się moje prośby, tłumaczenia że to nie ma sensu. Ona nadal obstawała przy swoim zapewniając przy tym, że nie robi z tego z powodu religii (chociaż była, a w zasadzie dalej jest osobą wierzącą ), mówiła, że to pewnego rodzaju próba naszej miłości. Nie rozumiałem jej, kłóciliśmy się z tego powodu dość często. 

Aga nie jest już moją narzeczoną, ale najwspanialszą żoną! Wytrzymaliśmy, do niczego przed ślubem nie doszło, ale z perspektywy 2 lat po ślubie widzę, że była to jedna z lepszych decyzji. Gdybym wtedy odszedł okazałbym się kompletnym dupkiem, któremu zależy tylko na jednym. Teraz natomiast wiem, że naprawdę kocham swoją żonę, tak jak i ona kocha mnie, mam też pewność, że kiedy będziemy starsi i już nie w takiej formie, to nadal będziemy się kochać bez względu na wszystko.

Piszę to po to, żeby pewne osoby uświadomiły sobie, że miłość nie polega na seksie on ma być tylko miłym dodatkiem. Prawdziwy i dojrzały związek będzie się opierał na dużo ważniejszych wartościach jak zaufanie, wzajemne wsparcie, szczerość, wierność czy lojalność. Bo kiedyś może nadejdzie czas, gdy już nie będziecie mogli tego robić i co wtedy? Porzucisz swoją dziewczynę / chłopaka? Jeśli tak to pamiętaj, że nigdy nie była to miłość, może przywiązanie, ale na pewno nie ta prawdziwa miłość!

#wPjr3

Jestem 30-letnim kawalerem, na powodzenie u kobiet nie narzekam, Alvaro nie jestem. Każdą kobietę z którą sypiam informuję, że nie szukam związku i one się na to godzą, nigdy żadnej nie wykorzystałem wbrew jej woli.

Rok temu poznałem ją, A. Była młodsza 10 lat, raczej przeciętna z wyglądu, typ dziewczyny "kolegi", lubiącej Gwiezdne Wojny czy gry komputerowe. Nie wiem czemu padło na nią, nie była w typie kobiet, z którymi normalnie sypiałem. Nie było normalne też, że tak długo ciągnąłem tę znajomość, zwykle wszystko kończyło się po max trzech spotkaniach. Do czego zmierzam? Stało się to, czego unikałem w kontaktach z takimi kobietami, zakochałem się. Polubiłem oglądanie fantasy po seksie, słuchanie muzyki klasycznej, kiedy odwoziłem A. do domu czy jedzenie w fast foodach zamiast w wykwintnych restauracjach. Polubiłem tę jej infantylność i swobodę bycia, była przeciętna, ale swoim pozytywnym nastawieniem po prostu mnie uwiodła.
I wtedy się wystraszyłem, po prostu powiedziałem jej, że to koniec. Był to jedyny raz, kiedy widziałem smutek w jej niebieskich oczach. Była silna, powiedziała, że rozumie.

Wyjechała z kraju kilka tygodni potem, nie mam z nią kontaktu od ponad pół roku.
Co tu dużo mówić... Tęsknię, jestem pusty. Od tamtej pory już żadna kobieta mi nie wystarcza.
Nie ma puenty, spieprzyłem sprawę.

#DzCEr

Kiedy byłam dzieckiem, całe dnie spędzałam na dworze, niezależnie od pory roku. W moim domu królował alkohol i nie chciałam się narażać rodzicom. Jednym z miejsc, w którym spędzałam czas było torowisko, które przebiegało przez niewielki odcinek lasu mojej miejscowości. Wymyślałyśmy przeróżne zabawy z moją o rok starszą siostrą, feralnego dnia któraś z nas wpadła na "genialny" pomysł.

Tym razem zabawa polegała na przeskakiwaniu z szyny na szynę (dokładniej nie pamiętam, o co chodziło) i nic ciekawego by w tym nie było, gdyby nie to że siostra przewróciła się, nadziała się na jakiś wystający drut, przy okazji obdzierając sobie kolano. Mocno zmartwiona 7-latka próbowała wstać i obejrzeć swoją zranioną nogę, jednak drut tak wplątał się w spodnie, że nie sposób było jej uwolnić. W momencie, w którym ruszyłam z pomocą, zza zakrętu wyłonił się pędzący pociąg. Nie potrafię pojąć, jak mogłyśmy być aż tak pochłonięte "zabawą", że go nie usłyszałyśmy. Zamurowało mnie. Siostra krzyczała tylko moje imię, a ja stałam sparaliżowana ze strachu. W ostatnim momencie opamiętałam się, podbiegłam dwa kroki i z całej siły pociągnęłam ją za rękę. Wpadłyśmy w pokrzywy i dosłownie w tym samym momencie w miejscu, w którym jeszcze kilka sekund temu była moja siostra, znajdowały się wagony, jeden za drugim.

Więcej nie bawiłyśmy się na torach. To było prawdziwe życie na krawędzi, kwestia jednej-dwóch sekund. Od wydarzenia minęło około 10-ciu lat, a obecnie siostra jest jedyną osobą, która mnie wspiera i jest ze mną w każdej sytuacji. Nie wyobrażam sobie, co by było gdybym wtedy nie przezwyciężyła strachu i dzisiaj nie byłoby jej tutaj.

#sdVDm

Wydarzenie to miało miejsce jakieś 3 lata temu. Wracaliśmy autem narzeczonego z kina, on prowadził. Nie pamiętam tytułu, ale był to film akcji. Czyli pif-paf, wybuchy i granaty. Uwielbiam takie kino, więc byłam podekscytowana. Jedziemy sobie naszym gratem, gdy słyszę takie pi, pi, pi. Czyli takie dźwięki jak w filmach, gdy odlicza zegar do wybuchu bomby. Słysząc ten dźwięk, mój luby zjeżdża na pobocze gwałtownie hamując i wrzeszcząc przerażony: "Wyskakuj z auta! Bomba!". 

A co ja głupia zrobiłam? Wyskoczyłam z auta jak Tom Cruise w "Mission impossible" i przestraszona, leżąc w trawie, czekałam na jego podobny skok! A on?! Zataczał się ze śmiechu jak jakiś idiota. Dosłownie, zwijał się ze śmiechu. A ja idiotka nadal leżąc w trawsku, patrzyłam na niego z taką złością, że aż dziwię się, że się nie przeraził. Gdzie tam, nabijał się dalej ze mnie. 

Jak się pewnie domyślacie, żartował sobie ze mnie. A ja głupia naiwna uwierzyłam. A co najgorsze głupia, naiwna wyszłam za niego. :)

PS. To pi, pi, pi to był po prostu zegarek. Taki zwykły, nie jakiś bombowy.

#NczFn

Byłam w związku 4 lata, różnie to bywało. Raz lepiej, raz gorzej, ale dogadywaliśmy się i wspólnie wychowywaliśmy moją córkę. Do czasu, aż mój partner po swoich 30 urodzinach oświadczył, że musi poszukać czegoś nowego, że musimy się rozstać, by on sprawdził, czy mu naprawdę zależy. Żeby poumawiał się na randki, zobaczył jak mu beze mnie...

Tego dnia spakowałam plecak i wyszłam. Przygarnęła mnie znajoma. Ale nie mogę przestać myśleć o miłości mojego życia, tym bardziej że widzimy się niemal codziennie. Każde nasze spotkanie to uśmiechy, przytulania, pocałunki. Nie umiemy inaczej, lecz gdy kończy się spotkanie popadam w coś, co można już chyba nazwać depresją. Płaczę, czuję się winna i niepotrzebna. Od rozstania praktycznie nie mogę nic jeść, do tego nawet nie chcę już nic. A on ma czas na decyzję do moich urodzin, które będą za 2 miesiące. Znajoma psycholog twierdzi, że on po prostu przechodzi kryzys wieku średniego. Ja natomiast nie chcę już oddychać.

#IVxh9

Dziewięć lat temu przeprowadziliśmy się do niewielkiego mieszkania. Moja mama zawsze była przyjazną, otwartą na ludzi osobą, dzięki czemu łatwo zyskiwała nowych przyjaciół. Po przeprowadzce od razu zaprzyjaźniła się z sąsiadką, która mieszka nad nami. Moja mama ciężko pracuje do późna, dlatego wyżej wymieniona sąsiadka często przychodzi do nas do mieszkania pomagać mojej mamie. Wstawia pranie, myje naczynia, itp., tak po prostu w ramach ich przyjaźni. 

Dzisiaj bardzo nie chciało mi się iść do szkoły, więc postanowiłem, że zostanę w domu. No i tu pojawia się problem co z sąsiadką, która codziennie przychodzi. Wpadłem na genialny pomysł. Schowałem się w szafie! Wziąłem laptopa i siedzę tu już 2 godziny. Pozdrowienia z szafy! :)
Dodaj anonimowe wyznanie