#iQAyK

Dwa lata temu poszedłem z moją dziewczyną Agatą do ginekologa na rutynowe badanie. Po dwudziestu minutach siedzenia w gabinecie wyszła z niego cała we łzach. Minęło parę minut, zanim zdołała opanować płacz na tyle, aby wydobyć z siebie jakieś zdanie. Okazało się, że jest bezpłodna. Kiedy ona wypłakiwała mi się w rękaw, ja pocieszałem ją pięknymi słowami, starając się wyrażać moje głębokie współczucie i smutek. Tymczasem w mojej głowie szalałem ze szczęścia, że wreszcie będziemy mogli uprawiać miłość bez zabezpieczeń, tym bardziej że nigdy nie chciałem mieć dziecka.

Jestem złym, podłym, pozbawionym cienia empatii człowiekiem…

Rok później Agata była już w ósmym miesiącu ciąży. Okazało się, że jednak może mieć dzieci. Udawałem wielką radość, chociaż w środku wyłem z rozpaczy i przeklinałem los za takiego pecha. Dziś jestem ojcem małego Heńka i powiem wam, że już nie muszę udawać – ten dzieciak to najlepsze, co mnie w życiu spotkało!
Cmonika Odpowiedz

Zmiennyś.

Banny Odpowiedz

To wyznanie zalatuje mi ściemą. Na rutynowym badaniu ginekologicznym nie da się stwierdzić czy kobieta jest bezpłodna/niepłodna. Postawienie takiej diagnozy jest procesem długim i skomplikowanym, nie wystarczy do tego jedna podstawowa wizyta.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#JvGnV

Historia rodem ze starych, dobrych Anonimowych.

Pewnego lata pojechaliśmy sobie z przyjaciółmi do domku z działką. Taki wypad w kilkanaście osób na kilka dni. Ja lat 16. Były to czasy, kiedy chodzenie na dwójkę poza moim domem wiązało się dla mnie z ogromnym stresem.

Dlatego wpadłam na pomysł, że wstanę bardzo wcześnie rano, kiedy wszyscy po nocnej libacji będą jeszcze słodko spali. Wszystko poszło prawie idealnie, niestety z jednym małym szczegółem - kibel miał tak słabe ciśnienie, że nie był w stanie spuścić mojego dzieła. Spuszczam wodę już 3 raz, zero zmian, ja coraz większy stres, że zaraz wszystkich pobudzę i co ja w ogóle mam teraz zrobić. Wpadłam więc na wspaniały pomysł. Wróciłam do pokoju, zabrałam kubek, zanurzyłam go w sedesie i zebrałam co trzeba. Problem w tym, że w łazience nie było żadnego okna. W tej sytuacji zdecydowałam się przejść obok i nad śpiącymi w pokoju ludźmi, w ręku niosąc kubek z gównem. Jakoś udało mi się nikogo nie obudzić, a zawartość wylać w krzaki za domem.

To jednak nie koniec historii. Wracając zdecydowałam, że odłożę kubek na blat, a umyję go rano żeby teraz nikogo nie budzić (kuchnia, salon i sypialnia to było jedno pomieszczenie). Poszłam dalej spać. Po kilku godzinach wstaję. Kubka na blacie już nie było. A kilka osób, które zdążyło wstać przede mną, zrobiło sobie poranną kawkę.
EeeMacarena Odpowiedz

Po tym wyznaniu mam szczerą nadzieję, że jednak się nie znamy i nie byłam jedną z tych osób, które wypiły tę kawę...
Nadzieję daje mi fakt, że zapewne wiele osób było na takich wyjazdach. 😬

WUIt Odpowiedz

Fuj. Aż mi się cofnęło.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#DsgB3

To wyznanie pewnie nie zostanie przyjęte zbyt dobrze, ale może samo napisanie tego coś pomoże...

Miesiąc temu straciłam pracę. Ktoś pomyśli "phi, też mi problem, ludzie ciągle tracą pracę, znajdują nową i nic się nie dzieje".

Tylko że praca była dla mnie dosłownie wszystkim. Czasem w żartach nazywano mnie pracoholiczką i może coś w tym było... Bardzo rzadko brałam wolne, zostawałam do późnych godzin, żeby coś tam skończyć (zwłaszcza jeśli to było ważne), rzadko i nieśmiało prosiłam o podwyżki, ciągle podnosiłam swoje kwalifikacje i uczyłam się nowych rzeczy, byle tylko na coś się przydać. To była dla mnie wręcz świętość i nie wyobrażałam sobie, by było inaczej. Nigdy nie widziałam siebie w roli tzw. tradycyjnej pani domu, co nie znaczy, że chciałam robić nie wiadomo jaką karierę. Chciałam pracować sobie na etacie robiąc rzeczy, które przynosiłyby mi chociaż częściową frajdę i przynajmniej przyzwoitą pensję. Czy to tak dużo?

A tu... firma przestała radzić sobie ekonomicznie, zdecydowano się na redukcję etatów. Selekcji dokonały osoby, których większość nie widziała nawet na oczy, do dziś się zastanawiamy jakie były kryteria... Poleciałam ja i mnóstwo osób z dłuższym stażem i większymi kwalifikacjami.

Gdy się o tym dowiedziałam, zaczęłam dosłownie hiperwentylować i pierwszy raz w życiu obawiałam się, że zemdleję. Wracając do domu, bardzo poważnie zastanawiałam się, czy by po drodze jakoś ze sobą nie skończyć. Skończyło się na upiciu się w barze.

Od tamtej pory moja egzystencja (bo życiem tego nie nazwę) wygląda następująco: po bezsennej nocy budzę się koło południa, przeglądam oferty pracy, wysyłam CV i gapię się tępo w monitor. Mija wiele godzin, zanim się zmuszę do ogarnięcia w jakimś stopniu domu czy ugotowania jakiegoś jedzenia. Zwykle nie potrafię. Czasem się trafi jakaś rozmowa, robię się na "bóstwo", idę, odpowiadam kulturalnie na pytania i dalej się gapię w monitor/telefon z nadzieją zaklinając go w myślach "błagam, zadzwoń, wyślij maila, COKOLWIEK". Wszystkie pasje poszły w odstawkę, bo nie jestem godna, skoro nie mam pracy. Czuję się jak warzywo.

Mój partner o tym nie wie, ale z dnia na dzień jest coraz gorzej. Czuję się jak najgorszy odpad, zwykły śmieć bez pracy. I nie wie o tym, że gdy go nie ma albo gdy śpi, zerkam nieśmiało na okno i mam coraz większą pewność, że to wszystko nie ma sensu. Jedyne, co mnie powstrzymuje, to fakt, że przy tej wysokości mogę przeżyć, ale jest mi coraz bardziej wszystko jedno. Jestem wręcz pewna, że w końcu to zrobię bez zważania na konsekwencje, bo zwyczajnie nie dam rady dłużej.

Nie rozumiem, jakim cudem są osoby, które utrzymują się z różnego rodzaju zasiłków i jest im z tym dobrze, gdy ja ledwo przeżywam kolejny dzień na chrzanionym bezrobociu. Ja nie chcę tak żyć. To nie jest żadne życie.
asienaebaam Odpowiedz

Praca powinna być dodatkiem do życia, środkiem do celu. To nie utrata pracy jest tu problemem ale twoja głowa. Powinnaś poszukać dobrego terapeuty.

Odpowiedzi (5)
Ggyyhjootf Odpowiedz

Ja nie pracuje, tylko mój facet. Od rana do wieczora mam dzień dla siepie od roku. Robię co chce, zakupy, kosmetyczka, pasję, czytanie, filmy, psy. Nie wyobrażam sobie tak jak Ty praca od rana do wieczora, chyba bym się wtedy faktycznie zrzuciła z tej wysokosci

Odpowiedzi (29)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#r120X

Jestem biednym studentem. Dziś znalazłem przed sklepem portfel, w którym było około 1000 zł. Oddałem go do punktu informacji w sklepie, żeby postąpić uczciwie.
Teraz siedzę w pokoju z moim stanem konta w wysokości 12 zł, trochę żałując tej decyzji, ale wierzę w karmę i mam nadzieję, że dobro do mnie wróci.
Pingwinzlasu Odpowiedz

A znaleźne?

Albercik Odpowiedz

Żeby postąpić uczciwie powinieneś poinformować sklep, że znalazłeś, a oddać właścicielowi. Ty postąpiłeś głupio.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#tSt1d

Jest wiele kobiet które pragną potomstwa, ale boją się ciąży. Ja mam wręcz odwrotnie.

Nie lubię i nie chcę mieć dzieci, jednak chciałabym być w ciąży. Podnieca mnie myśl o wszelkich zmianach jakie następują w tym stanie. Widok ciążowych brzuchów wywołuje u mnie podniecenie. Gdy zostaję sama w mieszkaniu wkładam sobie pod bluzkę poduszkę i oglądam się z zadowoleniem w lustrze. Regularnie oglądam zdjęcia ciężarnych, a raz czy dwa masturbowałam się do filmu z porodu.

O moim fetyszu nie wie nikt, nawet partner. Wiem, że chociaż jemu powinnam powiedzieć, ale za bardzo boję się, że uzna mnie za dziwadło (którym w sumie jestem).
WendyWu Odpowiedz

Wwoooow
I to jest anonimowe :P
O tokofobii słyszałam, ale o twoim przypadku nigdy xD
W sumie mogłabyś być surogatką

Odpowiedzi (3)
Pulpa Odpowiedz

Bo ja wiem czy bycie w ciąży jest takie fajne. Jestem w 8 tygodniu. Mam okropne mdłości, ciągle chce mi się spać, jest mi na zmianę zimno albo gorąco. Nie wspomnę o huśtawce nastrojów. Boje się, że wypadnie mi ząb z niedoboru wapna (mojej mamie wypadły 2 zęby w ciąży). Boje się czy dziecko nie będzie miało żadnych chorób jak zespół Downa czy Aperta. Czy poród przebiegnie bez komplikacji, czy dziecko nie owinie się pępowina i urodzi z porażeniem z niedotlenienia czy nie będzie śmierci łóżeczkowej, czy ja się nie wykrwawię w czasie porodu jak coś pójdzie nie tak. Samo to, że będę czekała parę godzin przed porodem na coraz to większe rozwarcie. Masakra. Cholernie się boję. Mąż nie wie. Oboje marzymy o dziecku, ale ciąża mnie przeraża. Poza tym fizyczne objawy są straszne (przynajmniej u mnie). Jedyna zaleta chyba to brak okresu. Brzuch jest fajny, owszem, ale tylko mały, później człowieka szlag trafia że sam się z łóżka podnieść nie może, nie wspominając o rozstępach które powstają. W życiu bym nie chciała być a ciąży, gdyby nie to że z całego serca pragniemy dzidziusia. Oby wszystko było dobrze.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#iZBv9

To będzie krótkie.

Kiedy długo uczę przed komputerem i mam zmęczone (suche) oczy, idę sobie wyrwać włosy z nosa, gdyż dzięki temu zaczynam płakać, a moje oczy są nawilżone jak nigdy przedtem.
Mufka Odpowiedz

Firmy produkujące kropelki do oczu właśnie przez Ciebie straciły miliony ;)

Odpowiedzi (1)
SzubiDubi Odpowiedz

Zawsze to jakaś metoda jak sie nie ma pod ręką kropli do oczu.

Zobacz więcej komentarzy (10)

#Ze6gO

Gdy miałam około 6 lat, odwiedziła nas znajoma taty z mężem z córką. Dziewczynka była trochę młodsza ode mnie. W pewnym momencie tata powiedział "A może oddasz Kasi jakąś lalkę?". Dziewczynka wybrała sobie dwie (moje najlepsze wtedy, nawiasem mówiąc, do tego jedna z nich była prezentem od mojego brata). Nie miałam nic do gadania.

Kilka lat później odwiedziła nas rodzinka z małym kuzynem. Kuzyn spędził całą wizytę przed moją konsolą (którą, nawiasem mówiąc, dostałam od chrzestnego na gwiazdkę), ja z resztą dzieciaków bawiłam się w pokoju. Gdy rodzinka miała już odjeżdżać, przyszliśmy się pożegnać. Kuzyn miał w ręku reklamówkę, a w reklamówce... moją konsolę. "Bo tak płakał", więc mama stwierdziła, że mu ją da. Nie miałam nic do gadania.

Mam 25 lat. Może i niektórzy pomyślą, że jestem dziecinna, ale uwielbiam pluszaki. Kolekcjonowałam je od zawsze. Były misie, które miałam od kiedy pamiętam, były takie, które dostawałam na różne okazje, czy takie, które kupiłam sobie sama. Miałam ich dość sporo, więc nie zabrałam ich jak się przeprowadzałam. Obecnie zostało ich może z pięć. Bo bratanica chciała, więc mama jej oddała. Nawet mnie przy tym nie było, nie zapytała mnie o zdanie. "Jak wyrośnie, to odda" usłyszałam. Oczywiście.

Jestem wściekła. I będę to mamie wypominać choćby i do końca życia.
Paulsen Odpowiedz

Jak mamy nie będzie w domu spakuj jej ubrania do worów i schowaj. Może da jej to do myślenia jak zobaczy pustą szafę. Powiesz że oddałaś do schroniska dla bezdomnych bo przecież bardziej potrzebują niż ona, tym bardziej że zbliża się zima, a ją stać żeby kupić sobie nowe. Niektórym naprawdę trzeba takie sytuacje zobrazować od ich strony bo inaczej nie rozumieją że takie zachowanie boli.

Odpowiedzi (2)
LiscMiety Odpowiedz

Weź coś mamy i też komuś oddaj.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (26)

#0Vl8h

Kiedy byłam nastolatką, miałam starszego chłopaka. Byłam w nim bezkrytycznie zakochana. On, jako starszy, miał swoje potrzeby, do których mnie aktywnie zachęcał. Moja wiedza na temat seksu płynęła głównie z zajęć WDŻ, w związku z tym była znikoma. Moja nauczycielka jednak ''odhaczyła'' kilka lekcji, gdzie pokazywała nam filmiki, kazała układać historyjki sytuacyjne itd., a potem graliśmy w koszykówkę. Mojemu ukochanemu nie przeszkadzała moja niewiedza i nadal upierał się przy seksie. Tak więc któregoś dnia dopiął swego i zgodziłam się. Byliśmy sami w domu, robiło się gorąco, namiętnie, kiedy ja zachowując resztę rozumu zapytałam, czy ma ze sobą prezerwatywę. Oczywiście nie miał, ale zapewnił mnie, że "on wie kiedy wyciągnąć". Przed oczami stanęły mi scenki z filmików z WDŻ i zaczęłam się śmiać. Nie mogłam przestać, śmiałam się i śmiałam. Mój ukochany przerażony sytuacją zebrał swoje szmatki i uciekł do domu.

I tak oto filmiki na poziomie gry aktorskiej "Trudnych spraw" uratowały mnie przedwczesną inicjacją seksualną. Zakończając moje wyznanie: traumy nikt nie miał, nie został moim mężem, ale przyjaźniliśmy się jeszcze długo po rozstaniu.
tewu Odpowiedz

No i dobrze, że posiadana wiedza ci wystarczyła.

Etanolansodu Odpowiedz

Byłaś mądrą dziewczyną, szacun.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#iMvaJ

Nie miałam łatwego dzieciństwa. Wszystko przez moje nazwisko, które (delikatnie mówiąc) do najpiękniejszych nie należy. W szkole dzieci śmiały się ze mnie, wymyślano mi ksywki związane z nazwiskiem, począwszy od podstawówki, skończywszy na liceum.

W duchu zawsze marzyłam, że kiedyś wyjdę za mąż i pozbędę się przykrego kłopotu.  Poznałam chłopka, jesteśmy razem od 2 lat, za 3 miesiące bierzemy ślub. Jak część z Was się już być może domyśliła, on również ma nazwisko, którego od zawsze się wstydził. Również miał przez nie przewalone w szkole... i również liczył na to, że jak spotka swoją drugą połówkę, to zmieni nazwisko na nazwisko wybranki i będzie po problemie.

Życie sprawiło mi psikusa.
NaN Odpowiedz

Nie możecie po prostu zmienić nazwiska na dowolne inne?

Odpowiedzi (3)
PaniPanda Odpowiedz

Możecie też wybrać razem nowe. Ludzie zmieniają nazwiska z różnych powodów.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#zvDhx

Zacznę od tego, że oboje z mężem mamy osobne sypialnie, co jest konsensusem wypracowanym po wielu nieprzespanych nocach z powodu chrapania z obojga stron.

Tej nocy obudziły mnie przebijające się przez drzwi mojego pokoju wrzaski. Moja 16-letnia córka krzyczała „nie, zostaw mnie, nie chcę, przestań, nie dotykaj, ratunku, puszczaj!”, zaś mój mąż jechał wiązanką przekleństw.
Pełna najgorszych przeczuć, wypadłam na korytarz, a przez moją głowę przelatywały już pytania, jak mogłam się nie zorientować, że on ją krzywdzi… A może to pierwszy raz… Bałam się, że nie zdążę albo nie zdołam jej pomóc.

No właśnie, wypadłam na korytarz i… stanęłam zaskoczona pomiędzy ich sypialniami.
Każde szarpało się we własnym łóżku i wrzeszczało we własnym zakresie.
wmw Odpowiedz

Z chrapaniem poradzi sobie dobry laryngolog. I lepiej się Wam będzie oddychało i spało w ciszy. Polecam.

Odpowiedzi (1)
jankostanko33 Odpowiedz

Nie chcę być paranoikiem, ale ja bym postarał się delikatnie wypytać córkę, czy aby na pewno nikt jej nie skrzywdził, skoro ma takie koszmary. Wiem, że sny potrafią być nieraz bardzo dziwaczne i absurdalne, ale lepiej dmuchać na zimne.

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie