#FfaNK

Ostatnio zapisałam się na treningi BJJ. Po 5 treningach poczułam o wiele większą otwartość, bliskość i zaufanie do mojego współćwiczącego (dotychczas obcego człowieka), niż do mojego chłopaka, z którym spoytkam się dwa lata.
littleshiro Odpowiedz

Być może warto popracować nad relacją z chłopakiem i powiedzieć mu, co czujesz?

Goladupa Odpowiedz

Czy tak ciężko rozwinąć skrót BBJ? To że Ty wiesz co to znaczy to nie znaczy że całe anonimowe wiedzą

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#dqyWn

Od jakiegoś czasu nie za dobrze układało mi się z moim chłopakiem. W końcu nadszedł dzień, kiedy postanowiłam zakończyć ten, drętwy niczym żarty Drozdy, związek. Spotkaliśmy się w kawiarni. Przez parę minut prowadziłam monolog przedstawiając argumenty za tym, że najwyższy czas zamknąć nasz wspólny etap w życiu. Na koniec definitywnie powiedziałam mu, że to koniec. Wysłuchał mnie w ciszy. Kiedy jednak usłyszał, że z nim zrywam, zerwał się na równe nogi i wrzasnąwszy „WOLNOOOOOOŚC!”, wybiegł w pląsach z lokalu, po drodze całując w usta jakąś Bogu ducha winną zaskoczoną dziewczynę, a następnie wyraźnie rozpromieniony pognał gdzieś przed siebie, pokrzykując radośnie.

To wszystko było tak groteskowe, że jeszcze przez dobrych kilka minut dochodziłam do siebie. Najgorsze jednak jest to, że musiałam za tego chorego poj#ba zapłacić rachunek za kawę...
niebieskiatrament Odpowiedz

No i widzisz. Ty szczęśliwa i on. Można się fajnie rozstać 🤣

Szturchnijbutem Odpowiedz

Przynajmniej nie musiałaś się zastanawiać czy podjęłaś dobrą decyzję.

Zobacz więcej komentarzy (11)

#epl7D

Zawsze marzyłam o przyjaciółkach jak z filmu czy z seriali. Nigdy nie miałam prawdziwych przyjaciółek, wszystkie zazwyczaj były tylko koleżankami. Oczywiście bardzo dużo znajomych na Facebooku i również dużo znajomych w realnym życiu. Przekonałam się na początku pierwszej kasy liceum ile mam "przyjaciół".

Dowiedziałam się od lekarza, że muszę mieć operację na kolano. Przyszedł mój termin, oczywiście wszyscy znajomi i "przyjaciele" pisali mi i mówili, że przyjdą, kupią mi "prawdziwe" jedzenie z McDonalda. Pierwszy dzień po operacji, zero gości. Drugi dzień, trzeci, czwarty, piąty - zero gości. Oczywiście pisali mi, że "no dzisiaj nie mogę bo to i tamto", ok rozumiem. Przez miesiąc przebywania w domu też nikt się nie pojawił.


W 2 klasie liceum miałam drugą operację na kolano. Sytuacja się powtórzyła, tym razem nikt nie odpisywał mi na wiadomości, brak telefonów, SMS.

Pamiętam jak dziś widok koleżanek i kolegów innych chorych, przynoszących słodycze, balony. Wieczorem kiedy moja współlokatorka zasypiała, płakałam po cichu w poduszkę z samotności. Co w prawdzie moja mama przychodziła, ale to było 2 razy przez te 5 dni i to na godzinę czasu.


Teraz, kiedy minęło parę lat od tych wydarzeń, nie mam nikogo. Mam pracę, że mogę siedzieć w domu i czuję, że mam depresję. Cały dzień chodzę w piżamie, kiedy muszę, to wychodzę na zewnątrz z wielką niechęcią. Całe dnie praktycznie przesypiam, albo gram na laptopie. Nie wiem czy mam udać się do specjalisty czy dalej pogłębiać swoje emocje.



PS. Dodam, że zawsze tą drugą stronę (czyt. koleżankę) zawsze wspierałam. Kiedy ona trafiła do szpitala z problemami nerek - tego samego dnia przychodziłam z kwiatami i czekoladkami. Kiedy było coś potrzebne pojawiałam się w sekundę.
CzarnyMag Odpowiedz

Filmy i seriale dalece upraszczają naturę relacji międzyludzkich, które w istocie są o wiele bardziej pogmatwane. Fikcja jest przemyślana, a w życiu dostajemy losowe karty, którymi musimy grać. Tyczy się to także ludzi, których spotykamy na swojej drodze, bo przecież mamy na to co najwyżej ograniczony wpływ. W sztuce, jaką jest nasze życie, nikt nie dobiera postaci z myślą o zrealizowaniu jakiejś opowieści. Ostatni akt tej sztuki jest niekoniecznie konkluzją, do której wszystko zmierza, a czasem po prostu zwykłym końcem.

Mt6 Odpowiedz

To smutne jest. Mam tak samo. Zawsze dawałam serce na dłoni a ja byłam pomijana

Zobacz więcej komentarzy (14)

#K6swx

Wyglądam dość dobrze.
Zawsze kiedy na mieście mijam kobietę, która nie grzeszy urodą, puszczam jej oczko lub się uśmiecham żeby zwyczajnie poprawić jej dzień ;)
Ciekawe co na to moja dziewczyna gdyby wiedziała.
Makigigi Odpowiedz

Dla ciebie nie grzeszy urodą, a dla innego 10/10.

Odpowiedzi (1)
Gro9 Odpowiedz

No to żeś pojechał po psychice wszystkim laskom które czuły się mile połechtane puszczonym oczkiem lub uśmiechem od spotkanego na ulicy przystojniaka. Będą teraz kminić czy są takie ładne czy jednak może nie w oczach mężczyzn....
Nawet jak to ściema w realu to mocno wejdzie na anonimowych ludziom do głowy...

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#KP3AN

Mam taki niecodzienny sposób zeby zaczynać dzień. Bardzo, ale to bardzo lubię scenę z filmu "Władca Pierścieni: Powrót Króla", kiedy na polu bitwy pojawiają się jeźdźcy Rohanu. Zjeżdżają sobie w dół do bitwy i drą z całą mocą "śmierć!".

No i ja tę scenę sobie codziennie rano, jak wychodzę z psem, puszczam na maksa na słuchawkach i drę się "śmierć!", zbiegając z jednej górki na opuszczonej polanie.

Tym razem nie byłam sama. Jakaś grupka młodych ludzi (chyba studentów albo licealistów) wraz z prowadzącym, akurat tam mieli jakąś wyprawę. Nie wiem jakim cudem ja ich nie zauważyłam.

Byłam w różowej piżamie, mam 30 lat.
pablot Odpowiedz

To musiała być epicka scena.

TrelemoreleKickibele Odpowiedz

To musiało być piękne :-D

Zobacz więcej komentarzy (12)

#81FoH

9 lat temu zdiagnozowano u mnie chorobę WZJG, czyli wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Dla tych co nie wiedzą o czym mowa, w skrócie: wieczne biegunki z krwią bądź śluzem, wymioty, wieczna anemia oraz omdlenia. Choroba była na tyle agresywna, że nic mi nie pomagało. Wieczne szpitale, leczenie... Aż w końcu 3 lata temu miałam operacje ratowania życia. Czyli usunięcie całego jelita grubego i wyłonienie stomii, a dokładniej ileostomii. Moje życie "legło w gruzach". Nie mogłam uwierzyć, że jako młoda dziewczyna zostałam tak "okaleczona". Popadłam w ciężką depresję i nie wychodziłam z domu, aż do czasu gdy pojechałam odwiedzić mojego chłopaka, który krótko po tym ze mną zerwał (mimo, że prawdopodobnie nie to było tego przyczyną). Zaczęłam mieć myśli samobójcze. Nie widziałam sensu życia z tym "czymś". Myślałam, że nikt mnie takiej nie pokocha, bo skoro nawet chłopak, z którym byłam 4 lata się wycofał, to kto inny by się nie brzydził takiego "czegoś".

Po dłuższym czasie zaczęłam nabywać więcej śmiałości... Zaczęłam się zmieniać i próbować randkować. Wychodziłam na miasto żeby poczuć się "piękna". Aż w końcu miałam kolejną operację usunięcia stomii i wyłonienia zbiornika w brzuchu, który miał funkcję jelita grubego. To był najlepszy dzień w moim życiu. Po mimo ogromnego bólu, powróciłam do siebie i zaczęłam normalnie funkcjonować, a nawet pracować.

W pracy poznałam świetnego chłopaka, w którym się zakochałam i z którym jestem obecnie. Odpowiedziałam mu całą historię. O dziwo zniósł ją dobrze, a nawet bardzo i mówił, że to nic takiego. Po pół roku niestety miałam problemy z moim zbiornikiem na tyle poważne, że wylądowałam w szpitalu i miałam ponownie operacje ratowania życia.

Po obudzeniu się zobaczyłam na brzuchu, że mój największy horror powrócił. Pielęgniarki nie mogły mnie utrzymać... Krzyku co niemiara... Mój chłopak trzymający mnie za rękę, przekrzykując mnie, że wszystko będzie dobrze. Przez cały pobyt w szpitalu myślałam tylko jak popełnić samobójstwo. Nikt nie wiedział co dzieje się w mojej głowie. Udawałam, że wszystko jest okej. Pod koniec pobytu przyszedł mój chirurg, który pokazał mi stronę, na której mogę pisać z ludźmi, którzy przeszli przez to samo. Dzięki tym ludziom zrozumiałam, że to co uważałam za horror, tak naprawdę był cudem. Dzięki temu żyję.

Mój partner i rodzina mnie wspierają. Czekam teraz na moją szóstą operację, która ma ponownie wyłonić zbiornik i pomoże mi czuć się lepiej we własnym ciele. Dla wszystkich, którzy mają stomie czy inny jej "odłam" życzę wam powodzenia! Wiem, że to bardzo wstydliwa choroba i łatwo popaść w depresję, trzymam za was wszystkich kciuki, żebyście mieli siłę żeby trwać.
rassdwa Odpowiedz

Załamać się każdy może, ale wyjść z tego i zobaczyć jasną stronę, mogą tylko niektórzy. Życzę ci szczęścia i zdrowia, bo siłę, by mierzyć się z niepowodzeniami masz.

Szturchnijbutem Odpowiedz

Jesteś bardzo, bardzo dzielna. Sprawdziłam na szybko co to jest stomia i nie jestem sobie w stanie nawet wyobrazić jak ciężko jest w dzisiejszych czasach idealnego ciała zmagać się z taką chorobą. Trzymam kciuki za Twoje zdrowie fizyczne i psychiczne

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#r5iK7

Pisałam tutaj niedawno, że mam 37 lat, moja córka 18, jestem sama i poznałam fajnego faceta, który ma 28 lat. Dał mi swój numer i zastanawiałam się, czy do niego zadzwonić.
Napisałam tamtą historię pod wypływem impulsu i nie spodziewałam się, że wzbudzi takie zainteresowanie. Dziękuję Wam za liczne komentarze.

Zastanawialiście się czemu wahałam się zadzwonić. Otóż:
- to pięknie brzmi "nie przejmuj się opinią innych", oczywiście. Niestety życie to nie bajka i ludzkie gadanie czasem może je naprawdę uprzykrzyć lub nawet zniszczyć. Jestem nauczycielką. Wszyscy mnie w okolicy znają i muszę mieć nieposzlakowaną opinię, inaczej mogę mieć kłopoty. Jestem już "starą panną z dorosłą córką". Wyobrażam sobie co będzie jak dołączy do tego jeszcze "młody gach",
- on jest starszy od mojej córki tylko o 10 lat. Nie jestem pewna jak by na to zareagowała,
- zawiodłam się kilka razy na mężczyznach, którzy byli już w moim wieku, a nadal pozostawali niedojrzali, a co tu dopiero ktoś młodszy? Bałam się po prostu.

Mimo wielu wątpliwości nie mogłam jednak wyrzucić go z głowy, więc zadzwoniłam. Był zaskoczony, bo trochę czasu już minęło, ale ucieszył się (i nie wydaje mi się aby udawał). Umówiliśmy się.
Tak właściwie to część mnie miała cichą nadzieję, że podczas tego spotkania czar pryśnie. Mogłabym wtedy z czystym sumieniem przestać o nim myśleć.

W świetle dziennym wyglądał na jeszcze młodszego niż w rzeczywistości. Pokazał mi nawet datę urodzenia w dowodzie, żebym nie miała wątpliwości, czy nie zaczął naszej znajomości od kłamstwa. Naprawdę ma 28 lat i najwyraźniej bardzo dobre geny, bo dałabym mu góra 24 (co może stwarzać kolejny, potencjalny problem, bo ja wyglądam na dokładnie tyle ile mam).
Opowiedział mi o sobie, że jest jedynakiem, że jego rodzice są od dawna po rozwodzie i z każdym z nich ma skomplikowane relacje (z różnych powodów). Potem mówił o swojej pracy, która jest jednocześnie jego pasją. Oczy mu błyszczały, a ja wiedziałam, że już po mnie.
Opowiedziałam mu o sobie, a potem niestety czas było się pożegnać. Odprowadził mnie do auta i... tyle. Tym razem nie było szalonych pocałunków. Byliśmy bardziej opanowani. Powiedział, że teraz to on zadzwoni, bo ma już mój numer.

Nie wiem co będzie dalej, co przyniesie przyszłość. Postanowiłam się nie zamartwiać na zapas. Podoba mi się ten facet, zarówno pod względem charakteru, jak i wyglądu. Nadal cudownie mi się z nim rozmawia, nadal uwielbiam jego śmiech i nieco sarkastyczny ton wypowiedzi, no i te oczy. Czar nie prysł, jest tylko gorzej, jakby mnie coś do niego przyciągało. Śmiem twierdzić, że ja też mu się podobam. Zobaczymy, czy coś z tego będzie. W tej chwili się nie martwię, po prostu żyję. Czekam czy zadzwoni. Myślę, że to zrobi.
Kozibobek Odpowiedz

Trochę jak scenariusz do komedii romantycznej, czekamy na jakiś pozytywny zwrot akcji

asienaebaam Odpowiedz

Życzę Wam, żeby wyszło coś fajnego.

Zobacz więcej komentarzy (25)

#UKeth

Jestem przedszkolanką, która lubi dzieci i swoją pracę. Lubię bawić się z dziećmi, śpiewać z nimi piosenki, wymyślam dla nich kreatywne zabawy, uczę literek i staram się jak umiem umilić im każdy dzień w przedszkolu.

Jest jednak jedna rzecz, która mnie irytuje w ich zachowaniu. Chodzi o sposób w jaki dzieci kolorują malowanki: wychodzenie poza linię, nieodpowiednio dobrane kolory (niebieskie włosy, fioletowe drzewo), część malowanki niepomalowana. Nie oszukujmy się, większość to bazgroły, które nie wyglądają ładnie, ale muszę chwalić, udawać sztuczny zachwyt "jakie piękne", "jakie cudowne", "brawo", "super"... - mimo, że w duchu czuję zażenowanie tym na co patrzę. Wiem, że są to maluchy i nie oczekuję malunków na poziomie Picassa. Irytuje mnie bardziej sam fakt udawania, że są wspaniałymi malarzami. Oczywiście jestem od motywowania i chwalenia dzieci, dlatego żadne z moich podopiecznych nigdy nie usłyszy ode mnie bolesnej prawdy, jednak to co zalega mi w sercu wylewam na papier w domu.... i tu zaczyna się anonimowa część wyznania.

Mając 29 lat kupuję sobie malowanki dla dzieci. Najróżniejsze, ze zwierzakami, owocami, w okresie świątecznym z choinkami i Mikołajem. Wieczorami, weekendami w wolnych chwilach je maluje. Starannie, nie wychodząc za linie, odpowiednio dobierając kolory, czasem bawię się w cieniowanie. Po skończeniu z dumą patrzę na moje dzieło i chwalę się w duchu za mój "wyczyn". Wszystkie malunki odkładam na półkę, nie wyrzucam.

...A potem przychodzi kolejny dzień, idę do przedszkola i z przyklejonym uśmiechem na twarzy chwalę dzieci za ich cudowne rysunki...
ZabaApokalipsy Odpowiedz

Może pokażę Ci to od innej strony. Dostałam w zerówce opieprz za pokolorowanie tygryska na zielono - różowo. Sama wpadłam na ten pomysł i kolorując byłam dumna z siebie, że robię to po swojemu i nikt inny nie będzie miał takiej samej pracy. Wiedziałam, że to nie są "właściwe" kolory. Po prostu to była moja "wizja artystyczna". Może twoi uczniowie też tak miewają? Ja bym pytała, dlaczego dobrali akurat takie kolory. Co do foiolerowego drzewa - w niektórych kredkach trudno się odróżniało brąz od fioletu (np te małe bambino, kiedy papierki się pozdzierały), a istnieją też drzewa, które mają fioletowe liście. Co do niebieskich włosów - istnieją ludzie z tym kolorem! Oczywiście, że to nie jest naturalny kolor włosów, ale dziaciak może mieć w swoim otoczeniu osobę, która się tak farbuje + w niektórych kreskówkack postaci mają niebieskie włosy. Wiem, że to tylko przykłady, ale czasem warto spojrzeć szerzej niż "dzieciak zrobił to źle". Dzięki temu, że ja w dzieciństwie nie rysowałam szablonowo (tylko tak, jak faktycznie widziałam świat) później łatwiej mi było nauczyć się rysować. Dosłownie na początku samodzielnej nauki rysowania musiałabym się oduczać banalnego dobierania kolorów, czy rysowania "zakodowanymi" w głowie znaczkami (np słońce jako żółte koło z promieniami)

Odpowiedzi (2)
Coline89 Odpowiedz

Nie wiem, w jakim wieku są te dzieciaki, ale chyba jako pedagog wiesz, ze poziom rozwoju psychomotorycznego u dzieci w tym wieku wręcz nie pozwala na to, by kolorowaly obrazek nie wychodząc za linie. A co do kolorów - mój tato, leśniczy, całe życie ubierał się na zielono, dlatego w przedszkolu rysowałam mu zielone włosy bo w moich oczach naprawdę miał te zielone włosy. Dzieci postrzegają świat tak a nie inaczej - po prostu.

Zobacz więcej komentarzy (29)

#VueWw

Gdy byłam mała, babcia każdego ranka i wieczora kazała mi odmawiać modlitwę. Strasznie tego nie lubiłam i wymyślałam mnóstwo powodów, by nie mówić po raz setny "Ojcze nasz" i "Aniele Boży".

Pewnego dnia babcia zmarła. Na stypie jakiś wujek dowiedział się o jej próbach nauczenia mnie modlitw i zażartował, że babcia umarła przeze mnie, bo byłam nieposłuszna. Inni dorośli zaczęli się śmiać, a ja przez wiele lat poważnie myślałam, że przyczyniłam się do jej śmierci.
Mikser Odpowiedz

Żart się udał wujkowi, że normalnie można ze śmiechu umrzeć :/

rassdwa Odpowiedz

Tak bezmyślnie można skrzywdzić dziecko,

Zobacz więcej komentarzy (6)

#9zHhr

Dwa lata temu poznałam chłopaka przez znajomą. Był cudowny. Chodził do teatru, był bardzo oczytany, jego hobby była wspinaczka, a każdego dnia wysyłał mi wieczorem piosenkę, którą bardzo mi poleca - każda była przepiękna. Byłam szczęśliwa, bo dla mnie był ideałem. Miesiące mijały i zakochałam się do szaleństwa, a słysząc głosy innych - on także. Po roku znajomości byliśmy razem. Byłam pewna, że spotkałam miłość swojego życia. Pasowaliśmy do siebie. Mieliśmy nawet wprowadzać się do wspólnego mieszkania.
Aż pewnego dnia cztery miesiące temu zadzwonił do mnie i powiedział, że musimy natychmiast się spotkać. Pojechałam na umówione miejsce, w którym on już był. Po chwili rozmowy powiedział, że musimy zerwać, bo on już nie może wytrzymać tego, że jestem w jego życiu. Nawrzucał mi, podkreślił moje wady i zaznaczył, że ma nadzieję, że się od niego odczepię. Popłakałam się i byłam zdezorientowana, bo jeszcze dzień wcześniej mówił, że mu bardzo na mnie zależy. Złamał mi serce i przez tydzień codziennie płakałam, ale w końcu uznałam, że nie będę na takiego kłamcę traciła czasu. Kontakt się urwał, nie wiedziałam, co robi ani gdzie się znajduje. Myślałam, że może wyjechał.

Miesiąc temu zadzwoniła do mnie jego matka i powiedziała, że Janek popełnił samobójstwo - powiesił się w piwnicy. Zatkało mnie. Napisał mi list. Byłam i jestem w ogromnym szoku, ponieważ zawsze tryskał energią i nigdy nie wspominał, że źle się czuje. Wtedy przy telefonie, myślałam, że cały mój świat się właśnie zawalił.

Winię siebie za to, że niczego nie zauważyłam i nie pomogłam. Winię siebie za to, że może nie okazywałam mu zbyt dużo uwagi, przez co ominęłam oznaki depresji. Byłam na pogrzebie i czułam się, jakby z nim zakopywano połowę mojego życia, i nadal nie mogę się pozbierać. Codziennie wspominam jego uśmiechniętą twarz i zastanawiam się, co czuł w takich chwilach.

Co było w liście? Nasze wspólne zdjęcie z podpisem, że mnie kocha i, że mnie przeprasza, że to nie moja wina. Ciężko mi teraz, ale staram się żyć dalej, mimo że wieczorami zalewam się łzami. Wiem, że chciałby, żebym była szczęśliwa, ale jedyne co robię w wolnych chwilach, to biorę list ze sobą i odwiedzam go na cmentarzu.
Janek był cudowną osobą. Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się tam na górze i wtedy opowiem mu całe moje życie, a on - jak to on - nie będzie mi przerywał, bo Janek zawsze słuchał, tylko może ja czasem słuchałam za mało.
19941995 Odpowiedz

Nie obwiniaj się.. samobójcy dobrze się maskują z emocjami. Nie chciał, żebyś się martwiła, widocznie nie chciał by ktoś zmienił jego decyzję...

pisarzyk Odpowiedz

Chciał cię odsunąć od siebie. Moja zmarła przyjaciółka zrobiła to samo. W pewnym momencie nawyrzucała mi i grupce znajomych wszystkie rzeczy, na jakie byliśmy wrażliwi, bo celować w czułe punkty to skuteczna metoda, by się kogoś pozbyć. Krótko, bo chyba niecały miesiąc później, dowiedzieliśmy się o jej samobójstwie. Trzymaj się.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)
Dodaj anonimowe wyznanie