#gjI2I

Mieszkam w dużym mieście, a moi rodzice w jego okolicach. Z powodów nauki moja dziewczyna mieszka ze mną. Ostatnio pisze jakąś ważną prace, co wiąże się z całodniowym siedzeniem przed komputerem. Chciałem zrobić jej niespodziankę i przyjechałem z moją mamą. Wiedziałem, gdzie mam szukać mojej lubej i od razu skierowałem się do mojego pokoju. Moja mama podążała powoli za mną. Po przekroczeniu progu wywiązał się między nami taki dialog:
- Jak się czujesz?
- Jest okej. Tylko dupa mnie boli, tak jak po tym gdy stwierdziłeś, że fajnie będzie zabawić się w pieprzonego Greya i obdarzyć mnie niezliczoną ilością klapsów.

I wtedy w progu stanęła maja mama. Kobieta wielce wierząca. Co zrobiła, po usłyszeniu tych słów? Zaśmiała się. I powiedziała:
- Myślałam, że poczekacie z seksem do ślubu. Ale widocznie [tu zdrobniła moje imię] byłeś równie niecierpliwy co twój ojciec.

I faktycznie. Policzyłem to. Urodziłem się dokładnie siedem miesięcy po ich ślubie.

#2021X

Dam wam radę. Jeżeli jesteście pracodawcami lub rekruterami, to za bardzo nie patrzcie na ukończone kursy, zwłaszcza z mało znanych fundacji/firm szkoleniowych.
Opowiem wam, jak to wyglądało z perspektywy uczestnika takiego kursu.

Kurs biurowy. Egzamin wewnętrzny zaliczony bez sprawdzania, a na egzaminie zewnętrznym egzaminator dosłownie podał nam tyle odpowiedzi, żeby zdać.

Owszem, można trafić na takich uczestników, którzy dużo wynoszą z zajęć, ale w większości to to wszystko jest o kant tyłka sobie rozbić. Ci, którzy nie ogarniali, dalej nie ogarniają komputera i podstawowych zagadnień. Wiem stąd, że pani pozwoliła nam się konsultować w ławkach.

Dlatego jeśli zależy wam na dobrych pracownikach, to bądźcie czujni z tymi kursami.

#zgN65

Miałam wtedy może z 8 lat. I jak to dzieciaki, mają przeważnie jakieś drobniaki i kupują za to słodycze. Tak i ja pewnego razu wybrałam się do sklepu, wzięłam słodkości i jak się okazało przy kasie, zabrakło mi paru groszy. Spaliłam się ze wstydu. Pani za kasą patrzyła na mnie zniesmaczona, a ja przyznam, że nie wiedziałam co zrobić, gdyż nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji. Na szczęście nie trwało to długo, bo pewien mężczyzna stojący za mną oznajmił, że mi dołoży. Podziękowałam i wybiegłam szybko ze sklepu. Nikomu o tym nie powiedziałam, bo było mi wstyd, ale ten mężczyzna stał się dla mnie bohaterem.

Minęło lat 16, ale ja za każdym razem, przez tę jedną wpadkę i jego gest, mam w głowie, że nigdy nie przejdę obojętnie, jeśli ktoś w mojej obecności będzie w podobnej sytuacji.
No i stało się. Byłam z przyjacielem w pizzerii. Zajadając się i rozmawiając, nie zwróciłam jeszcze wtedy uwagi na dwie dziewczyny siedzące stolik obok. Na oko miały może po 15/16 lat. Uwagę przykuły dopiero, gdy zaczął się moment płacenia. Jak się okazało, żadna z nich nie miała wystarczająco gotówki. Widać było, że spanikowały, zawstydziły się. Oczywiście każdy się gapił, a to potęguje skrępowanie. Podsłuchałam, że jedna chce zostawić jakiś dokument i poleci szybko do domu.

Jak się domyślacie lub nie... Wstałam od stolika i podeszłam do nich, by uregulować brakująca kwotę. Ludzie patrzyli na mnie jak na dziwadło. Dziewczyny zresztą też były w szoku. Ale koniec końców zapłaciłam za nie. Były wdzięczne, chciały oddać pieniądze, na co machnęłam ręką, uznałam, że nie trzeba i wyszły.

Przyznam, że to była jedna z najlepszych inwestycji w moim życiu. Ponieważ mam nadzieję, że nigdy tego nie zapomną. Jak ja owego mężczyzny, który tym drobnym gestem nie dopuścił, bym nauczyła się znieczulicy.

#AuoNe

Pracując swego czasu w restauracji ze złotą emką, trafiła mi się zmiana na tzw. drivie.
Stanowisko wybawienie, spokój, jedynie przyjmowanie zamówień, poza tym nikt nie przeszkadza. Można było posiedzieć i poczytać książkę, jeśli się udało ją przemycić.

Ranna zmiana, godzina dobija koło południa. Pod okienko podjechał facet z dwójką dzieci. Składa zamówienie, jakiś zestaw i dwa happy meale. Dzieci w tym czasie trochę rozrabiały, ale ogólnie nie przeszkadzały. Podaję kwotę do zapłaty i facet w tym momencie odwraca się do dzieci i dosadnym tonem mówi „Widzicie, ile mnie kosztujecie”. Po czym przykłada kartę do terminala i odjeżdża do kolejnego okienka odebrać zamówienie.
To było ponad dekadę temu, a nadal pamiętam ten pełen pretensji ton ojca tych dzieci.
Zmęczenie, nerwy? Któż to wie 🤷

#aFDIg

Mam dosyć, nie wiem co robię w życiu ani czego chcę. Każdy dzień wygląda tak samo. Praca, dom, praca, dom. Nie mam siły wstawać rano ani jeść. Leki i terapeuci są pomocni na krótką metę, a potem i tak wszystko wraca do poprzedniego stanu.

Musiałam to z siebie wyrzucić. Nie szukam pocieszenia, po prostu nie mam komu o tym powiedzieć.

#VHVTT

W zeszłym roku wyszłam za mąż. Mężowi bardzo zależało na weselu, chociaż ja miałam opory ze względu na część swojej rodziny, postanowiliśmy jednak je zrobić, a ja chciałam postawić na swoim w kwestiach, na których mi zależało.

Rodzina mojej mamy jest pseudokatolicka, toksyczna. Bardzo obrzydzili mi to środowisko i sam kościół. W ogóle nie rozumiem wspólnot i każda jedna jest dla mnie jak sekta. Nie mam nic do katolików, moja najlepsza przyjaciółka jest bardzo wierząca i nie przeszkadza nam się to przyjaźnić, ale sama uczestniczyć w tym nie chcę.
Moim warunkiem był więc ślub cywilny... No i się zaczęło.

Mama powiedziała że nie przyjdzie, szantaż emocjonalny, wypominanie, płacz, wyzywanie od najgorszych... i próba przekupstwa. Trwało to miesiącami. Mocno to przeżywałam, mocniej niż myślałam, przeżyłam żałobę po mamie, tak jakby ona zniknęła z mojego życia, bo w pewnym sensie tak właśnie było. Do tego czasu jeszcze wierzyłam, że się między nami polepszyło.

Wiem, że skończyła histeryzować tylko dlatego, że tata zagroził rozwodem. Może nie powinien, ale to dorośli ludzie i nie wtrącam się, on też ma jej dość.

Histeria się skończyła, ale szantaż nie. Brat mamy, a mój chrzestny, specjalnie mnie unikał, żebym nie mogła wręczyć mu zaproszenia, więc wysłałam je pocztą. Okazało się, że to obraza, bo za późno (trzy miesiące przed, a wiedział jeszcze wcześniej). Mama zaczęła temat pieniędzy, że nic nie dostanę od jej cioci, a to bogata kobieta jest (a przynajmniej w ich standardach) – spływało to po mnie, bo nie potrzebowałam ich pieniędzy, umiem iść do pracy i sobie zarobić na coś, na czym mi zależy.

Na ślub i wesele przyszli (wiedziałam, że przyjdą) i zachowywali się w miarę, chyba liczyli na jakiś publiczny lincz, tymczasem cała reszta gości świetnie się bawiła. Nie dali mi pieniędzy, dostałam od nich zestaw sztućców, talerze i garnki. Garnków używam cały czas, talerze białe i proste miały być wg nich biedne, a tymczasem są bardzo ładne i ponadczasowe. Sztućce są śliczne i proste.
Nie ukrywali, że gdybym wzięła kościelny, to dostałabym pieniądze. Chcieli mnie złamać tak jak łamią siebie nawzajem cały czas. Byłam pierwszą osobą, która się ich nie bała już od dziecka. Jestem z siebie dumna, a te prezenty to moje małe trofea, które miały być karą... Nie wyszło.
To wesele to było moje pożegnanie z tą częścią rodziny, całe szczęście.

(Gdyby ktoś mówił, że przecież mogłam nie zaprosić, takie relacje nie zawsze są oczywiste, grzeczność podszyta fałszem itp., poza tym przed ślubem miałam dobre relacje z mamą, a przynajmniej lepsze niż jak z nią mieszkałam. To nie jest takie proste i wprost)

#ojC1e

Kiedyś ubierając się przed wyjściem do podstawówki założyłam dziurawe majtki z intencją, że to ostatni raz i wieczorem wyrzucę je do kosza, czyste były, więc OK. Niestety traf chciał, że przed samą szkołą pobiło mnie kilku wyrostków. Nie znałam chłopaków, nie byli z mojej szkoły i nawet nie pobili mnie bardzo. Chcieli pieniędzy, a że ich nie miałam, to dostałam parę razy z liścia, więcej było w tym strachu niż bólu. Jednak nauczyciele jak się dowiedzieli to wezwali policję, a ta zawiozła mnie na obdukcję do lekarza. W gabinecie kazano mi się rozebrać, a tam zgroza – nie dość, że mam dziury w majtkach, to jeszcze dwie różne skarpetki.

Pani doktor zapytała się tylko, czy moi rodzice pracują i czy mam dużo rodzeństwa. Chyba mi nie uwierzyła, jak jej powiedziałam jak było i że skarpetki mam takie nie dlatego, że innych nie było, tylko że nie chciało mi się szukać takich od pary...

#Ko61X

Jakoś na początku lata przeprowadziłam się do mieszkania odziedziczonego po rodzinie. Mały blok, więc szybko poznałam sąsiadów, po prostu na klatce się na siebie wpada wychodząc po zakupy czy z psem. Jedno mieszkanie, tuż nade mną, przez krótki czas jeszcze stało puste, właściciel szukał najemców. Maksymalnie dwa dni po ich wprowadzeniu się otwieram drzwi uwieszonemu na dzwonku do drzwi lokatorowi, w myślach wyzywając go od upierdliwców, wkurzona, bo przerwał mi w połowie odcinka serialu. Gość odziany w mundur superbohatera Kapitan Remont, z piwkiem w ręku, wyskakuje mi z „Ukrainkę se zatrudnili, jeb-w-banię, a rodzinie żałują!”.

W ten sposób poznałam swojego ojca, tytana intelektu, który po tym, jak naście lat temu spektakularnie wypiął się na całą rodzinę i zostawił matkę, uznał za dobry pomysł wynająć mieszkanie w tym samym bloku, gdzie mieszkało wujostwo. Przyszedł porozmawiać z nimi, pożyczyć... to znaczy wysępić pieniądze i jakiś specjalistyczny śrubokręt. Wujek zazwyczaj w ogóle nie otwierał, ale ciocia miała miękkie serce i gdy wciskał kit o tym, że po zajęciu komorniczym nie ma za co jeść, zawsze szykowała jakąś wałówkę. Mimo oczywistej antypatii wujostwa, ten kretyn nadal liczył, że odziedziczy coś po nich, jakby nie zauważając swoich win i istnienia jeszcze swojej kuzynki, która dostała auto i dom... Debilny tatko nie ogarnął faktu, że od paru dobrych miesięcy wspomnieni nie żyją i że rozmawia z własną córką. Spławiłam dziada. Uznał, że jestem kimś obcym, kto lokal pod nim kupił i postanowił dla wyładowania gniewu uprzykrzać mi życie tupaniem w nocy, anonimami w skrzynce, telefonami do wspólnoty, że rzekomo śmierdzi trupem, zostawianiem butelek pod drzwiami, gaszeniem petów na wycieraczce i innymi podobnymi aktami miłości do bliźniego.

Anonimowa część? Dokumentowałam jego ekscesy i zapoznałam się z jego dwoma współlokatorami, z którymi pracował w jakimś Januszpolu budowlanym. Złożyłam skargę do administracji, angażując w to także miniarmię uroczych staruszek, informacja poszła do sąsiada – właściciela mieszkania. Wszystko potwierdzili współlokatorzy. Oczywiście miał zostać z mieszkania usunięty. Doniosłam też uprzejmie jego szefowi, żeby sprawdził trzeźwość na budowie, gdyż widziałam, że pracownicy piją.

Współlokatorzy wracając zapukali i poinformowali mnie, że wyleciał na dyscyplinarce, a przy okazji jeszcze wyszło, że w pracy kradł. Przyszedł wieczorem się awanturować, wykonałam więc telefon do panów w niebieskim i został zabrany. Wszystkie jego obelgi z tego wieczora miałam nagrane, odpowie za groźby karalne i zniszczenie mienia na klatce.

Już nie mogę się doczekać plot twistu na sali sądowej, kiedy dowie się, kim jestem naprawdę XD
Dodaj anonimowe wyznanie