#hztkP

Będąc dzieckiem zostałam porwana. Miałam około 7 lat i były to czasy, że dzieci w takim wieku często bawiły się bez opieki. Szczególnie, że podwórko mieściło się pomiędzy dwoma blokami, więc rodzice po prostu pilnowali nas poprzez doglądanie przez okna. Pewnego dnia wyszłam na dwór wyjątkowo wcześnie, zanim jeszcze pojawiły się inne dzieciaki.


Pamiętam, że kręciłam się wokół piaskownicy, która akurat była nieco przysłonięta drzewami. Nagle podszedł do mnie jakiś starszy facet i zaczął zwyczajną rozmowę. Wywnioskowałam z niej, że to raczej jakiś sąsiad, bo zapytał mnie na przykład o to kiedy Karolina przyjdzie się ze mną bawić. Nie wiem skąd znał imię jednej z dziewczynek, która akurat tu mieszkała i często pojawiała się na podwórku, ale uśpiło to moją czujność.


Po chwili stwierdził, że słyszał jak woła mnie mama przez okno i zaproponował, że w takim razie odprowadzi mnie pod moją klatkę schodową. Oczywiście nie miałam nic przeciwko, bo przecież to pewnie sąsiad. Jednak wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić w przeciwną stronę. Gdy zapytałam o co chodzi, powiedział, ze zna moich rodziców i mój tata czeka na mnie u niego w domu. Lampka mi się zapaliła, ale jako zdezorientowane dziecko nawet nie wiedziałam co mam zrobić, więc po prostu z nim poszłam. Weszliśmy do jakiegoś mieszkania, które przypominało po prostu melinę. Gdy to zobaczyłam, a dodatkowo dotarł do mnie fakt, że mojego taty wcale tu nie ma, zaczęłam płakać. Ten facet jednak kazał mi siedzieć na krześle i być cicho. Pamiętam, że siedział na przeciwko mnie, wpatrywał się we mnie i nerwowo palił papierosy.


Dziś myślę, że po prostu nie wiedział co ze mną zrobić. Po chwili stwierdził, że mnie wykąpie. Byłam już naprawdę spanikowana, chciałam uciec, ale on cały czas mnie trzymał. W łazience zaczął nalewać wody do wanny, po czym kazał mi się rozbierać. Jednak ja, będąc całkowicie przestraszona, z tego strachu po prostu się posikałam. Gdy to zobaczył, warknął coś do siebie, po czym wyszedł z łazienki. Wrócił za jakieś 10 minut, mówiąc, że mam się stąd natychmiast wynosić i jeśli komuś o tym powiem, zabije mnie i moich rodziców. I wiecie co... Ja w to uwierzyłam. Nie powiedziałam nikomu. Zebrałam się w sobie dopiero jakiś tydzień później.


Rodzice natychmiast zabrali mnie na policje. Na szczęście pamiętałam drogę do tego mieszkania, więc policja nie miała problemu z odnalezieniem tego faceta. Jak się okazało, był to stary alkoholik, który był już wcześniej podejrzewany o pedofilie. Nie upiekło mu się. A ja przyznam, że do dziś mam traumę.


Obecnie mam już swoje dzieci i właśnie przez tamto wydarzenie mam obsesje na punkcie ich bezpieczeństwa. Staram się nie przesadzać w tej kwestii, terapia mi w tym pomogła, ale naprawdę czuje ogromny strach, gdy sobie pomyśle, że wystarczy chwila nieuwagi i moje dziecko może po prostu zniknąć, a następnie zostać potwornie skrzywdzone.
Dkshilll Odpowiedz

Myśle, że prawie każde dziecko w tym wieku by poszło. Ja jak miałem 6 lat i długo czekałem pod szkołą na tatę to jak przyjechał po mnie wujek ( którego pierwszy raz na oczy widziałem, bo mieszkał na drugim końcu Polski ) to bez wachania jak mi powiedział, że jest bratem taty z XYZ wsiadłem z nim do samochodu. Na szczęście wujek na prawdę był wujkiem.

Julsowa Odpowiedz

Bardzo szanuję reakcję rodziców, po wielu historiach z anonimowych spodziewałam się, że dziewczyna dostała opierdziel za ucieczkę...

Zobacz więcej komentarzy (5)

#TGL4x

Było piękne letnie popołudnie. Razem z mężczyzną mojego życia jechaliśmy do jego rodziców na "zapoznawczy obiad". Bardzo się stresowałam, oprócz jego rodziców miały być dwie siostry z mężami i dziećmi. Gdy dojechaliśmy na miejsce ujrzałam ogromny dom, z pięknym ogrodem.


Im bardziej zbliżaliśmy się do drzwi serce waliło mi coraz mocniej, a w głowie kłębiło się mnóstwo pytań i wątpliwości: - czy pasuję do tego bajkowego świata? Ja- szara mysz z biednego domu. Czy mnie zaakceptują? Czy nie popełnię żadnej gafy? O czym mam z nimi rozmawiać? 

Drzwi otworzyła nam mama mojego lubego. Przywitała nas ciepłym uśmiechem, wyściskała mnie i zaprosiła do środka. W salonie wszyscy siedzieli już przy stole. Nogi miałam jak z waty ale przywitałam się z każdym i mimo moich obaw zostałam miło przyjęta a każdy z członków rodziny wydawał się być nastawiony do mnie pozytywnie.
Dom w środku był równie piękny co na zewnątrz. Wszędzie dużo świeżych kwiatów, eleganckich mebli, nakrycie stołu, sztućce... czułam się, jakbym była w jakimś pałacu a nie w domu.


Co chwilę czułam też na sobie spojrzenia przeplecione z uśmiechem. Tematy rozmów były "luźne": o pogodzie, o tym, że ktoś złapał gumę w aucie. Ja przyglądałam się temu wszystkiemu i w duch błagałam : "nie pytajcie gdzie pracuje, nie pytajcie gdzie mieszkam, o rodziców nie pytajcie..."- i nie pytali. 

Jedzenie było pyszne. Po pierwszym i drugim daniu przenieśliśmy się na taras. Ta cisza, spokój, widok na ogród, na staw, rechot żab... coś cudownego. Siedziałam mocno trzymając za rękę mojego lubego i nie wierzyłam, że jestem u gdzie jestem i że widzę to co widzę. Po chwili mama mojego księcia przyniosła ciasto, za nią szła siostra z tacą na której był szampan i dużo kieliszków i w pewnym momencie taca wypadła jej z rąk a w około rozległ się huk rozbijającego się o podłogę szkła...obudziłam się - a właściwie obudził mnie odgłos tłukącej się butelki w kuchni i krzyki pijanego ojca i matki.


Spojrzałam na zegarek, była 3:18. Nadal piją, - pomyślałam. Mam 17 lat. Jestem przyzwyczajona do alkoholu i krzyków w domu. Staram się być zaradna, dużo pomagają mi dziadkowie, pracuję roznosząc ulotki więc mam na swoje "drobne potrzeby". Tamtej nocy już nie zasnęłam, było za głośno. "Bajka się skończyła, trzeba wracać do szarej rzeczywistości".


Dużo myślałam i doszłam do wniosku, że jeśli kogoś już poznam to zawsze będę się wstydzić moich rodziców, mojego brudnego mieszkania, mojej biedy...
Feniks06 Odpowiedz

Powiem Ci tak... Jeśli w jakimś stopniu jesteś podobna do mnie to nie będziesz się wstydzić. To nie Twój wstyd. Jesteś zaradna to w życiu sobie poradzisz. To kim są i jacy są Twoi rodzice Ciebie nie definiuje. Idź przez życie z podniesiona głowa i po prostu bądź mądrą kobietą. To oni się powinni wstydzić a nie Ty.

Jak trafisz na mądrych ludzi to tym bardziej im zaimponujesz tym, że jesteś mądra, zaradna i ambitna osoba POMIMO tego jak ciężki miałaś start. Nawet ta sytuacja w której jesteś może dać Ci plusy. To hartuje Twój charakter. Trzymaj się ciepło. Też tam byłem :)

Odpowiedzi (2)
innanitka Odpowiedz

Kiedyś ktoś mi powiedział: jesteś z patologicznej rodziny, sama na taką wyrośniesz. Pomyślałam: żeby cię szlag jasny trafił, nie wyrosnę. I nie wyrosłam. Nie mam nałogów, uczciwie pracuję i zarabiam na siebie, a od "rodzinnego" środowiska odcięłam się grubą kreską. Pamiętaj - sama tworzysz swoje życie!

Zobacz więcej komentarzy (13)

#NI6SI

Trochę mi głupio jak tak teraz o tym pomyślę.

Gdy miałam jakieś 8 lat, lubiłam z balkonu, z trzeciego piętra, zrzucać różne owoce i sprawdzać, który owoc najlepiej się roztrzaska o chodnik. Sprawę dodatkowo ułatwiało to, że mój blok znajdował się od strony, gdzie stało kilka kontenerów na śmieci i bardzo często bywał syf.

Jednego razu postanowiłam zrzucić dwie bardzo miękkie gruszki. Pechowo jednak obydwie spadły do wózka dziecięcego. Dziecko w ryk, a matka, która ów ten wózek pchała, krzyknęła krótkie "co jest kur..".

Po tym szybko spierdzieliłam do środka mieszkania i zamiast poczuć, że źle zrobiłam, to się tylko śmiałam jak głupia. Rodzice zapytali o co chodzi, ale ja nie byłam w stanie im powiedzieć prawdy.
Starlycious2 Odpowiedz

8latka jest chyba na tyle ogarnięta, żeby wiedzieć, że rzucając coś z dużej wysokości można zrobić komuś na dole krzywdę? Nawet jeśli przedmiot nie jest zbyt ciężki. Masz szczęście, że niemowlęciu nic się nie stało. Ale i tak byłaś głupim dzieckiem

Odpowiedzi (11)
NaN Odpowiedz

Nic nie powiedziałaś bo jesteś kotem. Koty też zrzucają różne przedmioty i obserwują z ciekawością 😉

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#MPs6O

No to ostatnio miałem szok życia. Dowiedziałem się, że jeden z moich kolegów jest milionerem. Zwyczajny ziomek parujący w IT. Jeździ zwykłym samochodem sprzed kilku lat. Mieszka w zwykłym mieszkaniu. Ale na koncie ma kilka milionów PLN. Jak się dowiedziałem?


Ano w firmie gruchnęła wieść, że córka jednego z naszych kolegów potrzebuje operacji. Niewykonalnej w Polsce. Za 2XX k PLN. Ludzi się przekazują sobie linka do zrzutki. A kolega z pokoju jak usłyszał to siadł i od ręki przelał potrzebną sumę na podane konto. Anonimowo. Po prostu bo koleżankę lubią wszyscy.


Po prostu powiedział mi: "tylko nie mów nikomu". Jakoś nigdy o kasie nie gadaliśmy mimo że przyjaźnimy się od lat. Wieczorem poszliśmy na browara. Dowiedziałem się, że dawno temu jak weszły bitcoiny, to kolega w nie zainwestował. Miał przeczucie. 


Zgarną gruuuuba kasę. Potem zainwestował ją w akcje pewnej firmy - i znowu wygrał - potroił kasę. No i tak sobie żyje. Lubi swoją pracę. Kasa procentuje na koncie. Jedyne co zrobił to wybudował rodzicom mieszkanie i kupił sobie PCta z taką konfiguracją, że oko bieleje. A poza tym - nie szaleje. Nie powiem nikomu. I nikt się nie domyśli.
Nvm Odpowiedz

Córka kolegi, a potem „koleżankę lubią wszyscy”. W dodatku co, za plecami mu stałeś jak przelew robił? Już pomijam fakt, że przelewu na 200 tysięcy nie da się zrobić od ręki i wymaga to zwykle wizyty w banku i uwierzytelnienia. No i nie wiem jak kolega wybudował rodzicom mieszkanie ale chyba w takim wypadku to deweloperem jeszcze został.

Odpowiedzi (3)
Jessepinkman Odpowiedz

Jakoś mam wrażenie, że to wyznanie to kryptoreklama bitcoinów xd

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#1AhAJ

Kiedy byłam mała, miałam ok. 11 lat, mieliśmy w domu 2 koty. Lubiłam się z nimi bawić, były to kociaki, więc czasem jakieś podrapania w zabawie się zdarzały. Któregoś razu jeden z nich wyraźnie nie miał ochoty na zabawę, chciałam więc sprzątnąć zabawki, kiedy ten skoczył mi na rękę i zaczął drapać. Zrzuciłam go oczywiście, ale nieprzyjemnie mnie to zaskoczyło. Mimo to dalej próbowałam sprzątać te zabawki, jednak akcja z drapaniem powtórzyła się 2 razy. Wkurzyłam się, miałam ochotę go uderzyć, jednak jakoś głupio mi było, zwłaszcza, że czułam się winna, bo być może zbyt nachalnie zachęcałam go wcześniej do zabawy. Zamiast tego żeby dać upust złości powiedziałam coś w stylu: "niech cię pies rozszarpie". Powtórzyłam to chyba ze 3 razy, wyładowując złość na słowach. Oczywiście po chwili o fakcie zapomniałam, złość minęła i wciąż chętnie bawiłam się z kotami.


Za jakieś 2-3 tygodnie, na nasze podwórko wtargnął pies sąsiadów, podczas gdy bawiły się tam nasze koty. Pies zaczął je gonić, a one uciekały żeby wspiąć się na drzewo. Jeden nie zdążył się wdrapać, pies ściągnął go, niemal natychmiast zadusił i zaraz potem uciekł z truchłem w pysku. Całe to zdarzenie widziała moja mama, która próbowała wtedy odpędzić go kijem, a ja i moje młodsze rodzeństwo patrzyliśmy na to przez tarasowe okno. Zagryzionym kotem był ten, na którego się wtedy zdenerwowałam.
Nie mam pojęcia czy był to przypadek czy nie, ten sam pies wiele lat przed tym zdarzeniem zagryzł jamnika mojej babci gdy przyszła nas odwiedzić, a oprócz tego próbował atakować dzieci sąsiadów. Do dziś jednak uważam na słowa i wolę nie sprawdzać co się może stać. Ten drugi, ocalały kot żyje do dziś.
DownZpiekla Odpowiedz

Zwykły zbieg okoliczności. Ale strasznie mi szkoda kota. Poza tym pies zagryza inne zwierzęta, atakuje dzieci i nikt nie reaguje? Już nawet nie mówie o rozmowie z sąsiadem, ale nikt nigdy nie wezwał żadnych służb z tego powodu? Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, że po okolicy biega agresywny pies, który atakuje wszystko na swojej drodze, a ludzie jedyne co robią to odganiają go patykami.

Odpowiedzi (3)
jankostanko33 Odpowiedz

Słuchaj, mam takiego ciula w robocie, co mi działa na nerwy. Nie mogłabyś coś tam tego? Zapłacę.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#33NT6

W jakim kraju żyję?
Ludzie czy Wy widzicie naszą obecną sytuację w kraju? Poczytałem sobie komentarze na twitterze o wyborach Dudzie, Morawieckim, Kaczyniaku i całej tej świcie. Albo wyzywanie od gnoi, albo uwielbienie, aż za przeproszeniem po wejście w dziurę w pękniętych plecach.

W kraju dzieje się źle, a będzie tylko gorzej jak PiS i Duda dalej będą u władzy. W zasadzie prawie wszystko jest im już podporządkowane, a gospodarka runie, bo 500+ i masę innych socjali nie ma już z czego finansować. 2 miliardy idą na telewizję, która sieje największą propagandę od lat, a poza propagandą nie ma tam właściwie nic, dosłownie nic wartościowego już. Mali przedsiębiorcy dosłownie są zgnębieni, wielu już padło, a wielu jest u progu.

Apeluję! Ludzie pomyślcie logicznie, a najlepiej przestańcie całkowicie oglądać telewizję. Spójrzcie na wszystko szerzej, bo jak słyszę młode matki, że PiS dał im 500 zł to za głowę się łapię.
Pomyślmy i pójdźmy w maju na wybory, bo zaraz pójdą jeszcze całkowicie sądy i pogłębiana będzie reszta degrengolady!

Zmieńmy coś nie dla nas, ale dla naszych dzieci które będą to wszystko spłacać co obecnie zapewnia nam rząd!
hubabubabubabuba Odpowiedz

To nie jest strona od politykowania.

Odpowiedzi (4)
Seven777 Odpowiedz

Mamy w dupie ten apel bo to nie strona od politykowania. Pisz o tym na fejsiku, może ktoś udostępni.

Zobacz więcej komentarzy (21)

#uSt0B

Pan Śmierć - tak na mnie mówią. Pracuję w hospicjum. Ciężki temat. Kto tam był to zrozumiał po kilku chwilach. Mam jakieś wyczucie, że wiem kiedy ktoś szybko umrze.
Jak pielęgniarki mówią, puszcza wodę. Zawijają dosłownie folią, aby osoba dotrzymała do czasu pożegnania z rodziną. Wygląda strasznie, ale to pomoże te kilka godzin dłużej przeżyć. Osoba dostaje potężne ilości kroplówek, a to przesiąka przez nią jak przez durszlak. Zdarzało się tak, że zaraz po podaniu jednej... 7 kroplówce pacjent umiera przy zamianie na 8 worek. Tak siąpi.

Ludzie, którzy niebawem umrą pachną tak samo, wszyscy. Młodzi, starcy, dzieci, nie ma znaczenia. To taki słodko-mdły zapach wymieszany jakby z parą wodną w saunie.
Próbowałem wiele razy aby to inni poczuli, to mało komu się udawało. Wcale nie mam super węchu, nawet gorszy niż przeciętny człowiek, ale ten zapach jest dla mnie okropnie charakterystyczny. Zwłaszcza kiedy mijam takie osoby w publicznych miejscach, to ja wiem, że bardzo niedługo ta osoba otrze się o śmierć albo umrze.

Na początku mówiłem ludziom żeby się badali, ale po tym jak spotkałem się wręcz z agresją to odpuściłem. Nos nie szklanka, ale dwa razy z rzędu trochę boli.

No to pracuję w tym hospicjum i kiedy poczuję ten zapach zgłaszam... Na zmianie mam kilka spoko osób i one już dzwonią po rodzinie, ale są też tacy co mnie olewają, a pacjent schodzi w nocy... prawie zawsze w nocy. Piszę to, bo tydzień temu miałem przypadek małej Julii. Ona nie żyje już, ale wtedy miała 6 lat. Ciężka białaczka, brak ratunku.

Rodzice przesiadywali u niej niemal całą dobę. Przy zmianie opatrunków (owrzodzenie skóry) poczułem ten skur..... zapach. Nie mogłem nic powiedzieć, mało kto patrzył na to jakoś optymalnie. Spytałem tylko czy mogę z nimi posiedzieć. Julię znałem dobrze, prawie 6 miesięcy tutaj była. Wiedziałem co lubi, jak myśli, czego się bała. A bała się samotności, ona często mówiła, że nie chce już czuć się źle, że nie chce aby rodzice płakali, że woli odejść, bo chociaż będzie ciężko to minie.

Na swój wiek była niesamowicie rezolutna.

Więc zostałem. Dostała wysokiej gorączki, powiedziałem aby ją przytulali, wiecie dla nich dzień jak zawsze, ale posłuchali. Ona odeszła, wymamrotała tylko przed zejściem, że "już nie boli", a potem cała akcja. Reanimacja, hektolitry chemii, ale to było bezskuteczne.

Bardzo mi jej żal, ale tak jak nigdy. 10 lat tutaj pracuję i tak nie było nigdy.
Chyba wypalam się, dobrze, że nie mam swojej rodziny, nie zniósłbym tego.
Ale z drugiej strony wiem, że ten cholerny słodki i mdły zapach pozwala mi przewidzieć sprawy na wiele godzin, czasem dni, i zareagować.
Ciekawe kiedy poczuję to od siebie. Nawet nie ma mnie kto pochować.
hubabubabubabuba Odpowiedz

Zerżnięte z „Doktor Sen” Kinga

Odpowiedzi (5)
Blueberrys Odpowiedz

Reanimacja przy chorobie nowotworowej w hospicjum? Co za bzdury! Z utratą wody to też ściema.

Zobacz więcej komentarzy (10)

#bswko

Jestem 32-letnią kobietą, mam męża i 2 dzieci. Dziś w sklepie chciałam kupić 2 butelki wina, ponieważ zaplanowałyśmy sobie z przyjaciółką wspólny wieczór. Kupiłam jedną, bo za mną stała moja mama...
Kopnietykalendarz Odpowiedz

A podobno ludzie w tym wieku są samodzielni

Odpowiedzi (7)
Jakskuteczniejablko Odpowiedz

Mało można wywnioskować z tej krótkiej historii. Próbowałaś może rozluźnić relację z matką? Na dobre by to wam wyszło.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#CyKHv

Byłam bita przez obojga rodziców jakoś do 13-14 roku życia, jednak "styl" ich bicia był zupełnie inny.

Ojciec przekładał przez kolano i dawał klapsy/pasy (dość mocne) na goły tyłek, wtedy gdy miałam jakieś przewinienie, w tym też np. spóźniłam się 15 min do domu, przypadkowo coś stłukłam, miałam inne zdanie, za dużo razy o coś poprosiłam, itd. W każdym razie musiałam coś uprzednio zrobić (już pomińmy, czy kara był adekwatna).

Matka natomiast biła zupełnie jakby losowo. I nie pasem na tyłek, a najbliższym przedmiotem (najczęściej kij od mopa) po głowie, paznokciami po twarzy. Ciężko mi nawet przytoczyć konkretne sytuacje, bo potrafiła się zdenerwować nagle i to zrobić. Kojarzę jednak pewien powtarzający się schemat - jej bicie mnie rano, przed szkołą. Gdy ojciec poszedł już do pracy, siostra do szkoły, a ja się właśnie miałam zbierać.

Później - przez opuszczoną lekcję spowodowaną tym, że ja płakałam, a ona się na mnie darła co jakiś czas mnie okładając - pisała mi zwolnienie z owej lekcji z powodu "spraw rodzinnych". Nauczyciele o nic nie pytali, brali papierek i tyle. Za to inne dzieci były ciekawe, co mi się stało (widząc rozciętą lub spuchniętą wargę, raz czerwoną plamę w oku). Zawsze wymyślałam bajki typu - bawiłam się z kuzynem w wojnę na patyki i dostałam. Wspinałam się na drzewo i gałąź mi strzeliła w twarz. Z jakiegoś powodu byłam święcie przekonana, że jak powiem prawdę, to wszyscy mnie wyśmieją (matka różne głupoty mi wkładała do głowy).

Czasem ludzie zastanawiają się, czemu bite dzieci nic nie mówią i się nie skarżą. Albo czemu - pytane - zaprzeczają. Mogę odpowiedzieć ze swojej strony - strach, często pranie mózgu ("nikt ci nie uwierzy", "każdy ma tak w domu, jak jest niegrzeczny", "jak powiesz to dostaniesz lanie", "wyśmieją cię", itd).

Moja siostra bardzo rzadko była bita - głównie ją straszono, podając mnie jako przykład. "Będziesz posłuszna mamusi, prawda? A nie jak siostra... Będziesz kochać mamusię, prawda? Bo zobacz, anonimowa jest niegrzeczna i dlatego dostaje lanie, nie bądź jak ona..." - tego typu teksty słuchała bardzo często. Po takim praniu mózgu i oglądaniu, jak jestem bita, siostra bała się stawiać w jakikolwiek sposób i podważać zdanie rodziców. Ani trochę się jej nie dziwię...

Jakby kogoś interesowało więcej akcji mojej matki: #gtJJP, #Kv4l6, #icH7T, #ABps4, #yvKO7
Starlycious2 Odpowiedz

Współczuję, mam nadzieję, że już się wyprowadziłaś.

Odpowiedzi (1)
StaryTapczan Odpowiedz

Najgorsze jest to, że jeśli jakieś dziecko przyzna się, że jest bite w domu, to niektórzy rodzice takiego dziecka potrafią odwrócić kota ogonem, zdecydowanie zaprzeczyć, wymyślić na poczekaniu bajeczkę, dlaczego ich dziecko kłamie, że jest bite. Niektórzy robią to naprawdę bardzo przekonująco, a kiedy dodatkowo nauczyciel jest łatwowierny lub nie chce mu się drążyć, to takie dziecko dopiero ma piekło w domu. To przekonuje dziecko, że faktycznie nie ma sensu szukać pomocy. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale czasem się niestety zdarza.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#eiEcE

Właśnie wróciłam ze spaceru z psem. Uwielbiam zwierzęta i ogólnie bardzo lubię z nim spacerować. Lubiłam to od dziecka i nie rozumiałam ludzi którzy nie lubią zwierząt ani ich właścicieli. Jednak od kilku miesięcy wychodzę z psem radosna, a wracam wściekła niemalże rozgrzana do czerwoności i z pianą na ustach.

Standardowe średniowieczne miasto - obecnie poniżej 100 tysięcy mieszkańców. Zabytkowe uliczki wokół "Starego Rynku". Kamienice ustawione mniej więcej w prostokąty, a wewnątrz, między nimi podwórka. Nie całkiem zamknięte z każdej strony i zielone - każdy może tam wejść. Wychodzę tam z psem (który jest dosyć trudny, bo z adopcji - po przejściach) kiedy chcę spuścić go ze smyczy, żeby sobie radośnie pobiegał i nikogo nie zaczepiał, nikomu nie przeszkadzał.


W budynkach dokoła "mojego" podwórka mieszka kilku właścicieli psów. Zawsze wychodzę w takich godzinach żeby nikogo tam nie spotkać. Jakiś czas temu cała, dosłownie calutka okolica zaczęła tam przychodzić ze swoimi pupilkami i nie byłoby w tym nic dziwnego, ani niepoprawnego gdyby wszyscy jak ja zawsze sprzątali po swoich pieskach. Zawsze mam w kieszeni worki na psie kupki. Nie tylko jeden, ale co najmniej dwa w zapasie gdyby mój piesek postanowił wypróżnić się jeszcze na środku jakiegoś chodnika w drodze do domu. Jako, że nikt nie sprząta po swoim psie, a nie docierają tam także sprzątaczki i w pewnym momencie zaczęło się tam chodzić jak po polu minowym, zaczęłam zabierać na takie spacery więcej zapasowych woreczków. Któregoś pięknego dnia wdepnąwszy w "minę" zebrałam się w sobie i posprzątałam calutkie podwórko.


Wróciłam do domu z dumą chwaląc się chłopakowi, że już spokojnie można wyjść, że już jest czysto i wszystko z głowy - ale nie. Na początku zaczęłam po prostu podnosić kupki dookoła miejsca gdzie załatwił swoje "psie sprawy" mój szczekacz. Później doszło do tego, że raz w tygodniu sprzątałam całe podwórko. Później już psiocząc pod nosem na "je***ych" nieodpowiedzialnych właścicieli psów musiałam sprzątać co drugi dzień. Ale teraz doszło już do tego, że codziennie sprzątam "moje" podwórko i jeszcze kilka innych na które chodzimy. =


Już nie psioczę też cicho pod nosem tylko na cały głos. nie przebierając w słowach i nie zważając na to kto mnie mija wykrzykuję inwektywy pod adresem właścicieli psów. Udaję przy tym, że mówię do mojego psa np. mówię do niego: "Patrz Neronek jaka pani jest dobra, zawsze po tobie sprząta(...) ludzie to ch***, te je**** k**** nie sprzątają po swoich pie******** zas***** futrzakach (...)" i cisnę dalej. A ludzie chodzący dookoła się oglądają i myślą pewnie, że wariatka. I mam coraz większe i całkiem uzasadnione wrażenie, że nikt nie sprząta po swoim cholernym czworonogu.

Wracam do domu wściekła. I już rozumiem dlaczego ludzie nie posiadający psów nienawidzą "psiarzy".
arizona41 Odpowiedz

Po co sprzątasz po innych? To nie ma żadnego sensu. Nikt Ci za to nie płaci, nikt nie docenia, nikogo nie zainspirujesz. Co z tego że będzie czysto przez chwilę, jak zaraz wejdzie tam jakiś pies i zrobi co swoje. Tylko ludzie patrzą na Ciebie jak na wariatkę i śmieją się, że znalazła się taka, co charytatywnie zbiera czyjeś g....
Czasami trzeba olać pewne sprawy, sama świata nie zmienisz.

Odpowiedzi (3)
nevada36 Odpowiedz

Takie "prace" powinni wykonywać więźniowie.
A ty zastanów się po co robić coś co:
1) cię wk...a
2) zajmuje twój czas
3) nic z tego nie masz
4) wszyscy mają gdzieś to co robisz
5) wychodzisz na wariatkę
6) ogólnie jest bez sensu
A jakieś pozytywy?

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (23)
Dodaj anonimowe wyznanie