#gfvhV

Bardzo nie lubię kiedy stopy haczą mi się o skarpetki lub prześcieradło, dlatego staram się, żeby zawsze były gładkie. Czasem dopada mnie mój demon i nie złuszczam stóp tak długo jak tylko jestem w stanie wytrzymać. Mija tydzień, półtora i wtedy robię sobie gorącą kąpiel i czekam aż skóra na stopach dobrze się odmoczy, żeby móc ją zdrapać paznokciami. Jest to dla mnie niesamowicie przyjemne, wręcz orgazmiczne uczucie.
Wtorek09 Odpowiedz

W sumie spoko, fajnie, że masz coś, co lubisz ;) Ale tak sobie myślę, że to musi bardzo nieestetycznie wyglądać. Też miałam kiedyś ten problem, że mi zarastały pięty. Mogę podpowiedzieć, że nawilżanie i natłuszczanie skóry działa znacznie lepiej niż regularne zdzieranie - odkąd kremuję stopy na noc, pumeks mógłby nie istnieć. Polecam :)

Selevan1 Odpowiedz

Ja nienawidzę, kiedy dotkne kostką u jednej nogi o drugą. A jeszcze gdy są bose.. Brrr, koszmar.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#N3995

Jestem pasożytem.

Kiedy miałam czternaście lat zostałam zgwałcona, pobita i pocięta przez kolegę z klasy - tego popularnego typka z dobrymi ocenami, medalami sportowymi itd. Przez kilka dni walczyłam w szpitalu o życie, by ostatecznie stać się kaleką, a kiedy obudziłam się zauważyłam dwie rzeczy. 


Po pierwsze - całe to zajście było mi obojętne. Po drugie - moja rodzina, która przez tyle lat miała mnie gdzieś, nagle zapłakana wisiała nad moim łóżkiem, modliła się o mnie, przynosiła moje prezenty itd. Chcąc na tym, jak najwięcej ugrać zaczęłam grać - że niby trauma, że boję się wychodzić z domu, a terapie nie działają itd.


W ten oto sposób od pięciu lat siedzę w domu - nie chodzę do szkoły, nauczyciele, psychologowie, psychiatrzy i lekarze, przyjaciele przyjeżdżają do mnie. Dostaję wszystko co zechcę - książki, komiksy, ubrania, farby, płótna, drogie przybory do rysowania, kosmetyki. 


Wystarczy, że najpierw podrzucę jakiś temat, powiem w rozmowie, że czegoś mi brakuje, a potem trochę popłaczę i poudaję, że znowu wszystko wraca, mam koszmary itd. Kilka razy (dla wiarygodności) nawet sikałam w łóżko i "budziłam się" z wrzaskami dla lepszego efektu. 

A kiedy czasami udaje mi się ich namówić na jakieś wakacje albo urlopy, ferie wymykam się z domu i baluję w pobliskich miastach. 

Raz tylko zdarzyło się, że wrócili wcześniej, a mnie nie było ale nawet to rozegrałam na swoją korzyść - wróciłam do domu cała we łzach, mówiąc, że miałam dosyć, chciałam w końcu gdzieś wyjść, ale nie dałam rady, wymiotowałam, panikowałam itd.
DarkMinion Odpowiedz

Anonimowe mocno. Niemoralne i nierozsądne, ale anonimowe. Tylko szkoda mi twoich najbliższych, którzy się o Ciebie martwią.

Odpowiedzi (1)
xxyyzz Odpowiedz

Może teraz Ci się to podoba i dobrze Ci z tym, ale niedługo przyjdzie dorosłość. Chcesz do końca życia żerować na rodzicach? Prędzej, czy później, to się odbije na Tobie.

Zobacz więcej komentarzy (24)

#7MRf9

Kończę studia i planuję wyjechać za granicę. Ciągle słyszę, że jestem niewdzięczna i powinnam zostać w kraju i tutaj płacić podatki.
Ja jednak nie czuję takiego obowiązku, gdy patrzę na to, co się aktualnie dzieje.

Nigdy nie dostawałam zasiłku socjalnego, bo zawsze miałam nadwyżkę kilku złotych. Do lekarza chodzę maksymalnie raz na rok/dwa na pięć minut. Nigdy nie dostałam żadnej książki do szkoły za darmo; chociaż miałam daleko, nigdy nie miałam zapewnionego autobusu. Nigdy nie brałam żadnych zasiłków. Na studia chodzę zaocznie, jednocześnie pracując, bo tak to nie byłoby mnie na nie stać.

Nie jestem winna temu państwu pieniędzy. Nie mam zamiaru mieć dzieci. Nie chcę fundować życia innym, którzy płodzą dzieci, skupują krowy, siedzą całe życie na zasiłku. Nie mówię, że te pieniądze nie przydadzą się niektórym, ale właśnie, niektórym. A nie każdemu.

W tym kraju nie ma przyszłości dla młodych ludzi, którzy nie planują zakładać rodziny. Mam zostać i jeździć po dziurawych drogach? Mieć problem z dostaniem się do lekarza, chociaż płacę składki? Patrzeć, jak ceny ciągle rosną, za to pensje stoją w miejscu? Nie, dziękuję. Niech zostaną, pracują i płacą podatki ci, którzy biorą kasę od państwa.
airborn Odpowiedz

Zgadzam się. Co nie znaczy, że nie warto jest spróbować poprawić ten kraj. Wciąż obiektywnie na rzecz patrząc, nasza sytuacja w Polsce jest dobra w stosunku do większości krajów świata. Ale właśnie. Swiata, a nie tych kilku nielicznych bogatszych krajów UE i USA. Jak my nie zajmiemy się naszym krajem, Ukraińcy przeprowadza się tu bez łachy, bo u nich jest tragedia. Owszem, jest, ale wciąż daleko im do szarego końca. I tak dalej.

Odpowiedzi (5)
FestinaLente1 Odpowiedz

Trochę masz rację i trochę jej nie masz. Pomijam tutaj fakt, że próby wzbudzenia w tobie wyrzutów sumienia, bo nie będziesz płacić podatków w Polsce jest żałosne. Nie nastawiaj się jednak, że jak wyjedziesz to będziesz mieć beztroskie życie. W państwach zachodnich socjal jest dużo większy niż w Polsce, także w ten czy inny sposób dokładasz się do budżetu ludzi niepracujących (nie wszyscy oczywiście, ale jest takich osób sporo). Pewne rzeczy też są droższe, np w Wielkiej Brytanii posiadanie samochodu wiąże się z dużo większym obciążeniem finansowym niż tutaj. Faktem jest jednak to, że z racji zarabiania w stosunkowo mocnej walucie choćby nawet wyjazdy na wakacje nie będą ogromnym obciążeniem dla budżetu. Jeśli nie masz dużych wymagań co do jedzenia to na tym też da się sporo zaoszczędzić. Ogólnie rzecz biorąc jak już się zaczepisz tam, znajdziesz stałą pracę to będzie ci sie żyło mniej stresowo niż w Polsce. Na początku jednak to jest koszmar, zwłaszcza jeśli wyjeżdżasz sama i nie masz w miejscu docelowym żadnych znajomych.

Zobacz więcej komentarzy (35)

#F9yuM

Jak ambicja zniszczyła mi życie.
Zastanawialiście się czasami jak wygląda świat tej "ambitnej młodzieży"?


Mój wyglądał właśnie tak: 
Od dziecka bałam się krzyku i bycia obrażaną. Jako mala dziewczynka wielokrotnie byłam wyzywana przez chłopców od suk i brzydali. Dom niby normalny jednak wszystkie problemy rozwiązywało się poprzez krzyk. I kiedy poszłam do szkoły zauważyłam, że jeśli tylko zrobi się coś dobrze pani nauczycielka oczywiście cie pochwali. Wniosek? Jeśli będziesz idealna nikt nie będzie na ciebie krzyczał i zostaniesz lepsza od tych którzy cie obrażali.


I tak mijały lata w tej idealności a kiedy tylko powinęła mi się noga była panika "co ludzie powiedzą." Dojrzewałam wiec coraz większy wpływ miała na mnie opinia publiczna. Wszyscy przyzwyczaili się jednak do tej idealności. Skończyły się pochwały i zostałam sama ze swoimi samymi 6 na świadectwie i milionem powygrywanych konkursów. Obserwowałam swoich rówieśników, średnich oczniaków, którzy cieszyli się z każdej 5 razem z rodzicami. Naprawdę im tego zazdrościłam. Oni żyli. Ja tylko istniałam. Rozwijali swoje zainteresowania i spędzali czas z innymi, kiedy ja siedziałam z nosem w książkach, dodatkowo jeżdżąc na treningi aby być "bardziej idealną". 


W pewnym momencie podczas nauki pojawiły się łzy. Powiedziałam sobie ze to nic takiego jednak płacz przychodził coraz częściej. Coraz rzadsze wychodzenia z domu i poczucie że jesteś nic nie warta. Wniosek? Staraj się jeszcze bardziej. Ale już nie miałam siły. Co dobijało jeszcze bardziej. Czułam ze moje zycie jak i ja jest bezsensu. Coraz większe uwagi w swoją stronę zarówno w kwestii wyglądu i psychiki.


Przyszedł moment, w którym trzeba wybrać co dalej robić w swoim życiu. Ja jednak siedząc nad książkami i ucząc się wszystkiego nie znalazłam w sobie żadnych zainteresowań. Czuje się pusta i nie widzę dla siebie żadnej przyszłości. A przecież wszyscy mi zazdrościli. Pewnego dnia stwierdziłam, że trzeba to skończyć, ale nie potrafiłam, bo co inni powiedzą. Przestaniesz być idealna.


Poszłam w tajemnicy przed wszystkimi do psychologa. Depresja. Co usłyszałam kiedy próbowałam innym powiedzieć? "Nie wymyślaj".
Biorę antydepresanty. Nikt nie wie, bo co by powiedzieli. Nie działają. Nie widzę dalej żadnego sensu. Boje się ze znowu spróbuje coś sobie zrobić.


Przepraszam za to wyżej ale nie mam się komu wygadać anonimowa rodzino. Nie marnujcie życia jak ja. Życzę Wam abyście byli szczęśliwi. Ja nie jestem.
SorryEverAfter Odpowiedz

Przez ile już bierzesz te antydepresanty? Mam nadzieję, że powiadomiono Cię, że na początku leczenia będzie gorzej, a dopiero po ok. dwóch tygodniach zacznie się poprawiać. Więc jeśli jesteś na początku leczenia to wiedz, że będzie lepiej, a także że powinnaś mieć włączony jeszcze jeden rodzaj leków, które będziesz brać do "rozkręcenia" antydepów i które będą te doły podczas początku leczenia niwelowały. A jeżeli jesteś już po przynajmniej miesiącu terapii lekowej i nie widzisz poprawy, to należy zmienić brany preparat. Niełatwo jest "w ciemno" dobrać odpowiedni antydepresant; trzeba polegać na metodzie prób i błędów.

Odpowiedzi (2)
trutuska Odpowiedz

Hej. Nie jesteś jedyna w takiej sytuacji. Bardzo dobrze Cię rozumiem.
I powiem Ci jedno: zmień psychologa. Warunkiem powrotu do zdrowia nie są tylko antydepresanty. Ważna jest też terapia. Musisz zdobyć się na jeszcze jeden wysiłek i znaleźć dobrego psychologa. Chyba, że masz terapię, wtedy musisz powiedzieć swojemu psychologowi, że leki nie działają. Poza tym jest jeszcze taka kwestia, że na początku stosowania antydepresantów (pierwsze 2, 3 miesiące zdaje się?) jest zjazd.
Będzie dobrze. Nie poddawaj się.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#u82oR

Pisałam tu kiedyś wyznanie o moich rodzicach i siostrze. Raczej nikt tego nie będzie pamiętał, bo minęły trzy lata od tego.

Aby każdy miał jakikolwiek podgląd sytuacji, w moim domu nie było zbyt ciekawie. Zaczynając od bicia pasem, kablem, w późniejszym czasie grożeniu nożem, wzywaniu policji na rodziców, gdzie błagałam żeby wzięli mnie do domu dziecka. Kończąc na przymusowym spaniu z pijanym ojcem, który rozbierał się przede mną (miałam zamknięte oczy) i matce, która kazała rozbierać mi się do naga, bo nie zasłużyłam na ubrania, wulgarnie komentując przy tym moje ciało. Wiele razy uciekałam z domu, ale wtedy błagali mnie żebym wróciła, obiecywali, że już nigdy mnie nie uderzą. Często nieudolnie próbowałam popełnić samobójstwo. Nigdy nie zapomnę sytuacji, w której kazała mi klęczeć trzy godziny przed nią i błagać o wybaczenie, bo dostałam jedynkę w szkole.

Niektórzy mieli gorzej, zdaję sobie z tego sprawę, nie robię z siebie ofiary, gdyby ktoś chciał mi dopiec. Wręcz się cieszę, że mimo tego wszystkiego nadal mam w sobie dobro, które wpoili we mnie moi świętej pamięci dziadkowie.

Moja sytuacja trzy lata wstecz miała się dobrze. Mieszkałam z ówczesnym chłopakiem, miałam dobre życie, pogodziłam się z rodzicami. Jednak nadmieniłam w poprzednim wyznaniu, że boję się o swoją dużo młodszą siostrę, nie chciałam, żeby przeżywała to samo piekło. Wasza interwencja była natychmiastowa, mówiliście, że muszę ją uratować. Od tamtego momentu przysięgłam sobie, że zrobię wszystko, aby ją odebrać (mieszkają teraz w Anglii, co nie byłoby proste).

Teraz przedstawię Wam moją sytuację z teraźniejszości. Zaprosiłam moich rodziców i siostrę na ślub. Długo się nad tym zastanawiałam, ale stwierdziłam, że to najlepszy moment, żeby siostra została ze mną. I niestety, przeżyłam szok.

Z mężem robiliśmy wesele na strażnicy, co wiązało się z obowiązkami, przez co kupiłam im bilety na tydzień przed, aby mogli pomóc. Wyrażali dużą chęć, co napawało mnie optymizmem. Ugościliśmy ich najlepiej jak się dało, a odwdzięczyli się jeszcze większymi obowiązkami dla nas i rodziców męża i zepsutym weselem.

Oczywiście, jak sobie obiecałam, tak zrobiłam. Namawiałam siostrę, żeby została ze mną, że będzie jej lepiej. Okazało się, że stała się rozpieszczoną dziewuchą, która dostaje od rodziców wszystko, kocha ich nad życie i przeklęła mnie, kiedy zaoferowałam jej przeprowadzkę.

To był dla mnie mocny cios. Stracić siostrę. Wyrzekłam się rodziców. Na szczęście mam nową rodzinę. Wspaniałego męża i dziecko w drodze i obiecuję sobie, że będę najlepszą mamą.

Jeżeli chcecie, wspomnijcie w komentarzu, mogę szczegółowo opisać w następnym wyznaniu, dlaczego w czasie jednego tygodnia zdecydowałam, że pozbędę się ich ze swojego życia.
KociLis Odpowiedz

A ja bym się chciała dowiedzieć, co się stało na weselu...

Odpowiedzi (9)
trutuska Odpowiedz

"Niektórzy mieli gorzej, zdaję sobie z tego sprawę, nie robię z siebie ofiary, gdyby ktoś chciał mi dopiec." Oj, ciężko by było o gorszy hardkor. Za to smutne jest to, że w wyznaniach coraz częściej pojawiają się tego typu wstawki. Bardzo źle to świadczy o tej społeczności tutaj. Zresztą, po wielu wypowiedziach widać, że ludzie albo cierpią na brak empatii, albo mają niesamowicie lajtowe życie i ciężko im zrozumieć pewne rzeczy.
I mówię tu o wyznaniach, gdzie naprawdę komuś się zaczyna palić grunt pod nogami, albo już mocno płonie.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#irZzp

Moja córka chodzi do pierwszej klasy podstawówki. Ostatnio na plastyce miała zadania, by narysować portrety swoich rodziców wraz z atrybutami, które ich charakteryzują.

Narysowała ojca z butelką piwa przed telewizorem. A matkę jak robi zakupy, z winem w ręku.
Postac Odpowiedz

Narysowała to co jej się z rodzicami kojarzy.

Whereru Odpowiedz

Chyba czas zastanowić się nad sobą i swoim życiem

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#SmiwY

To nie jest kolejne wyznanie o 500+...

Gdy oglądam zdjęcia nawet z momentu zejścia z Giewontu uważam, że byłam taka ładna, zadbana…

Dwa lata temu urodziłam swoje pierwsze dziecko. Ciąża bardzo mnie sponiewierała, uaktywniło się wiele ukrytych dolegliwości. Zapuściłam się.
Po porodzie nie było lepiej bo zapomniałam o sobie na rzecz dziecka, które nie jest zdrowe. 

Codziennie walczymy o mowę, o wyjścia 'ze swojego świata', o to aby było kiedyś samodzielne. Nie dostajemy żadnych pieniędzy od Państwa, nie mamy jeszcze orzeczenia, choć i to nie daje gwarancji otrzymania dodatkowych pieniędzy.

Ja już nie pracuje bo jeździmy codziennie na rehabilitację na NFZ, z oświaty i te najważniejsze a zarazem najdroższe- prywatne. Mąż pracuje na wszystkie wydatki.

Moje dziecko ma wszystko, najlepszy wózek, wszystkie zabawki edukacyjne które, poleca nam terapeuci. Mieszkanie przerobione na salę do zajęć integracji sensorycznej. Trzymam mu też dietę bez laktozy, bez glutenu, bez-cukrową. Ma najlepsze ubranka, jest zadbany, pachnący.

A teraz ja- zaniedbana, z lekka nadwaga, niewymalowana, w tenisówkach za 30 złotych, w rozciągniętych bluzkach i omszonych legginsach. Czemu? Bo mi żal wydać na siebie jakiekolwiek pieniądze, gdy wiem, że mogłabym wydać to na zajęcia czy rzeczy dla dziecka. Nie chodzę do fryzjera, na paznokcie, mam suchą skórę ale nie kupię sobie balsamu. 


Szampony kupiłam na ostatniej promocji w drogerii 2+2 i to najtańsze po 2.99. I to nic, że nie mogę rozczesać po tym włosów, ważne, że nie wydalam za dużo kasy. W tym samym czasie gdy ja do mycia używam zwykle mydło moje dziecko ma płyn za 60 złotych 500 ml. 

Nie śmierdzę, ale tez nie pachnę, bo nie mam żadnych perfum. Powinnam o siebie zadbać. Wstydzę się swojego wyglądu aż tak, że gdy mijam jakiegokolwiek mężczyznę idę ze spuszczoną głową, a jak spotkam jakaś zadbana dziewczynę to chce się zapaść pod ziemię. Mieszkam w dużym mieście, wszędzie jeżdżę komunikacja miejską. Może ludzie myślą, że jestem tylko opiekunką swojego dziecka bo wizualnie do siebie nie pasujemy. Gdy już kupię coś dla siebie to bardzo długo to przeżywam. 

Jest jeszcze mąż, którego sama namawiam do kupienia sobie super butów, któremu sama robię na obiad łososia, gdy ja jem jakaś tanią zupę. On ciągle mówi mi, że są pieniądze, żebym coś sobie kupiła, zrobiła sobie włosy ale ja nie potrafię. 

Chodzę do psychologa, który mówi mi,że muszę walczyć o siebie, zadbać, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Nie potrafię jednak pozbyć się wyrzutów sumienia, kalkulacji w głowie, że co da mi zrobienie sobie raz paznokci jeśli to trzeba powtarzać minimum raz na miesiąc.

Nie jestem szczęśliwa, wstyd mi za siebie ale nie wiem co mam robić, jak sobie pomóc.
majer Odpowiedz

W samolotach zawsze pokazują, aby najpierw maskę tlenową założył dorosły, a potem, aby założyć dziecku. Bo jeśli dorosłego szlag trafi, to dziecko samo sobie nie pomoże. Dlatego dbaj o siebie, byś mogła dbać o dziecko.

Odpowiedzi (9)
TaehyungLoveYourself Odpowiedz

O losie.. krótko i na temat, ale majer ma racje.

Zobacz więcej komentarzy (19)

#2T3mZ

Mam problem. Od 8 lat jestem w związku z czego 2 lata po ślubie. Mamy dwuletnią córkę. I tu jest problem. Moja żona przestała poświęcać mi uwagę, całą swoją miłość przelewa na nią. Od kiedy kupiliśmy mieszkanie (czyli jakieś 4 miesiące) dziecko śpi z nami. Mam dosyć. Wiem, jestem facetem, powinienem mieć to gdzieś, ale ja też mam uczucia, jestem wrażliwy, potrzebuję miłości, a dostaję nienawiść wyżywanie się na mnie, ciągłe kłótnie. 


Mam dosyć, mówię żonie, że chociaż w nocy chce ją mieć dla siebie, ale dziecko tylko piśnie i już ląduje u nas w łóżku. Zaczynam ich nienawidzić. Zabija nasz związek dzień po dniu. To jest źródło wszystkich naszych problemów. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Jestem człowiekiem, jeżeli ona nie da mi uczucia troski i miłości, to da mi ktoś inny i ulegnę, choć wcale tego nie chcę. 


Dla niej liczy się tylko dziecko. Nikt więcej. Ja rozumiem bycie mamą i w ogóle, ale no proszę was... Znam wiele młodych ludzi z dziećmi i dzieci śpią same mają własne pokoje, A u nas? Chciałem żeby miała własny pokój to "Nie bo to nowe miejsce" mówię okej 2-3 tygodnie okej, ale nie ku.... 4 miesiące ile można. Od 4 miesięcy nie spać po nocach, bo rozwali ci się i ani waż się jej ruszyć. To dziecko miało nas połączyć, a tylko dzieli...
JanekSnieg Odpowiedz

Jestem ciekawa jak wyglądałaby wersja kobiety.

Odpowiedzi (4)
Espersso Odpowiedz

Wszystko zależy jaki Ty masz udział w rodzicielstwie. Jeśli Twoja rola skończyła się na byciu reproduktorem, to się nie dziw, że kobieta Cię tak traktuje. Niewiele piszesz o swoim wkładzie w wychowanie tego dziecka. Aczkolwiek jak mówisz, że "dziecko tylko piśnie i już jest w łóżku", to raczej niewiele wiesz o tym czemu "piszczy".
Z tego co mi wiadomo 2-latki przechodzą spory skok rozwojowy (nie mam dzieci, a w miarę mam świadomość wielu rzeczy, Tobie też radzę się zainteresować, bo Cię to dotyczy) - uczą się swoich emocji. Może w nocy nie dawała się uspokoić, bała się, a Twoja żona (nawet jak nie pracuje) chciała sama się wyspać i dać się wyspać Tobie? Jeśli ona pracuje, to już w ogóle nie mam pytań.
Zapytaj siebie ile Ty jej dajesz uczucia i troski. I nie chodzi mi o Twoje chęci do tulenia się w łóżku, a o rzeczywistą miłość i troskę.
Tak jak mówiłam - nie mam dzieci, nie znam się na nich dobrze. Sama też myślę, że dziecko w łóżku rodziców to kiepski pomysł. Jednak Twoja wypowiedz przypomina bardziej żale starszego dziecka złego, że rodzice poświęcają uwagę młodszemu.

Zobacz więcej komentarzy (34)

#HSQvO

Z moją kobietą jestem od ponad 18 miesięcy, ufa mi ona na tyle, że zwierzyła się z tego, że najbardziej jara ją asfiksjofilia i że chce ze mną spróbować kochać się w plastikowej folii będąc związana. 


W następny weekend wszystko było przygotowane, przywiązałem ją do łóżka i zaczęliśmy się kochać, przyduszałem ją lekko i uderzyłem delikatnie od czasu do czasu, po około 20 minutach założyłem jej folię na głowę i działałem dalej, ona wiła się i próbowała krzyczeć, ale wcześniej umówiliśmy się że dopiero po 3 minutach od startu mogę jej ją ściągnąć, niestety po jakichś 2 ona straciła przytomność, a ja wpadłem w panikę. 


Zerwałem folię, odwiązałem i stałem jak debil (mimo, że znałem RKO). Po jakichś 25/30 sekundach wrócił jej oddech, a po minucie świadomość, zaczęła mi dziękować i mówić, że takiego orgazmu jeszcze nie miała nigdy i że musimy to powtórzyć, ale Ja nie potrafię... 


Od dwóch miesięcy nie uprawiamy seksu, nawet zwykłego, nawet przed przytuleniem jej mam opory, pytanie dlaczego? Otóż kurwa dlatego, że przez 30 sekund kiedy nie oddychała miałem taki psychiczny i fizyczny strzał, że się całkowicie zablokowałem. 


Nie wiem czy ktoś zna to uczucie palenia w żołądku, ból głowy rozrywanej przez setki myśli w stylu „kurwa zabiłem ją, zabiłem ją, oddychaj proszę błagam”, ten ścisk w gardle, który sprawia, że nie można nawet szeptać, a chce się krzyczeć. Ten paraliż mięśni na tyle mocny, że nie można się ruszyć i puls, który skacze chyba do 200 uderzeń na minutę. 


Mam taką traumę, że osiągnięcie erekcji jest nie możliwe, zawszę jak widzę ją nago albo dotykam jej ciała wszystko wraca i przypomina mi się chwila, gdy myślałem, że ją zabiłem. Rozmawiałem z nią o tym, mam zapisaną wizytę u psychologa, nie wiem czy poradzę sobie z czymś takim. Mam sny, w których ta sytuacja wraca, ale ja np. nie ściągam jej foli i ona się dusi, potem zazwyczaj budzę się zlany potem i idę płakać do łazienki, żeby ona się nie obudziła nie widziała. Padłem psychicznie.
TaehyungLoveYourself Odpowiedz

Najbardziej zdziwił mnie fakt, jak po wszystkim była zadowolona. Utrata przytomności to już nie zabawa
Dobrze że jesteś na tyle ogarnięty, żeby pójść do psychologa, a najlepiej razem z nią (żeby te zabawy nie poszły w złym kierunku..)
I nie martw się. Za jakiś czas wszystko będzie dobrze, przestaniesz tak o tym myśleć. Powodzenia

Odpowiedzi (4)
fetyszystka Odpowiedz

Czytam to wyznanie kolejny raz i nie wierzę. Regularnie angażuję się w bdsm i też mam m.in. asfiksjofilię i nie wyobrażam sobie podejść do tematu tak jak wy. Przede wszystkim research. Mam nadzieję, że go przeprowadziliście i byliście świadomi wszystkich zagrożeń (nie tylko śmierć, ale uszkodzenia mózgu wskutek utraty przytomności), które niesie za sobą KAŻDY rodzaj podduszania oraz tego, że masz prawo nie zgodzić się, żeby to z nią zrobić, choćby nie wiem jak by ją to kręciło. Nie wspominasz też nic o testach "na sucho" (bez seksu) przed. Skąd limit 3 minut? To bardzo długo w zależności od tego, ile powietrza zostawisz w folii oraz ile miejsca jest między twarzą a folią. W pewnym momencie człowiek zaczyna panikować w tej folii, choćby nie wiem jak ufał tej drugiej osobie, bo nie może wziąć oddechu - sprawdzaliście jak zareaguje, nie będąc zaabsorbowana seksem? Skąd w ogóle przyszło wam do głowy wiązanie, jeśli to był pierwszy wspólny raz z folią (zakładam, że to były bezpieczne węzły)? Czy w rozmowach przed ustaliliście dokładnie, jak chcecie żeby to wyglądało i co zrobić w razie nieszczęśliwego wypadku? Podduszanie do utraty przytomności też jest fetyszem (zarówno strona bierna i aktywna), czasem sama chciałabym spróbować i nie zasygnalizować partnerowi, że dłużej nie dam rady, ale wiem, że to jest jego granica i że nie mogę świadomie jej przekroczyć. Mogła też w ogóle nie zdawać sobie sprawy z tego, że traci przytomność przy takim wyrzucie adrenaliny jaki następuje przy takich praktykach.

Mam nadzieję, że psycholog Ci pomoże i trzymam kciuki, żeby udało Ci się wyleczyć traumę. Przepraszam też za szorstki komentarz pisany pod wpływem emocji, ale może inni ludzie bez doświadczenia, którzy byliby zainteresowani czymś takim go zauważą i będą mieli większą perspektywę. Nie ma bezpiecznej asfiksjofilii czy bezpiecznego podduszania - jest tylko minimalizowanie zagrożeń i szkoda, że sposób w jaki pokazuje to popkultura o tym nie mówi.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#B1c4V

Mieszkałam w małej miejscowości i miałam swoją grupę znajomych. Gdzieś tak w połowie gimnazjum wydarzyło się kilka kompletnie krzywych historii, ktoś jeszcze dopowiedział swoją wersję historii... W skrócie, straciłam kilku znajomych, a ponieważ wszyscy w miasteczku mniej lub bardziej się ze sobą trzymali, ze mną nie trzymał się już nikt.

Pomyślałam, że rodzice zauważą, jeśli tak nagle przestanę gdziekolwiek wychodzić. Więc zaczęłam chodzić do lasu i tak sobie tam siedziałam. Przeważnie czytałam książki. Na zimę znalazłam sobie miejscówkę na pustym piętrze "domu towarowego". Przewegetowałam tak sobie następne dwa lata, a później wyprosiłam u rodziców zgodę na naukę w technikum fotograficznym z internatem, żeby móc zacząć normalne życie jeszcze raz, tyle że 300 km dalej.
Postac Odpowiedz

Musiałaś mieć słaby kontakt z rodzicami, skoro wolałaś zostać sama. Albo nie chciałaś dokładać im zmartwień.

Odpowiedzi (2)
Angel12345 Odpowiedz

Czy mogła byś proszę opowiedzieć te "kompletnie krzywe historie" ? Bo moim zdaniem to ważną część wyznania.

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie