#aYs3V

Gdy byłam w podstawówce, chodziłam z koleżanką na korepetycje z matematyki, ponieważ średnio sobie z nią radziłam. Za takie podwójne lekcje płaciłyśmy trochę mniej, niż gdybyśmy chodziły osobno, a wtedy naszym rodzinom niezbyt dobrze się powodziło. Koleżance nauka szła o wiele sprawniej, ale chodziła razem ze mną, by przerabiać z nauczycielką trudniejsze działy i zadania. 


Lubiła później mi wytykać, że ledwo daję sobie radę z ćwiczeniami z książki, a ona zaczyna robić już zadania dla wyższych roczników. Pewnego dnia miałyśmy w szkole sprawdzian, jak dla mnie był on bardzo trudny, ale ogromnie się ucieszyłam, gdy dostałam minus 4. Na kolejnych korkach pochwaliłam się pani nauczycielce i podziękowałam za przygotowanie do tego sprawdzianu. Jej reakcja? Spuściła wzrok, pokręciła głową i mruknęła pod nosem "wiedziałam, że z takiego tłuka nic lepszego nie będzie", po czym zajęła się omawianiem czegoś z koleżanką. 

Oczywiście koleżanka podchwyciła ten arcyśmieszny tekst i pytała mnie potem przed całą klasą ile to dwa plus dwa i tym podobne, jakbym naprawdę była głupia i tego nie wiedziała. Jednak słowa tej kobiety mnie nie załamały, przeciwnie, sprawiły, że chciałam umieć więcej. Siedziałam do późnej nocy robiąc dodatkowe zadania i powtarzając wzory tak długo, aż pamiętałam je lepiej od własnego nazwiska. Później znowu dostałam czwórkę z testu i bałam się przyznać do tego korepetytorce. Na nieszczęście kumpela sama wspomniała o sprawdzianie, a wtedy musiałam powiedzieć o mojej ocenie. I ponowna reakcja w stylu: "czy ja cię niczego przez ten cały czas nie nauczyłam? Za co płacą twoi rodzice? Nie jest ci głupio, że wydają na ciebie tyle pieniędzy, a ty się nic nie starasz?".


Zrobiło mi się okropnie głupio. Wydawało mi się wtedy, że faktycznie zawiodłam moją rodzinę, która niemało na mnie wydawała. Wkrótce przed każdymi zajęciami trzęsły mi się dłonie i waliło serce. Odbierałam te lekcje jako tortury, a nie pomoc. Paradoksalnie, pogorszenie się sytuacji finansowej mojej rodziny, uratowało mnie od tej kobiety. W połowie marca musieliśmy zrezygnować z korków. Mama dała mi parę złotych na jakąś czekoladę dla niej i kazała ładnie podziękować.


W myślach ułożyłam sobie wspaniały scenariusz z obrzuceniem baby obelgami i śmianiem się z niej. Ale strach przed karą wygrał, więc kupiłam jakąś tanią czekoladę i poszłam się z nią pożegnać. Skrzywiła się na widok czekolady, przyjęła moje wyjaśnienia i powiedziała:
"Nie powtarzaj błędu swoich rodziców i zacznij się uczyć, bo kiedyś nie będziesz mieć pieniędzy nawet na taką tanią czekoladę."
sylvia28984 Odpowiedz

Gdyby tylko człowiek był bardziej odważny albo dobry w ripostach...
Aż się ciśnienie na język, że "takie tanie czekolady, to tylko dla takich ludzi"...

Odpowiedzi (1)
Achnoniewiem Odpowiedz

Jezus, co za psychopatyczny babsztyl...

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#TN8Wu

Jestem z moim mężem parę lat. Od początku pragnęłam akceptacji ze strony jego rodziny. Na mojej drodze problemem była od zawsze siostra męża która jest od niego 10 lat starsza. Zawsze nastawiała teściowa przeciwko mnie i mówiła niestworzone rzeczy na mój temat. Bywała bardzo zazdrosna o to jak wyglądam, czy o to, że próbuje w jakiś sposób zaprzyjaźnić się z mama mojego męża.


Myślałam, że to normalne (zazdrosne siostry tez przecież istnieją). Ona mieszkała razem z mama w domu rodzinnym męża, ponieważ jest po rozwodzie. Od pewnego czasu kiedy urodziłam córkę nasze relacje się poprawiły, ponieważ teściowa zawsze pragnęła mieć wnuczkę obie się staramy żeby było już tylko lepiej tylko z siostra były mega burzliwe.


Jest pewien problem, nasz związek dużo przeszedł, chodzi o nasze współżycie, które od początku było bardzo nieudane (ze strony męża), bywał chłodny, miałam wrażenie, ze robi czasem z przymusu cokolwiek, często miał problemy ze wzwodem, nie rozbierał mnie, nie było gry wstępnej. Seks nie był przyjemny. Widziałam, że się zmusza. Podczas jednej z rozmów nie wytrzymał i wybuchnął płaczem. Powiedział, że musi mi coś powiedzieć, ale nie mogę nikomu tego dalej przekazać. Stanęłam jak wryta kiedy on dorosły już mężczyzna opowiadał mi, że jestem jedyną osobą na świecie, która o tym wie, że jego siostra kiedy był małym dzieckiem, wykorzystywała go seksualnie. Świat mi się załamał... nie chciałam znać szczegółów.


Nabrałam do niej takiego obrzydzenia, bo byłam jego pierwsza partnerka, z którą on sypiał. Poczułam mega gniew i obrzydzenie. Dla dobra naszych relacji w rodzinie nikomu nie powiedziałam, ale każde urodziny każde spotkanie, kiedy ja ujrzałam, we mnie się gotowało, miałam tylko przed oczyma tego maleńkiego, bezbronnego 4 letniego chłopca, który był wykorzystywany przez 14 letnia siostrę.


Dzisiaj mam malutka córeczkę, za każdym razem jak tam jestem i ona chce wziąć na ręce moja malutka kruszynkę boje się, że ona zrobi jej to samo co robiła mojemu mężowi... nie radzę sobie z tym.. nie wiem co zrobić. Chce żeby w naszej rodzinie było wszystko super, od początku marzyłam o tym, ze jak poznam szwagierkę to będziemy jak przyjaciółki, niestety tak nie jest i nigdy nie będzie, wybaczyć staram się jej wybaczyć, ale nie potrafię zapomnieć. Na co dzień ze sobą normalnie staramy się rozmawiać... bo ona nie wie, że ja wiem... wszyscy udajemy, że jest okej, ale nie jest, pytanie co mam zrobić ? I jak uchronić córkę, która jest dla mnie najważniejsza. Działo się to 21 lat temu :(.
cherrypaj Odpowiedz

Jeśli to prawda, to się oboje odetnijcie od siostry. Pogadaj z mężem, daj mu pełne wsparcie. To nie on ma się czegokolwiek wstydzić. Problematyczna będzie matka męża, bo nawet, jeśli mąż zdecyduje się powiedzieć prawdę, to ona zapewne nie uwierzy. To będzie dodatkowy cios dla niego. My tu nic mądrego nie poradzimy (chyba, że jest tu mądry terapeuta). Potrzebujecie pomocy wykwalifikowanej, mądrej osoby. Tylko absolutnie nic nie rób za plecami męża! On musi widzieć, że słusznie Ci zaufał. Dużo siły Ci życzę. Wam obojgu.

Odpowiedzi (1)
gitarzystka Odpowiedz

Wyślij męża na terapię- to jest zdecydowanie najważniejsze, bo on bardzo potrzebuje profesjonalnej pomocy. Wspieraj go jak się da- najtrudniejsze za nim, teraz będzie już lepiej, ale w tym wszystkim najważniejsze jest Twoje wsparcie.

Jeśli szwagierka coś zacznie znowu odwalać, to weź ją na bok, po czym w konkretntch słowach powiedz jej, że wiesz i zagroź, że jeśli się nie uspokoi i zacznie być przykładną krewną, to dowiedzą się wszyscy. A jak córce spadnie włos z głowy, to jej zrobisz z d jesień średniowiecza.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#sfDzP

Do matury mieszkałam w dużym polskim mieście, w mieszkaniu w centrum, z mamą i babcią. Właściwie nie musiałam nic robić, bo wszystko miałam podetknięte pod nos. Mama ciągle mnie kontrolowała, bardzo angażowała się np. w szkołę, ale też zabraniała mi wypełniać obowiązków domowych. Często też słyszałam, jak nam jest ciężko finansowo, że mama i babcia nie mają na nic czasu itp. Choć widziałam, że część z tego, co robią, nie ma sensu (np. zakupy codziennie), to miałam duże poczucie, że jestem ciężarem.

Dlatego też zaraz po maturze wyjechałam do pracy do Niemiec, a papiery na studia złożyłam do Warszawy (mimo, że mogłam studiować to samo w rodzinnym mieście). Krzyku i płaczu, że sobie nie poradzę było co niemiara. Myślałam, że im to też wyjdzie na dobre, będą miały więcej czasu i pieniędzy. Na początku studiów dzwoniły do mnie po kilka razy dziennie, potem przestałam odbierać.

Ostatnio przyjechałam do przyjaciół z rodzinnego miasta. Nie chciałam odwiedzić rodziny, bo wiedziałam, że czeka mnie porcja wyrzutów. Potrzebowałam kilka rzeczy, więc zostałam na poniedziałek i weszłam do mieszkania w godzinach, w których nigdy nikogo nie było w środku.

Zostałam tam syf, jakiego w życiu nie widziałam. Porozrzucane, nadgniłe jedzenie, śpiącą na podłodze, śmierdzącą mamę, pustą lodówkę... Dodam, że dotąd zawsze wszystko było wysprzątane i zadbane. Gdy ją obudziłam, pijana wyrzuciła mnie z domu.

Zupełnie nie miałam pojęcia, jak się zmieniły od mojego wyjazdu. Byłam pewna, że pogodzą się z moim wyjazdem. Jestem w rozterce. Wydaje mi się, że jestem ich jedynym sensem życia i że powinnam wrócić do nich dla ich własnego dobra.
IzkaSchizka Odpowiedz

Dla mnie to wygląda na to, że Twoja mama i babcia faktycznie zrobiły sobie z Ciebie sens życia i potrzebują czuć się Ci potrzebne, aż do ekstremalnego stopnia. Nie miej mamie za złe, że Cię wyrzuciła z domu, mogła wstydzić się, w jakim stanie ją zastałaś albo było jej przykro, że przyjechałaś do domu i jednocześnie do niego nie przyjechałaś. Ludzie różnie reagują a Twoja mama może niekoniecznie mieć świadomość, że źle postępuje całym swoim zachowaniem.

Nie sądzę, żeby powrót wyszedł wam na dobre - ani Tobie, ani im. Zamiast kontynuować spiralę, może pomóż im jakoś łagodnie przejść przez etap zerwania pępowiny? Zacznij od rozmowy z nimi, wyznaczenia pewnych granic ale i pójścia na kompromis. Możecie np. ustalić, że na początek raz dziennie do nich zadzwonisz na kilka minut i zdasz relację z tego, że żyjesz, a w zamian one nie będą Cię męczyć ciągłym wydzwanianiem. Że co drugi weekend przyjedziesz do domu, ale w zamian one przestaną Ci truć i robić wyrzuty. Jeśli same sobie tego nie ogarną, możesz ostatecznie spróbować zabrać je do kogoś, kto do nich dotrze i przemówi do głowy.

Powodzenia siostro i nie daj się zmanipulować w powrót jeśli żyje Ci się dobrze tak, jak sobie poukładałaś.

PurpleLila Odpowiedz

Ja bym na Twoim miejscu nie wracała do domu na stałe. Nie rozumiem jednak czemu tak gwałtownie zerwałaś kontakt z rodziną. Wiem, że kontrole i wyrzuty mogły być męczące ale całkowite odcięcie się od mamy i babci jest dla mnie dziwne. Spróbuj może zaprosić je do siebie, pokaz jak żyjesz, jak sobie radzisz i udowodnij że jesteś szczęśliwa.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#qcFx8

Wsadzę pewnie kij w mrowisko i zostanę zminusowany, no ale trudno.
Wkurzam się, gdy słyszę, czytam o rozwodach. Od razu zaznaczam, że nie mam nic do ludzi, którzy rozwodzą się, bo ktoś zdradził, jest toksyczny czy stosuje przemoc. Mówię o takiej sytuacji, kiedy np. Kobieta żali się, że mąż już jej nie podnieca, bo brzuch mu urósł, albo nie opuszcza deski w kiblu. I zaraz wszyscy jej radzą, żeby się rozwiodła, bo nie ma sensu, by żyła w nieszczęśliwym związku. Albo facet chce się rozwodzić, bo żona się spotyka raz w miesiącu z kolegą ze szkolnej ławki, albo ma inne podejście względem wychowania dziecka.


Ja rozumiem, że są ciężkie sytuacje, że ludziom po latach zmieniają się charaktery. No ale składało się tę przysięgę, że nie opuszczę cię aż do śmierci. To też w pewnym stopniu wierność. Ludzie się zachwycają jakimś zdjęciem uśmiechniętych staruszków, co są ze sobą już 50 lat. I jacy oni szczęśliwi, stara miłość nie rdzewieje, wierni do końca itd. A sami rozwodzą się po 5 latach, bo to jednak nie to. Nie wiedzą przecież, jak tym dziadkom się powodziło 30 lat temu? A może było fatalnie? Może mieli siebie dosyć? No ale na tym polega miłość i wierność, że się jest z kimś nie tylko za, ale i pomimo. I tu jeszcze raz podkreślam, że nie czepiam się tych, których sytuacje są krytyczne. Ale mówię o tych, co uważają, że najlepszym lekarstwem na byle kryzys jest od razu rozwód. Znam kilkoro rozwodników, nawet własną siostrę.


Żadne z nich nie potrafi sobie ułożyć życia od nowa. Że nie wspomnę o ich dzieciach. Ktoś może powiedzieć, że się nie znam. Jestem w małżeństwie od 16 lat. Było różnie. Ale w życiu bym nie pomyślał, by odejść od kobiety, której przysięgałem, że jej nie opuszczę.


Po co składać przysięgę, której potem się nie dotrzyma. A po jej złamaniu składać kolejną innej osobie.
Jutrzenka2104 Odpowiedz

Wiesz nasi dziadkowie nie rozwodzili się, bo to był wstyd. Nawet jeśli było bardzo źle, to rozwód? No, po prostu nie. Pamiętam moją sąsiadkę, która w wieku ok 70 lat powiedziała, że dzień śmierci jej męża był najszczęśliwszym dniem jej życia. Przez 50 lat męczyła się z człowiekiem, którego nienawidziła, bo nie miała gdzie iść, nigdy nie pracowała i czuła się nikim. A mąż był alkoholikiem i damskim bokserem. Nasze pokolenia niestety przesadzają w drugą stronę. Cokolwiek zaczyna się psuć? Cyk rozwód. Po co naprawiać, jak można kupić nowe. Nigdy nie będzie tak dobrze, żeby wszystkim dogodzić.

Odpowiedzi (1)
KruszynkaDrobniutka Odpowiedz

Popieram twoje zdanie w pełni. Dobrze że są jeszcze ludzie którzy tak myślą

Zobacz więcej komentarzy (29)

#KXAcp

Kilka lat temu zaczęłam spotykać się z chłopakiem, jako że byłam młoda i niedoświadczona kiedy zaprosił mnie do siebie pojechałam... Było miło rozmawialiśmy o wszystkim, piliśmy wino.... W końcu zaczął się zbliżać, pozwalałam na to, bo byłam ciekawa... Nigdy tego nie robiłam, wiedział o tym.


Zaczął nalegać na seks oralny. Odmówiłam. Stał się nachalny, więc zebrała się do wyjścia. Zgwałcił mnie... A potem stwierdził, że sama tego chciałam, bo w końcu po coś tu przyszłam, a i tak jestem kiepska, bo nie potrafię zrobić tego co lubi.

Przez długi czas uważałam, że ma rację, że sama jestem sobie winna. Dwa razy próbowałam, że sobą skończyć niestety się nie udało. Po tylu latach pozwoliłam w końcu się komuś do mnie zbliżyć... No i się zaczęło. W trakcie kłótni wykrzyczałam co się stało i dlaczego tak się zachowuje. Odsunął się ode mnie, nie chce dziewczyny z problemami.


Druga osoba, której odważyłam się powiedzieć zareagowała podobnie. Zmienił temat a teraz się do mnie nie odzywa i unika. Najgorsze jest to, że otworzyłam puszkę Pandory. Wspomnienia wróciły znów mam koszmary i po raz kolejny myślę o tym samym. I znów sama jestem sobie winna...
DownZpiekla Odpowiedz

Pierwsze od czego powinnas zaczac to lekarz lub psycholog. Terapia powinna ci pomoc, chociazby z tym, aby moc normalnie zyc mimo tych wspomnien. Ale z drugiej strony masz strasznego pecha, ze trafilas na ludzi, ktorzy tak cie potraktowali.

KruszynkaDrobniutka Odpowiedz

Nie jesteś temu winna. To on cię wykorzystał a następni byli zbyt niedojrzali na poważny związek.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#88Twd

Wyznanie o tym jak traktowane są, w niektórych miejscach studentki pielęgniarstwa.
Na wstępie zaznaczę, że wiem jak ciężka jest praca pielęgniarki i nie jest to atak na wszystkie osoby wykonujące ten zawód. Mam świadomość, że nie wszędzie tak jest jednak mój rocznik miał pecha trafić wielokrotnie na placówki i oddziały z takimi osobami. Dlatego w porozumieniu z dziewczynami postanowiłam pokazać tą drugą stronę.

Odkąd pamiętam chciałam pracować z osobami starszymi. W liceum byłam wolontariuszką w domu opieki, a po ukończeniu kursu pracowałam tam na okres wakacyjny. Ta praca dawała mi dużo satysfakcji więc kierunek studiów był jasny - pielęgniarstwo. Same studia były świetne. Zawód naprawdę mi się podobał,ale praktyki to było istne piekło i nie chodziło tu o charakter pracy i trudnych pacjentów, ale o same pielęgniarki. Z prawie każdych praktyk ja i moje koleżanki z roku wychodziłyśmy zdołowane i zrezygnowane. Owszem zdarzały się miłe pielęgniarki, które z chęcią pomogły i poduczyły za co do dziś jestem im wdzięczna, ale niestety w większości tych małych środowisk panowała toksyczna atmosfera. Jedna obrabiała tyłek za plecami drugiej, na nas patrzyły z góry. Niektóre głośno komentowały w obecności pacjentów i lekarzy to, że jesteśmy beznadziejne i oczekiwały od nas 15-letniego doświadczenie. Przez 99% czasu byłyśmy "przynieś, zanieś, zawieś na rentgen". Rozumie, że czarna robota to część tej pracy, ale chciałyśmy się też czegoś nauczyć przed pójściem do pracy. 

Niestety kilka moich koleżanek odeszło po praktykach z położnymi gdzie czara goryczy się przelała. Ja wytrzymałam nieco dłużnej jednak VI semestru nie skończyłam. Przez tamte sytuacje ta praca przestała mnie cieszyć. W trakcie trwania studiów byłam w kilku szpitalach na wielu oddziałach i niestety na większości panowała taka beznadziejna atmosfera więc nie mówię tego tylko z perspektywy doświadczeń zdobytych w jednym miejscu. Przyznaję, że mimo wszystko były 2 oddziały gdzie pielęgniarki przyjęły nas serdecznie i dużo nauczyły co przywróciło mi nieco wiary w ten zawód. 

Aktualnie jestem na 3 roku fizjoterapii.. Do tego pracuję jeszcze jako opiekun osób starszych. W przyszłości ma zamiar kontynuować pracę z seniorami jako fizjoterapeuta.
PrzezSamoH Odpowiedz

Tak z drugiej strony - moja mama jest pielegniarką od 40 lat, jej koleżanki podobnie i narzekają na większość obecnych studentek, które były u nich na praktykach. Duża część osób wybrała te studia chyba z przypadku, bo brzydziły się wykonywać prac typowych dla tego zawodu.

Odpowiedzi (2)
Lucy5 Odpowiedz

Niestety nie tylko w stosunku do praktykantek takie są, ale również wobec pacjentów. Malo spotkałam miłych pielęgniarek, niestety...

Zobacz więcej komentarzy (16)

#IuAle

Od paru lat mieszam w dużym mieście. Ale wychowałam się w mniejszym, kurortowym.
Kiedyś po dobrej imprezie z kolegami (w plenerze) bardzo grzecznie wróciłam do domu. W końcu powrót z miasta studenckiego do domu na wakacje więc nie było problemu z powrotem po pijaku nad ranem. Poza jednym razem. 


Byłam tak pijana, że zamiast pójść do toalety, zrobiłam siku na dywan. Tak, to był dywan w salonie.tak,mama ma tylko dwa pokoje. Zwaliłam na kota. Biedny, pierwszy raz dostał w skórę bo panele podeszły. 

Jestem c*ujem - minęło 5 lat dalej się nie przyznałam.
DownZpiekla Odpowiedz

Szkoda kota, nawet gdyby to on nasikal ma dywan, przemoc niczego by go nie nauczyla.

Odpowiedzi (6)
KruszynkaDrobniutka Odpowiedz

Biedny kot....

Zobacz więcej komentarzy (8)

#GUU4U

Ostatnio wracałam do domu Bla Bla Carem. Kierowca miał wysadzić mnie przy stacji benzynowej niedaleko mojego mieszkania. Słuchałam muzyki na słuchawkach i trochę się zagapiłam, więc nie zorientowałam się, że już się zatrzymujemy i muszę wysiąść, a kierowca mocno dawał do zrozumienia, że się spieszy. Wyciągnęłam szybko słuchawki z uszu i zbieram swój płaszcz i plecak z siedzenia obok, szybko poszukuje portfela, żeby zapłacić. Ok, udało się, sukces.

Wychodzę szybko z samochodu z płaszczem w lewej ręce, drugą staram się upchać portfel w plecaku i idę w stronę mieszkania. Słyszę wołanie za plecami; „Proszę pani, a walizka?”. No przecież, walizka w bagażniku. Zawracam, próbuje otworzyć bagażnik, nie wiem jak, stresuję się, ręce mi się trzęsą. Proszę kierowcę o pomoc. On już poddenerwowany, bo przecież się spieszy, a trafiła mu się roztrzepana, nieogarnięta pasażerka, która utrudnia mu życie. Otworzył bagażnik, ja szarpie się z walizką, stawiam ją za swoimi plecami i nachylam się do bagażnik, żeby wyciągnąć jeszcze swoją reklamówkę z jabłkami. Kątem oka widzę, że moja walizka na kółkach odjeżdża w stronę ruchliwej ulicy. Rzucam się, żeby ją łapać, z reklamówką w prawej ręce. Potykam się, upadam, popycham walizkę jeszcze dalej, jabłka rozsypują się na chodniku. Walizkę złapał kierowca w ostatniej chwili. Zbieram się z ziemi, jabłek już nie zbieram. Cicho dziękuje kierowcy, zabieram walizkę i szybkim krokiem uciekam z miejsca zdarzenia.

Dorosła kobieta, a jednak presja robi swoje. Czułam się jak siedmioletnia dziewczynka, która coś nabroiła.
Ancymon Odpowiedz

To tylko świadczy o kierowcy i jak traktuje swoich pasażerów. Mógł zatrzymać się w spokojniejszym miejscu (chociażby na tej stacji benzynowej), zwyczajnie samemu otworzyć bagażnik i wyjąć twoje rzeczy... Straciłby może minutę/dwie więcej, ale przynajmniej nie doszłoby do takiej żenującej sytuacji.

Odpowiedzi (7)
Natalia Odpowiedz

No to akurat świadczy o kierowcy. Co, odwalił kurs, łaskawie się zatrzymał, dawaj kasę i wypad? Pfff. Nie powinnaś czuć żadnej presji, płacisz mu i oczekujesz, że pozwoli Ci wysiąść i zabrać bagaże.

Chociaż nie uważam, żeby słuchanie muzyki na słuchawkach w takiej sytuacji było grzeczne.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#dva6Q

Co roku w okresie wakacyjnym opuszczam nasz kraj na 3 miesiące i jeżdżę do pracy.
Nie wiem dlaczego, ale nieczęsto odczuwam w Polsce, że ktoś jest mną zainteresowany, a jak już się taki trafi, to ja nie czuję do niego pociągu.

Niezależnie od tego gdzie jadę; Grecja, USA, Włochy, Skandynawia; zawsze jestem adorowana, co oczywiście mi się podoba, zresztą pewnie każdej kobiecie.

Lubię specyficzny rodzaj seksu - podnieca mnie bdsm. Jak już zaczynam się z kimś tam spotykać, nie mam problemu z szybkim zaczęciem współżycia (może i przy pierwszym spotkaniu) i rozmawiania o tym, co lubię. Zazwyczaj już w pierwszym tygodniu/dwóch znajduję 'chłopaka'. I tak mijają mi błogie 3 miesiące w cudownych związkach.

Po opuszczeniu kraju po prostu urywam kontakt. Zaznaczę, że zawsze już na początku znajomości informuję, że tak to u mnie działa.

Co w tym anonimowego? Nigdy nie byłam w stałym związku, z którym wiązałabym jakąkolwiek przyszłość. Gdy coś się zaczyna w Polsce, już na początku czuję, że się nudzę. Dodatkowo jestem uważana za bardzo silną, niezależną kobietę i czuję, że partnerowi 'tutaj' niezależnie od tego jak bylibyśmy blisko wstydziłabym się powiedzieć, co mnie pociąga. Bałabym się, że 'wyjdzie' to do kogoś, kto nie powinien wiedzieć.

P.S. Tak, badam się regularnie, więc nie musicie martwić się o moje zdrowie :)
tramwajowe Odpowiedz

Czujesz się swobodnie gdy jesteś anonimowa i gdy masz kontrolę nad związkiem - wiesz że się skończy.
Wychodzi na to, że po prostu boisz się angażować.

Norskekatten Odpowiedz

Pomijając główny cel wyznania. Dziewczyny naprawde są bardziej adorowane w innych krajach, zwłaszcza przez kobiety i nie chodzi mi o podtekst seksualny. To po wyjeździe z Polski nabrałam dużo pewności siebie, bo w Polsce ciągnięto mnie w dół. I nie tylko ja tak miałam. Komentarz nie ma na celu nikogo urazić.

Odpowiedzi (13)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#u3011

Pracowałam w firmie od trzech lat. Zwolniłam się bo znalazłam inną pracę. Wszystko uzgodnione i czekam do końca okresu wypowiedzenia. Zostały mi trzy dni. Firma zmieniła zdanie z powodu reorganizacji i wstrzymała zatrudnienia. Zostałam na lodzie. Znalezienie tej pracy zajęło mi rok. Zaczyna ogarniać mnie stan depresyjny.
IwRu Odpowiedz

Zmieniając pracę, najlepiej jest podpisać list intencyjny albo umowę przedwstępną (bardziej bezpieczna opcja) z przyszłym pracodawcą. Jeżeli tego nie zrobiłaś, to rzeczywiście może być ci trudno coś wyegzekwować, ale trzymam kciuki za pomyślny rozwój sytuacji

ToTaPostrzelona Odpowiedz

Ja na Twoim miejscu schowałabym dumę do kieszeni i z podkulonym ogonem poszła do poprzedniego pracodawcy, wyjaśniając sytuację. Może jawnie wyśmieje, wyszydzi, ale jeśli nie byłaś złą pracownicą, starałaś się wcześniej-może jest szansa na powrót do pracy?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie