#QeI66

Są dni, chwile, momenty, tak jak dziś, kiedy wyję. Dosłownie wyję, bo mam dość. Dość życia, codzienności, braku nadziei, tego, że wszystko muszę sama. Mam dość walki o każdy dzień, o każda chwilę. To są momenty, kiedy chciałabym zniknąć, popaść w niebyt. A najgorsze, że muszę wytrzeć nos, oczy, uformować uśmiech i udawać, że jest wszystko OK, bo patrzy na mnie 5-letnia córka. Naprawdę miewam dość...

#JqKsk

Jestem rocznik '90. I jak to bywało w tamtych latach, czasem nauczyciel oceniał pod swoją miarkę, czyli albo lubił ucznia/klasę, albo nie lubił.

Podstawówka, większa wioska z okolic dużego miasta. Większość nauczycieli szufladkowała nas na podstawie miejsca zamieszkania. Mieszkałeś w bloku popegeerowskim, jesteś gorszy. Dzieci z domków jednorodzinnych zawsze były wywyższane, mimo że parę z nich to były totalne tłumoki. Zawsze na koniec roku szkolnego nagrody za nic... Dużo koleżanek czy kolegów z osiedla mieszkających w bloku wygrywało konkursy gminne, powiatowe czy regionalne z takich dziedzin jak plastyczne czy pisanie opowiadań, lub takie konkursy jak "kangur" (matematyka).
Gdy napisałam test końcowy w podstawówce, miałam wynik podobny do kujonów z domków jednorodzinnych, którym nauczyciele poświęcali więcej czasu. Polonistka była pewna, że ściągałam, skomentowałam, iż to nie w moim stylu i że przecież sama doglądała nas na sali w czasie egzaminu, pewnie by zauważyła, jakby coś było nie tak, bo nie było nas wiele, a było 4 nauczycieli pilnujących egzaminu.

W gimnazjum było lepiej - inni nauczyciele, wszystkich traktowali na równi.

W technikum paru nauczycieli myślało, że są za dobrzy, by nas uczyć... Chemiczka kazała do siebie mówić "pani profesor", mimo że miała tylko magistra. Stwierdziła, że nikt nie jest na tyle dobry, by dostać 5 z jej przedmiotu, więc max można było dostać 3. Cała klasa przeszła na 2, a ja z 3, mimo że nasz materiał był nawet level wyżej niż moich znajomych z innych techników czy liceum.
Fizyk podobnie, lecz był łaskawszy, wstawił mi 4 i parę 3, bo zauważył, że są osoby, które chcą się uczyć i iść na studia.
A matematyczka stała się wredna w ostatniej 4 klasie, bo okazało się, że będzie obowiązkowa matura z matematyki. Stworzono zajęcia dodatkowe (czytaj obowiązkowe dla maturzystów). Matematyczka często zapraszała mnie do tablicy, gdy trzeba było rozwiązać zadanie na poziomie uniwersyteckim lub poprzednie po kimś poprawić, gdyż dobra jestem ogólnie z nauk ścisłych. Niestety pech chciał, że ostatni rok upłynął mi na chirurgii, potem na rehabilitacji, które były w czasie dodatkowej matematyki. Pani za brak 100% obecności bardzo obniżyła mi ocenę - wstawiła mi 2... A maturę zdałam najlepiej w całej szkole, a nawet byłam w wyższej średniej na cały kraj...

I teraz, gdy chcę rozpocząć inne studia w USA, muszę brać dodatkową matmę! Bo dla nich nie liczy się, jak poszła ci matura, tylko to co masz na dyplomie/świadectwie końcowym. Za takie przedmioty jak chemia czy fizyka także policzono mi mały kredyt.

Niesamowity wku*** mnie ogarnia. Oczywiście udało się mi załatwić egzamin z matematyki na uczelni, by pokazać, że nie potrzebuję tego przedmiotu oraz by wpisali ocenę z egzaminu jako zaliczony przedmiot w postaci kredytu (co nie było łatwe w pandemii).

Więc drodzy nauczyciele, jeśli macie tak małe ego i robicie podobnie, to za brak sprawiedliwego oceniania i tym samym respektu dla drugiego człowieka kij wam w plecy, a sól w oczy!

#SXZ4u

Z moją dziewczyną jesteśmy razem od 3 lat. Ostatnio jak byliśmy u niej ona siedziała przy stoliku robiąc sobie makijaż, a ja leżałem na łóżku i oglądałem tv. Mieliśmy jedną z tych rozmów na dziwne tematy. Rozważaliśmy jak to wszystko co nas otacza może być nieprawdziwe i być tylko wytworem naszej wyobraźni. W pewnym momencie odwróciła się, popatrzyła na mnie i powiedziała „Może nawet ty nie istniejesz naprawdę?”.

Moja dziewczyna interesuje się zjawiskami paranormalnymi i ogólnie łatwo ją nabrać na tego typu rzeczy, więc pomyślałem, że zrobię jej kawał. Gdy odwróciła się i kontynuowała z makijażem, powiedziałem zmienionym, niskim głosem „Przecież nie istnieję”. Ona nie odwracając się kontynuowała myśl „No właśnie, mogłoby tak być, że sobie ciebie wyobraziłam, a w rzeczywistości tutaj siedzę sama i gadam do siebie”.

Nic już nie mówiłem, tylko bardzo ostrożnie wstałem i bezszelestnie schowałem się pod łóżkiem. Przez może pół minuty nic się nie działo, aż skończyła i się obejrzała. Jak zobaczyła, że „znikłem”, to wpadła w histerię, zaczęła płakać. Pomyślała, że faktycznie nie istnieję. Najpierw chciało mi się śmiać, ale jak zobaczyłem, że tak bardzo się przejęła, to zaraz wyszedłem spod łóżka. Nie odzywała się do mnie przez 2 dni.

#hu8Lq

Mamy małe dziecko i gdy wieczorem uda się je położyć do łóżka i zaśnie, to dopiero wtedy mamy z żoną trochę wytchnienia i spokoju. Niestety niedawno mieszkanie obok nas wynajął student z wielkim zamiłowaniem do muzyki oraz dobrym (a przynajmniej głośnym) sprzętem audio.

Rozumiem niedogodności związane z mieszkaniem w bloku, więc się nie czepiam, ale ostatnio gdy włączył jakieś hip-hopy o 23, to uznałem, że to jednak zdecydowanie przesada. Wyszedłem na klatkę, nadusiłem dzwonek... raz... drugi.. trzeci... w końcu otworzył.

Z mieszkania aż buchnął dym jak z czeluści piekielnych. Mówię do niego "Masz może słuchawki?". A ten popatrzył na mnie zamglonych wzrokiem, potem na zegarek i mówi "Kurna, człowieku, środek nocy, a ty przychodzisz słuchawki pożyczać?".

#Ixjsp

To było jakieś 5 lat temu.

Znajomy z gimnazjum zaprosił mnie na domówkę z okazji swoich urodzin. Większości ludzi nie znałem, w ogóle byłem wtedy typem odludka, miałem tylko paru kolegów do spotykania się od czasu do czasu, więc stwierdziłem, że przyjdę, a może będzie fajnie. Na początku było spoko, poznawałem nowe osoby, piliśmy, bawiliśmy się, śmialiśmy. Do czasu aż nie wypiłem za dużo i zaliczyłem zgona.

Kiedy jeszcze w miarę kontaktowałem, zachciało mi się siku, więc poszedłem do toalety. Po zrobieniu tego co miałem zrobić tak mnie ścięło, że postanowiłem, że położę się spać do wanny. Drzwi zostawiłem otwarte, więc każdy mógł wejść. Z tego co się później stało pamiętam niewiele, jedynie urywki i to co widziałem na filmiku. Jakiś koleś postanowił zabawić się moim kosztem i nasikał na mnie. Parę razy. Oddawał ma mnie mocz za każdym razem, kiedy zachciało mu się sikać.
Wszyscy wiedzieli co się ze mną dzieje i nikt nie zareagował, jedynie próbowali mnie ogarnąć. Jakoś im się to udało i wróciłem do domu, nawet nie pamiętam jak.

Na drugi dzień wstałem i pamiętałem wszystko jak przez mgłę. Umyłem się, a potem zajrzałem na twarzoksiążkę. Znajomy wysłał mi filmik, na którym ten koleś mnie upokarza. Wszystko mi się przypomniało. Serce podskoczyło mi do gardła, kiedy zobaczyłem co ze mną robi. Na dodatek wszyscy sobie ten filmik wysyłali na fejsie, więc każdy znajomy tamtych ludzi z domówki wiedział, co się stało, no i jakoś przez wspólnych znajomych filmik dotarł do moich kolegów. Stałem się pośmiewiskiem. Czułem się jak najgorsze gówno, ciąłem się, raz nawet chciałem się powiesić, ale nie dałem jednak rady.

Planowałem zemstę. Chciałem obić gębę gościowi tak, żeby mnie zapamiętał na zawsze. Dowiedziałem się gdzie mieszka i czatowałem na niego przed jego klatką. Kiedy w końcu go zauważyłem, podbiegłem do niego i zaatakowałem, zaczęliśmy się bić, lecz niestety był ode mnie silniejszy i nie dałem rady go pokonać.

Postanowiłem, że pójdę na terapię. Trochę mi pomogła. Jako że minęło trochę czasu, wszyscy w miarę o tym wydarzeniu zapominali.
W międzyczasie poznałem nowe, lepsze towarzystwo. O wszystkim wie tylko mój przyjaciel, reszcie boję się powiedzieć. Więc wydaje się, że wszystko jest OK. Ale nie jest. Czasami mam nawroty wspomnień, które powodują, że czuję się jak śmieć, jak gówno. W takich stanach wyobrażam sobie, że spotykam mojego prześladowcę i robię mu krzywdę. Nie miałem też od tego czasu dziewczyny, bo bałem się, że się o wszystkim od kogoś dowie i mnie zostawi, bo nie będzie chciała być z "oszczańcem", jak mnie wtedy nazywano.
Planuję znowu iść na terapię. Mam nadzieję, że tym razem pomoże.

#BqTCq

Hej,będzie to troszkę dłuższy elaborat, bo słabo ostatnio z moją psychą.

Otóż kiedy byłam małą dziewczynką byłam molestowana przez rok starszego kolegę. W szkole podstawowej i gimnazjum nigdy nie byłam akceptowano, bo to za gruba tudzież za brzydka albo śmiałam nie chodzić z innymi pić po szkole i wracać nieprzytomna do domu. Kiedy was nie akceptują, szukacie akceptacji gdzie bądź, w moim przypadku był to internet jak sami wiecie w internecie wszystko jest prostsze bycie odważnym i pewnym siebie nie jest już trudne.

W wieku 14 lat pierwszy raz weszłam na czat internetowy i ten dzień przeklinać będę do końca życia. Dla każdego faceta tam byłam piękna, nie rozumiałam tej zależności jak to jest, że koledzy w klasie wyzywają mnie od pasztetów, a w internecie nagle jestem piękna. Jak to w życiu bywa pierwszy chłopak, z którym się spotkałam mnie zgwałcił, co uczyniło mnie myślącą o sobie wyłącznie jako obiekt seksualny z nikim nie umiałam na tamtą chwilę stworzyć zdrowej relacji, bo wydawało mi się że liczy się tylko seks. Kiedy byłam coraz starsza zaczynało do mnie docierać co robię i że to jest złe, zaczęłam mieć tak potworne wyrzuty sumienia i czuć nienawiść do samej siebie, że postanowiłam umrzeć. Udało by mi się to gdyby nie fakt, że rodzice zobaczyli moje blizny i odpowiednio szybko zareagowali. Wiecie ja wiem, że połowa dziewczyn teraz nie szanuje siebie i ma gdzieś czy da jednemu czy większej liczbie facetów, wiadome możecie jak najbardziej mnie oceniać tak samo no bo przecież sama chciałam. Tyle, że dziś mam 22 lata i nie wyobrażacie sobie jaką nienawiść czuje do siebie i tych ludzi, którzy mnie skrzywdzili. I kiedy słyszę, że jakaś laska daje d*py na pierwszej lepszej imprezie chce mi się krzyczeć. Jak można nie szanować siebie tak świadomie i oficjalnie o tym mówić?
Jak mężczyźni mają nas postrzegać i szanować dobrze skoro co druga kretynka robi takie rzeczy, że galaktyka mała? Wiem, że połowa ma przysłowiowe wyrąbane, ale ja chyba nie pojmuje tej moralności.

#nm2YN

Nienawidzę śpiochów. Mało co mnie tak wkurza, jak ludzie zasypiający zbyt wcześnie i olewający towarzystwo. Zaczęło się to od mojej Matki, która miała problem z alkoholem. Nie była typem ani agresywnego alkoholika, ani zaniedbującego. Ale codziennie wieczorem wypijała sobie ok 4 piw i zasypiała ok 18, a ja jako dziecko czułam się opuszczona i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. W dodatku potwornie chrapała - do dzisiaj nienawidzę tego dźwięku tak, że odczuwam głęboki dyskomfort psychiczny gdy to słyszę.

Później miałam "przyjaciela" (dlaczego w cudzysłowie to temat na osobną opowieść), który zapraszał mnie do siebie, a potem po dwóch godzinach zgonił i ja przez kolejne 10 nie miałam co ze sobą robić. Pytacie, dlaczego nie wyszłam? Mieszkał na przedmieściach i często zapraszał mnie do siebie, gdy było ok 20, zasypiał o 22, a ja zwyczajnie bałam się iść sama po nocy ok 10 km do nocnego autobusu, który rzadko jeździł. On nie widział problemu w tym, że zaprasza kogoś do siebie a potem zasypia po dwóch godzinach i zgoni przez kolejne 10 - 12 godzin zostawiając gościa samego.


To samo potrafił zrobić, jak byliśmy na Mazurach - jego rekord to 18 godzin spania i kompletna zlewka na zaproszone osoby. Raz miał mnie zawieźć do szpitala, czekałam cały dzień. Dlaczego tego nie zrobił? Bo kur*a spał. To samo było, jak miał mi pomóc zabrać rzeczy z mieszkania po mojej zmarłej Mamie. Byliśmy umówieni, ale się nie pojawił. Dlaczego? PONIEWAŻ SPAŁ. I nie, nie miał narkolepsji, po prostu był uzależniony od marihuany i swój komfort stawiał ponad wszystkich innych.

Ostatnią kroplą był mój były współlokator. Chrapał tak, że ściany się trzęsły i słyszeli to chyba sąsiedzi trzy piętra w dół i w górę. Przeżyłabym to gdyby spał jak normalny człowiek przez 7 - 8 - 9 godzin, ale on spał kurcze cały dzień. Wstaję - chrapanie, wychodzę do pracy - chrapanie, wracam - chrapanie, kładę się spać - to przeklęte chrapanie. Jak przez chwilę nie spał i usiłowało się z nim pogadać przez jakieś pół godziny, to zaraz mówił: "To ja się jeszcze położę na drzemeczkę". Wywaliłam go już, ale wciąż nienawidzę słowa drzemka, a tym bardziej drzemeczka.
Nienawidzę takich egoistycznych śpiochów, którzy ponad wszystko i wszystkich przekładają własną niekończącą się kimę. Wiem, że sen jest ważny, ale jednak jak ma się dziecko, gościa, albo zobowiązania to można chyba chwilę wytrzymać bez tego snu. Ja też nie lubię wstawać rano do pracy, ale jednak jakoś to robię.
Nienawidzę śpiochów.

#oo1Zv

Kiedyś jak wracałem z pracy, to niefortunnie zdarzyło mi się potrącić gołębia. Skubaniec poderwał się z pobocza w takim momencie, że idealnie nadział się na mój kask. Ale dokonałem wtedy bardzo ciekawego odkrycia. Mianowicie gołębie niemal w 100% składają się tylko z piór i gówna. Kiedy dojechałem do domu, to okazało się, że nigdzie nie ma ani kropli krwi. Ale za to, zarówno ja jak i motocykl byliśmy cali obsrani.
Dodaj anonimowe wyznanie