#PfnwL

Jako 10-latka zakochałam się bez opamiętania w... księdzu z mojej parafii. Nie wiem co ja w tym człowieku widziałam. Nie był przystojny, nie był zbyt sympatyczny, totalnie nie miał podejścia do dzieci. Można by powiedzieć, że totalny zgred, a ja co niedzielę chodziłam do niego na msze, siadałam w pierwszej ławce i z maślanymi oczami wpatrywałam się w niego. Nawet nie rozumiałam co mówił na kazaniu, bo był to „język dorosłych”, ale to przecież nie było ważne. W walentynki postanowiłam, że zrobię mu prezent. Za uciułane pieniądze kupiłam całkiem pokaźny bukiet czerwonych róż i napisałam liścik, w którym wyznawałam miłość i nawet zapytałam, czy jak dorosnę, to zostanie on moim mężem (na szczęście listu nie podpisałam). Dalej wydawało mi się to mało, więc list włożyłam do koperty zrobionej z czerwonego papieru, obkleiłam całą masą naklejek z jakiegoś kobiecego pisma (takie cukierkowe serduszka, usta złożone do pocałunku, napisy „kocham cię”) i tak przygotowana ruszyłam do klasztoru, by mu to oddać. Drzwi otworzył mi jeden z zakonników, powiedział, że tamten ksiądz jest zajęty i nie może do mnie przyjść (na szczęście!), ale że odda mu przesyłkę, a przy tym zalewał się łzami i krztusił, próbując nie roześmiać się totalnie. Ja wyszłam stamtąd cała zadowolona, byłam przekonana, że furtian płakał, bo domyślił się, że za kilka lat ich ksiądz odejdzie, biorąc ze mną ślub.
Dziś myślę sobie, że byłam totalnym głupkiem, a z „mojego” księdza koledzy musieli jeszcze długi czas nabijać się we wspólnocie.

PS Sprawa nigdy nie wyszła, ksiądz nigdy nie zapytał, czy to ja mu przyniosłam róże (choć myślę, że raczej to wiedział) i nie było później żadnego ślubu (choć ja jeszcze ze dwa lata później byłam przekonana co do mojej wielkiej miłości i znalezienia tego jedynego).

#4Rj7Y

Mam prawie 50 lat i coraz częściej myślę o własnym końcu. Nie, nie planuję samobójstwa ani nic takiego. Po prostu już mi się nie chce. Dziecko dorosłe, samodzielne. Żony nie mam, choć mam partnerkę. Rodziców już nie ma. Przyjaciele? Znajomi? Są, ale raczej nie tacy, którzy by na dłuższą metę tęsknili.
Czy w życiu czegoś mi brakuje? Jak popatrzeć z boku, to absolutnie nie. Praca, całkiem niezła? Jest. Mieszkanie? Może małe, może na kredyt, ale jest. Samochód? Duży, z wyższej półki, może już ma swoje lata, ale nowszy/droższy mi zbędny. I mimo tego, że w teorii wszystko jest OK, coraz częściej myślę, aby rzucić wszystko, dosłownie wszystko.
Brak mi odwagi na tak radykalny krok i czasem marzę, aby zdiagnozowano u mnie coś, co pchnie mnie ku tej decyzji. I tak po prostu spakować się w plecak i nic nikomu nie mówiąc załatwić wszystko notarialnie, zostawić list z instrukcjami co i dla kogo i wyjechać w świat. Tak, aby nikt nie wiedział gdzie jestem i mnie nie szukał.
Gdziekolwiek, z dala od cywilizacji. I dokonać tam żywota, nie obarczając nikogo swoją śmiercią. Wśród zwykłych ludzi, dla których będę zupełnie nikim.

#r13aZ

Jeśli Twój napletek nie pozwala na odsłonięcie żołędzi penisa, to masz problem nazwany stulejką. Powinieneś iść do lekarza, który skieruje Cię do urologa i wprowadzi odpowiednie leczenie. Bo to choroba.
Jeśli Twoje jedno Twoje jądro wisi niżej niż drugie, to nic nadzwyczajnego. To jest normalne.
Małe kropki/krostki na mosznie lub jej okolicy to prosaki, nie należy ich wyciskać. Są normalne. Jeśli są uciążliwe i swędzą lub pękają, udaj się do lekarza, bo to najprawdopodobniej problem skórny. Popularny w okresie dojrzewania, ale nie tylko.
Ból jąder nigdy nie powinien być ignorowany. Jądra bolą czasami w wyniku dużego podniecenia, które nie zostało zaspokojone – masturbacja powinna być w tym przypadku pomocna. Każdy inny objaw bólu jąder powinieneś skonsultować z lekarzem.
Penis w stanie spoczynku może być malutki, np. 3-4 cm, ale ten sam penis we wzwodzie może mieć 15-17 cm. To jest normalne.
Biało-żółtawa wydzielina pod napletkiem jest oznaką złej higieny. Penis musi być myty letnią wodą z dodatkiem odrobiny płynu do higieny intymnej dla mężczyzn (nie może być ten dla kobiet, bo ma inne pH) – należy odciągnąć napletek do końca i dokładnie umyć wszystkie zagłębienia i dokładnie spłukać ciepłą, ale nie gorącą wodą. Penis należy myć minimum raz dziennie wieczorem oraz zawsze, gdy czujesz się nieświeżo.
Włosy okolicy intymnej są normalne i można, ale nie trzeba ich golić. Warto przycinać je, gdy są zbyt bujne. Depilacja na zero nie jest konieczna ani zakazana, zależy od Twojej woli.
Polucja to uwolnienie nasienia podczas snu. Twoja piżama będzie mokra i może mieć jasne plamy. To normalne. Czasem występuje, czasem nie. Zależy od fizjologii, indywidualne dla każdego.
Wytrysk spermy za pierwszym razem może przypominać popuszczanie moczu.

Tego wszystkiego dowiedziałem się sam, bo nikt mi o tym nie powiedział, jak dojrzewałem, może Tobie się to przyda.

#Ow71d

Przyszedłem dzisiaj po mojego młodszego brata do przedszkola. Niby wszystko normalnie, ale kiedy wracaliśmy, usłyszałem chyba piątkę dzieciaków, którzy się spierali o wielkość penisów ich ojców.
To nie koniec.
Mój brat krzyknął: „A Szymon (ja^^) ma większego od waszych tatusiów!”.
Żadna z opiekunek na szczęście nic nie usłyszała.
I usprawiedliwię się, że mój brat nigdy nie widział mojego Big Bena :D Chyba że o czymś nie wiem :D

Maciuś, pozdrawiam Cię :) Za kilka lat pokażę Ci to wyznanie ;)

#iAamG

Rok temu pojechałam na miesięczną, objazdową wycieczkę po m.in. Indiach. Trochę to kosztowało, ale warte było swojej ceny. Jednym z priorytetów programu była miejscowa kuchnia - taka naprawdę lokalna. Często gościliśmy (było nas 10 osób + przewodnik z danego kraju) w "podrzędnych" knajpach lub u zwykłych rodzin, które po znajomości z rezydentem zgodziły się za pewnym wynagrodzeniem pokazać nam swoją kulturę. Czasami odmawiałam i zostawałam w hotelu... odmawiałam, bo gospodarz zaznaczał, że (bardzo często spotykane tam podejście) kobiety są według jego tradycji gorsze i jedzą nie dość, że gorzej, to jeszcze na ziemi. Inne panie nie miały z tym problemu, ja tak - więc po porostu rezygnowałam.

We wspomnianych wyżej Indiach (i nie tylko, ale tam zapadło mi to najbardziej w pamięć) często odwiedzaliśmy otwarte dla turystów świątynie. Czasami te mniej dostępne również. Jak dla mnie, każde miejsce kultu zasługuje na szacunek i dostosowanie się do jego wymogów. Jeśli nie pasuje mi ich spełnianie, trzymam się z daleka.

W tamtej świątyni był bardzo duży ruch, mnisi witali turystów bardzo chętnie - tym chętniej, im więcej jałmużny turyści (w sumie to się tyczyło każdego pielgrzyma, dla mnie zrozumiałe, za coś muszą jeść itd.) ofiarowali. Dopuścili nas nawet do bardzo konkretnych obrzędów, podczas których jakieś litościwe rodziny musiały nas adoptować, byśmy zostali odpuszczeni. Obrzęd polegał na ofiarowaniu ryżu i innego jedzenia hinduskim bogom - grzecznie odmówiłam, bo jestem katoliczką i respektuję pierwsze przykazanie. Chciałam po porostu dyskretnie wyjść i poczekać sobie w świątynnym ogródku. Sprawę po cichu wyjaśniłam rezydentce.

Przewodniczka dostała dosłownie szału. Wezwała na pomoc drugą, z innej grupy, równoległej (akurat byli w tym samym czasie co my), bo cytuję "trzeba mnie ustawić do pionu". Rozmowa toczyła się po angielsku. Panie na mnie krzyczały, ja mówiłam spokojnie. Z pomocą przyszło mi sporo miejscowych, którzy łagodnie wytłumaczyli paniom, że tak nie wolno i proszą je o opuszczenie przybytku. Do mnie nie mieli nic i rozumieli moje podejście. Z taką postawą spotykałam się bardzo często. Największy najazd na mnie był ze strony przewodnika/innych członków grupy - bo jak to, ja nie chcę zwiedzać, co mi szkodzi, mam się nie wygłupiać, katolka itp. Tubylcy (mimowolni świadkowie) zaś nie mieli z tym problemu. Dwa razy jeden z mnichów powiedział, że mnie szanuje, bo ja szanuję siebie. To było bardzo miłe i takie ciepłe.

W krajach, gdzie panuje islam nie byłam. Mówię tu tylko o krajach, gdzie panuje buddyzm, hinduizm, shintoizm, prawosławie oraz pochodne tych religii. Nie godzę się z zasadami islamu, nie pcham się tam, gdzie one rządzą. Nie pasuje mi - nie korzystam. Proste.

#nfopd

Chciałabym przestrzec wszystkich przed uzależnieniem od masturbacji. Brzmi dziwnie, bo słowo uzależnienie kojarzy się głównie z alkoholem, tytoniem albo narkotykami, ale uwierzcie mi – od palcówek też się ciężko uwolnić.

Zaczęłam bardzo wcześnie. Nie pamiętam ile miałam dokładnie lat, ale zaczynały rosnąć mi już piersi i zarost. Idąc do łazienki umyć się nie myślałam o seksie i w ogóle jeszcze nie interesowały mnie te sprawy. Jednak już wcześniej zauważyłam, że kiedy się podmywam, kiedy strumień wody ze słuchawki prysznicowej kieruję między nogi, to ta woda wywołuje we mnie przyjemne doznania. Chcecie to wierzcie, nie to nie, ale ja tych doznań nawet nie kojarzyłam z seksem. Mi w głowie były lalki albo zabawy z koleżankami na podwórku. Jednak te nowe łazienkowe doznania szybko mi się spodobały. Zaczęłam przytrzymywać słuchawkę coraz dłużej między nogami. Któregoś dnia przytrzymałam tak długo, że aż doszłam, szczytowałam nieoczekiwanie. Pierwszy w życiu orgazm przestraszył mnie. Był tak silny, tak intensywny, że aż nogi ugięły się pode mną w brodziku. Nie wiedziałam, co się ze mną stało. Byłam w szoku, dosłownie. Po wyjściu z łazienki obiecałam sobie, nadal wystraszona, że to się więcej nie powtórzy. Aha, obiecanki cacanki. Już następnego dnia, podczas następnego mycia, była powtórka. A potem potoczyło się już z górki. Raz za razem. Czasem po kilka razy dziennie. Szybko odkryłam, że do orgazmu wcale nie musi być woda. Równie dobrze przyjemność mogę wyzwolić palcami pod kołdrą.

Dziś jestem dawno dorosła, a nadal zachowuje się jak tamta mała dziewczynka. Nadal się palcuję nałogowo. Przekleństwo samogwałtu zbiera straszne żniwo. Z mężem nigdy nie miałam orgazmu. Nawykłam pobudzać swoją łechtaczkę w pewien specyficzny sposób i tylko ja wiem, jak to należycie robić. Tylko sama sobie umiem sprawić sobie przyjemność, która dawno temu przestała być już przyjemnością. Przyzwyczaiłam się czerpać satysfakcję z wyobrażeń, których nie sposób zrealizować w codziennym życiu. Niestety, wszelkie inne formy podniety różniące się od moich myśli są dla mnie nieciekawe. Mąż mnie kocha i oddaję mu się kiedy tylko zechce, ale jego pieszczoty, choć stara się bardzo, nie zadowalają mnie. Przed mężem też miałam partnerów i oni wydali mi się równie nudni w łóżku. Każdy z was by się wydał nudny, bo przez lata przyzwyczaiłam się do własnego palca i własnych wyobrażeń. To straszne przekleństwo. Niestety, u mnie w domu nie rozmawiało się o tych sprawach i żałuję, że nie miał mnie kto ostrzec przed popadnięciem w nałóg. Dziś ja chcę natomiast was ostrzec. Nie każdy kto pije wódkę zostaje alkoholikiem i nie każda dziewczyna dopuszczającą się palcówki robi to nałogowo. Ale niektóre, jak ja, robią to nałogowo. Trzeba znać to ryzyko.

#NfwZ2

Bardzo denerwuje mnie to, że kiedy chcę sobie wziąć urlop na święta, to zawsze pierwszeństwo mają osoby, które mają dzieci. I co z tego, że ja ich nie mam? Każdy ma prawo do odpoczynku, szczególnie w święta, nieważne, czy ma się rodzinę, psa czy nie ma się nikogo.

Ale o bombelkach nie można powiedzieć nic złego, bo takie życie.

#4XKkd

Rodzice i dziadkowie od wielu pokoleń napędzali stracha dzieciakom, aby zmusić je do lepszego zachowania. Były czarne wołgi lub panowie, którzy w każdej sekundzie są gotowi zabrać niegrzeczne dziecko ze sobą. Moja babcia, jak sądzę, pobiła jednak wszystkich.
Miałam wtedy może z sześć lat, kilka dni po zamachu na WTC pojechałam na noc do dziadków. Całymi dniami mieli włączoną telewizję, więc naoglądałam się o tym wydarzeniu dość sporo. Chociaż mało jeszcze rozumiałam, to byłam trochę przestraszona widokiem płonących wież, babcia to zauważyła.
Musicie wiedzieć, iż z niewiadomego mi już powodu nie lubiłam zasypiać. Często nuciłam coś cichutko, siadałam i tym podobne, by chociaż trochę opóźnić cały proces zasypiania. Rodzicom mocno to nie przeszkadzało, bo miałam swój pokój, ale gdy byłam u dziadków, musiałam spać między nimi, nie dziwię się więc babci, że się zdenerwowała, gdy po prawie godzinie od położenia się ja nadal miałam oczy jak pięć złotych. Po trzeciej prośbie bym spróbowała w końcu iść spać, usiadła nagle i wskazała ręką na drzwi balkonowe. „Słyszysz? Pod blok podszedł Bin Laden, lepiej zaśnij, inaczej wysadzi cały blok w powietrze i umrzemy” – szepnęła oschle i się położyła.
Zamarłam w niemym strachu, bojąc się wziąć głębszy oddech, abym nie spowodowała śmierci ludzi z całego wieżowca. Leżałam w takim stanie dłuższy czas, nim wymęczona stresem zasnęłam. Przez kilka tygodni zasypiałam długo w okropnym strachu, ale chociaż cicho.
Ot, taka historia dziewczynki straszonej Bin Ladenem.

#dsPgZ

O tym jak prawie wzięłam udział w międzynarodowej aferze.

Dawno temu przez bardzo krótką chwilę pracowałam w hotelu nad jeziorem. Miał on na terenie samodzielne domki zamieszkiwane wówczas przez irlandzkich pracowników zatrudnionych przy pobliskiej budowie autostrady i ich rodziny. Ludzie ci byli hałaśliwi, roztrzepani i zostawiali po sobie totalny chaos.
Był jednak jeden gość, który znacznie wyróżniał się temperamentem. Był to inżynier- konstruktor na wyższym stanowisku niż reszta, bez rodziny na miejscu, spokojny, zrównoważony, inteligentny, prowadził ze mną dyskusje na poważne tematy. Ja szlifowałam język, on miał z kim porozmawiać na poziomie.
Pewnego dnia zapytał czy nie potrzebuję kupić asfaltu. Teraz mając swój dom z kiepską drogą pewnie bym rozważyła propozycję, ale wtedy na wynajmie pomyślałam "na cholerę mi asfalt". Odmówiłam uprzejmie, a on spytał tylko czy jestem pewna, bo to jednorazowa propozycja wynikająca z sympatii. Rozbawiło mnie to i zszokowało jednocześnie, bo kto z sympatii proponuje kobiecie asfalt? Nie skorzystałam, on już więcej do tego nie wracał, a ja wkrótce zmieniłam pracę.

Minęło trochę czasu, zdążyłam zapomnieć o tym pierdolniku zwanym hotelem, a tym bardziej o nietypowej propozycji. Aż tu nagle gruchnęła w kraju afera, bo z budowy tego konkretnego kawałka autostrady wyprowadzono bokiem jakieś ogromne ilości asfaltu i innych materiałów. No cóż, najwyraźniej były też oferty hurtowe.

#H0zGQ

To zdarzyło się w ostatni piątek. Pracuję w pięciopiętrowym biurowcu, na ostatnim piętrze. Całe to piętro zajmuje nasza firma. Koło godziny 13 zwykle wychodzę z kolegami na obiad do baru po drugiej stronie ulicy. Tego dnia miałem niezły młyn i musiałem iść później, sam. Wszedłem do windy. Wdusiłem “0”, drzwi się zamknęły i winda ruszyła. Po kilku sekundach zorientowałem się, że zostawiłem komórkę na biurku. Kurde, bez telefonu jak bez ręki, co będę robił w trakcie jedzenia. Wcisnąłem “4”, wysiądę i podbiegnę piętro. Za późno, winda się nie zatrzymała. Niech będzie “3”. Popatrzyłem z nadzieją na wyświetlacz, pojawiła się trójka, ale winda pojechała dalej nie zatrzymując się. Wtedy wcisnąłem “2”, ale oczywiście też już za późno. Z westchnieniem rozczarowania zjechałem na parter. Świeciły się już wszystkie przyciski oprócz “1”, więc ten brakujący też wcisnąłem, żeby było do kompletu. 

Winda zatrzymała się, drzwi się rozsunęły… i zobaczyłem prezesa firmy, w której pracuję. Ja wysiadłem, on wsiadł. Za plecami usłyszałem jego wkurzony głos “Co to ma być, przedszkole?!” Nie oglądając się oddaliłem się szybkim krokiem, mając nadzieję, że się nie zorientował, że pracuję w jego firmie.
Dodaj anonimowe wyznanie