#t3siN

Jestem sfrustrowana. Nie wiem co robię nie tak z facetami. Poznaję normalnego mężczyznę. I z biegiem związku zaczynają się zmieniać w potulne, bezwolne ciapciaki. Kiedy wybieram partnera, patrzę między innymi na to, jak podejmuje decyzje. Czy umie je podejmować samodzielnie i przejąć dowodzenie, ale też bierze pod uwagę zdanie innych, czy ja też mam coś do powiedzenia. I każdy z moich partnerów (trzech ich było) z biegiem związku próbuje zrzucić na mnie wszystkie decyzje. Nie jestem typem kobiety, która się czepia, więc opcja, że robią to dla świętego spokoju odpada. Ze wszystkimi rozmawiałam, pytałam, o co chodzi. Zawsze ta sama odpowiedź. Żeby uczynić mnie najszczęśliwszą, jak najszczęśliwszą, żeby wszystko było takie, jak sobie wymarzę. Mojemu mężowi starałam się nawet odmawiać wprost podjęcia decyzji i zmusić do wybierania samodzielnie, ale ileż można próbować zmusić człowieka do podejmowania decyzji. I odkąd urodziłam bliźniaki, to jeszcze się pogorszyło. Pyta mnie, które spodenki im założyć, którą torbę wziąć na zakupy, czy może zjeść ser, zmienić obrus, ogolić się jutro, a nie dziś. Czy ja mu kiedyś zrobiłam awanturę, że złą torbę wziął? Zjadł ser? Założył im złe spodenki? Nie! Póki coś działa, to jest OK. Czasem zwrócę uwagę, ale to wszystko. Mam zaufanie do niego, że umie zrobić sam i ogarnąć sam. Więc czemu zapomniał, jak się podejmuje decyzje? Już nie wiem jak z nim dyskutować.
karlitoska Odpowiedz

Jeśli chodzi o podejmowanie decyzji dotyczących dzieci, to zauważyłam, że wielu facetów tak ma. Tak, jakby uważali, że kobieta lepiej wie w co ubrać, czym i kiedy nakarmić malucha itd. U nas dużo się zmieniło jak mąż został na kilka dni z dzieckiem sam i okazało się, że świetnie sobie radzi. Mam wrażenie, po tym jest bardziej pewnym siebie i świadomym rodzicem :)

Odpowiedzi (2)
thor1908 Odpowiedz

" Czy ja mu kiedyś zrobiłam awanturę, że złą torbę wziął? Zjadł ser? Założył im złe spodenki? Nie!"
- Jesteś tego na 100% pewna? On może to trochę inaczej odbierać.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#vPdk9

Z moim chłopakiem jesteśmy razem już jakieś 4 lata, mieszkamy razem od roku. Z dnia na dzień coraz bardziej zastanawiam się nad tą relacją...
Od komputera wstaje tylko wtedy, kiedy idzie do pracy albo do łazienki. Nawet do kuchni już raczej nie wychodzi, bo kiedy coś ugotuję, prosi mnie, żebym przyniosła. Próbowałam go namówić czasem na jakieś wyjścia, czy to do znajomych, czy to gdzieś pojechać... Narzekał. Obniżyłam swoje wymagania i zaproponowałam po prostu spacer po okolicy. Narzekał. Kiedy go o coś proszę, a nie są to wymagające rzeczy (typu wyniesienie śmieci albo posprzątanie talerzy z biurka), mówi, że zaraz to zrobi, a finalnie to „zaraz” nigdy nie następuje. Przeprasza mnie za to, że nie zrobił o co prosiłam, ale na powiedzeniu „przepraszam” się kończy.
Jego ulubiona wymówka na wiele rzeczy to „zapomniałem”. Umówiliśmy się kiedyś ze znajomymi, że pojedziemy za miasto na jeden dzień. Pociąg mieliśmy o 8 rano. Mój oczywiście zaspał, bo grał do 5 nad ranem, a kiedy mu przypomniałam, że przecież byliśmy umówieni – „zapomniałem”.
W moje urodziny grał cały czas na komputerze. Zorientował się dopiero w momencie, kiedy zadzwoniła do mnie ciotka z życzeniami. Jego reakcja? „To ty masz dzisiaj urodziny? Przepraszam, zapomniałem, wszystkiego najlepszego”. I tyle, poszedł dalej grać.
Kiedyś musiałam zostać dłużej w pracy i poprosiłam go, żeby mnie odebrał. Wyszłam wtedy jakoś po 18 (była zima i było ciemno, w dodatku padał śnieg), dzwonię do niego – „zapomniałem”.
Wiele razy mu mówiłam, że jest mi przykro z powodu jego zachowania. W takich sytuacjach przeprasza mnie, potem przez 2 góra 3 dni zachowuje się jak nie on. Rozmawia ze mną tak jak kiedyś, pomaga mi, ogarnia rzeczy, o które go proszę. Mówi, że mnie kocha i jestem dla niego wszystkim. Ale potem wraca do grania i do „zapomniałem”. Pamięta natomiast o tym, żeby odpisywać byłej, bo „przecież jest dobrym człowiekiem”. Kiedy poprosiłam go o zerwanie z nią kontaktu, bo mnie to krzywdzi, odpowiedział mi, że przecież tylko ze sobą piszą i nic więcej, a poza tym ona chciała mu się tylko wygadać po tym, jak zerwała ze swoim chłopakiem.
Wstydzę się wygadać komuś znajomemu, dlatego piszę to tutaj. W oczach przyjaciół i rodziny zawsze byliśmy tą idealną parą – miło spędzaliśmy czas, zamiast się kłócić dogadywaliśmy się jakoś, umieliśmy ze sobą rozmawiać. Odkąd razem mieszkamy, on coraz mniej przypomina mi tego chłopaka, na którym mi kiedyś tak zależało. Mam wrażenie, że jestem mu coraz bardziej obojętna. Nie wiem, czy mam próbować ratować ten związek, czy po prostu odpuścić.
Postac Odpowiedz

Odpuść. Twój chłopak teraz zachowuje się tak, jak będzie się zachowywał przez następne lata. Chcesz takiego życia?

AvusAlgor Odpowiedz

Weź urlop i wyjedź na tydzień. Sprawdź, po jakim czasie się zorientuje, że Cię nie ma. Na pierwsze dwa jego pytania odpowiedz wyłącznie "Niedługo będę". Sprawdź, czy zainteresuje się ponownie.
Po tygodniu wróć z firmą przeprowadzkową. Wytłumacz tylko jej pracownikom, że tej mumii siedzącej przed kompem mają nie zabierać.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#TbDST

Nigdy nie czułem, że chcę zostać ojcem. Mieliśmy na ten temat wiele sporów z moją żoną, ale ostatecznie doszliśmy do wniosku, że będziemy mieli jedno dziecko. Chciałem mieć syna, ale przede wszystkim chciałem, żeby dziecko było zdrowe. Nie wyszło w obu przypadkach.

Od pierwszej chwili, gdy zobaczyłem córkę, zakochałem się w niej bez reszty. Jest cudowna. Zrezygnowałem z dodatkowej pracy, którą bardzo lubiłem, aby mieć więcej czasu dla niej. Każdy jej uśmiech rozwala mnie na części i czasem się wstydzę, że chyba kocham ją bardziej niż żonę.

Niestety. O ile przerobienie kwestii syn czy córka okazało się po prostu głupią fanaberią, o tyle zdrowie dziecka to już rzecz niepodważalna. Tu niestety nie da się nic zrobić. Moja największa miłość jest i będzie niepełnosprawna. Moich uczuć to nie zmieni, ale gdy w gronie rodziny i znajomych rodzą się kolejne zdrowe dzieci, czuję żal i frustrację. Dlaczego my? Dlaczego ona? Gratuluję im kolejnych urodzin, a w środku coś we mnie pęka, że może to być moja lub żony wina. Jak mamy jej za kilka lat wytłumaczyć, że jest inna... Nie chcę zabierać mojego dziecka do innych dzieci, nie chcę, żeby czuła się inna. Boję się, że rówieśnicy będą ją traktować jako „coś”. Czuję, że zawiodłem jako ojciec, a przecież chciałem tylko, żeby mogła być zdrowa.

Każdego dnia przytłacza mnie to coraz bardziej i nie wiem już jak sobie z tym radzić. Najchętniej odebrałbym sobie zdrowie, aby nie czuła się w tym samotna.
monzStanu Odpowiedz

to nie daj odczuc jej, ze jest niepelnosprawna, zabieraj gdzie inne dzieci, rozmawiaj, przekaz jej i pokaz wartosc siebie, niezaleznie od tego, jakiego jest sie wzrostu, usmiechu, chorob itd:) pokaz jej, ze warto zyc, nawet jak to powazna niepelnosprawnosc, zabieraj ja, pokazuj pasje, odkrywaj przed nia swiat:) gory, morze, podroze:D

Odpowiedzi (4)
Dantavo Odpowiedz

Musisz przede wszystkim traktować dziecko tak, by jak najmniej dać jej odczuć, że jest inna. Daj jej pobawić się z rówieśnikami. Odcinanie jej od środowiska i rówieśników nie da nic dobrego. Obecnie wychowujesz ją na odludka, osobę, która będzie się wstydzić swojej niepełnosprawności.

Zobacz więcej komentarzy (10)

#sn66Z

Posiadam odkurzacz wodny i muszę go po każdym odkurzaniu myć. Wiadomo, że niektóre syfki wlecą do syfonu i zapychają mi odpływ w wannie. Postanowiłam sama wszystko odkręcić i to wyczyścić. No niestety coś źle zrobiłam i nie dało rady odkręcić. Poprosiłam męża. Zadał mi krótkie pytanie, na które nie potrafiłam odpowiedzieć: Dlaczego nie możesz poprosić mnie o pomoc, tylko ruszasz sama i później ja muszę naprawiać?
Dzisiaj odpowiedziałam sobie na to pytanie. Mianowicie pojechałam załatwić w urzędzie jedną rzecz i po drodze zajechałam do sklepu. Dosłownie po 5 minutach wróciłam i nie mogłam odpalić samochodu. Widziałam, że „pali” się kontrolka akumulatora, więc pewnie padł akumulator. Spróbowałam jeszcze w międzyczasie podpompować pompką od paliwa, ale też nie dało rady odpalić. Zadzwoniłam do męża.
Ile ja się nasłuchałam przez telefon... Po co tam pojechałaś, a urząd jest w innym miejscu itp., itd.
Streszczając całą historię: po prostu spalił się bezpiecznik od start/stop. Ale tyle było przy tym gadania, że zdałam sobie sprawę, że chyba wolałabym, żeby jakaś inna osoba mi pomogła niż własny mąż. Właśnie dlatego czasem wolę po prostu wziąć sprawy w swoje ręce.
AvusAlgor Odpowiedz

Jakiś czas temu przestałem rozumieć ludzi, którzy stawiają jakieś przedmioty wyżej niż drugą żywa osobę i robią awantury o rzeczy martwe. Ale ja stary jestem, nie nadążam :)

Odpowiedzi (2)
Postac Odpowiedz

O kurde. Czytając takie wyznania uświadamiam sobie, jakiego mam cudownego męża. Przykład :
"-zepsułam radio.
- ok. Później spróbuję naprawić ". I naprawił.

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#NKNJm

Jako dzieciak, jeszcze za komuny, znalazłem legitymację szkolną. Taką w plastikowej oprawce i w folijce. Należała do jakiejś dziewczynki, co wywnioskowałem z imienia. Był tam też adres. Niedaleko. Więc odniosłem pod same drzwi. Pukam. Otwiera mi matka uczennicy. Mówię dzień dobry i podaję legitkę. Kobieta odbiera ją z mych rąk, ogląda z jednej, z drugiej strony, po czym pyta: „A dziesięć złotych gdzie? Za folia była jeszcze dycha”.

Zamiast podziękowań otrzymałem podejrzliwe spojrzenie, po którym poczułem się jak jakiś złodziej.
Valentina93 Odpowiedz

Siostra kiedyś znalazła telefon i gdy zadzwonił umówiliśmy się i oddaliśmy , a na drugi dzień w szkole były plotki że siostry X są złodziejkami . Ludzie to są jednak pomyleni , serio . Gdybyśmy załóżmy ukradły to po co oddawać .

vylarr Odpowiedz

Kiedyś znalazłem telefon, po chwili ktoś na niego zadzwonił, podawał się za właściciela. Powiedziałem mu gdzie jestem i kiedy mogę mu oddać telefon. Ten zaczął zwyzywać mnie od najgorszych.
Odpowiedziałem mu, że jak jest taki miły, to wrzucam telefon do śmieci, a on niech sobie szuka, który to śmietnik.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#motvb

Byłam zdolną uczennicą i matury poszły mi wspaniale, ale jedna, ustna z polskiego, wypadła koszmarnie. Stres spowodował atak paniki, zdałam minimalnie, a potem byłam w szoku, zaskoczona i sfrustrowana własną indolencją i z uczuciem fuksa, że mimo to się udało. Wróciłam do domu, warknęłam do mamy „Nawet nie pytaj”, rzuciłam torebką i szpilkami i uciekłam do salonu. Położyłam się w fotelu i wywaliłam zmęczone nogi na stół. Wtedy weszła moja mama, nic nie powiedziała, wręczyła mi kieliszek wina i wyszła.

To było 10 lat temu. Ostatnio z okazji Dnia Matki przypomniałam jej to zdarzenie i podziękowałam, że zrobiła najlepszą rzecz, jakiej wtedy potrzebowałam.

Co roku w jej święto opowiadam jej jakąś drobną sytuację, której bardzo często ona wcale nie pamięta, ale która wg mnie świadczy o tym, jaką jest wspaniałą mamą. To dla niej zawsze zaskakujące i sympatyczne.
TakaSobieAnn Odpowiedz

Moja mama zrobiła tak, jak wróciłam załamana z urodzin mojego byłego, na których postanowił mnie rzucić. Wino jest dobre na wszystko, a zwłaszcza od mamy :')

WiecznyDzieciak Odpowiedz

Kurde, spoko mama

Zobacz więcej komentarzy (4)

#lysWQ

Mój mąż wypomina mi WSZYSTKO.

Jesteśmy młodym małżeństwem, dopiero 1,5 roku po ślubie. Przed zamążpójściem byliśmy parą przez 5 lat. Zawsze było OK, ale odkąd wzięliśmy ślub, mój mąż wypomina mi i narzeka na rzeczy, za które nie do końca odpowiadam lub nie są w stu procentach moją winą. Dla przykładu: rok temu zostałam zwolniona z ukochanej pracy, a moi rodzice mieli poważny wypadek. Wszystko stało się w przeciągu kilku dni. Stanęłam na wysokości zadania, szybko znalazłam pracę, pomogłam rodzicom jak tylko mogłam, ale cztery miesiące po tym zdarzeniu przeszłam atak paniki – pierwszy w życiu. Myślałam w środku nocy, że mam udar. Mąż był ze mną, pomagał mi się uspokoić (całość trwała około 3h) i do teraz mi wypomina, że on musiał ze mną siedzieć, a ja sobie wkręcałam, że miałam udar i jestem niestabilna psychicznie. Lubi to wyciągać zwłaszcza w trakcie kłótni.
Wypomniał mi, kiedy dzwoniłam do niego spanikowana, bo bezdomny leżał pijany na schodach w bloku i bałam się sama koło niego przejść (miał tylko wyjść z mieszkania i patrzeć, czy aby gościu mnie nie zaatakuje). Do dzisiaj wypominanie, że sama sobie nie radzę.
Poprosiłam go kiedyś, żeby przywiózł mi do pracy coś do jedzenia (siedział w domu, miał wolne, a do mojej pracy spod domu są 3 km), bo zapomniałam portfela i nie mogłam sobie kupić. A i owszem, przywiózł, ale miałam wypominane, że jestem nieodpowiedzialna i nie pilnuję swoich rzeczy. Zmieniałam po prostu torebki i zapomniałam przełożyć portfel.
Z zawodu jestem kosmetologiem. Szkoliłam się z nowej maszyny i potrzebowałam modelki. Moja koleżanka się rozchorowała i poprosiłam męża, żeby przyszedł na darmowy zabieg. Trwał on jakieś niecałe dwie godzinki, a koszt takiego jednego zabiegu to około 1800 zł. Przyszedł, owszem, ale miałam wypominane.

Kocham go, i to mocno, ale męczy mnie to strasznie. Wiecznie czuję się niedostateczna i głupia. A nigdy przedtem się taka nie czułam. Miałam zawsze naprawdę wysokie poczucie własnej wartości. I nie wiem, czy to ja przesadzam, czy mąż... Moje koleżanki bagatelizują to i twierdzą, że na tym między innymi polega małżeństwo i bycie z kimś. Mnie się to nie podoba, bo co z tego, jak wiem, że mogę na niego liczyć, skoro strach o cokolwiek poprosić?
ingselentall Odpowiedz

Mąż ma się zmienić, albo rozwód. Tak to się robi. Mąż to ktoś, od bycia z kim czujesz się lepiej, a nie gorzej - to tak na wszelki wypadek przypominam, bo kobietom czasami to umyka.

Odpowiedzi (3)
Postac Odpowiedz

Na tym polega małżeństwo? Na wypominaniu sobie pomocy? Coś chyba się tym Twoim koleżankom pomyliło. Małżeństwo, to gdy możesz na kogoś liczyć i sama dajesz mu pomoc - bezinteresownie.

Zobacz więcej komentarzy (13)

#U7uz8

W wieku 10 lat na pogrzebie dziadka jako jedyna się cieszyłam, że dziadek umarł. Dlaczego? Dlatego że myślałam, że po śmierci dziadek znowu będzie z babcią, a za życia bardzo za nią tęsknił i płakał, kiedy ktoś o niej mówił.
Najlepsze jest to, że po pogrzebie śniło mi się, że dziadek stoi razem z babcią – nic nie mówili, ale oboje się uśmiechali. :)
Selevan1 Odpowiedz

Bo tak często jest. Też w to wierzę, bo w coś trzeba. Nie mogę się doczekać na spotkanie ze wszystkimi moimi kotami.

Yacsa80 Odpowiedz

To jest o tyle zabawne, że jako jedyna zachowałaś się, jak prawdziwa katoliczka. Bo przecież śmierć i pójście do nieba jest czymś radosnym i ci, co zostali na ziemi nie powinni się smucić z tego powodu.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#lkP7L

Uważam, że sprzątanie po psie to głupota, ale zanim mnie zjecie, to pochylcie się nad tematem i zastanówcie, dlaczego chcecie, żeby sprzątać po swoich psach.

Pakowanie odchodów, które w normalnych warunkach rozkładają się w tydzień (w zimie trochę dłużej) w plastikowy woreczek, a potem wyrzucenie go do śmietnika, gdzie dostęp mają chociażby ptaki, to upadek ekosystemu.
Pakujemy kupę, która świetnie się rozkłada i nawozi ziemię, w plastik, który najszybciej rozłoży się w 5 lat! Jak dla mnie to bardzo ironiczne.
Słyszałam argument, że w ten sposób można się zarazić pasożytami, przy zjedzeniu owoców z tak nawożonego drzewa, ale serio – kiedy ostatnio jedliście owoce z drzewa w mieście? Prędzej zatruje was ilość ołowiu ze spalin niż pasożyty od psa.

Jasne, można korzystać z papierowych torebek, ale czy próbowaliście zapakować coś ciepłego i wilgotnego w papier?

Ale najgorsze jest to, że nie ma racjonalnego wyjaśnienia, żeby sprzątać. Najczęściej jest to „kupa śmierdzi, kupa be” i tyle. Albo argument psucia widoku. No ubóstwiam.
Jasne, chodnik nie powinien być miejscem, gdzie pies się załatwia i jest to jedyny moment, w którym „sprzątam” po psie, jednak nie wyrzucam wtedy do śmietnika, tylko chusteczką przenoszę na najbliższy trawnik. Przyroda da sobie radę.
Chodzisz po trawniku? A nie wiesz, że jest zakaz? To się nie dziw, że wdepnąłeś.

Zamiast batalii z psimi kupami, dużo bardziej przydałaby się wojna ze śmieceniem petami, butelkami, rozbitym szkłem, plastikowymi opakowaniami i tym podobnymi.

Piszę to, ponieważ dziś po raz drugi w życiu ktoś wyskoczył do mnie z łapami za to, że nie sprzątam po psie. Serio.
Na szczęście umiem się obronić, a ten człowiek (był pijany i mocno agresywny) nie podjął kolejnej próby.

Ale żeby tak o byle g*wno próbować kogoś uderzyć, to mi się w głowie nie mieści.
Ifyoulikeme Odpowiedz

Jesteś syfiarzem. Życzę regularnie obesranych butów.

miensnywonsz Odpowiedz

wali mnie twoja opinia, nie mam psa i nie mam ochoty wąchać lub oglądać/wdepnąć w gówno twojego kundla, w domu nim sobie sraj jak ci nie przeszkadza

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (22)

#oLPq9

Kiedy chodziłam do podstawówki, lekcje religii miałam z wyjątkowo dziwnym i chorym babskiem (mężatka, dzieciata, kilka lat temu nakryta przez wiernych na plebanii pod kołdrą proboszcza :)). Nakręcała nas na przesadzoną wiarę, krytykowała, jeśli ktoś nie umiał stworzyć plastycznego arcydzieła, zaliczaliśmy u niej pojedynczo znajomość każdej istniejącej modlitwy, mówiła, że za grzechy będziemy się smażyć w piekle do końca świata. Żeby jej nie denerwować, zanim jeszcze weszła do klasy zaczynaliśmy śpiewać „Barkę” czy „Pan Jezus już się zbliża”. I tak powoli niszczyła dziecięce, małe, bardzo pojętne głowy. No i tu jestem ja, świeżo po komunii, zakochana w Panu Bogu i brzydząca się grzechem, śpiewająca psalm na prawie każdej mszy, na zmianę z czytaniem listów do Koryntian.

W domu mieliśmy tylko jedną łazienkę, w której mój tata przesiadywał godzinami, miał tam nawet radio, żeby mógł posłuchać muzyki czy audycji. Akurat tak się złożyło, że zachciało mi się dokładnie wtedy, kiedy tata był w toalecie i na domiar złego, w radiu leciała właśnie pełna składanka Bad Boys Blue. Błagałam trzy razy, żeby mnie wpuścił, bo pociąg był już na ostatnim zakręcie... „Zaraz”, „Już, moment”, „Nie denerwuj mnie, już kończę”. Obiecanki cacanki, no i zdesperowane dziecko po 20 minutach nie wytrzymało. Jedyne co przyszło mi do głowy, to pójść do kuchni, wyjąć miskę na zupę i klęcząc nad tym niewielkim naczyniem, dać upust swej radości. Po tym niezbyt przemyślanym czynie nie miałam pojęcia, co zrobić z produktem. Zanim zdążyłam wpaść na jakiś genialny pomysł pozbycia się dowodów zbrodni, z łazienki wyszedł ojciec. Patrząc kilkukrotnie raz na mnie, raz na miskę, bordowy i zdenerwowany do granic możliwości, rzucił do mnie jedynym tekstem, który przerażał mnie wtedy bardziej niż śmierć małego kotka: „To co zrobiłaś to grzech ciężki! Musisz się z tego wyspowiadać!”. Tacie wprawdzie szybko odpuściły nerwy i przyznał, że jedynie żartował, ale moje długie rozważania na ten temat i wyprany mózg po ciężkich przeżyciach na lekcjach religii nie pozwalały mi spać spokojnie. I tu historia ma swój koniec.

Ja, konfesjonał i niezapomniany do tej pory śmiech księdza, który usłyszał mój najcięższy grzech: „Zrobiłam kupę do miski po zupie. Więcej grzechów nie pamiętam”. Uraz mam do dziś.
LadyS Odpowiedz

Ja byłam przerażona, jak katechetka nam powiedziała, że Boga musimy kochać bardziej niż własnych rodziców. Nie mieściło mi się to w glowie. No bo jak? Od mamusi i tatusia? Kogoś innego? I to jeszcze muszę?

L00seC0ntr0l Odpowiedz

Spoko, moja katechetka w pierwszej klasie podstawówki zabrała nas do kościoła. Przed wejściem zagroziła, że gdy ktoś będzie się źle zachowywał to "znajdzie kija i będzie lała". Pamiętam jak się przestraszyłam tych słów i powiedziałam o tym mamie, która zwróciła uwagę katechetce. Baba wzięła mnie potem na stronę i mnie ochrzaniała, że gadam głupoty ;/ a w zerowce wydarła się na mnie, że narysowalam uśmiechniętego Jezusa na krzyżu ;x serio, nie miałam niczego złego na myśli :D

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (15)
Dodaj anonimowe wyznanie