#VZFMo

Jestem 26-letnią dziewczyną i razem z chłopakiem mamy niepełnosprawne dziecko, wymagające rehabilitacji. Mam też mamę, która bardzo mi pomagała finansowo, jednak rok temu postanowiłam ograniczyć z nią kontakt do minimum.

Mimo tego, że to dzięki jej pomocy mogliśmy zawsze żyć skromnie, lecz godnie i opłacać leczenie oraz rehabilitację córki, nie mogłam znieść zachowania mojej mamy.
Moja mama traktowała mnie jak debilkę, lekceważyła zalecenia lekarzy, ingerowała w wychowywanie mojego dziecka, często przy tym niszcząc kilkumiesięczną pracę psychologów oraz naszą nad zachowaniem córki. Potrafiła ingerować w to jak żyjemy, próbować wymuszać na nas różne zachowania. Nie potrafiła zrozumieć tego, że żyjemy inaczej niż ona, mamy inny gust, inne opinie, że wolimy słuchać lekarzy niż samozwańczych wróżek i uzdrowicieli.
Awantury o brak chrztu, ślubu, o to, że nie obchodzimy świąt, że wolimy czasem odpocząć niż mieć zaplanowaną każdą sekundę życia.

A najgorsze jest to, że wszystko zawsze sprowadza do pieniędzy. Ona nam pomagała finansowo, więc może wszystko. Nie słuchała nigdy naszych argumentów, próśb, na każde zdanie o leczeniu, wychowywaniu, błędach jakie popełnia, używała tego samego argumentu "wysyłam wam kasę".

Po siedmiu latach takiego zachowania powiedziałam stanowcze STOP. Mimo tego, że żyje się nam teraz znacznie gorzej finansowo, powiedziałabym nawet, że na granicy biedy, to w końcu jestem spokojna i szczęśliwa. Czasem ona do mnie dzwoni, zazwyczaj kończy się kłótnią, bo przecież "wysyłała nam kasę".
kotekzpiwnicy Odpowiedz

Bardzo dobrze że ograniczyłaś kontakt, trzeba otaczać się ludźmi którzy sprawiają że czujemy się dobrze. Życzę powodzenia w rehabilitacji córki!

karolyfel Odpowiedz

Bardzo dobra decyzja, choć zapewne trudna. Trzymam za Was kciuki, mam nadzieję, że również finansowo Wam się ułoży.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#2UI98

Niedawno byłam u lekarza. Byłam tak około 9:00, a w poczekalni czekała długa kolejna. Miałam numer 20, a kilka minut po mnie przyszła pewna pani z małym chłopcem, którzy mieli numer 45. 


Chłopiec okropnie krzyczał, kopał i wykonywał dziwne ruchy. Jego mama przepraszała, mówiła że ma autyzm i żyje we własnym świecie. Ludzie skarżyli się, mówili żeby wyszła i "poszła do lekarza dla takich bachorów jak on". Widać było że te słowa ją bolą. 

Jestem dosyć nerwowa, a jedyne co mnie uspokaja to kolorowanki, dlatego zawsze noszę i kredki w pudełku. Oddałam je małemu, który natychmiast zamilkł i zajął się kolorowaniem.Oddałam im też swój numerek. Kobiety ponownie zaczęły gadać że co to za wychowanie, że one stały już wcześniej i dlaczego "gównarzeria" ma wejść przed nimi. 

Pracowałam kiedyś z dziećmi z zespołem Downa i autyzmem. Każde z nich wydawało się problematyczne, z powodu krzyków, ślinienia i puszczania gazów, jednak każde z nich ma swoje potrzeby i potrafią pokazać więcej serca niż ktokolwiek inny. Każde z nich jest cudowne i potrzebuje pomocy. 

Swoją drogą, bardzo polecam książkę: "Billy, kot który ocalił moje dziecko".
Faraksa Odpowiedz

Często spotykam się z określeniem "znieczulicy ludzkiej", tekstami w stylu "ludzie to chamy/wredoty/itp". A prawda jest taka, że wiele jest takich osób jak Autorka; osób, które są bezinteresownie miłe i pomocne. Chodzi po prostu o to, że wrażenia spowodowane trafianiem na niesympatycznych ludzi zacierają wspomnienia o tych pomocnych osobach.
Taki tam mój głupi monolog.
Puentując, zrobiłaś mały gest Autorko, a mimo wszystko gdyby wszyscy ludzie się tak zachowywali świat byłby lepszy :D

Odpowiedzi (1)
niebieskiatrament Odpowiedz

Dlaczego niby upośledzeni pokazują więcej serca niż inni? Trochę to podłe, takie szufladkowanie i oczernianie zdrowych dzieci.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#0DN5Z

Będzie raczej mocne. I dla wielu obrzydliwe.
Mam małego, domowego psa, rasy York. Pies świetny, bezproblemowy, gdyby nie jego uprzedzenie do kąpieli. Było z nim okropnie ciężko, kiedy wsadziłeś go do prysznica automatycznie zaczynał skomleć, piszczeć i się wyrywać.
 
Raz, kiedy myłem mu brzuch, pies zaczął się... masturbować do mojej ręki. Postanowiłem, że pomogę mu. I tak, strzepałem własnemu psu. 

Od tamtego dnia robię tak przy każdej kąpieli, a piesek nagle je polubił.
Gorion Odpowiedz

Chore
Ale trzeba przyznać że anonimowe

Thanosinnet Odpowiedz

I to są prawdziwe anonimowe,zwyrolskie i obrzydkiwe

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#JGN18

Wczoraj biegłam w ostatniej minucie przed zamknięciem do sklepu, bo skończyły mi się fajki.
Podbiegłam, ale światła były zgaszone.
Lodówka dała na tyle światła, że zobaczyłam tylko, jak jakiś facet posuwa naszą osiedlową panią Grażynkę.
Na ladzie, na której na drugi dzień kroiła mi krakowską suchą.
SpanieMoimNalogiem Odpowiedz

Tamtej nocy zamieniła krakowską suchą na inny rodzaj kiełbasy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Odpowiedzi (5)
pisarzyk Odpowiedz

Nigdy nie wiesz, czy to co dotykasz publicznie, na pewno jest czyste. Teraz "czyste" czy "nowe" ma wiele nowych znaczeń. Sklepowe ubrania usmarowane spermą czy makijażem, kible czyszczone szmatą którą przed chwilą sprzątaczka myła podłogi... To co kupujemy, musi być porządnie wyprane / umyte. A ręce - też często trzeba czyścić.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#rs2XI

Mam 33 lata i nie miałam jeszcze chłopaka. Ludzie w pracy wypominają mi to na każdym kroku. Kiedy nie zgadzają się z moim zdaniem, odpowiadają: czepiasz się jak stara panna, kobiety po 30. potrzebują faceta, inaczej im odbija. Ale najgorzej jest na urlopie. Jeżdżę sama na wczasy, i tylko słyszę komentarze: nie boisz się tak całkiem sama? Ja bym na twoim miejscu nie jechała sama tak daleko od domu...
Wychodzi na to, że stara panna to jakiś ufoludek.
MadMartigan Odpowiedz

Mam 33 lata i nie miałem jeszcze dziewczyny. Ale nikt mi tego nie wypomina ani nie robi aluzji z tego powodu. Trafiłaś w nieodpowiednie środowisko. Nie przejmuj się tym i żyj po swojemu.

Odpowiedzi (12)
Karina1210 Odpowiedz

Mam to samo. Ale mam 34 lata.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#3cUvl

Co jakiś czas wraca do mnie pewne wspomnienie. Czasem mam wrażenie, że to tak głupie, że nie mogło wydarzyć się naprawdę…


W wieku bardzo nieletnim spotykałam się ze starszym od siebie o 5 lat chłopakiem. Często i gęsto uprawialiśmy seks, staraliśmy się nie mieć tematów tabu i robić tego przy zgaszonym świetle. On nalegał na anal, mimo że oprócz tej sfery dostawał wszystko... Uległam spontanicznie, a więc bez przygotowania. 


On również nie miał pojęcia o jakiejkolwiek higienie w tym temacie czy na przykład zastosowaniu nawilżenia. Skończyło się to, oprócz mojego bólu, członkiem w resztkach kału. Ja zostałam nazwana „brudaskiem” i ze wstydu chciałam go natychmiast wziąć do ust, żeby „naprawić” sytuację, żeby już tego nie widzieć... 


Było to kilkanaście lat temu, a do dziś czuję zażenowanie i obrzydzenie. Teraz na szczęście jest to obrzydzenie nim. Jego ignorancją, niewiedzą, małpim popędem i brakiem szacunku.


Ps. Nie wzięłam do buzi. Nie wzięliśmy ślubu.
Lorayne Odpowiedz

To strasznie żałosne, kiedy mężczyzna nalega na anal a potem go to przerasta, nie potrafi sobie poradzić że dziewczynę boli i że penis się zabrudzi więc mówi kobiecie coś niemiłego, jakby to była jej wina.
Ten facet był wobec Ciebie okropny, Autorko, spróbuj zapomnieć o tym. Padłaś po prostu ofiarą chamstwa i egoizmu w łóżku.

CzekoladaPsa Odpowiedz

Pominę fakt, że umawiałaś się z debilem bo skoro facet chciał analu to powinien siebie i swoją partnerkę do tego przygotować. Ale na przyszłość polecam więcej asertywności.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#J18gI

7 miesięcy temu urodziłam dziecko i szczerze mówiąc do szału mnie doprowadza fakt, że ludzie (w moim otoczeniu) przestali na mnie patrzeć jak na kobietę, jestem PRZEDE WSZYSTKIM matką.

Pijesz piwo? A kto się dzieckiem zajmie?
Chcesz wyjechać na koncerty na dwa dni? BEZ DZIECKA? Matce to nie przystoi!
A co u twojego maluszka? Jak to, robisz paznokcie, a on bajki ogląda!?

Doprowadza mnie do szału to, że nikt nie pyta o moje samopoczucie, wszystko się skupia na samopoczuciu/zachowaniu dziecka.

Miałam wokół siebie koleżanki, znajomych (większość z nich pozakładała już rodziny) i głównym tematem na spotkaniach są dzieci. Mam wrażenie, że NIE MA innych tematów do rozmowy, każdy gada tylko o dziecku.
Jestem tak sfrustrowana, że moje własne dziecko, opieka nad nim męczy mnie niesamowicie.

Dopiszę tylko, że wydaje mi się, że poświęcam mu wystarczająco czasu, chociaż z drugiej strony mam wyrzuty sumienia, bo inni mogą całą dobę siedzieć z młodzieżą, gadać głupoty, gaworzyć, a ja nigdy nie lubiłam zbędnego pierdolenia.
ohlala Odpowiedz

Nie mam dzieci i nie planuję, ale zauważyłam u innych, że faktycznie kobieta po urodzeniu dziecka dla wielu przeradza się w matkę i tylko matkę. Ostatnio znajoma miała urodziny i robiliśmy zrzutę na jej prezent. Musiałam się trochę nagimnastykować, żebyśmy kupili dla niej prezent jako dla kobiety, która ma jakieś zainteresowania i pasje, a nie dla matki. Takie postrzeganie mija dopiero, gdy dziecko podrośnie na tyle, by być chociaż trochę samodzielnym.

Odpowiedzi (1)
Moonstone21 Odpowiedz

Rozumiem Cię Autorko. Tylko że mam obserwacje w drugą stronę. Jak I osoba bezdzietna spotykam się z koleżankami obdarzonymi już przez los pociechami i cała rozmowa poza powitalno pożegnalny Cześć sprowadza się do omawiania szczegółów z życia dzieci. I tylko dzieci. Tak jakby moje koleżanki które znam od wieków gdzieś zniknęły i pojawiły się im nowe osobowości nastawione tylko i wyłącznie na dziecięce sprawy. To trochę przykre dla mnie, że nie mogę w pełni uczestniczyć w rozmowie i jestem piątym kołem u wozu. Próbowałam poruszać inne tematy ktore do czasu porodu byly naszymi wspolnymi zainteresowaniami Ale nie spotkało się to z aprobatą. Przy czym zrozumcie, ja nie mam problemu w słuchaniu opowieści o dzieciach, chciałabym tylko żeby ktoś z towarzystwa zapytał: A co u Ciebie, Moonstone? Czuje się trochę rozdarta, trochę rozżalon.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#NA29z

Jestem matką 2-letniej dziewczynki. Ostatnio przeraża mnie podejście mojego męża do wychowania jej. Mała zrobi coś źle (np. obleje się sokiem), to mąż już na nią krzyczy. Jak coś ją zaboli czy upadnie, to nigdy jej nie przytuli, bo jak twierdzi ona ma być twarda. Ja też nie panikuję, jak mała upada, ale zawsze ją przytulę, jeśli tego potrzebuje. Jak ma problem, by zasnąć, to według męża najskuteczniejsze jest na nią krzyknąć.

Ostatnio wstała wieczorem z łóżka i przyszła, jak oglądaliśmy film. Mąż krzyknął, że ma iść spać. Córka obróciła się i poszła do swojego pokoju. Mąż był ogromnie z siebie dumny. Tylko jak poszłam za nią to okazało się, że stoi na przedpokoju i cicho płacze.

Nie wiem jak rozmawiać z mężem. Ogólnie to dobry ojciec, bawi się z nią, uczy. Jako mąż ideał. Tylko to krzyczenie i brak zrozumienia dla niej mnie boli.
veeey Odpowiedz

Pewnie sam był tak traktowany i uważa takie zachowanie za normalne, bo tak się robiło w jego rodzinie. Spróbuj mu pokazać, że co rodzina, to inny sposób wychowania, że istnieją inne metody.

Odpowiedzi (1)
Ksztusiec Odpowiedz

U nas było podobnie. Jak córka była starsza akcja z krzykiem kończyła się tym, że płakała i mówiła, że tata jej nie kocha. Tłumaczyłam, prosiłam, błagałam. Ciagle słyszałam, że tylko ja widzę problem i tylko ja go mam... W końcu, postawiłam sprawę jasno: terapia rodzinna albo się wyprowadzam z dzieckiem. Trafiliśmy na cudowną panią psycholog. Terapia nie była ani łatwa ani przyjemna...szczególnie dla niego. Była za to skuteczna. Teraz jesteśmy prawdziwie szczęśliwą rodziną. Działaj teraz! Odbudować poczucie własnej wartości u dziecka nie jest łatwo.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (31)

#08dRB

Jestem kobietą po poronieniu/stracie/niedonoszonej ciąży. Jak zwał, tak zwał.
W tym wyznaniu nie chcę się żalić jak sobie nie radzę i jak mi trudno (radzę sobie, choć jest bardzo trudno. W końcu nie codziennie traci się dziecko). W tym wyznaniu chcę zwrócić uwagę na temat postrzegania tego, jakim uczuciem darzą rodzice to nienarodzone dziecko.

Zacznijmy od tego, że kiedy nie byłam w ciąży, to nie miałam pojęcia czemu te kobiety po stracie tak cierpią z tego powodu. Czemu tak tęsknią, czemu przechodzą taką żałobę. Przecież one nawet nie znały tego dziecka, czemu to tak przeżywają. Głupio mi przyznać, ale tak jak większość osób traktowałam to jak stratę czegoś, co ktoś ci obiecał, a jednak nie otrzymałeś tego. Jakoś się z tym pogodzisz i będzie dobrze. Nie wiedziałam, bo nikt nigdy mi tego nie powiedział, nie opowiedział mi swojej historii.

Kiedy zaszłam w ciążę widmo poronienia chodziło za mną ciągle. Bałam się tego, ale w głębi duszy wierzyłam, że mnie ten temat nie dotyczy. A jeśli już, to jakoś to przeżyję, trudno, zdarza się.

Kiedy w 5 miesiącu ciąży zaczął się poród, zrozumiałam, że tracę coś najcenniejszego. Dopiero wtedy uwolniły się wszystkie hormony miłości. Po późnym poronieniu w 16 czy 20 tygodniu ciąży ciało nie wie, że nie masz dziecka. Masz wszystkie pokłady miłości w sobie, które pragniesz dać swojemu dziecku, piersi pełne mleka, którym chcesz nakarmić dziecko, i masz pustkę w sercu... ku*wa, w całym ciele, w mózgu, przesiąknięta jesteś tą nieodwracalną pustką.

Moi bliscy nie rozumieją mojej pustki i rozpaczy. Mówią "przecież ty go nawet nie znałaś", "nie rozumiem czemu aż taka żałoba". Nie płaczę, nie smucę się, już nie opowiadam o tym tylko dlatego, że nie chcę wyjść na histeryczkę. Gdy kobieta straci dziecko, które ma 5 lat, wtedy są szok i zrozumienie. Ale gdy straci nienarodzone dziecko...

A ja powiem tak. to naprawdę tak wygląda. Gdy masz dziecko urodzone szczęśliwie, widzisz jego uśmiech, czujesz oddech, słyszysz płacz, masz to wszystko w pamięci. Jeśli stracisz to dziecko, to będziesz wspominać właśnie te drobne rzeczy, tę miłość do niego. Ja wspominam mdłości, kopnięcia, bicie serca... Potem ból, krew, martwe ciałko mojego dziecka... To wszystko co mam, ale to składa się na moją miłość do mojego dziecka. Taką samą jaką Ty darzysz swoje, identyczną. Jeśli nie rozumiesz co ja czuję, pomyśl, że Twoje dziecko umarło przez owinięcie czegoś wokół szyi, pomyśl jak szarpało się w bólu. Trudne? Nie do przyjęcia, żeby o tym myśleć? A tak właśnie umierało moje dziecko. Tak właśnie cierpię. Ja, kobieta po stracie.
kotekzpiwnicy Odpowiedz

Płacz, mów o swoich emocjach bo one istnieją i są ważne. Nie zawsze trzeba grać silną. Twoje zdrowie psychiczne jest ważne i jeśli czujesz że potrzebujesz pomocy to nie bój się po nią sięgnąć

Odpowiedzi (1)
Haiku Odpowiedz

Kiedyś w związku z pracą, poznałam kobietę tuż po poronieniu. Nic nie mówiła, prawie się nie poruszała. Patrzyła tylko przez okno lub "gdzieś przed siebie". Upiorny widok. Taki martwy za życia.

Zobacz więcej komentarzy (16)

#nO5ag

Jakiś czas temu dodałam historię o tym, jak mój mąż zakochał się w innej (#ZkSwH).

Daliśmy sobie trochę czasu, nie widywaliśmy się. Spotkaliśmy się po dwóch tygodniach, żeby porozmawiać... Powiedziałam mu co czuję, że ciężko mi bez niego, ale mam nadzieję, że nadal będziemy potrafili ze sobą rozmawiać. Powiedział, że też nie wyobraża sobie, że ktoś, kogo kochał przez 12 lat zniknie z jego życia.
Postanowiliśmy pozostać przyjaciółmi... Banalne? Bardzo, ale oboje nie chcieliśmy stać się dla siebie obcymi osobami, które unikają się na każdym kroku.

Pisaliśmy do siebie co kilka dni co słychać i czy wszystko w porządku. Kilka razy odwiedził mnie, bo wciąż miał sporo rzeczy w naszym mieszkaniu. Nadal wpadaliśmy na siebie w siłowni, do której razem chodziliśmy. Chwilami nawet czułam, że nic się nie zmieniło. Do czasu, aż jego nowej partnerce przestało podobać się to, że się widujemy.

Napisała mi parę SMS-ów, że mam się odpieprzyć od jej faceta, bo on i tak do mnie nie wróci. Zgodnie z prawdą odpisałam, że nic z tego, mamy jeszcze dużo spraw razem, które musimy omówić, więc jeśli ma jakiś problem, to niech porozmawia z nim, ale do mnie nie ma prawa pisać. Mimo to dla jego szczęścia ograniczyłam kontakt. Może to wygląda, że jestem jakąś pipą, która ot tak rezygnuje z faceta, ale to nie tak. On zakochał się w innej, zdecydował odejść. Kocham go, więc uszanowałam jego decyzję, a poza tym nie chciałabym być z kimś, kto w głębi duszy myśli o kimś innym. Na siłowni więc rzucałam tylko szybkie "cześć", a gdy pytał, czy nie skoczymy na kawę zbywałam go. Kiedy chciał coś zabrać z domu mówiłam, że mnie nie będzie, ale ma klucze, więc może sobie otworzyć.

Tak mijały tygodnie. W końcu zapytał, czy kogoś poznałam, bo tak ograniczam kontakt. Powiedziałam, że dostałam kilka średnio miłych SMS-ów od jego nowej dziewczyny. Mój mąż nie powiedział nic. Wyszedł.

Wieczorem zapukał do drzwi z bukietem i przeprosił za jej zachowanie. Zerwał z nią. Nie, nie odkochał się magicznie, ale stwierdził, że nikt nie zabroni mu kontaktu ze mną, nie jest dzieckiem i sam o takich sprawach decyduje, a już na pewno nie będzie znosił takich gierek za jego plecami. Widziałam, że zabolało go co zrobiła. W końcu porzucił całe swoje dotychczasowe życie dla kobiety, która nie potrafi z nim nawet szczerze porozmawiać.

Tydzień temu zaprosił mnie na kolację. Poszłam. Rozmawialiśmy, ale nie jak kiedyś. Rozmawialiśmy, jakbyśmy poznawali się od nowa.

Nie wróciliśmy do siebie. Zawsze byliśmy i jesteśmy szczerzy wobec siebie.
On nadal o niej nie zapomniał, a ja nie zapomniałam, jak mnie to bolało.
Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, ale 12 lat wspólnego życia buduje bardzo silną więź.

Może stwierdzicie, że facet się wyszalał i chce wrócić do żony. Może to tak wyglądać z waszej perspektywy. Ja znam mojego męża bardzo dobrze, więc jeśli zdecyduję się do niego wrócić, to będzie to decyzja oparta na całym naszym życiu, a nie jednym błędzie.
Blblbl Odpowiedz

Rany.. Podziwiam Cie kobieto za Twoje opanowanie!

Qzin Odpowiedz

Małżeństwo z przyjaźni potrafi być dużo szczęśliwsze od tego z miłości. Uważam że autorka zachowała się najlepiej jak mogła i miło że pokazuje innym że nienawiścią krzywdziłaby tylko siebie.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (18)
Dodaj anonimowe wyznanie