#l0iXK

Gdy miałam może z 7 lat, mama uczulała mnie na nieznajomych. Wiedziałam, że nie mogę przechodzić sama przez ulicę, podchodzić do obcych, rozmawiać z obcymi, wsiadać do obcych samochodów i brać czegokolwiek od obcych ludzi.

Pewnego dnia bawiłam się z koleżankami na dworze, gdy zaczepiła nas starsza pani, dając nam reklamówki dużych brzoskwiń, żebyśmy zaniosły do domu. Wszystkim już się zaświeciły oczy od widoku tych owoców, jednak nie mi. Ja stwierdziłam, że skoro nie znam tej pani, to znaczy, że te brzoskwinie na pewno są zatrute i jak zjem jedną, to umrę... Z tego względu brzoskwinie zakitrałam pod krzakami, bo bałam się zanieść zatrute owoce do domu. Dwa dni później sprawa wyszła na jaw, bo starsza pani, jak się okazało jakaś sąsiadka, zapytała mamę, jak jej smakowały brzoskwinie... Dopytywana ze łzami w oczach przyznałam, że zostawiłam je w krzakach, bo przecież były od obcej osoby, a mama mnie zdrowo ochrzaniła, że zmarnowałam dobre owoce...

Nie mam serca jej tego powiedzieć, ale od tamtej pory wiedziałam, że jednego mnie uczy, a drugiego wymaga, więc nigdy już nie potrafiłam jej zaufać. Zwłaszcza że dla niej to przez lata był powód do żartów, jak to mała ja byłam przestraszona i wywaliłam dobre owoce...
Niby taka mała sytuacja, a ciągnie się ta sprawa za mną przez lata, no a mama wciąż nie rozumie, że jej zachowanie to była czysta hipokryzja.
Raridasz Odpowiedz

Skoro to dla Ciebie nieprzyjemne, kiedy mama sobie żartuję z tej sytuacji to przy następnym razem, kiedy to zrobi powiedz spokojnym głosem "sama mi zabraniałaś brać czegokolwiek od obcych. Ja tej sąsiadki nie znałam, więc powinnaś być zadowolona, że Cię słuchałam". I tyle. Bez uszczypliwości, bez niemiłego tonu. Ja wiem, że to będzie trudne, ale nie możesz przekładać swojego dobrego samopoczucia nad samopoczucie Twojej mamy. Jest szansa na to, że kiedy to powiesz to zrobi się jej przykro, ale Tobie też robiło się przykro za każdym razem, kiedy ona z tego żartowała.

PaniPanda

w punkt napisane :)

SzaraDama

To było jak miała 7 lat, takie małe dziecko raczej nie odpowie tak mamie, tylko wyniesie taką naukę, że mama uczy jednego, a wymaga innego.
Dodatkowo to BYŁ powód do żartów, pewnie opowiadana anegdotka przy rodzinnych imprezkach. Pewnie już to wszyscy znajomi słyszeli po kilka razy, to nie ma po co przytaczać.

Raridasz

@SzaraDama ale mi nie chodzi o to co Autorka mogła zrobić, a co może zrobić. A teraz może tak powiedzieć mamie.
Nie, to NIE BYŁ powód do żartów. A wiesz dlaczego? Bo Autorka czuła się przez to źle. Co z tego, że dla jej mamy i słuchaczy było to śmieszne? Skoro opowiadanie tego przez mamę jako "zabawna anegdotka jakie to moje dziecko głupiutkie jest", zwłaszcza, że wcześniej ją za to opierniczyła. Jeszcze opowiadać to tak, żeby Autorka to słyszała, no proszę Cie... Serio nie rozumiem fenomenu ośmieszania swoich dzieci. Historie tego typu można sobie opowiadać, jeśli bohater tej historii ma z tym luz (i może nawet sam się z tego śmieje) albo kiedy go przy nas nie ma i nie robimy tego przy nim w sposób ostentacyjny, tak, żeby czuł się zawstydzony (zwłaszcza jeśli źle się czuje kiedy ktoś o tym wspomina.
Jeszcze odnoście tego "każdy to słyszał, nie ma co przeżywać". Prawdopodobnie tak jest, że wszyscy to słyszeli już kilka razy (co wcale nie jest powodem do dumy), co nie zmienia faktu, że takie anegdotki są opowiadane po setki, jak nie tysiące razy, przy niemal każdej uroczystości rodzinnej/spotkaniu rodzinnym. Przynajmniej u mnie tak jest.
I tak na koniec. Kim jesteś, żeby mówić autorce co może, a czego nie może przeżywać? Skoro pisze wprost, że jej to bardzo przeszkadza.

tramwajowe Odpowiedz

Ja bym pochwalił dziecko za takie zachowanie. Nie po to ucze czegoś, żeby wyśmiewać jak dzIecko posłucha. A jeśli mnie źle zrozumiał, to moja głowa żeby lepiej wyjaśnić.
Z drugiej strony ja nie uczę dzieci 'nie rozmawiaj z obcymi', bo sam czesto w obcymi rozmawiam. Siate brzoskwiń mogą wziąć ale nie jeść bez rodziców. Itd.

ohlala

Zgoda z tym pierwszym.

Co do tego drugiego, wiele zależy od wieku i samego dziecka. Niektórym dzieciom oraz tym młodszym nie można mieszać w głowie zbyt wieloma wariacjami.

tramwajowe

@ohlala Moje (4lata) akurat gada z każdym z kim nawiąże kontakt wzrokowy. Uczenie nie rozmawiaj nie miałoby sensu. Nie idź, nie wsiadaj do auta, nie jedz. No i definicja 'nieznajomy'- np. sąsiadka mimo ze jej mówimy dzień dobry.

ohlala

Na pewno wiesz, co jest dobre dla Twojego dziecka. :)

SzaraDama

Ohlala: nie chodzi o wariacje i wytyczne: w takich a takich sytuacjach nie rozmawiasz z obcymi, a tutaj spis sytuacji w jakich się rozmawia z obcymi.

Chyba to chodzi o to żeby uczyć dziecko oceny sytuacji.

ohlala

@SzaraDama

A mi chodzi o to, że wszystko zależy od dzieciaka i wieku. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz i dzieci na niektórych etapach nie są w stanie tego pojąć, stąd jak największe upraszczanie sprawy.

GeddyLee Odpowiedz

Skąd ja to znam? Typowi polscy rodzice - cokolwiek zrobisz, i tak się przyczepią.

Hypnosis

@GeddyLee to już taka domena polskości ;)

Vito857 Odpowiedz

Ja osobiście też bym nie wziął. Nie muszę wszystkich sąsiadów znać.

TrzyPingwiny

Też bym nie wzięła. Ogólnie nie ufam ludziom w tej kwestii.
Tak samo nigdy bym nie przyjęła czekolady lub innego pożywienia w zamian za oddanie niepotrzebnych mi gratów, bo nie mam wiedzy o tym, w jaki sposób był przechowywany ten produkt i czy jest bezpieczny do zjedzenia.

ifikles Odpowiedz

Dziwne opowiadanie. Żadne z dzieci ci nie powiedziało kim jest ta pani? Sąsiadkę powinien ktoś kojarzyć zwłaszcza jesli życie toczyło się na podwórku. I jeszcze te brzoskwinie. Są raczej mało popularne na działkach i nie rosną w ilościach żeby mieć ich na reklamowki.

typiara

No akurat co do brzoskwini to nie masz racji. Moi rodzice mieli drzewo brzoskwiniowe na ogrodzie, drzewo ogromne, gęste, dużo gałęzi, zasadzone od malutkiego tak wyrosło. Jednego roku odpoczywało i wtedy było ledwie wiaderko brzoskwiń, a co dwa lata miało tyle owoców, że rodzice rozdawali sąsiadom, bo nie bylismy w stanie tego przejeść ani przerobić na przetwory. Gałęzie się uginały i trzeba było je podpierać deskami, żeby się nie połamały. I tak co dwa lata.

ReginaPhalange22 Odpowiedz

Mnie tez rodzice bardzo uczulali na to że można brać nic od obcych. Generalnie byłam wychowywana "pod kloszem" tak dosc bardzo xd. Dlatego jak byłam z babcią na pielgrzymce i jakas starsza klęcząca pod kościołem pani poczęstowała mnie cukierkiem to się bałam go zjeść i wyrzuciłam xD największą beką w tej sytuacji jest to że ja nie byłam małym dzieciakiem. Byłam w GIMNAZJUM..... XD

Redhairdontcare

Ja jestem dorosła i też bym nie wzięła jedzenia od obcych. Co to jest w ogóle za pomysł, żeby częstować nieznajome osoby

TrzyPingwiny

Też bym nie wzięła. Nie wiadomo, gdzie wcześniej znajdował się ten produkt, czy był dobrze przechowywany - w odpowiedniej temperaturze, bez wilgoci itd.

MarzycielSpodZiemi Odpowiedz

właśnie niedawno ogarniałem audiobooka Dzieciństwo do poprawki. Sam mam parę rzeczy, które 'zawdzięczam' rodzicom. Nie martw się idź na terapię, bo potem to się może odbić na Ciebie w przyszłości lub na Twoich dzieciach;]
trzymaj się ciepło, bo dość późno się z tym ogarnąłem (po 30stce), ale jest o co walczyć

SzaraDama Odpowiedz

Ja się też pod tym podpisuję. Uczy jednego, a wymaga drugiego... Też często tak miałam i to niestety uczy nie być szczerym w stosunku do rodziców...

Dodaj anonimowe wyznanie