#mrVuK

Pracuję jako kosmetyczka, a mój mąż (niestety) pomaga przy rodzinnym interesie.
Dlaczego niestety? Bo dostaje za to psie pieniądze. Robi tam jak niewolnik, a teść daje mu pieniądze wedle własnego uznania, czasem kilka stów, czasem nic.

Mamy na utrzymaniu dom, dwa samochody, którymi dojeżdżamy, a mąż ma lekką rękę do pieniędzy. Tu komuś pożyczy, tam kupi jakieś pierdoły, tu zasponsoruje dzieciakom kumpla jakiś fast food... I tak pieniądze idą, a ja czasami zastanawiałam się skąd wsiąść na gaz, żeby dojechać do pracy.

Naprawdę miałam dość, mąż wszystko daje z siebie innym (niestety to typ człowieka o złotym sercu). Żadne rozmowy z nim nie pomagały, bo odpowiadał, że to tylko pieniądze, a wdzięczność ludzi i dobra opinia jest ważniejsze. Tia... on w nocy wstawał naprawiać za darmo elektrykę sąsiadowi, gdy poszło jakieś zwarcie, a gdy my prosiliśmy o pierdołę typu kupienie coś w sklepie, bo akurat jechali, to odpowiadali, że nie.
Aż w końcu pieniądze się skończyły. Szefowa zabrała mi część godzin, przez co wypłatę przynoszę o połowę mniejszą. Na początku było ciężko, ale z czasem mąż odkrył, że nie musi każdemu pożyczać, nie musi wydawać na każdą pierdołę, w końcu nauczył się odmawiać.

Co w tym anonimowego?

Szefowa wcale nie ucięła mi godzin, zmieniłam pracę na lepiej płatną, oprócz tego zdarza mi się jeździć prywatnie do klientek. Nasza sytuacja finansowa jest najlepsza od lat. Dlaczego to zrobiłam? Bo miałam dość odmawiania sobie wszystkiego, zapier... jak głupia i że nic z tego nie mam. Więc tak - okłamuję męża, otworzyłam oddzielne konto, gdzie szefowa przelewa mi wypłatę, część z niej wkładam na nasze konto, ale 3/4 ląduje na moim. Mąż prędko nie zauważy, że wracam później, bo sam na ogół wraca po 21, a ja w końcu jestem szczęśliwa, a i konta nie sprawdzi skąd są przelewy, bo nie ma dostępu do bankowości online.
Odłożyłam pieniądze, mam już na remont pokoju dziecięcego, na wyprawkę, mogę sobie pozwolić na odżywkę do włosów, nowszy telefon. Nawet nie wiecie jaka byłam szczęśliwa mogąc sobie kupić loda gałkowego w budce, a nie zwykłego wodnego za złotówkę.

Czuję się źle z tym co robię, a jednocześnie jestem szczęśliwa. W końcu to my korzystamy z naszych pieniędzy (mężowi kupiłam trochę nowych ubrań, bo on i tak sam nie wie co ma w szafce, nawet nie zauważył).
Za jakiś czas zwiększę kwotę przelewaną na konto, ale już chyba nigdy nie przeleję całości. Chcę, by nasze dzieci miały jakieś pieniądze na start, chcę mieć coś na czarną godzinę.
Czy żałuję? Nie, przynajmniej mój mąż nauczył się odmawiać, co uważam za duży sukces, a nas w końcu stać na większe zakupy czy po prostu kupienie sobie normalnych ubrań, a nie latanie po ciuchlandzie, gdy wszystko jest za złotówkę.
pacanek Odpowiedz

Typ człowieka o złotym sercu? Dziwne to serce, skoro bardziej martwi się o znajomych niż o własną rodzinę. Ty tyrałaś za was dwoje, to on miał zachcianki. Ja uważam, że dobrze zrobiłaś. Jesli kiedys sie dowie, to powiedz mu, że Ty swoje pieniądze składasz dla dzieci na przyszłość, a on swoje wydawał na dzieci sąsiada.

Mammokro

Może te dzieci są jego a nie sąsiada

jankostanko33

To nie jest żadne złote serce, tylko żałosne próby kupienia sobie sympatii i uznania wszystkich wokół kosztem własnej rodziny. Albo skrajny brak asertywności.

wilczyca13

Złote serce, ale tylko tak na pokaz, dla innych, a nie dla własnej partnerki i rodziny - czy na pewno jest aż tak złote?
Nie potrafi odmówić nikomu, to czy będzie potrafił odmówić, jeśli nadarzy mu się okazja skoku w bok?
Ja tu widzę dużo niedojrzałości, a nie złotego serca.
Wielkie brawa, że zadbałaś o siebie i dzieci, tak trzymaj, kibicuję Ci! :)

veriki Odpowiedz

I o takie anonimowe walczyłam! Jak ktoś nie widzi różnicy pomiędzy tym, co faktycznie jest anonimowe, a kolejnym wyznaniem o depresji, czy o "zabawnej" związkowej historyjce to polecam lekturę powyższego.

Livienn

Tylko, że perełki są rzadkością. Od zawsze (chyba) tak było na anonimowych.

Milenia12

Zgadzam się z tobą. Ciągle tylko wyznania o głównie, historię miłosne itp. Nic anonimowego. Szkoda że fajnych wyznań jest tak mało. To powyższe to prawdziwe anonimowe.

Martynozaur Odpowiedz

Mam wrażenie że twój mąż jest w domu kolejnym dzieckiem

mroofkojad Odpowiedz

Było o facecie, który okradał wspólną kasę, ze niby robi oszczędności, bo zona taka rozrzutna. No to teraz na odwrót.

bobylon89

Plot twist: to ta sama para ;)

mroofkojad

A ich dzieci nie będą zwracać reszty z zakupów!

Niezywa Odpowiedz

Sorry, ale twój mąż to straszna cipa. Nie pomyśli o domie, o tobie, o sobie. Woli dać kumuś niż wydać to na siebie. Uważaj, bo jak odkryje, że masz pieniędze to znowu zacznie mieć lekką rękę do pieniędzy. Albo się nauczy, albo będziesz miała ciężko w życiu.

Angel12345 Odpowiedz

Najważniejsze że zadziałało

NOTHING000 Odpowiedz

A kiedy prawda wyjdzie na jaw, co zrobisz? Nie potępiam cię, rozumiem twoją frustrację, ale zdajesz sobie sprawę, że tajie zatajanie to rozwiązanie nie na dłuższą metę?

Wuotan Odpowiedz

Wziąć, a nie wziąść.

bazienka Odpowiedz

moim zdaniem idealny uklad podzialu srodkow w malzenstwie- kazdy ma osobne konto, umawiamy sie, ze przelewamy na wspolne np. 80% wyplaty- i z tego sobie zyjemy, placimy mieszkanie, kredyt jak ktos ma, jedzenie itp.
pozostale 20% mozemy wydac, jak tylko chcemy i drugiej osobie niec do tego. mozna odlozyc, mozna uzbierac na cos, mozna rozpiertolic. ale nikt nie musi prosic drugiej osoby o hajs na tampony czy piwo ani tlumaczyc sie, dlaczego tyle wydal w sklepie
opcjonalnie takie oszczednosci moga uratowac sytuacje, kiedy nagle trzeba wydac wiecej kasy (dentysta, rozwali sie agd, utrata pracy itp.)

TylkoNaChwilke

Popieram!
Co prawda u mnie jest podział 20% płace ja, 80% partner, ale... rok walczyłam, że skoro oboje pracujemy na pełen etat (a nawet więcej - uroki własnych działalności), a ja mam dom na głowie prawie w całości to albo on rusza łapką albo ja ograniczam kasę!

Oczywiście nie ma problemu ze słowami „słuchaj, ten miesiąc był słaby, dołożysz więcej?” w obie strony.

Redhairdontcare

Problem pojawia się jak trzeba kupić coś nowego do domu i okazuje się, że ty odmawiasz sobie wielu rzeczy i masz na to pieniądze, a partner już wszystko wydał. Albo wspólne wakacje. Byłam 3 lata z rozrzutnym chłopakiem i musiałam dosłownie wydzielac mu kieszonkowe z jego wypłaty, bo byśmy nawet na pizze nie wyszli

Postac

Zależy od charakterów ludzi. Jak się ma podobne podejście do pieniędzy, to wspólne konto nie będzie problemem. Jak się pary nie mogą dogadać, to faktycznie lepiej podzielić.
My mamy wspólne konto i nie ma żadnych kłótni o finanse, a posiadanie dodatkowych rachunków dla każdego z nas byłoby po prostu kłopotliwe i niepotrzebne.

Selevan1

Pani tylko na chwilkę, ale co, ograniczasz mu kasę z której 80 procent jest jego? Serio, mogłaś inaczej z formułować tą wypowiedź.

Gro9 Odpowiedz

Wprawdzie jestem przeciw okłamywaniu bliskich ale w tym przypadku - jak coś działa dobrze.... to nie ma co drążyć tematu.

Zobacz więcej komentarzy (17)
Dodaj anonimowe wyznanie