#ij5YU

Mam 26 lat, jestem samotnie wychowującym ojcem, żona zmarła 2 lata temu po dwuletniej walce z nowotworem mózgu. Owocem naszej miłości jest aktualnie wspaniała 5-latka, która jest całym moim światem i jednym z niewielu powodów, by żyć. W czasie trwania choroby żony starałem się być superbohaterem, ogarnąłem wszystkie sprawy związane z chorobą (chemioterapia, radioterapia, setki metod niekonwencjonalnego leczenia, np. ziołoterapia, olej z konopi i setka innych witaminek). Niestety przy wyroku jakim jest glejak 4 stopnia nic nie było w stanie pomóc.

Teraz zostałem sam tylko i wyłącznie z córką, nie mam żadnego wsparcia ze strony swojej rodziny czy rodziny żony. Z córką mieszkam w Niemczech, gdzie pracuję jako kucharz, na szczęście udało się z pracodawcą ustalić godziny pracy, tak bym mógł zająć się córką. Nasz plan dnia wygląda w taki sposób, że wstaję o 5 rano szykując malutką do przedszkola, zaprowadzam ją punkt 7 i z wywalonym językiem lecę do pracy, która kończę o 16, i znów pełnym sprintem zapindalam odebrać księżniczkę z przedszkola, po czym zakupy, gotowanie, pranie, sprzątanie, zabawy, czytanie. Czyli nic nadzwyczajnego, miliony matek i ojców działają w ten sposób i się nie żalą, staram się również nie żalić.

Piszę to wyznanie, gdyż w całym tym moim bohaterstwie z bohatera została tylko nazwa. Od roku jestem alkoholikiem, piję co noc od chwili gdy tylko córeczka zaśnie, potrafię się upić w 15 minut tylko po to, by mieć czas na spanie, by jakoś funkcjonować kolejnego dnia. Nigdy nie zawaliłem żadnego terminu w przedszkolu, urzędzie, pracy czy gdziekolwiek, na pozór jestem idealnym ojcem, ale to nieprawda. Mam problem z alkoholem, z którym sam sobie nie mogę poradzić. Chciałem zapisać się na odwyk, ale nie mam możliwości, gdyż nie mam z kim zostawić malutkiej. Co dzień wmawiam sobie, że to ostatni raz gdy piję, ale to kłamstwo. Nie wiem co mam dalej robić, nie chcę się użalać nad sobą, bo wiem, że to moja wina, po prostu chciałem komuś o tym powiedzieć.
Bundy Odpowiedz

Zrób coś z tym, mówię ci to jako córka alkoholika. Co prawda, w przeciwieństwie do twojej córki od dawna jestem dorosła, ale twoja córka też dorośnie i prędzej czy później będzie musiała zmierzyć się z prawdą na twój temat, a uwierz mi, to nie będzie dla niej łatwe. Na razie wydaje ci się, że wszystko jest w porządku, bo udaje ci się ukrywać z piciem, ale to się zmieni i twojej córce cały świat zawali się a głowę. Mój ojciec też nie jest typem alkoholika schlanego do nieprzytomności 24/7 - pozornie wszystko ogarnia, pracuje, ale raz na jakiś czas (niestety coraz częściej), znika i przestaje odbierać telefon, bo po prostu siedzi gdzieś i pije. Wielokrotnie do domu wracał radiowozem, odbierałam go też z karetki, zaliczył również spanie na ławce w środku zimy, co skończyło się na szczęście na izbie wytrzeźwień - na szczęście, bo inaczej, pewnie by już nie żył. Na ogół wraca po takim kilkudniowym chlaniu poobijany, z rozwaloną głową, bez portfela, telefonu, w podartych ubraniach i uwierz mi, serce mi pęka, jak go takiego widzę i z pewnością nie chcesz fundować podobnych przeżyć swojej córce, zwłaszcza, że straciła już matkę. Zdaję sobie sprawę z tego, jak trudno jest wyjść z nałogu, ale musisz spróbować, jeśli nie dla siebie, to dla niej, bo jesteś na dobrej drodze, żeby zniszczyć jej życie.

kattika

Dopisuję się do apelu autorki. Miałam to nieszczęście, że jako najmłodsza z rodzeństwa właściwie nie pamiętam okresu, kiedy ojciec nie pił. Z opowiadań mamy, najpierw były to tylko weekendy, bo pracował jako kierowca w straży, więc w ciągu tygodnia musiał "ogarniać". Później zaczęło zdarzać się też na tygodniu po pracy. Później poszedł na wcześniejszą emeryturę, przysługującą mundurowym i poszło coraz bardziej. Najpierw jeden dzień w tygodniu, po kilka, tydzień, dwa tygodnie - ciągi alkoholowe się wydłużały i pogłębiały, zaczęły się awantury, moczenie, załatwianie potrzeb gdziekolwiek, bo był właściwie nieprzytomny. Najgorsze było, że po takich okresach on zachowywał się, jakby nic się nie stało - dwa ostatnie tygodnie po prostu się nie wydarzyły.
Doszło do stanu, kiedy pojawiły się halucynacje, psychoza, urojenia, bo alkohol tak zniszczył jego umysł. Przez jakiś czas wygrażał mamie, że ją zabije i w końcu próbował to zrobić. Na moich oczach. Na szczęście był brat w domu i zrzucił go ze schodów. W tamtym momencie gdy przemknęło mi przez myśl, że może nie żyje, nie poczułam strachu ale ulgę. Nie polecam.
Może Twoja córka w nocy czasem Cię potrzebuje, bo śni jej się koszmar, ale nie znajduje pociechy, bo Ty już nie kontaktujesz? Nie wiesz. Wynajmij opiekunkę na dwie godziny w tygodniu - zamiast codziennej dawki alkoholu, kasy powinno starczyć. A właściwie musi starczyć, bo sam sobie nie poradzisz. Tylko musisz znaleźć w sobie motywację, bo bez niej nikt Cię nie przekona do rzucenia. I nie "Dzisiaj ostatni raz" - wczoraj był ostatni raz. Poradzisz sobie, jeszcze nie jest najgorzej.
Nie dopuść do tego, żeby Twoja córka na myśl o Twojej śmierci czuła ulgę zamiast smutku.
Powodzenia.

SzafaPelnaKicksow

I ja też ci mówię jako córka alkoholika
Jak byłam malutka mój ojciec pił, zajmował się mną wzorowo i byłam jego oczkiem w głowie. kiedyś kochałam go bardziej niż matkę. A teraz go nienawidzę i łapię się na tym, że życzę mu bardzo źle.
Nie chciałbyś, żeby córka cię znienawidziła... Zrób coś z tym póki jeszcze masz na to czas

AlaAla21

Ja mojego ojca alkoholika nie lubię bardzo, za nic mu nie jestem wdzięczna, tylko mam żal do mamy, że skazała mnie i moje rodzeństwo na takie życie

karolyfel Odpowiedz

" Nigdy nie zawaliłem żadnego terminu w przedszkolu, urzędzie, pracy czy gdziekolwiek" - przy aktualnym stylu życia to tylko kwestia czasu. Wymyśl coś, poproś o pomoc, bo potem będziesz pluć sobie bezsilnie w brodę.

AleksanderV Odpowiedz

Alkohol to zdradzieckie depresyjne świństwo. Im więcej będziesz go pił by zapomnieć o problemach, tym bardziej będzie ci przypominał że jesteś słaby i nie odnajdziesz już w sobie siły.

traxixi Odpowiedz

Kiedyś nie daj boże będziesz mógł zawieźć córkę w nocy do lekarza czy szpitala. Najebany niewiele zdzialasz

traxixi

@traxixi musiał *

Lunathiel

Nie życzę tego typu sytuacji najgorszemu wrogowi... Ale czasami taka terapia szokowa jest dobrym bodźcem motywującym do zmiany.

paella Odpowiedz

Może warto zacząć od grup wsparcia, AA itp.

Marynowanegrzybki Odpowiedz

A ja Ci coś poradzę, sama mieszkam w Niemczech i przez długi czas byłam sama z dzieckiem. Pracowałam i się uczyłam. Jest taka organizacja, która nazywa się Tagesmutterverein. Zgłoś sie tam i oni dla Ciebie znajdą osobę, która zajmie się twoją córką. Oprócz tego skoro jesteś samotnie wychowującym rodzicem to Jugendamt może ci dopłacić do tego. Taka Tagesmutter może odebrać małą z przedszkola a ty na spokojnie możesz iść na terapię. Jeśli chcesz mogę ci pomóc to pozałatwiać. Daj tylko znać. Pozdrawiam

sosczostkowy Odpowiedz

Potrzebujesz pomocy.

NOTHING000 Odpowiedz

Jeżeli twojej córce stanie się jakaś krzywda, a ty nie będziesz w stanie jej pomóc, bo będziesz nawalony, to będzie twoja wina.

konwulsja Odpowiedz

Twoja dzidzia ma już 5 lat za chwilę pójdzie do szkoły, a niewiele później będzie się sama ogarniać coraz lepiej, a Ty w końcu będziesz miał chwilę czasu dla siebie. Łatwo mówić, ale weź się w garść. Najgorsze lata za Tobą. Nie możesz teraz dać ciała i wpaść w nałóg.

gadulaaaa Odpowiedz

Wysoko funkcjonujący alkoholik to wciąż alkoholik.. potrzebujesz pomocy

Zobacz więcej komentarzy (24)
Dodaj anonimowe wyznanie