#Yyqmi

Wiele lat temu moja mama miała koleżankę. Anna (imię zmienione) miała męża, który jak twierdziła, znęcał się nad nią. Miała z nim trójkę dzieci. Niemal codziennie przychodziła do mojej mamy i wypłakiwała jej się w rękaw, jaka to ona jest nieszczęśliwa i pokrzywdzona. Mąż ją bije, nie pozwala kupić butów czy kosmetyków. Ogólnie udawała osobę niezaradną życiowo. Moja mama litowała się nad nią i a to jej kupiła bluzkę, a to kosmetyk, woziła do lekarza, pomagała ze sprawami urzędowymi, bo Anna twierdziła, że nie potrafi sama nic załatwić, nie wie jak. Dawała jej obiad, bo rzekomo mąż jej nawet jeść nie pozwalał.

Od początku przeczuwałam, że coś jest nie tak, że ten płacz to jakiś taki sztuczny, wymuszony. Mówiłam o tym mamie, ale ta mi nie wierzyła. Dochodziło do tego, że jej dzieci u nas siedziały całymi dniami, a nawet czasem nocowały, bo rzekomo kłóciła się z mężem i nie chciała, żeby dzieci przy tym były. Przyprowadzała je w połatanych ubraniach, brudne i głodne. Mama oczywiście pomagała, oddawała im nasze ubrania, karmiła, pozwalała się wykąpać. A my musieliśmy im pomagać w odrabianiu lekcji, bo przecież takie biedne dzieci, nie mają w domu warunków do nauki, więc trzeba im pomóc, bo mają zaległości. Dzieci podtrzymywały wersję swojej matki, że tata bije, nie daje jeść.
Praktycznie cała nasza rodzina była zaangażowana w pomaganie Annie i jej dzieciom. Trwało to przez wiele lat i jedynie ja widziałam, że coś jest nie tak i nie chciałam pomagać. Zostałam nawet nazwana egoistką.

Pewnego dnia jechałam autobusem. Była zima, więc miałam na głowie kaptur ze sztucznym futerkiem, który dobrze mnie zasłaniał, no i wysoki kołnierz, więc połowy mojej twarzy nie było widać. Do autobusu wsiadła Anna z koleżanką, nie poznała mnie. Usiadły przede mną, a że był to nowy typ autobusu, silnik chodził w miarę cicho, więc słyszałam całą ich rozmowę.

Otóż Anna chwaliła się, że była w listopadzie w Paryżu z mężem. Że sobie pozwiedzali i ogólnie dobrze się bawili i planują już wycieczkę do Grecji na wiosnę. Koleżanka Anny zapytała skąd biorą na to pieniądze, skoro pracuje tylko jej mąż. Anna z całkowitą szczerością odparła wtedy, że urobiła sobie trzy koleżanki, które myślą, że jest biedna i jej pomagają, biorą dzieci do siebie na kilka dni, karmią, dają ubrania. Dzięki temu mogą sobie oszczędzić na wycieczki i polecieć na parę dni bez dzieci.

Od razu powiedziałam o tym mamie, mama mi nie uwierzyła, ale dla pewności pociągnęła za język dzieci. One nie chciały nic mówić na początku, ale mama przekupiła je obietnicą, że pojadą do dino parku, jeśli powiedzą prawdę. Powiedziały. Mama zerwała kontakt i ostrzegła wszystkich wspólnych znajomych przed tą krętaczką, a nasza rodzina w końcu mogła skupić się na sobie, nie na pomaganiu obcej rodzinie.
mamatofika Odpowiedz

W takiej sytuacji próbowałabym namówić koleżankę, żeby poszła na policję albo do opieki społecznej. I to by była najlepsza pomoc. Dziwię się, że nie bali się, że któraś z was to gdzieś zgłosi.

egzemita Odpowiedz

I mąż się zgadzał na coś takiego? Wystarczy żeby jedna z tych kolezanek powiadomiła opiekę spoleczną albo i policję. A jakby to do męża do pracy dotarło? Od razu miałby opinię cwela a nawet mógłby tę pracę stracić. Dzieci naprawdę bardzo trudno zmusić żeby nie rozgadały nawet czegoś błahego a taką sprawę utrzymywały w tajemnicy przez kilka lat. Coś mało wiarygodne to opowiadanie.

Archos

wiarygodne i to nawet nie wiesz jak bardzo

Aswq

Normalne, że utrzymywały skoro były dobrymi koleżankami. Każda wierzyła, że po co mopsy jak każda wyjdzie ze wszystkich sił aby pomóc.

Jawiem1210 Odpowiedz

I pojechały do tego dinoparku?

PoraNaPiwo

Nie sądze. Raczej spełniło się to, o czym opowiadała ich matka. Poszedł wpierdziel.

FlowePower

Też jestem tego ciekawa, czy matka autorki spełniła obietnicę. Mimo wszystko to były dzieci i one niczemu nie były winne.

Archos

flower jak nie były? a kto łgał jak ruda suka? grali wszyscy w tą grę (oprócz niczego się nie spodziewającego chłopa)

19941995 Odpowiedz

Bo Anna to była. MaDka. Zwykła roszczeniowa MaDka. W głowie tylko dej i dej, bo mnie się naleRZy.

bazienka Odpowiedz

a bylo zrobic fotki tym brudnym dzieciakom non stop jedzacym u was i zaniesc do opieki spolecznej z podejrzenie, ze dzieciom dzieje sie krzywda
to by sie natlumaczyli i wstydu najedli :)

bazienka

no i taka reakcja bylaby najwlasciwsz,e bo gdyby serio cos sie dzialo, to matka moglaby uzyskac pomoc

bajkopisarz Odpowiedz

Ania - prekursorka madek z 500+ (tych roszczeniowych, wiem, że są osoby, którym 500 pomaga). Znajomi wujka sprzed lat mi się przypomnieli - lata 70. Para studentów, zakochana, ale biedna, na nic ich stać ne było. Wszyscy pomagali - przenocować, bo akademika nie dostali, a na stancję nie stać, nakarmić, bo po stołówce głodni, bilety na imprezę zorganizować, pepsi choćby zafundować. Przed obroną wzięli ślub (dziewczyna miała śmieszne nazwisko, pewnie dlatego), oczywiście składkowe przyjęcie, ale brat panny się wygadał - dostawali sporo kasy od rodziców przez całe studia, oszczędzili na malucha (fiata126).

egzemita

Roksana Fiutek?

KluseczkaMala Odpowiedz

Co za wstrętny babsztyl z tej Anki. Nie rozumiem jak można być aż tak perfidnym. Jej mężuś nie lepszy. Żal tylko tych dzieci, bo nie mają dobrych wzorców.

Archos Odpowiedz

suka kosztem męża robiła interesy - aż dziwne że potem nie podała go do sądu o to, że tak robił (choć nie robił i był normalnym gościem)
to obraz matki biednej i pokrzywdzonej kobiety co wychowuje bachory na takie same jak ona

Dodaj anonimowe wyznanie