#Qwypt

Zdradził mnie mąż… Jesteśmy ze sobą od 15 lat, małżeństwem 7, dwoje małych dzieci, mój jedyny mężczyzna. Przyszedł, płakał, przepraszał, prosił o wybaczenie. Nie układało się miedzy nami od 2 lat, kłótnie, ciche dni, mało seksu, gdzieś nawet zrozumiałam tę zdradę, potrzebę bliskości i atrakcyjności w oczach innej kobiety, potrzebę dowartościowania się. Tyle, że ja też potrzebowałam czułości, zrozumienia, bliskości i jakoś nie zdecydowałam się na „skok w bok”.

Ten jego szczery żal i dobro dzieci, chęć posiadania pełnej rodziny sprawiły, że zostałam. Myślałam, że dam radę, inne kobiety dają, ale ja nie potrafię. Widzę, jak mąż się stara, jaki jest cierpliwy, wyrozumiały, jak cudownie zajmuje się dziećmi. A mnie szlag jasny trafia!!!! Potrzebował zdrady, żeby znów taki być, potrzebował innej kobiety, żeby docenić mnie. Ja nigdy nie miałam innego mężczyzny, a teraz ten mnie obrzydza. I choć powrócił mój ukochany, charakter i zaangażowanie sprzed 10 lat, mnie tutaj już nie ma. Nie mogę go dotknąć, nie mogę mu zaufać, nie potrafię przestać sobie wyobrażać, jak dotykał tamtej kobiety. I wiem, że nas już nigdy nie będzie. I szkoda mi tego kretyna, bo widzę jak bardzo się stara, jak mu zależy. Ale ja czuję się pusta w środku, wykańcza mnie to po prostu.

I teraz taki dylemat… Wyprowadzę się, będę sama, ale zgodna z własnymi uczuciami, z możliwością szczęścia gdzieś tam kiedyś, ale rozbiję rodzinę, zabiorę dzieci, życie dla nich na dwa domy. Albo zostanę, zacisnę zęby, dla dzieci, dla ich szczęścia, dla mojego czystego sumienia. Ale to pieprznie prędzej czy później, bo nikt z królową lodu sypialni nie chce dzielić.

A teraz część najbardziej anonimowa.

Znam tą dziewczynę, poznałyśmy się na babskim wieczorze u mojej przyjaciółki, złapałyśmy super kontakt, rozmawiałyśmy o związkach, ona właśnie rozstała się z chłopakiem, ja mówiłam o kryzysie w moim małżeństwie. Ona stwierdziła, że mój mąż na pewno mnie zdradza, ja stanowczo zaprzeczyłam. Powiedziała: „założę się, że poderwę go przy pierwszej okazji”. To było takie głupie gadanie, „tak tak, już to widzę” - powiedziałam. Kur**!!!!!!!!!!!!! Później sama powiedziała mojej przyjaciółce, że nie sądziła, że wylądują w łóżku, tak jakoś wyszło, bo w sumie to niezły ten mój mąż. To od niej wszystko wiem…
NOTHING000 Odpowiedz

Gdzieś przeczytałam takie zdanie - "dzieci nie potrzebują rodziców. Potrzebują rodziców SZCZĘŚLIWYCH."
I ja się z tym zgadzam. Moi też mieli swego czasu kryzys i powiem ci, że to był koszmar. Ile bym dała wtedy, by to się skończyło! Jaka by to była ulga...
Słuchaj, nie ma sensu męczyć się i pozbawiać szczęścia dla kogoś, kto nie potrafi cię docenić. Jaki to wzór dla waszych dzieci? I dlaczego on ma ciebie dzień po dniu pozbawiać radości życia? Może chociaż spróbuj separacji i poczekaj, aż dojrzejesz do decyzji o rozwodzie.

Niezywa Odpowiedz

Jeśli ty nie będziesz szczęśliwa dzieci też nie będą. W domu nie będzie dobrej atmosfery, proste i logiczne. Faceta i przyjaciółkę kopnąc w dupę.

aceofspades

Rozumiem sens pierwszego zdania, ale to straszna generalizacja.
Rodzice mojego kuzynostwa przez 25 lat żyli pod jednym dachem, w nienawiści do siebie, kłótniach i zdradach. Mimo to, potrafili stworzyć swoim dzieciom dobry, kochający dom i szczęśliwe dzieciństwo.
Rozwiedli się niedawno, gdy dzieci już dawno są dorosłe i na swoim.
Ja nie mówię, że trwanie w czymś takim jest dobre, bo nie jest, i również uważam, że lepiej się rozstać, niż tkwić w nieszczęśliwej relacji, ale w pierwszej kolejności dla siebie.

Niezywa

Jak na moje to chory układ, ale co kto lubi. Poza tym nie wiesz wszystkiego co się działo w ich domu, to by było zbyt idealne żeby żyli po takim czymś tyle czasu w pokoju i zgodzie tylko ze względu na dzieci. Jak sama napisałaś trzeba pomyśleć też o sobie, a nie żyć w toksycznej relacji.

aceofspades

Jak na moje, to też chory układ, chodzi mi tylko o to, że nie jest to niemożliwe.
Bywałam w ich domu setki razy, praktycznie spędziłam tam połowę dzieciństwa i oni naprawdę w jakiś sposób potrafili ukryć to wszystko przed dziećmi. Byłam w szoku, gdy kilka miesięcy temu mama powiedziała mi, że ciotka z wujkiem się rozwodzą. Dopiero po 25 latach dowiedziałam się, jak naprawdę wyglądała ich relacja.
Z kuzynostwem też byłam/jestem na tyle blisko, by wiedzieć, że nigdy nie odczuli tego, co się działo między ich rodzicami.
Spędzałam u nich całe wakacje, jeździliśmy razem pod namiot, i jedynie co widziałam, to że nie na między nimi takiego uczucia, jak między moimi rodzicami. Nigdy nie widziałam, żeby się przytulali, całowali, czy chodzili za ręce.

Niezywa

Nie napisałam, że nie jest możliwe, żeby mieszkali pod jednym dachem i nie ma tu żadnej generalizacji, której się doszukujesz. To się zdążą dość często, że ludzie żyją w toksycznych relacjach z różnych powodów. Po niemożliwym jest żeby nie wpłynęło to jakoś na ich dzieci, bo przecież widzieli że rodzice się nie kochają, coś jest nie tak. Widziałaś tylko skrawek, tyle ile ci pozwolili. Nie twierdzę, żeby robili coś złego w rodzinnym domu przy dzieciach, bo ich nie znam, ale być może nie wszystko było tak idealne jak ci się wydaje. Mam tylko nadzieję, że autorka bo przeczytaniu twoich komentarzy nie weźmie sobie tego do serca i nie zrobi tak samo, bo to po prostu chore.

aceofspades

Z tą generalizacją, to chodziło mi o twoje pierwsze zdanie, i o to, że wcale nie jest niemożliwym, by dzieci były szczęśliwe, pomimo nieszczęśliwej matki.
Nie twierdzę też, że w rodzinie mojego kuzynostwa wszystko było idealnie, ale jestem na tyle z nimi blisko, by wiedzieć, że swoje dzieciństwo wspominają bardzo szczęśliwie.
Co nie zmienia, faktu, że takie układy są dobre i normalne. Znacznie częściej to właśnie źle wpłynie na dzieci, bo nie jest łatwo pogodzić życie rodzinne z kłotniam, zdradami, czy z jeszcze większą patologią.

MaximusTDM

A co ci zrobiła przyjaciółka?

FemaleCenobite Odpowiedz

Wiesz co, moi rodzice rozeszli się, gdy miałam 7 lat i w ogóle nie odczułam tego źle. Może dlatego, że tato pracował za granicą i i tak widywałam go tylko w weekendy, ale to nie jest reguła, że wszystkie dzieci będą cierpiały z powodu rozwodu rodziców. Jasne, że jest takie prawdopodobieństwo i to spore, ale po latach zrozumieją. Ty też jesteś ważna, tak samo ważna, jak i one. Skoro nie potrafisz przejść nad tym, co się stało do porządku dziennego (i wcale Ci się nie dziwię, też bym nie umiała), to chyba nie ma sensu tego dalej ciągnąć. Na Twoim miejscu rozwiodłabym się, po prostu żeby się nie męczyć. Zrobił co zrobił, wiedział, jakie mogą być tego konsekwencje. Dobrze, że się stara, ale ból nie tak łatwo zagłuszyć i musi to zrozumieć.

Vinaya Odpowiedz

Jest kilka opcji, ale jeśli zdecydujesz się zostać to spróbuj terapii małżeńskiej - na pewno nie zaszkodzi. A jeśli to nie zadziała to rozstańcie się w przyjaźni, widać w sposobie pisania, że mimo wszystko czujesz ogromne przywiązanie do swojego męża, więc może dacie radę wspólnie uczestniczyć w życiu dzieci, ale oddzielnie. Powodzenia!

KlaraBarbara Odpowiedz

Dzieci zrozumią, lepiej się rozstać, ewentualnie jakaś terapia małżeńska. Z doświadczenia wiem, że lepiej mieć dwóch osobnych rodziców niż dwóch rodziców razem nieszczęśliwych,

bazienka

*zrozumieja...

KlaraBarbara

Nie wiem jak to zrobiłam, oczywiście zrozumieją* ;)

traxixi Odpowiedz

Sama nie wiem co bym wtedy zrobiła..

Luuuuuuzik Odpowiedz

Nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji...

Etanolansodu Odpowiedz

Nie musisz dla niego cierpieć. To on zdradził, a to ty ponosisz konsekwencje, absdurdalne. Niech leci do tej, która podrywa męża i ojca dla zabawy.

Valadilajne Odpowiedz

Droga autorki, decyzja tej wagi nigdy nie będzie łatwą decyzją. Jest wiele powodów dla których powinniście zostać razem ale i wiele dla których powinniście się rozstać. Dzieci jeżeli widzą napięcie wśród rodziców są również nie szczęśliwe a po rozwodzie z początku nie będzie lepiej przez brak zrozumienia (nastolatek również bardzo przeżywa rozstanie rodziców). Jeżeli czujesz, że nie jesteś gotowa na rozstanie, spróbujcie iść na terapię, może ona pomoże. Wiem, wątpliwości i podejrzenia pozostaną, taka jest nasza natura. Jednak, jeżeli "nie czujesz tego", lepiej się rozstać. Możecie zrobić to w stosunkach dość przyjaznych, macie przecież dzieci. Jeśli mąż szczerze żałuje swojego czynu, powinien zrozumieć, że mimo starań nie możesz przejść nad tym zdarzeniem do życia codziennego i na dłuższy czas nie dacie rady trwać w związku. Możecie zacząć od szczerej rozmowy, dać sobie jeszcze trochę czasu na spróbowanie ratowania związku, tylko żeby obie strony były świadome, że nic na siłę, to jedynie pogarsza sprawę. Pamiętaj, nie ma co się męczyć na siłę, dzieci w pewnym momencie zrozumieją. Trzymam kciuki abyś dokonała wyboru zgodnego że swoim "ja".

hayden16 Odpowiedz

Jeśli tak szybko jej poszło i to od niej wiesz o zdradzie to na bank nie był jego pierwszy raz. Sytuacja cię usprawiedliwia. Pogrzeb w przeszłości, sprawdź co się da. Jak znajdziesz dowód na inną zdradę nie ma się co zastanawiać- odejdź. Jeśli nie to terapia. Spróbować nie zaszkodzi.

bazienka

nie wiem, czy jego pierwszy raz, ale dla mnie na bank kaja sie BO SIE WYDALO a nie dlatego, ze zaluje tego, co zrobil

Zobacz więcej komentarzy (22)
Dodaj anonimowe wyznanie