#EOYvH

Moja mama to perfekcyjny przykład kobiety, która stara się schudnąć, ale nie może, bo geny i choroba. Kiedy spotka kogoś znajomego, rozmawia z kimś z rodziny i zejdzie na temat wagi, to zawsze żali się, że próbowała diet, próbowała ćwiczyć, głodziła się, chodziła na spacery, ale nie może schudnąć czegokolwiek by nie robiła. To przecież genetyka, jej mama też miała 130 kg, a ona ma jeszcze chorą tarczycę. 

Tak się składa, że w domu widzę te wszystkie podejścia do chudnięcia. Diety? Dwa, trzy dni, podczas których jadła owoce, jogurty, serki wiejskie, kurczaka na parze, oczywiście w żaden sposób nie licząc kalorii. Spożywała wciąż więcej niż potrzebuje, ale kiedy jej to tłumaczyłam, to mówiła mi, że mam przestać opowiadać bzdury, bo to wszystko jest light i fit. Po dwóch dniach takiej diety, zniechęcona brakiem rezultatu na wadze, znów wracała do swojego jadłospisu. Przykład? Godzina 23, ona ma ochotę na frytki, robi i zjada duży talerz frytek z trzema jajkami sadzonymi. 
Około 1 wsuwa dużą paczkę chipsów do filmu. Ćwiczenia i ruch? Powolny spacer z kijkami z sąsiadką. Jakieś 40 minut, podczas których spaliła może 300 kcal, co jest jedną piętnastą częścią tego, co spożywa. Tata robi to samo, ale nie podejmuje żadnych prób ruchu ani diety. Do tego zajada się słodyczami w ilości jedna czekolada + garść cukierków lub kilka kawałków ciasta i popija pepsi. 
On w trakcie rozmów żali się na cukrzycę i opowiada jak to jest ona powodem niemożliwości by schudnąć. A ja? Latami buntowałam się przeciw tłustej kuchni, obżarstwu, podwójnym porcjom, latami wychodziłam z nadwagi i wciąż ćwiczę. Rodzicom próbowałam pomóc na różne sposoby. Podsuwać artykuły, drukować jadłospisy, pokazywać filmiki ze skutkami takich zachowań. I nic. Mam im dać spokój i zająć się sobą, bo oni są starzy i chorzy.

Nie cierpię, jak ktoś gruby wymawia się chorobą, bo tylko mała część z tych osób tak naprawdę jest na tyle chora, że faktycznie nie może się za siebie wziąć. Reszta ma zwyczajną wymówkę, ale najgłośniej krzyczy, że to nieprawda. Gdzie anonimowe? Ano tu, że nawet nie można o tym głośno powiedzieć, bo zostanie się zakrzyczanym i zwyzywanym.
Ultra Odpowiedz

No i mam ochotę na frytki i jaka sadzone... dzięki wielkie

KryzysTworczy

A ja jestem na wyjedzie i mam codziennie frytki i jajka sadzone (kucharka nie wymyśliła innej opcji wegetariańskiej) i juz nie wytrzymuję. Chcesz trochę? :')

Postac

Przynajmniej masz frytki... Ja na takim wyjeździe codziennie jadłam pierogi.

donttouchmyfood

@KryzysTworczy wow, wspolczuje "kucharki" :|

Serwatka31 Odpowiedz

To, że Twoi rodzice są tacy, to nie powód, by generalizować.
Ale w jednym masz rację - zwykle grube osoby jedzą źle, i za szybko się poddają.

Różnica jest taka, że u większości z nich, problemem jest zbyt słaba, osłabiana każdą kolejną próbą psychika, nie lenistwo i hipokryzja, jak tutaj.

Osoba, która jest na tyle silna, by odnosić sukcesy w każdej innej dziedzinie życia może tu nie dawać rady, coraz krócej wytrzymywać na diecie i coraz więcej słodyczy w siebie wpychać w chwilach słabości, bo zaburzenia odżywiania
(które zwykłe zaczynają się w dzieciństwie, więc to zupełnie inna sytuacja, niż świadomie ryzykujący wpadnięciem w bagno człowiek, jak np. przy paleniu)
mają taką specyfikę, że walka nie wyćwicza coraz więcej siły, ale wręcz przeciwnie - każda kolejną próbą osłabia i powoduje zrezygnowanie.

Po zmarnowaniu całego nastoletniego życia na coraz bardziej rozpaczliwe próby, z których każda kolejna wiąże się z większą wiedzą na temat odżywiania, ale i coraz większym zrezygnowaniem i brakiem sił, dla większości grubych, tydzień na diecie, który dla zdrowej psychicznie osoby to jak pstryknięcie palcami, jest psychicznym mount everestem, wymaga takiej siły, i wiąże z tyloma negatywnymi emocjami, że zdrowy psychicznie człowiek nigdy nie będzie sobie w stanie tego wyobrazić.

ChrzescijaninTanczy

Taak, podpisuje sie rekami i nogami. Zaburzenia odzywiania dzialaja tez w ta strone i stale powtarzanie osobom z duza nadwaga ze nie sa zdrowe czy naszym zdaniem nienwygladaja "estetycznie" w niczym im nie pomoze

Serwatka31

Wręcz zaszkodzi.
Czasem baaaaardzo mocno.

Ja wyrobiłam sobie zaburzenia odżywiania w dzieciństwie, bo matka, (dla której to było sposobem wyrażania troski o mnie) powtarzała mi codzienni jaka jestem paskudna i gruba.
Będąc młodą nastolatką, ważąc 60-65kg przy wzroście 160-170 podejmowałam kolejne, chaotyczne próby odchudzania.
(najlepsza dieta według mojej matki, do której byłam zmuszana, ale chaotycznie i niesystematycznie (może to i lepiej)? "Mniej żreć". jak przed 17:00 nie zjadłam kolacji, nie było jedzenia o 18:00, nawet jak uczyłam się całą noc, trzeba było opychać się nie będąc głodnym przed 17:00, lub jak zaśnie, po północy)

Każdy kolejny raz, kiedy starałam się nie być "tłustą świnią ważącą 60kg" i nie wychodziło, skutkował tylko zniechęceniem i tyciem między kolejnymi próbami.

W ten sposób w wieku powyżej 20 lat, mam widocznie ponad 110kg i kolejną, rozpaczliwą próbę schudnięcia.

Znalazłam zdjęcia z wczesnego gimnazjum, w którym marzyłam, że może zanim pójdę do liceum, uda mi się schudnąć i przestać być tą "grubą świnią", jak codziennie nazywała mnie matka - byłam chuda. Może nie wychudzona, ale na zdjęciach nie widać nawet nadwagi.

arbuzek

Właśnie... i problem jeszcze polega na tym, że jedzenia nie da się CAŁKOWICIE odrzucić. Alko czy faje da się odstawić na całe życie, oraz da się bez nich funkcjonować. Natomiast bez jedzenia zwyczajnie się nie da - a to może potęgować słabnącą wolą i rezygnacją. Człowiek jest istotą słabą... O ile w innych kwestiach życia taka osoba jest stanowcza i silna, to przy jedzeniu może mieć słaba wolę.

Barbedossa Odpowiedz

Tato mojej znajomej miał duże problemy ze zrzuceniem wagi. Dużo problemów ze zdrowiem, nadwaga wywołała u niego jakieś duże problemy z biodrem i musiał przejść operacje. Spinał się, walczył. Nie było łatwo. Zajęło mu 20 lat żeby uzyskać “wymarzona” sylwetke. Ale to była jego decyzja. Nikt go nie popychał do tego. Czasami ktoś sam musi stanać twardo stopa na ziemii i zabrać się za siebie. Szkoda, że niektórzy ludzie robia to za późno albo jak nabawia się większych problemów. Bo właśnie ta operacja go skłoniła do tego. Jest chudy, ale ciężko mu się chodzi, nie może prowadzić samochodu, pracować w zawodzie... może niestety to będzie pstryczek dla Twojej rodziny. Jeśli ich nie przegada, to w końcu nabawia się większych problemów i moga za to wtedy słono zapłacić.

LaniaLania Odpowiedz

Wierze Ci.
Chora tarczyca , cukrzyca czy hasimoto - mam wszystkie 3 opcje i przy diecie dopiero chudne ( mowimy o faktycznej diecie , bo jak lekko poluzuje szelki to zaraz i spodnie ciasne )
Te choroby utrudniaja schudniecie, to fakt ale nie przekreślają szansy na idealna sylwetke - wiem to po sobie

Niezywa

Całe życie na diecie to katowanie się w moim mniemaniu.

LaniaLania

Niestety ale nie kazdy może żreć po nocach a przy tym wyglądać jak Chodakowska . Czasami pozwolę sobie na cos zakazanego.

Niezywa

Przecież chodakowska nie żre po nocach, trzyma dietę i dużo ćwiczyć, ale jej też się przecież zdarzają niezdrowe posiłki np.kiedy gdzieś pojedzie, tylko że jej to nie bardzo.

LaniaLania

Chodakowska to tylko przyklad fajnej sylwetki :D przeciez nie napsialam ze to ona je po nocach :D chodzi mi po prostu o to, że są osoby które pija i jedza co chca i tylko ćwiczac maja 6-cio pak na brzuchu ( np. Moj maż ) i są osoby które odpuszczą sobie na urlop / dłuższy weekend i zaraz widzą po ubraniach ze się cos odłożyło ( np. Ja )

arbuzek

Dieta to nie tyle co niemożność zjedzenia 'czegoś zakazanego', co pilnowanie się by jeść o konkretnych porach i w ściśle określonych ilościach. I moim zdaniem to jest problemem, a nie to co zjemy.

lilithismyqueen Odpowiedz

Właśnie robię sobie frytki i jajka sadzone 😍😍😍

FemaleCenobite Odpowiedz

Tak tylko napiszę, że pora posiłku nie wpływa na utrzymywanie wagi, to popularny mit. Wiem po sobie. Jadam na noc i to dużo, bo tak po prostu lubię, a utrzymuję wagę, bo nie wychodzę ponad swoje zapotrzebowanie.

Ankaaa

U mnie też zawsze największym posiłkiem jest kolacja i nigdy to nie przeszkadzało mi w chudnięciu, bo akurat w trzymaniu wagi nie jestem za dobra :D Ale za to zauważyłam, że jedzenie śniadań, mimo, że jest uciążliwe, to jednak pomaga i rzeczywiście podkręca metabolizm.

KryzysTworczy

Dodajmy, że podczas snu dobrze się trawi. U mnie to działa tak, że od czasu, jak robię sobie konsekwentnie drzemki poobiednie, schudłam i utrzymuję wagę, mimo że sobie nie odmawiam kalorycznych rzeczy.

Pers

Z jedzeniem na noc to chodzi o to, że organizm przeznacza energię na trawienie zamiast wypoczywać, co skutkuje bardziej zmęczeniem niż nadwagą

Lolkolrich Odpowiedz

Ja nie mamwymowki poprostu lubie jedzenie, pozdrawiam 178m i 108kg

Suomen Odpowiedz

A ja jestem gruba i otwarcie przyznaję, że to przez zajadanie stresów. Na szczęście sytuacja jest opanowywana i idzie w dobrą stronę :)

Niestety niektórym do rozsądku nie przemówisz... Czasem zostaje już tylko faktyczne pozostawienie ich w spokoju i zadbanie o samą siebie. Powodzenia.

Lorayne Odpowiedz

Zgadzam się, chociaż tutaj muszę przypomnieć, że zła dieta jest szkodliwa nawet dla osób po których nie widać, że źle się odżywiają. Miałam trochę podobnie do autorki tylko na swój sposób gorzej, ponieważ moi rodzice mimo jedzenia za dużej ilości tłustych rzeczy i kalorycznych używek, byli przez niemal całe życie chronieni tarczą szybkiej przemiany materii. Ja jej nie odziedziczyłam, co spowodowało w moim życiu mnóstwo problemów: musiałam się dostosowywać do ich jedzenia jednocześnie dostając ochrzan że jak śmiem tyć, oni tyle jedzą, zawsze jedli i są szczupli, pewnie jem słodycze po kątach.
Zestarzeli się a tarcza przestała działać. Moja matka płacze nad swoją nadwagą, jest grubsza ode mnie chociaż zawsze była dwa razy chudsza. Oboje mają też problemy zdrowotne, mało się ruszają bo nie mają kondycji - nigdy w życiu nie musieli biegać ani ćwiczyć, bo przecież już byli szczupli więc automatycznie uważali się za zdrowych.

arbuzek

I się bolesnie przekonali, że przemiana materii to nie wszystko!

WodaGazowana Odpowiedz

Ja dostałam takich kompleksów i brzydzę sie sama sobą bo przytyłam 10kg w ciagu roku. W styczniu wzięłam sie za to bo po przemyśleniu sprawy, ze zmieniłam prace i miejsce zamieszkania czego wynikiem jest bardziej siedzący tryb życia i co? I jeszcze dotylam 6 kilo.
A lekarz na to: tarczyca.
Nie wymawiam sie chorobą, samej mi ciąży to ze już nie jestem rozmiar 34 tylko 38, ale kurde. Moja dopasowana dieta i ćwiczenia na razie przynoszą efekt odwrotny do zamierzonego. Jestem załamana bo nie chce ludziom mowić ze przytyłam bo jestem chora bo wiem, ze ludzie patrzą na takich z pobłażaniem i politowaniem. Ale 16 kilo na plusie nie mam jak ukryć, wszyscy to widzą.

Zobacz więcej komentarzy (12)
Dodaj anonimowe wyznanie