#9zHhr

Dwa lata temu poznałam chłopaka przez znajomą. Był cudowny. Chodził do teatru, był bardzo oczytany, jego hobby była wspinaczka, a każdego dnia wysyłał mi wieczorem piosenkę, którą bardzo mi poleca - każda była przepiękna. Byłam szczęśliwa, bo dla mnie był ideałem. Miesiące mijały i zakochałam się do szaleństwa, a słysząc głosy innych - on także. Po roku znajomości byliśmy razem. Byłam pewna, że spotkałam miłość swojego życia. Pasowaliśmy do siebie. Mieliśmy nawet wprowadzać się do wspólnego mieszkania.
Aż pewnego dnia cztery miesiące temu zadzwonił do mnie i powiedział, że musimy natychmiast się spotkać. Pojechałam na umówione miejsce, w którym on już był. Po chwili rozmowy powiedział, że musimy zerwać, bo on już nie może wytrzymać tego, że jestem w jego życiu. Nawrzucał mi, podkreślił moje wady i zaznaczył, że ma nadzieję, że się od niego odczepię. Popłakałam się i byłam zdezorientowana, bo jeszcze dzień wcześniej mówił, że mu bardzo na mnie zależy. Złamał mi serce i przez tydzień codziennie płakałam, ale w końcu uznałam, że nie będę na takiego kłamcę traciła czasu. Kontakt się urwał, nie wiedziałam, co robi ani gdzie się znajduje. Myślałam, że może wyjechał.

Miesiąc temu zadzwoniła do mnie jego matka i powiedziała, że Janek popełnił samobójstwo - powiesił się w piwnicy. Zatkało mnie. Napisał mi list. Byłam i jestem w ogromnym szoku, ponieważ zawsze tryskał energią i nigdy nie wspominał, że źle się czuje. Wtedy przy telefonie, myślałam, że cały mój świat się właśnie zawalił.

Winię siebie za to, że niczego nie zauważyłam i nie pomogłam. Winię siebie za to, że może nie okazywałam mu zbyt dużo uwagi, przez co ominęłam oznaki depresji. Byłam na pogrzebie i czułam się, jakby z nim zakopywano połowę mojego życia, i nadal nie mogę się pozbierać. Codziennie wspominam jego uśmiechniętą twarz i zastanawiam się, co czuł w takich chwilach.

Co było w liście? Nasze wspólne zdjęcie z podpisem, że mnie kocha i, że mnie przeprasza, że to nie moja wina. Ciężko mi teraz, ale staram się żyć dalej, mimo że wieczorami zalewam się łzami. Wiem, że chciałby, żebym była szczęśliwa, ale jedyne co robię w wolnych chwilach, to biorę list ze sobą i odwiedzam go na cmentarzu.
Janek był cudowną osobą. Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się tam na górze i wtedy opowiem mu całe moje życie, a on - jak to on - nie będzie mi przerywał, bo Janek zawsze słuchał, tylko może ja czasem słuchałam za mało.
19941995 Odpowiedz

Nie obwiniaj się.. samobójcy dobrze się maskują z emocjami. Nie chciał, żebyś się martwiła, widocznie nie chciał by ktoś zmienił jego decyzję...

pisarzyk Odpowiedz

Chciał cię odsunąć od siebie. Moja zmarła przyjaciółka zrobiła to samo. W pewnym momencie nawyrzucała mi i grupce znajomych wszystkie rzeczy, na jakie byliśmy wrażliwi, bo celować w czułe punkty to skuteczna metoda, by się kogoś pozbyć. Krótko, bo chyba niecały miesiąc później, dowiedzieliśmy się o jej samobójstwie. Trzymaj się.

User100

Dobrze wiedzieć, że przyszli samobójcy tak postępują. Chociaż mam nadzieję, że mi się ta wiedza nigdy nie przyda.

Tradycjonalista Odpowiedz

To nie twoja wina, sam podjął decyzję

Jawiem1210 Odpowiedz

Nie masz co się winić. Ciężko jest zauważyć, zwłaszcza, gdy Twój ukochany nie dawał żadnych sygnałów. Nawet gdy się daje sygnały ciężko jest ogarnąć czy to po prostu gorszy dzień, spadek formy czy depresja.
Próbowałam popełnić samobójstwo. Moja mama to, że się tnę na nadgarstku zauważyła po 2 latach. Do momentu, aż nie powiedziałam, że chce się zabić, nikt nawet nic nie podejrzewał, a dawałam sygnały pt. "wszystko mnie przytłacza", "nie mam siły", "ciągle mi smutno" itd. To nie jest wcale tak łatwo zauważyć.

PandaMala Odpowiedz

„Jakby z nim zakopywano połowę mojego życia”... Aż mnie coś zabolało

Czaroit Odpowiedz

Winić byś się mogła tylko wtedy, gdyby on poprosił Cię o pomoc a Ty byś go wyśmiała, odtrąciła, zlekceważyła. Wtedy owszem, można by uznać, że Twoje zachowanie przyczyniło się do jego śmierci.

Jednak wiesz - on Ciebie o pomoc nie poprosił. I nieważne, czy "dawał znaki", które zbagatelizowałaś, czy też nie. Każdy z nas czasem "daje znaki". Każdy ma gorsze dni, chodzi z nosem spuszczonym na kwintę.
Będziesz się teraz roztkliwiać nad humorami wszystkich znajomych, bo nie daj boże któryś z nich to przyszły samobójca?

Ludzie sami odpowiadają za siebie. Są tacy, którym jest źle i szukają pomocy. Są tacy, którzy tej pomocy zwyczajnie nie chcą. Odtrącą każdą wyciągniętą rękę, uśmiechną się sztucznie i będą zapewniać, że wszystko gra. A następnego dnia znajdziesz ich wiszących na sznurze.
I mają do tego prawo. Wybrali swój los.
Nikt nigdy nie zdołałby im pomóc, bo oni pomocy NIE CHCIELI.

I to jest to, co masz do zaakceptowania. Że on Twojej pomocy nie chciał. Że zwyczajnie wybrał śmierć a nie Ciebie. To jest najbardziej bolesne w tej sytuacji. Ale gdy to przyjmiesz i zaakceptujesz w pełni, da Ci to wielką ulgę.

Właśnie dlatego w takich sytuacjach bliscy się obwiniają. Bo mimo wszystko poczucie winy jest łatwiejsze niż gniew, wściekłość i ból, które są pod spodem. Poczucie bycia oszukanym i opuszczonym. Nienawiść i poczucie skrzywdzenia. Ciężko poczuć to wszystko do osoby, która odeszła. Ciężko się do takich emocji przyznać i je w sobie uznać. Paradoksalnie o wiele prościej jest zawiesić się na żalu i winie.

Dragomir Odpowiedz

Swoja droga, pieprzony egoista... Wiem ze chcialby, zebym byla szczesliwa... Ale Cie wykopal i nara, radz sobie sama i jeszcze ten list, zostawil Cie z wyrzutami sumienia, tak jak i cala rodzine... W sumie nie byl wart Twojej uwagi. Spieprzyl Ci co najmniej pol zycia, a moze i cale. Mam nadzieje, ze sie otrzasniesz po tej mimozie.

Dragomir Odpowiedz

Zerwal z Toba przeciez, to jak mialas byc przy nim? Na sile? Chlopak byl nadwrazliwy, cierpial albo zwyczajnie mial dosc, nie wiem. Zycie toczy sie dalej, a skoro on nie chcial byc z Toba to az tak wspanialy nie byl. Poza tym jesli by kochal, to by nie zrywal, wiec byl moze niezrownowazony emocjonalnie. Pamietaj, ale zyj wlasnym zyciem i sie nie zamartwiaj.

ejty Odpowiedz

Współczuję:(

Blueberry123 Odpowiedz

Mój narzeczony zrobił to samo, nawrzucał mi, a później nabrał się prochów. Zabrała go karetka, ale nie udało się go uratować. Ja cały czas myślę, że to moja wina..

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie