#GEceO

Jestem z Moniką bardzo blisko. W związku tkwimy od 3 lat, od pół roku wspólnie wynajmujemy małe mieszkanko. Jest mi z nią wspaniale i bardzo ją kocham, ale zanim z nią zamieszkałem, nie byłem świadomy jej zwyczajów. Wiadomo, każdy ma swoje przyzwyczajenia, ale powiedzcie mi proszę, czy to nie jest dziwne…

Monika boi się ciemności. Często miewa koszmary i za każdym razem, gdy wstaje w nocy do toalety, boi się pójść sama. W efekcie budzi mnie w środku nocy i prosi, żebym ją zaprowadził. Niby nic złego, na początku wydało mi się to rozczulające i urocze. Jednak szybko przekonałem się, że nie jest.

Każdej nocy, punkt o 2.00, Monika budzi się i wali mnie poduszką, żebym wstał. Już nie prosi, a drze się: „na co czekasz, przecież wiesz, że to moja godzina!”, po czym idę z nią do toalety. Nie czekam przed drzwiami, każe mi wchodzić ze sobą do środka. I za każdym razem robi kupę! Co noc o tej samej porze muszę przerywać sen, żeby siedzieć z dziewczyną przez 20 minut w kiblu i słuchać jej jęków podczas wydalania (ma zaparcia). Nie wspomnę już o zapachu.

Jakoś ta cała sytuacja sprawia, że miłosna aura zaczyna ustępować miejsca „kupnej” aurze. Co robić? Świecić światła w całym domu przez całą noc? Pomocy!
Rakszasa Odpowiedz

Sproboj ja budzic o 4, zeby poszla z Toba ma Twoja kupe. Szybko jej sie odechce.

Odpowiedzi (2)
Postac Odpowiedz

Jak mieszkaliście osobno to radziła sobie bez Ciebie. Ktoś inny z nią chodził?

Zobacz więcej komentarzy (45)

#BOnyY

Mam 16 lat i dziecko.

Generalnie to pochodzę z lekkiej patologii, ale jestem bardzo ogarnięta i dojrzała jak na swój wiek, potrafię zająć się sama sobą i jakoś mi się żyło. Mama cały czas w pracy, ojciec w sumie nic nie robi, nie pije, ale nie pracuje, bywa agresywny i jest po prostu męczący i lekko chory psychicznie. Generalnie to kiedyś wziął wielki kredyt na rozkręcenie biznesu, nie udało mu się i do teraz nie pracuje, tylko zatrudnia jakichś Ukraińców na gospodarstwie, które przynosi głównie straty (finansuje to mama). Generalnie to ciągle powtarza, że jeszcze będzie biznesmenem itp. itd. Ja sobie chodzę do szkoły, kasy mi brakuje, ale na podstawowe potrzeby jest, uczę się dobrze, wychowuję się sama, jest w miarę OK.
A właściwie było.

Półtora roku temu jedna z Ukrainek mojego ojca zaszła w ciążę. Umarła krótko po porodzie. Dziecko zostało w domu, matka nie chciała go widzieć, więc się wyprowadziła do jakiejś kawalerki, ale wciąż daje nam kasę. Dziecko było w domu, leżało i płakało. Nikt się nim nie zajmował, więc zrobiłam to ja. Mam na nie 500+, więc finansowo jest OK, ale czuję się jego matką i ojcem. Spadły mi wyniki w szkole, już nie mam czasu sobie dorabiać, zupełnie nie czuję do tego dziecka empatii i miłości. Umiem zrobić z nim wszystko (przewinąć, nakarmić itp.), ale czuję się tak wyczerpana, że nie wiem co robić. Miałam myśli samobójcze, chciałam oddać to dziecko do okna życia (nie wyobrażam sobie jak dorasta z tak młodą "matką", nie dam mu nic oprócz biedy), ale mój tata grozi, że mnie pobije jak to zrobię. Do domu dziecka też nie chcę iść, przed pojawieniem się tego małego kaszojada miałam constans w życiu, tam wywalą mnie po osiemnastce i nie będę miała dokąd pójść. Opieka społeczna odpada, mój ojciec mówi, że nie jesteśmy "nienormalni" i grozi mi, że jak wprowadzę tych darmozjadów (czyt. opiekę społeczną) do domu, to mnie pobije.

Jak się nie zajmuję dzieckiem, to ono leży i płacze, mój ojciec nie tknie go nawet kijem od szczotki. Uważa, że to babskie zajęcie, on jest od zarabiania pieniędzy. Mama udaje, że nie ma problemu i niezbyt chce rozmawiać na ten temat, kiedy go poruszam, to płacze. O tej Ukraince wiem bardzo mało, szukanie jej rodziny na Ukrainie to jak szukanie wiatru w polu. Dziadków ani innego rodzeństwa nie mam, reszta rodziny nie utrzymuje z nami kontaktu (ciekawe dlaczego).
paella Odpowiedz

Z jakiej racji Twój patologiczny ojciec nakazuje Ci zajmować się cudzym dzieckiem?. Wyprowadź się do matki, ojca odetnijcie od kasy - więcej będzie dla Was - i sobie spokojnie żyjcie.

Odpowiedzi (5)
Bambarabam Odpowiedz

Ja to zrozumiałam tak, że ojciec zrobił dziecko Ukraince, matka się wyprowadziła, Ukrainką umarła i nie ma kto się dzieckiem zająć bo ojciec to leń i woli wykorzystywać córkę. A córka zamiast uciec do matki (czemu matka nie reaguje?!?!?) akceptuje taką patologie i została.

Zobacz więcej komentarzy (17)

#2vKrR

Gdy chodziłam do przedszkola, miałam wtedy 5 lat, byłam straszną łobuziarą i zawsze wolałam towarzystwo chłopców, było ciekawiej. No i pewnego jesiennego, zimnego dnia, gdy nasze trzy wychowawczynie ''świętowały'' urodziny jednej z nich (drinki itd.), stwierdziłam, że jest za nudno. Wyciągnęłam dwóch kumpli i namówiłam ich na oglądanie łabędzi na drugim końcu osiedla, niedaleko miejsca, gdzie mieszkałam.  Wymknęliśmy się, bez problemów, do tego bez kurtek, czapek itp. Wtedy to była dla nas długa droga, dochodząc do stawów, byliśmy już posikani w majtki, lecz to nam nie przeszkodziło.

Udało się dojść, widzieliśmy łabędzie, bawiliśmy się w najlepsze, do tego nikt nas nie szukał. Stwierdziłam, że skoro mieszkam zaledwie ulicę od stawów, odwiedzę mamę i opowiem jej o mojej przygodzie. Przypominam, że miałam 5 lat... Podchodzimy do mojej klatki, a tu nagle mama do sklepu idzie, patrzy, a tu ja - obsikana, z dwoma chłopcami i zmarznięta. Natychmiast nas wzięła, zadzwoniła do przedszkola, okazało się, że policja już tam jest. Mama pojechała tam z nami, zrobiła awanturę stulecia pani wychowawczyni. Ja za to cały czas chwaliłam się dzieciom, jak to udało nam się.wymknąć i zobaczyć łabędzie!

Okazało się, że jedna pani miała trochę promili. Pamiętam, że już jej tam potem nie zobaczyłam, chłopaków nie pamiętam, lecz dzisiaj, mając 23 lata, nie raz widzę panią przedszkolankę idącą na targ czy do bankomatu. Chyba mnie nie poznaje.

Za to ja zawsze chwaliłam się, że moje pierwsze wagary, od razu z udziałem policji, wódki i przygody nad stawem, zaliczyłam w wieku 5 lat!
Suszepranie Odpowiedz

Fajne te wychowawczynie, nie ma co.

Odpowiedzi (5)
OhJeez Odpowiedz

Te twoje panie wychowawczynie to dopiero łobuziary, one wolały towarzystwo drinków. Ale znajomym się raczej nie chwalą przygodą

Zobacz więcej komentarzy (7)

#oQyID

Miałem kiedyś wiewiórkę.
A w sumie moja siostra, ale ona miała mało czasu, bo chodziła wtedy do liceum i chciała dobrze napisać maturę, więc dużo się uczyła. Nie była to zwykła polska wiewiórka, tylko wiewiórka syberyjska lub inaczej zwana burunduk syberyjski (polska wiewiórka jest ruda, a syberyjska brązowa w białe, podłużne pasy).
Nazywała się Drops - od tego, że jak tylko wybiegła z transportera do mojego pokoju (pokój dzieliłem z siostrą), to nie pobiegła do klatki, tylko obwąchała opakowanie cukierków.
Drops żył w naszej rodzinie 7 długich, cudownych lat. Przez ten czas każdy z mojej rodziny bardzo się do niego przyzwyczaił. Nawet nie bał się naszej kotki, a ona nie polowała na niego. I nieważne, czy kogoś drapnął (bo się przestraszył), czy kogoś ugryzł - wszyscy bardzo go lubiliśmy. Czasem to na nas wskakiwał i chodził po ramionach albo zbiegał po ubraniach na ziemię. Dawaliśmy mu orzechy lub nasiona słonecznika, gdy przybiegał do nas. Może i trzeba było często po nim sprzątać, ale wciąż był wspaniałym zwierzątkiem. Właśnie, był...

15 grudnia 2017
Byłem chory, nie poszedłem do szkoły, zostałem w domu i leżałem w łóżku. Obudziłem się około 9 i bardzo się zdziwiłem, bo nigdzie nie słyszałem cichego uderzenia łapek o panele, co świadczyło by o jego obecności. Natychmiast wstałem i zacząłem go szukać. Drzwi od pokoju były zamknięte, czyli nie mógł wyjść. Okno też było zamknięte, więc nie mógł przez nie wyjść (raz wyszedł przez rozszczelnione okno, ale to na inną historię). Kratka wentylacyjna była nietknięta, czyli przez nią nie wyszedł. Sprawdziłem za i pod łóżkiem, czy go tam nie ma, za firanką, sprawdziłem karnisz, szafę, komodę, a na samym końcu jego klatkę i kapcia, w którym lubił sypiać. Był tam, zwinięty w kulkę, spał. Ucieszyłem się, gdy go zobaczyłem, bo czasem wiewiórki mogą zapaść w sen zimowy, ale łatwo je z niego wybudzić. Wziąłem go na ręce i wtedy zrozumiałem, że jest źle. Był zimny, zesztywniały, mrugał tylko oczkami. Zadzwoniłem do mamy i z przerażeniem w głosie opisałem jej całą sytuację. Kazała mi zagrzać wody w czajniku, wlać ją do termoforu, położyć na nim Dropsa i przykryć ręcznikiem. Zrobiłem to co mi kazała. Ku mojej uldze, Drops rozprostował się i wydał cichy pisk. Cały czas byłem przy nim, głaskałem go, mówiłem do niego, tak bardzo chciałem, żeby został z nami. W pewnym momencie znowu zaczął się zwijać. Wziąłem go na ręce i zacząłem go ogrzewać. A on tylko podniósł na mnie łepek, popatrzył się na mnie swoimi smutnym oczyma, zamknął je i zwinął się ostatni raz. Zmarł na moich rękach. Po prostu odszedł.


Dzisiaj, kiedy dalej to wspominam, kręci mi się łza w oku. Bardzo go kochałem i to był dla mnie wstrząs, gdy odszedł na moich rękach. Lecz najbardziej w tym całym wydarzeniu pociesza mnie fakt, że ktoś przy nim był, kiedy umierał, że nie był sam.
Martynozaur Odpowiedz

Nie martw się, jest teraz na pewno w dropsowym niebie i wszystko u niego w porządku 🤗

Odpowiedzi (1)
KiszonaKapusta Odpowiedz

Jak mi smutno teraz :'(

Zobacz więcej komentarzy (21)

#5b9dn

Zawsze byłem wysoki i bardzo chudy. Chudy i blady z długimi nogami i rękami jak kosmita. Wkurzało mnie to, ale nie narzekałem, bo nikt mnie nie zaczepiał itp., typowe myślenie beta male. Do tego nosiłem długie włosy, miałem ładną twarz i łagodne rysy twarzy.

W wieku 22 lat nie mogłem znaleźć pracy, aż pewnego dnia zadzwonił kolega i zaproponował, że pomogę mu na budowie. Mam 190 cm i ważyłem wtedy 63 kilogramy. Mocno brałem się do pracy, ludzie z budowy byli szczerzy i mili na swój sposób. Dziwne, bo wcześniej pracowałem w biurze i spotkałem wielu nieszczerych ludzi. Mało tego, byłem całkiem silny i okazało się, że jestem wytrzymały.

Byłem bardzo nieśmiały, a z budowlańcami nabrałem śmiałości. Jadłem dwa obiady - jeden w pracy, drugi w domu. Po pół roku wyglądałem nieźle, po półtora roku bardzo dobrze. Ważyłem już 90 kilo i naprawdę czułem się silny i zdrowy. Praca na dworze dobrze mi zrobiła, lubiłem się czasem popisywać nosząc specjalnie jakieś krawężniki, betonowe części itp.

Patrząc wstecz, to był świetny okres życia. Denerwuje mnie, gdy ludzie śmieją się z pracowników budowlanych, majstrów. Mają swój folklor, ale gdy budują twój dom, postaraj się czasem być miły. To się opłaca.
Ookami Odpowiedz

Szczerze mówiąc czekałam na jakiś zwrot akcji

Odpowiedzi (3)
BlueBlood Odpowiedz

Wszyscy powinniśmy być dla siebie mili, nie tylko czasem dla budowlańców budujących nasz dom.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#4ySsY

Nie miałam jeszcze roku, gdy moi rodzice się rozeszli. Mieszkali wtedy u rodziny mojej mamy, mój ojciec bardzo dużo pracował, moja mama siedziała ze mną całymi dniami i nie czuła jego wsparcia, jeszcze moja babcia ją trochę buntowała - taki standard, doszło w końcu do kulminacyjnej kłótni i finito.

Ojciec zabierał mnie co tydzień do siebie na kilka godzin, z moją mamą utrzymywał bardzo chłodne relacje, szczególnie że mama jest bardzo, ale to bardzo uparta i jak się już obraziła, to na amen.

Trwało to rok. Pewnego jesiennego popołudnia rodzice mieli spotkać się w parku, by ojciec mógł mnie wziąć jak zwykle do siebie. Znam to tylko z opowieści, w końcu byłam jeszcze bardzo mała, ledwo zaczęłam chodzić. Gdy zobaczyłam ojca, zaczęłam się mamie wyrywać, więc postawiła mnie na ziemi. I teraz scena: po jednej i drugiej stronie alejki kolorowe drzewa, z których sypią się liście, gdzieniegdzie prześwituje słońce, mój ojciec w oddali i ja nieporadnie "biegnąca" w jego kierunku z dziecięcymi piskami radości. I ta scena sprawiła, że coś w mamie pękło. Podeszła do ojca i ze łzami zapytała, czy mogą spróbować jeszcze raz.

Do dzisiaj jak mama wspomina tę historię, bardzo się wzrusza. Przyznaje, że gdyby nie ta sytuacja, nigdy nie zeszłaby się z ojcem. Do dzisiaj są razem, już w sumie 30 lat, i nie znam drugiego małżeństwa tak pełnego miłości i szacunku do siebie nawzajem.
rassdwa Odpowiedz

Ładna historia.

cmsjvpx Odpowiedz

Dobrze, że obydwoje nadal się kochali i im wyszło, może wcześniej wystarczyło się wstrzymać i dać sobie nawzajem czas żeby poukładać pewne sprawy i postarać się to naprawić a nie rozwodzić. Fajna historia.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#UwMs2

Pierwszy dzień na nowym mieszkaniu, niczym jeszcze nie umiałam się posługiwać. Zamiast prysznica mieliśmy teraz wannę z nim połączoną, zamykała się taką szklaną "zasuwą". Ogólnie nie należę do zbyt bystrych osób, sama muszę to sobie przyznać.

Poszłam się umyć, zamknęłam się w wannie, normalnie przyciągając zasuwę do siebie, ale nadszedł czas wyjścia. Popycham ją - za nic nie chce się ruszyć, a przecież nie zawołam nikogo, żeby mnie wypuścił spod prysznica. Pomiędzy zasuwą a suszarką na ręczniki jest mała przerwa, a że jestem dosyć szczupłą osobą, to wpadłam na bardzo mądry pomyśl po prostu przeciśnięcia się tamtędy - jak pomyślałam, tak zrobiłam. No, tylko że nie byłam dosyć szczupła, bo się zablokowałam. Zasuwa miała ostre krawędzie, nikt pewnie nie przewidział, że ktoś tam kiedyś utknie. I na tej krawędzi zablokowało się właśnie moje gardło. Nie zamierzałam nikogo wołać, więc się po prostu stamtąd wyszarpnęłam.
No, i oto historia, jak prawie sobie poderżnęłam gardło prysznicem.


PS Moja głupota i tak się wydała, ciężko nie zauważyć krwawej krechy na gardle córki, poza tym ktoś musiał to opatrzyć. Tajemnica otwierania prysznica - składał się w bok, trzeba było przyciągnąć go do siebie i złożyć. I tak, było pełno pytań i przypuszczeń co mi się stało, ale na prysznic nikt nie wpadł. I nie, nie miałam pięciu lat, a piętnaście.
bazienka Odpowiedz

troche mi przypomina uparte ciagniecie drzwi, na ktorych jest naipsane "pchac"
kazdemu sie zdarzylo, nie przejmuj sie ;)
dobrze, ze nic ci sie nie stalo

Niezywa Odpowiedz

Wydaje mi się, że to po prostu roztrzepanie bądź chwila zaćmienia mózgowego, zdarza się.

Zobacz więcej komentarzy (9)

#NXf5z

Zostałam nieświadomie trollem mając 11 lat.

Nauczyciel zgłosił mnie do gminnego konkursu warcabowego, bo dość dobrze szło mi w tej grze. Zawody odbywały się w naszej szkole. Zagrałam już 2 partie, które wygrałam, więc nastał czas na trzecią. Wraz z moim przyszłym konkurentem szukałam wolnego stołu z planszą. Wszystkie były zajęte, nagle patrzę, jeden się zwolnił! No to podeszłam do niego, ale na stole była jeszcze nieskończona gra. Zastanawiałam się, co to znaczy, ale mój mały móżdżek pomyślał, że pewnie ktoś zrezygnował, zanim przegrał. Strąciłam wszystkie pionki i ułożyłam grę na nowo. Zagrałam z przeciwnikiem, potem zaczęłam z następnym, gdy do sali weszła jakaś dziewczynka z nauczycielem i pytaniem, co się stało z tamtą niedokończoną grą.

Okazało się, że po prostu źle się poczuła i wyszła na chwilę do łazienki, ale wróciła po chwili, by dokończyć prawie już wygraną partię.

Siedziałam cichutko do niczego się nie przyznając, tak mi było wstyd swojej głupoty. Tamtej dziewczynce nie przyznano punktów za wygraną partię, a ja dzięki temu zajęłam drugie miejsce w konkursie.
Pięć lat później znalazłyśmy się w jednej klasie w liceum, ale na szczęście nie poznała mnie.
cmsjvpx Odpowiedz

Z drugiej strony skąd mogłaś wiedzieć, przecież jeżeli ona grała z kimś to jej przeciwnik powinien być gdzieś niedaleko. Albo chociaż jakiś nauczyciel, który by Cię o tym poinformował.

Niezywa Odpowiedz

Nie twoja wina, zawody nie były dobrze zorganizowane jeśli nikt tam tego nie pilnował.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#NVJDH

Mam już trochę wiosen na karku, skończyłem podobno elitarne studia (po kilku latach w zawodzie wiem, że za elitarny to on nie jest), wiedzie mi się nawet nieźle.
Kilka lat temu poznałem dziewczynę, nie było łatwo, ale udało mi się w końcu zdobyć jej względy i oboje się kochamy, planujemy nawet przyszłość.

Wszystko byłoby pięknie, gdyby moja mama zachowywała się inaczej. Od początku była przeciwna naszemu związkowi, ponieważ ja skończyłem "elitarne" studia, a moja dziewczyna już nie (dla mnie najistotniejsze jest, że po swoich studiach ma pracę, robi to co lubi i sprawia jej to przyjemność i widać, że się w to angażuje). Kłótnie były regularnie, bo nie pozwalałem jej obrażać i ciągle o niej pogardliwie się wyrażać, w stylu co toto jest, czemu w nią tak uwierzyłeś, pociągnie cię na dno.

Były płacze, lamenty, mówiłem, że nie ustąpię, dawało to na jakiś czas jakikolwiek efekt w postaci spokoju. Z czasem doszły inwektywy i obrażanie mojej dziewczyny. Nie mogłem tego znieść i nie odzywałem się do mamy i tyle. Oczywiście moja dziewczyna nie dawała podstaw do traktowania jej w taki sposób, a podstawą do takiego jej wyzywania było już samo to, iż np. nie przyjechałem do domu na weekend, tylko wolałem go spędzić z nią albo gdzieś pojechać (miasto rodzinne jest trochę oddalone od miejscowości, w której aktualnie mieszkam).

Ostatnio jednak mama przeszła samą siebie, ponieważ znów obrażała moją dziewczynę w ww. sposób, a ponadto ciągle powtarza słowa moich ciotek, którym moja dziewczyna się nie spodobała i z tego co zrozumiałem, również lekceważąco się co do niej odnoszą.
"Problemem" nie jest już tylko "brak wykształcenia", ale teraz ponadto figura i uroda. Co ciekawe, mi naprawdę się podoba i uważam, że jest atrakcyjna - o gustach się nie dyskutuje, ale najważniejsze chyba, żeby mi się podobała.
Po tym utwierdzeniu przez ciotki mojej mamy co do jej opinii, to już jest armagedon... Przychodzi i płacze, zanosi się łzami, "żebym się zmienił i żebym przemyślał co mówi", tylko że tutaj chodzi o to, żebym zerwał z moją dziewczyną.

Do domu chcę wracać, dobrze się tutaj czuję, mam tutaj do kogo wracać, no i na mamie też mi zależy, ale jej zachowanie jest po prostu niewiarygodne i nie do zaakceptowania, zwłaszcza że jest wykształconą i szanowaną osobą w swoim środowisku.

Powiem szczerze, że nie wiem co mam robić, kocham moją dziewczynę, ale moja mama zachowuje się tak skandalicznie, że nie wiem jak mam to określić. Chciałbym mieć normalną rodzinę, żeby moja mama utrzymywała normalnie ze mną kontakt, ale już powiedziała, że jak się ożenię z moją dziewczyną, to mam do niej nie przyjeżdżać.
Już truchleję na myśl, jaki cyrk będzie, kiedy się oświadczę mojej dziewczynie.
Nie chcę zrywać kontaktu z mamą, ale to jest dramat...
tortczekoladowy Odpowiedz

Z matką ślubu nie weźmiesz. Chyba, że..

parohot Odpowiedz

Twoja mama jest zadzrosna, najlepiej wybralaby ci dziewczyne choc istnieje wariant ze zadna nie bylaby wystarczajaco dobra... studia elitarne a co my zyjemy w czasach przedwojennych? rozumiem ze kochasz mame ale czasem trzeba wybrac…

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (33)

#izzam

Do napisania tego wyznania skłoniło mnie wyznanie Rct0Z, w którym kobieta czująca pociąg do innych kobiet jest w związku z mężczyzną, gdyż nie akceptuje swojej orientacji. Jej postawa spotkała się z krytyką w komentarzach, w których wyczytać mogłem, że nie powinna się unieszczęśliwiać, powinna zredefiniować swoje pojmowanie związku i słowo partner wymienić na partnerka.

Poruszyło mnie to, gdyż sam jestem gejem. Pociągają mnie inni mężczyźni, jednak postanowiłem żyć inaczej. Jestem młodym, cieszącym się zainteresowaniem u płci przeciwnej dwudziestodwulatkiem. Mógłbym udawać, że czuję coś do jakiejś kobiety, może nawet zawrzeć związek małżeński. Nie chciałbym jednak nikogo oszukiwać, udawać miłości do kogoś, kto postanowił złączyć się ze mną przez całe życie.
Postanowiłem zatem żyć w czystości, ponieważ homoseksualizm jest sprzeczny z wyznawanym przeze mnie światopoglądem. Nie chciałbym nikogo urazić swoimi słowami, jednak uważam go za chorobę, którą muszę się zmagać każdego dnia, aby się jej nie poddać. Czuję wręcz fizyczną odrazę do wszelkich parad równości, na których obserwuję ludzi z takim samym problemem jak ja. Nie mogę uwierzyć, że można być z tego dumnym i czuć potrzebę wykrzyczenia tego całemu światu na ulicy.
Jest mi przykro, kiedy ktoś wrzuca mnie do jednego worka z tymi ludźmi. Chciałbym kiedyś się z tym uporać, mieć normalną rodzinę, żonę, dzieci...
derp Odpowiedz

Ja doceniam to, że rozumiesz, że twoja seksualność (jaka by ona nie była!) jest twoją prywatną sprawą i że nie masz ochoty ukazywać jej całemu światu oraz że nie chcesz nikogo wykorzystywać i oszukiwać. Za to masz u mnie duże piwo. Natomiast zupełnie nie zazdroszczę tego wewnętrznego rozdarcia, które przeżywasz, a na które, jak sądzę, nie ma dobrej recepty.

mimilenka Odpowiedz

Bardzo Ci współczuję tego, co przeżywasz. Mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć pomoc - może jakaś terapia, psycholog? Trzymam kciuki i mam nadzieję, że spełnisz jeszcze swoje pragnienie i będziesz miał szansę na normalną rodzinę.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (29)
Dodaj anonimowe wyznanie